Prezydent z PiS zwalcza wspieranie wydawania książek

Tytuł wydaje się być absurdalny, bo kto o zdrowych zmysłach zwalcza czytelnictwo i książki? A jednak… Otóż 23 stycznia br. podczas posiedzenia Rady Miasta Stalowa Wola, prezydent tejże aglomeracji Lucjusz Nadbereżny z Prawa i Sprawiedliwości zaatakował swojego poprzednika Andrzeja Szlęzaka, że w ciągu 4 lat wydał z budżetu promocji miasta 500 tysięcy złotych na wsparcie wydawania książek.

Jest to dziwny zarzut, bo przecież promowanie miasta poprzez czytelnictwo i książki jest inwestowaniem w wiedzę społeczeństwa, wykształcenie i rozwój intelektualny. Taka działalność jest godna pochwały we współczesnej epoce rewolucji informacyjnej, a nie potępienia.

Reakcja internautów

W Stalowej Woli, jak i w sieci zawrzało. Internauci od razu zwietrzyli okazję do zaprezentowania hipokryzji Prawa i Sprawiedliwości i zmontowali kilka materiałów prześmiewczych, które co prawda przedstawiają zagadnienie w sposób ironiczny, ale oddający istotę problemu. W jednym z materiałów wykorzystano fragment popularnego wśród Polaków serialu „Ranczo”, gdzie ksiądz poucza samorządowców, iż blokowanie wydawania książek i nie promowanie czytelnictwa jest ciężkim grzechem zaniechania. Poniżej ten materiał:

https://www.youtube.com/watch?v=H-a_J_JDDFY

W innym materiale wykorzystano fragment filmu, w którym przedstawiono jak totalitaryzmy walczyły z czytelnictwem i książkami. Twórcy tego materiału apelują do Nadbereżnego i PiS: „nie idźcie tą drogą!”. Poniżej materiał zatytułowany „Czy Lucjusz Nadbereżny (PiS), prezydent Stalowej Woli nie lubi książek?”:

https://www.youtube.com/watch?v=yRHgpgxaSwI

Jednakże najbardziej bolesny cios dla stalowowolskiego PiS i Lucjusza Nadbereżnego spadł z najmniej oczekiwanej strony, bo kościelnej.

Nadbereżny w opozycji do biskupa Adama Lepy ws. książek

Dzień po posiedzeniu Rady Miasta na którym Nadbereżny zaatakował Szlęzaka na łamach „Naszego Dziennika” ukazał się wywiad z biskupem Adamem Lepą („Upadek czytelnictwa czy tryumf oglądactwa”, wywiad z Bp Adamem Lepą, Nasz Dziennik, sobota-niedziela 24-25 stycznia 2015), w którym hierarcha zachęca do wspierania wydawania książek i promowania czytelnictwa.

Biskup Lepa mówi, że przed osobami mieniącymi się katolikami „stoi historyczne zadanie: odbudować w społeczeństwie miłość do książki i zachwyt do ulubionych lektur”. Dalej duchowny stwierdza: „Przerażają dziś wypowiedzi badanych osób, które się chełpią, że nie przeczytały w ciągu roku ani jednej książki. A jeszcze do niedawna przyznawano się do tego z zażenowaniem…

(…) Mentalność człowieka zmienia się najtrudniej i bardzo długo. Dlatego szczególną misję w tej dziedzinie ma do spełnienia dom rodzinny z mądrymi rodzicami i z atmosferą, która sprzyja dominacji słowa, a nie kolorowego obrazka czy hałaśliwej muzyki. Należy pamiętać, że słowo najpełniej karmi się ciszą. Jednocześnie rodzice jak najwcześniej powinni rozbudzać w dziecku ambicje czytelnicze, dając zarazem przykład umiłowania książki. Jednym z najważniejszych mebli w mieszkaniu powinna się stać szafa z książkami.

(…) Przed manipulacją mogą chronić ambitne pasje u młodego człowieka, wszczepiania od dziecka miłości do książki i krytyczne myślenie”. Tyle biskup Lepa.

Internauci skwapliwie podchwycili wątek słów i napomnień hierarchy zwracając uwagę, że kreujący się na przykładnego katolickiego polityka Nadbereżny z PiS robi w kwestii książek dokładnie odwrotnie niż do tego nawołuje biskup Lepa. Poniżej materiał znaleziony w sieci zatytułowany „Lucjusz Nadbereżny w opozycji do biskupa Adama Lepy. Czy Nadbereżny manipuluje?”:

https://www.youtube.com/watch?v=QHroNs3k3lU

Paradoks i ironia losu polega na tym, że Nadbereżny kreuje się na wzorowego katolika. Ma brata księdza i wujka biskupa. Tymczasem wściekle zaatakował swojego poprzednika Andrzeja Szlęzaka dokładnie za to, że jako prezydent ws. książek i czytelnictwa realizował to, co proponuje i sugeruje w rzeczonym wywiadzie biskup Lepa.

Stalowowolskiego PiS systemowe zwalczanie czytelnictwa

W poczynaniach stalowowolskiego PiS widać pewien dający do myślenia algorytm działania. Środowisko skupione wokół Prawa i Sprawiedliwości i Lucjusza Nadbereżnego zaciekle atakowało i nadal atakuje poprzedniego prezydenta Andrzeja Szlęzaka za to, że za jego kadencji wybudowano jedną z najnowocześniejszych bibliotek w Polsce: Bibliotekę Międzyuczelnianą im. Melchiora Wańkowicza. Przypadek?

Lucjusz Nadbereżny i PiS agresywnie atakują Andrzeja Szlęzaka, że będąc prezydentem miasta realizował długofalowy, strategiczny program stworzenia ze Stalowej Woli nowoczesnego ośrodka akademickiego inwestującego w rozwój technologiczny i intelektualny. Kolejny przypadek?

Czołowy polityk PiS w Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny bezpardonowo atakuje dofinansowanie w ramach promocji miasta wydawania książek. Wiadomo, że książki dofinansowane z budżetu promocji miasta znajdują się w bibliotekach w całym kraju, ośrodkach akademickich i na półkach domowych biblioteczek. Nie trzeba być nieprzeciętnie inteligentnym, aby wiedzieć, że już nie będzie na świecie Nadbereżnego i Szlęzaka, a wartościowe książki z logo Stalowej Woli i informacją na okładce, że ta pozycja ukazała się dzięki wsparciu miasta będzie informowała następne pokolenia Polaków z zacięciem czytelniczym i naukowym. Promocja dofinansowania wydawania książek, to paradoksalnie jedna z najtańszych i najbardziej skutecznych – uwzględniając dalszą perspektywę czasową – form promocji miasta. Tymczasem PiS bezpardonowo atakuje za ten pomysł Szlęzaka. Przypadkowo?

Nic więc dziwnego, że internauci w jednym z materiałów zadają w tym kontekście kluczowe pytanie: „Czy Lucjusz Nadbereżny i PiS wychodzą z założenia, że nieczytającymi i niedokształconymi ludźmi łatwiej rządzić i manipulować?”.

W tym PiSowskim szaleństwie jest metoda

Byłoby zrozumiałe, gdyby Nadbereżny zaatakował Szlęzaka np. za rozrzutność finansową pieniędzy miasta na częste zagraniczne delegacje i wykorzystywanie środków magistratu na prywatę. Jednakże wspieranie finansowe wydawania książek i promocja czytelnictwa, to rzecz której nasz kraj w dobie półanalfabetyzmu dużej części społeczeństwa, która przyznaje się do tego, że w ogóle nie czyta jak najbardziej potrzebuje. Każdy rozsądnie myślący wie, że w tej materii Szlęzak zasługuje na medal, a nie potępienie.

Zresztą reakcja mieszkańców Stalowej Woli, którzy w komentarzach na portalach stalowowolskich suchej nitki nie zostawili na Nadbereżnym jest tego dowodem. Więc dlaczego politycy PiS postanowili zaatakować Szlęzaka niczym polityczni kamikadze?

Nadszedł czas realizacji obietnic wyborczych. A tych Nadbereżny złożył całą masę. Wygląda więc na to, że nie mając pomysłu na zarządzanie miastem i wizji rozwoju Stalowej Woli Nadbereżny postanowił sięgnąć po prymitywną, aczkolwiek czasami skuteczną sztuczkę wszelkiej maści manipulatorów, czyli zarządzanie przez wytwarzanie złych emocji i wskazanie wroga, w celu odwrócenia uwagi od własnej nieudolności. Tym wrogiem publicznym dla mieszkańców Stalowej Woli ma być Andrzej Szlęzak. I tę socjotechnikę propagandy widać w stalowowolskich mediach wspierających PiS. Klasyczny numer z arsenału socjotechniki czarnego PR-u zwany „wskazaniem kozła ofiarnego”.

Przy głosowaniu nad budżetem miasta Nadbereżny otrzymał 100 procent poparcia. Zero głosów przeciw. A więc praktycznie nie ma żadnej opozycji. Nie ma na kogo zrzucić odpowiedzialności. Na opozycję, która sieje obstrukcję nie można, bo jej zwyczajnie nie ma, czego dowodem jest głosowanie nad budżetem miasta. Więc sięga po prymitywne metody, jak chociażby atak na poprzednika za wspieranie wydawania książek.

Wygląda na to, że w przypadku Lucjusza Nadbereżnego, którego część środowisk PiSowskich kreuje na „cudowne dziecko” polityki dotknęła klątwa niektórych triumfatorów: śmierć zwycięzcy – zginął przygnieciony bramą triumfalną.

Łukasz Wielicki

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *