Problem nie w PZPN-ie

Afera PZPNu trwa na całego. Działacze związku są zaiste rozczulający. Kiedy słucha się nagrania słynnej już rozmowy Laty i Kręciny, sprawa dla wszystkich przytomnych osób jest oczywista. Gdy porównamy ją na przykład ze słynnym zapisem wizyty Lwa Rywina u naczelnego Wyborczej, wydaje się ona wprost modelowym przykładem uzgodnień korupcyjnych. A to ta – mniej przy niej modelowa – rozmowa Rywina zmiotła przecież z powierzchni ziemi rząd SLD. Tymczasem, póki co, nic nie wskazuje by – mimo sytuacji bardziej oczywistej – nasz związek piłkarski choćby drgnął. Dlaczego tak się dzieje?

Moim zdaniem paradoksalnie, pośredniej odpowiedzi udzielił wczoraj w kilku publicystycznych audycjach Adam Hofman. Stwierdził mianowicie, że porządek z kolegami Grzegorza Laty – a także z nim samym – można zrobić dopiero po Euro 2012. Stanowisko to można rozumieć dwojako. Po pierwsze tak, że zamieszanie z PZPNem przed turniejem utrudni naszej reprezentacji by właściwie się do niego przygotować. Jest w tym wiele racji. Problem polega tylko na tym, że moim zdaniem prawdziwsza jest interpretacja druga. A mówi ona tyle, że sprawy tej nie należy dziś ruszać, bo tuż przed futbolowymi Mistrzostwami Europy mogą nas spotkać represje ze strony FIFA i UEFA.

O jakie represje chodzi? Pewnie wielorakie. Może nawet  ograniczenie liczby rozgrywanych w Polsce meczów. Nie jest to wcale tak nieprawdopodobne jeśli popatrzymy, że już raz zdeterminowany minister sportu – Mirosław Drzewiecki – ostatecznie ugiął się pod presją zagranicznych kolegów prezesa Laty. I tu – moim zdaniem – pogrzebany jest przysłowiowy pies.

Bo tak naprawdę problem PZPNu nie leży wcale w samym PZPNie, ale w jego zagranicznych opiekunach. Krótko mówiąc okazuje się, że władze państwowe nie mogą uporać się ze związkiem sportowym, będącym symbolem wszelkich możliwych patologii, ze względu na jego możnych, międzynarodowych protektorów. I tutaj dwie konstatacje. Primo – że działacze FIFY i UEFY – skoro tak bronią Laty, Kręciny i jego kolegów – muszą być osobami podobnej konduity. Oznacza to, ni mniej ni więcej jak tyle, że pod przykrywką sportowej federacji, dzisiejszy świat dopuścił do powstania międzynarodowej organizacji przestępczej. Jasnym jest, że ci którzy bronią oczywistych mafiosów – mając pełną wiedzę o ich działaniach – najprawdopodobniej sami są  mafiosami.

I wreszcie secundo – jeśli tacy mafiosi są wstanie wymuszać konkretne decyzje, a w zasadzie ich cofnięcie – na rządach dużych europejskich państw, to problem jest naprawdę poważny.

Moim zdaniem – z punktu widzenia społecznego morale międzynarodowej opinii publicznej – nawet tak samo poważny jak szalejący kryzys ekonomiczny. A sprawa PZPNu jest tego groźnego problemu nie istotą, a jedynie skromnym symptomem. Problemu, na którego istnienie, ta właśnie opinia pozwolić sobie nie może. W takiej sytuacji nie zazdroszczę minister Musze. Trzeba trzymać za nią kciuki.

www.facebook.com/flibicki

Jan Filip Libicki

-asd

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *