Rękas: Samotność rusofoba

PR-owa katastrofa projektu „Rosjanie wysadzili tory w Polsce” trwa. Teraz okazuje się, że zrobili to specjalnie, żeby… wszyscy uznali, że to robota Ukraińców. „Perfidię bolszewików znamy nie od dziś!” dopowiedziałby sturmbannführer Lothar.

Strzelając śmiechem

Rozbrajające są też zapowiedzi „wypalania żywym ogniem ruskiej propagandy!”. Przecież dość spojrzeć na reakcje czytelników pod dowolnym artykułem choćby luźno związanym z rosyjską specoperacją czy pobytem Ukraińców w Polsce. Nie trzeba żadnych farm trolli, żadnych onuc. Zwykli ludzie rozwalają śmiechem wszystko co choćby zalatuje kijowską propagandą. Oczywiście, drodzy tropiciele onucyzmu, możecie sobie wierzyć, że to wszystko ruskie boty, że jesteście głosami i sumieniem narodu – ale fakty są takie, że zostaliście sami. Garstka silnych zrazem i moherów po każdej stronie oraz ci, którym sami płacicie. Nikt wam już poza tym nie przytakuje.

Powrót zdrowego rozsądku

W istocie przypomina to sytuację pod koniec pandemii. Coraz więcej ludzi miało wówczas dość lockdownów i kolejnych obostrzeń, ich nonsensowność, uciążliwość czy (jak kto woli) zupełna nieskuteczność były już ewidentne – a media III RP właściwie aż do 24. lutego 2022 r. grzały temat niczym na samym objawieniu koronawirusa, promując kolejne dawki przypominające i paszporty COVIDowe, żądając zaostrzenia sankcji wobec niezaszczepionych i strasząc antyszczepionkowym terroryzmem, o genezie – a jakże! – moskiewskiej. Jakby nic się przez dwa lata nie zmieniło, jakby już dawno nie opadła histeria, który w lutym i marcu 2020 r. opanowała niemal 100 procent polskiego społeczeństwa.

Podobnie i dzisiaj, nastrój humanitarnego skretynienia, które stało się udziałem Polaków wnoszących na własnych rękach ukraińskich nachodźców – to dziś wstydliwa przeszłość, do której niemal nikt nie chce się przyznawać. Rozjazd między coraz wyższym C w mediach i wystąpieniach polityków, a nastrojami społecznymi jest dziś bodaj czy nie wyższy niż przed upadkiem COVIDa. Niemal nikt już nie popiera finansowania Kijowa, a ostatnie afery korupcyjne na Ukrainie tylko potwierdzają słuszność naszych sprzeciwów. Mało kto cieszy się z masy ukraińskiej w Polsce, o której naprawdę naiwnie myślano, że wpadła na chwilę i zaraz wróci do siebie, odbudowywać kraj po krótkiej, zwycięskiej wojence. Propaganda prokijowska w Polsce jest martwa, to zombie straszący w telewizjach i na portalach internetowych, bez żadnej realnej treści społecznej. A jednak dalej istnieje, łazi i wciąż chce Polakom wygryzać mózgi.

Czy na pewno bez konsekwencji?

Oczywiście, łapanie propagandystów za rękę nie jest wcale łatwe, nawet gdy kolejna afera jest szyta grubymi… torami. Tymczasem wszystko powinno mieć konsekwencje, nawet w III RP.

Jeśli neo-wojna o szyny to dywersja – to czy jesteśmy w stanie wojny? Nie hybrydowej, nie ostrzeżeń, nie odgrażań – tylko po prostu: jest wojna czy jej nie ma? A jeśli jest – to z kim? A w III RP wszystko jest jak zwykle – paręnaście tygodni temu zaczęto opowiadać, że jednak nie wybraliśmy prezydenta. I co, ten wybrany okazał się nielegalny? Nie? To może ci, którzy tak twierdzili ponoszą konsekwencje oszczerstwa? A może to była pomyłka? Rosyjski dron miał spaść na polski dom, potem okazało się, że nie rosyjski, tylko ukraiński, a właściwie to była polska rakieta. No i? Coś sprostowano, coś zmieniono w całym tonie propagandowej histerii, wyciągnięto jakieś wnioski, PRZEPROSZONO może kogoś, np. tych bez domu? Czy znowu jak zwykle? Bo tak jest ze wszystkim, czego się nie tkniemy w III RP: telewizja niby bezprawna, ale działa, sędziowie nie wiadomo czy legalni, ale sądzą, Sejm zupełnie nieważny bez dawno temu zatrzymanych posłów – i też nikogo to już nie obchodzi. Niby ktoś nas napadł – ale o wojnę proszę się dopiero dowiadywać. Przez ten swój obecny kształt III RP jest jedynym na świecie i największym kwadratowym cyrkiem!

To jest bałkanizacja, a dokładniej odwrócona bośniakizacja, bo właśnie Bośnia i Hercegowina (podobnie jak wcześniej Macedonia) zaczęła funkcjonować dopiero wtedy, gdy nie miała ani powszechnie uznawanego rządu, ani głowy państwa, ani w praktyce żadnego aparatu państwowego zdolnego podejmować jakiekolwiek decyzje. Nagle, jak na rondzie fazowym, które staje się przejezdne dopiero po awarii świateł – wszystko zaczęło się jakoś kręcić. W III RP natomiast wszystkiego mamy w nadmiarze i podwójnie: legalnych i nielegalnych sędziów, prokuratorów, prezydentów, nawet wojen hybrydowych. I nic nie działa sprawnie, za to wszystko toczy się dalej, od jednego ostatecznego kryzysu do kolejnej absolutnie finalnej tragifarsy.

Bez żadnych konsekwencji dla kogokolwiek poza Polakami, bo to my musimy ten cyrk znosić, czekając aż się któryś clown w końcu pośliźnie na ubijanej pracowicie pianie i wszyscy razem z nim polecimy na pysk.

Mają ludzi gdzieś

Zjawisko to potwierdza istotną cechę polityki obecnego okresu przejściowego od liberalnej demokracji partyjno-parlamentarnej do liberalnego autorytaryzmu medialno-inwigilacyjnego. Nadal jeszcze, asekuracyjnie posługuje się on prymitywnie wzbudzanymi emocjami społecznymi, jednak nie reaguje już, gdy takowe opadną lub dana prowokacja się nie powiodła, jak w przypadku obecnej parodii wojny o szyny. Media i politycy nie badają nastrojów społecznych, by na nich budować swoje poparcie, oni odpowiednie nastroje starają się wywoływać (co oczywiście działo się i wcześniej), jednak gdy się nie uda – bynajmniej nie zmieniają tematu, ciągną ten który został odgórnie ustalony jako jedynie słuszny i konieczny, jak w tym przypadku wojna z Rosją.

Oznacza to, że samo deklarowanie sprzeciwu wobec dalszego finansowania Kijowa, protestowanie przeciw eskalacji w relacjach polsko-rosyjskich, domaganie się remigracji Ukraińców, czy chociaż większej selektywności w ich przyjmowaniu – zwyczajnie nie wystarczą. Wszystkie takie postulaty, hasła i naturalne oczekiwania społeczne zostaną zignorowane, jeśli nie zostaną przekształcone w realną siłę polityczną. Nie wystarczą nawet tysiące roześmianych emotek, drwiących z wyskoków Applebaumowego i odrzucających niezmiennie prokijowskie lamenty mediów. Działanie kierowników III RP jest doskonale schematyczne i obojętne wobec tego co ludzie myślą, mówią i piszą. Przecież ta farsa znowu się powtarza! Trzy lata temu ludzie bez maseczek, gnojeni przez system, rzucani na glebę przez policjantów i opluwani (dosłownie!) przez COVIDowe ORMO byli przedstawiani jako groźni terroryści, zorganizowana mafia podważająca fundamenty państwa i dybiąca tylko na niewiniątka stojące w kolejkach po czwartą dawkę. Dziś podobnie, nie ma w mediach i niemal nie ma w Sejmie głosów mówiących, żeby przerwać prokijowskie, rusofobiczne szaleństwo, a gdy takie wypowiedzi pojawiają się w internetowych komentarzach – to się sekcję komentarzy wyłącza. Według mediów i polityków to Polacy napadają na Ukraińców na ulicach, a nie odwrotnie, jak to się przeważnie zdarza. Oczywiście też to Rosja chce napaść na Polskę, podczas gdy cała polityka nakazana III RP zmierza do jednego – do wojny. A jednak…

Polaka znak: 😀

A jednak te roześmiane, kpiące emotki to jest polska szansa. O ile nie pozostaną emotkami i nie staną się tylko emocjami, tylko kolejną zerwaną flagą czy tylko kolejnym bandziorkiem zza południowo-wschodniej spacyfikowanym celnym ciosem walizki. Stop ukrainizacji Polski! Nie dla wojny z Rosją! – muszą stać się hasłami wyborczymi, ważniejszymi niż wszystko inne, bo na wagę przetrwania Polski i polskości, a także wewnętrznego uporządkowania naszego polskiego domu. Rusofobi i podżegacze wojenni już nie są w większości, ale wciąż są u władzy. Muszą czuć tę swoją samotność, dlatego nie dawajmy im spokoju ni komfortu głoszenia ich bzdur bez zdrowej, polskiej, także prześmiewczej reakcji. Ale przede wszystkim trzeba ich odsunąć od zarządzania polskimi sprawami, a przynajmniej zarząd ten maksymalnie im utrudnić. Tak, by to oni nie utrudniali życia zwykłym ludziom i przede wszystkim by polskiego życia nie narażali na zagładę.

Drwijmy, komentujmy, ale też organizujmy się i głosujmy.

Konrad Rękas

Aniemowilem.pl

Facebook
Click to rate this post!
[Total: 13 Average: 3]

38 thoughts on “Rękas: Samotność rusofoba”

  1. He, he.. Nie ma to jak przekonanie, że tak jak jest we własnej bańce medialnej, tak samo jest wszędzie. Faktycznie na portalach pisowskich „rusofobów”, czyli tych, którzy widzą Rosję taką jaka jest, a nie taką, jaką chciałaby żeby ją widziano, praktycznie nie ma. Ale też nigdy ich tam właściwie nie było.

    Natomiast Polacy, tak samo jak zawsze, nadal Rosję uważają słusznie za zagrożenie, Rosją się brzydzą i najchętniej by się jej definitywnie, najlepiej ukraińskimi rękami, pozbyli.

    Gdyby było tak jak pisze autor, Braun miałby nie 6% a 60% poparcia, a sam PIS nie usiłowałby swojego uwielbienia dla Rosji i Putina ukrywać, co nadal robi, choć niezbyt udolnie.

    1. Którzy Polacy? Wezmę za przykład moją rodzinę jako cały przekrój. ZAWSZE najbardziej antyrosyjscy w mojej rodzinie i w kręgu znajomych mi osób byli wyborcy partii PiS. Z wyznawcami rudego z Sopotu już tak średnio to było. No nie wiem, nie przypominam sobie, żeby Tusk w 2010 roku był antyrosyjski. Wtedy przypominam sobie, że był chyba ten reset w stosunkach z Rosją, nieprawda? Teraz struga Greka, ale nie wszyscy mają amnezję. Sam zresztą jak się go zapytano o to, to powiedział, że „to była [rzekomo] inna Rosja”. Nie wydaje się więc, żeby uważał wtedy Rosję za zagrożenie. Chyba, że Tuska nie liczymy jako Polaka. Ale generalnie racja, Rosja jest zagrożeniem dla Polski nieważne, czy jest mieszaniną carsko-sowieckiego imperializmu, czy jest ta bardziej „liberalna” gdy jest wielki reset i współpracuje z Niemcami i Francją, buduje niekorzystne strategicznie dla nas gazociągi Nord Stream. Jeden Ukrainiec walczący na froncie napisał mi kiedyś, że Putin to najgorsza opcja dla Rosji, a najlepsza dla nas. Bo gdyby rządził Nawalny, który mimo wszystkich swoich wad liberała zreformował Rosję to z taką Rosją już byłoby o wiele ciężej sobie poradzić. Bo po przestawieniu na liberalizm Rosja nie zrezygnuje ze swojego imperializmu, to mrzonki. Ale też przyznając, że Rosja jest wrogim nam państwem nie można popadać w jakieś durne egzaltacje Ukrainą. Ukraina nie jest państwem przyjaznym Polsce, bo pomimo pewnych wspólnych płaszczyzn ogólne interesy są sprzeczne. Dopóki miała interes w Polsce to zgrywała przyjaciółkę, teraz nawet pomimo wojny świnie nam podsadza. Jak wojny już nie będzie to tym bardziej nic się nie zmieni na lepsze.

      1. „ZAWSZE najbardziej antyrosyjscy w mojej rodzinie i w kręgu znajomych mi osób byli wyborcy partii PiS.”

        1. Próbka jest niereprezentatywna. Kto w takim razie ostatnio przeszedł od popierania PIS do popierania Brauna?

        2. Wyborcy to co innego niż aparat partyjny. Taki rozjazd jest, wbrew pozorom, dość częsty. Występuje jaskrawie np w partii RAZEM

        „nie przypominam sobie, żeby Tusk w 2010 roku był antyrosyjski. Wtedy przypominam sobie, że był chyba ten reset w stosunkach z Rosją, ”

        Owszem. Wtedy Rosja jeszcze udawała normalny kraj, było to jeszcze przed majdanem i okupacją Krymu. Próba jakiejś normalizacji z nią stosunków, było nie było z największym krajem na świecie i sąsiadującym przez Królewiec z Polską, była jak najbardziej uzasadniona i potrzebna.

        Próba ta, okazała się, z winy Rosji, nieudana. To nie znaczy jednak, że nie należało jej wtedy podjąć.

        „Rosja jest zagrożeniem dla Polski nieważne, czy jest mieszaniną carsko-sowieckiego imperializmu, czy jest ta bardziej „liberalna” gdy jest wielki reset i współpracuje z Niemcami i Francją, buduje niekorzystne strategicznie dla nas gazociągi Nord Stream. ”

        Przeciwnie. Gdyby Rosja faktycznie była „liberalna”, taka jak Kanada – kraj z nią praktycznie identyczny pod względem warunków naturalnych, ale kompletnie różny ustrojowo – nie stanowiłaby zagrożenia dla Polski ani dla nikogo innego. Tyle że Rosja nigdy taka nie była. Tylko udawała.

        „gdyby rządził Nawalny, który mimo wszystkich swoich wad liberała zreformował Rosję to z taką Rosją już byłoby o wiele ciężej sobie poradzić.”

        Z taką zreformowaną liberalną Rosją nie trzeba by było w ogóle sobie radzić. Kraje postindustrialne i cywilizowane nie napadają na siebie zbrojnie, bo koszty takich awantur są niebotycznie wyższe niż wszystko to, co można by ewentualnie w ich trakcie uzyskać.

        „Ukraina nie jest państwem przyjaznym Polsce, bo pomimo pewnych wspólnych płaszczyzn ogólne interesy są sprzeczne.”

        Jakie są sprzeczne interesy Polski i Ukrainy? Szczególnie w przypadku, gdyby to Ukraina się w końcu zliberalizowała i zaczęła się upodabniać ustrojowo choćby tylko do Polski i Rumunii, jeżeli już nie do Szwajcarii?

        Interesy bardziej sprzeczne niż interesy Polski i Czech?

        1. Ależ to trąci Clintonem i Schwabem. Normalny kraj to liberalna demokracja. Wciągnijmy każdy kraj autorytarny/totalitarny w orbitę demokracji, liberalizmu, wolnego handlu, to się ucywilizują. Dobrobyt, praworządność, demokracja, liberalizm – hasła niemal gierkowskie. Niemalże proroctwo końca historii. A tu ta właśnie historia zrobiła psikusa i się nie skończyła. Są różne systemy polityczne i to niektóre lepsze niż ta osławiona liberalna demokracja, która prowadzi do totalitaryzmu (Kanada). Czytając pilastra to zastanawiam się czy jest libertarianinem czy… komunizującym liberalnym demokratą. Efekt jednego i drugiego jest podobny: brak wolności, likwidacja państw narodowych, ateizacja, zniewolenie. A z Ukrainą mamy sprzeczne interesy, np. kto w XIX wieku rozniecał uczucia nacjonalistyczne wśród Rusinów? Nasi zaborcy: Niemcy i Austro-Węgry. Proszę sobie też dla relaksu poczytać Doncowa. Niemcy i Ukraińcy mają zresztą pretensje terytorialne wobec nas. Kto chce nas wciągnąć w wojnę? Ukraina. Zresztą… Ukraina. Oligarchowie słusznego pochodzenia i działający w interesie obcym Zełenski. A, jeszcze jedno. Pisze Pan często ,,normalny kraj” czyli w Pana rozumieniu kraj szeroko rozumianego Zachodu. Gdzie masz Pan normalny kraj? W Unii? Który? Polska? Z taką biurokracją, podatkami, wcześniej zamordyzmem covidowym, z cenzurą, aferami, zmonopolizowanymi mediami publicznymi, z sądownictwem popeerelowskim, z masą zbędnego prawa i zbędnych instytucji, z zadłużeniem sięgającym prawie 2 bln zł.

          1. Niedokładnie. Normalny kraj to kraj:

            1. Wolnorynkowy – wolność
            2. Chroniący własność prywatną – własność
            3. Praworządny – sprawiedliwość

            Z grubsza poziom tych trzech czynników opisuje index of economic freedom, a dokładniej 9 z 12 jego części składowych, tzw IEF 9D

            https://blogpilastra.wordpress.com/2023/04/23/dobrobyt-na-koniec-historii/
            https://blogpilastra.wordpress.com/2024/12/03/czesc-pracy/

            Teoretycznie demokracja nie jest warunkiem koniecznym, ale jakoś tak się dziwnie składa, że wszystkie państwa spełniające te warunki (mające wysoki IEF 9D) są również demokratyczne, choć w drugą stronę ta zależność nie zachodzi.

            Prosi pilaster o podanie gdzie kiedy i w jakiej formie i na jakim szczeblu (prezydent, premier, rząd, parlament, minister, etc) Ukraina i Niemcy wysunęły roszczenia terytorialne wobec Polski. I jakich polskich obszarów te roszczenia dotyczą. Bo to fascynujące – nigdy się z czymś takim pilaster nie zetknął.

            Jedynymi krajami, które bowiem faktycznie wysunęły pretensje terytorialne do Polski są Rosja – do całości polskiego terytorium, oraz Węgry Orbana – do małych kawałków na Spiszu, ale zawsze.

            1. Co do tych 3 punktów. Wolność, własność, sprawiedliwość – piękne słowa ale ich na Zachodzie już nikt nie wciela w życie. Tam są tylko małe wysepki cywilizacji łacińskiej. Wolności nie ma, własność jest ale należy głównie do paru procent internacjonalistów/globalistów. I sprawiedliwość jest kulawa. Można trafić do więzienia za tzw. mowę nienawiści, obrażanie mniejszości, etc. Nie interesuje mnie index of economic freedom, interesuje mnie Polska i wytworzenie tutaj takich warunków do rozwoju, które Zachód tylko częściowo miał po wojnie. A wskaźniki? To broń Zachodu, to element sterowania. Cybernetyka. Zaprogramować elity (MBA, uniwersytety na Zachodzie, fundusze), postawić wszystko, co swoje na pierwszym miejscu i ratingami, wskaźnikami szachować kraje zależne. A demokracja… Gdzie Pan ją ma? Formalnie – cały Zachód. A w praktyce elity finansowo-medialno-tajne zarządzają wszystkim w swoim interesie. A pretensje teryutorialne Niemiec? Czyje były Szczecin, Wrocław, Olsztyn przed wojną? Polskie? No to jeżeli Pan tego nie rozumie, że jak poważne państwo niemieckie utraciło na rzecz Polski te ziemie i zechce je kiedyś odzyskać, to ja już Panu nic nie poradzę. A na jakich ziemiach rosyjskich żyjemy?

              1. Nie no wolność i własność pod względem prowadzenia własnej działalności gospodarczej w takich krajach jak Niemcy, Francja, czy UK oczywiście, że jest nawet większa niż w Polsce. Mówiąc oczywiście nie o korpo, ale o drobnej inicjatywie prywatnej. Ale o czym my zapominamy? O tym, że w tej dziedzinie górę bierze pewna kategoria imigrantów z krajów półksiężyca. A dlaczego? A dlatego, że oni nie myślą w kategoriach liberalnych, tylko mentalnie dalej tkwią w krajach, z których przybyli. Mają swoje grupowe, plemienne sitwy, które wygryzły większość konkurencji w branżach, w których się pojawiły. Oni nigdy nie będą traktować białego człowieka, choćby nawrócił się na islam na równi ze sobą. Biały człowiek dla nich może co najwyżej pełnić rolę cwela, którego można wykorzystać jak jest im potrzebny. Dlatego te kraje mają tak rozbudowany system socjalny, bo to, że Anglicy, Francuzi, czy Niemcy nie zbuntowali się to tylko dlatego, że nie chcą wychodzić z tej socjalnej strefy komfortu. Zbyt wygodni się stali. No i nie muszę tłumaczyć dlaczego system tych krajów nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością, bo z kontekstu tej wypowiedzi można to wywnioskować.

              2. „A pretensje teryutorialne Niemiec? Czyje były Szczecin, Wrocław, Olsztyn przed wojną? Polskie? No to jeżeli Pan tego nie rozumie, że jak poważne państwo niemieckie utraciło na rzecz Polski te ziemie i zechce je kiedyś odzyskać, to ja już Panu nic nie poradzę. A na jakich ziemiach rosyjskich żyjemy?”
                Oczywiście, że Niemcy jeśli tylko będzie okazja bardzo chętnie odzyskają nasze obecne ziemie zachodnie. Bo niekoniecznie musi im chodzić o jakąś narodową dumę, tylko o forsę. Nie muszę tłumaczyć, że koncerny niemieckie w obecnych warunkach niskiego wzrostu gospodarczego spowodowanego tym, że ani Niemcy nie są już tak konkurencyjne, a ze względu na pojawienie się innych światowych graczy perspektyw outsourcingu zagranicznego już tak nie działa jak kiedyś, po prostu dostając nowe ziemie dostaną jakiś bodziec wzrostu. A naiwność, że nie leżymy na terenach przed wojną zajmowanych przez Rosję i dlatego nigdy nie zostaniemy zaatakowani to już jest zero zrozumienia psychiki rosyjskiej.

              3. A co szanowny Jarek widzi zlego w checi odzyskania utraconego?.N.b.”powazne panstwo niemieckie” to chyba troche na wyrost.Osobiscie nie zalecal bym temu panstwu odzyskiwac tego co utracone.

                1. „A co szanowny Jarek widzi zlego w checi odzyskania utraconego? [w domyśle chodzi o nasze ziemie odzyskane?]”
                  Wystarczy, że dla nas to nic dobrego.

              4. Jeżeli wolnego rynku nie ma na Zachodzie, to znaczy że nigdzie nie ma. 🙂

                W rzeczywistości oczywiście kraje Zachodu (Polska nie do końca) mają najwyższe wskaźniki IEF i jakoś tak dziwnym zbiegiem okoliczności, także najwyższy dobrobyt i największą wydajność gospodarki. Te kraje niezachodnie, które także cieszą się dobrobytem, cywilizacją i wydajnością Tajwan, Japonia, Korea płd, Singapur, również tak jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności mają najwyższe wskaźniki IEF.

                Co do pretensji terytorialnych Niemiec, to jak widać, nie mają one żadnych do Polski roszczeń terytorialnych (wszystkich zrzekły się formalnie w traktacie z 1970 i ponownie z 1991 roku), ale przecież MOGĄ MIEĆ. 🙂

                Na tej samej zasadzie, to i Polska MOŻE MIEĆ, roszczenia terytorialne do wszystkich sąsiadów dookoła. 🙂 Do Niemiec też.

                I Ukraina też oczywiście pretensje terytorialne do Polski też MOŻE MIEĆ.

                Tymczasem Rosja roszczeń do Polski nie tylko MOŻE MIEĆ, ale po prostu MA. I oficjalnie je zgłosiła w ultimatum z grudnia 2021 roku. Do całości polskiego terytorium i zresztą nie tylko polskiego.

                Oczywiście być może wskaźniki te są niewłaściwe. Proszę wiec zaproponować własne wskaźniki do oceniania poziomu wolnorynkowości, lepsze od IEF. A nie procesję mętnych frazesów wygłaszanych z wielką pewnością siebie

                1. „Jeżeli wolnego rynku nie ma na Zachodzie, to znaczy że nigdzie nie ma.”
                  Czystego wolnego rynku nigdzie nie ma, bo czysty wolny rynek to model teoretyczny. A teoria nigdy nie pokrywa się w 100% z praktyką.

                  1. Czystego wolnego rynku nie ma. Ale jest stan dostatecznie do niego zbliżony, aby nie stanowiło to praktycznej różnicy.

                    Dostateczne przybliżenie stanu doskonałego następuje zaś wtedy, kiedy przewidywany czas prowadzenia biznesu w analizie Net Present Value (NPV) zbliża się do nieskończoności.

                    Normalnie NPV = (a/r)*(1-exp(-r*t))

                    gdzie:
                    a – to średni roczny zysk z jakiegoś biznesu po odliczeniu wszystkich kosztów i podatków
                    r- stopa procentowa
                    t – ten przewidywany czas w którym biznes będzie profitował kwotą a

                    Z wolnym rynkiem mamy do czynienia kiedy t dąży do nieskończoności, zatem

                    NPV = a/r

                    Zwrócić należy uwagę, że im niższa stopa procentowa r – czyli im bogatsze społeczeństwo, tym większe są wymagania, co do wolnorynkowości. Dlatego kraje biedne, o wysokim r są w stanie nawet rozwijać się bardzo szybko w warunkach nie wolnorynkowych, ale też błyskawicznie zderzają się ze ścianą, kiedy w wyniku akumulacji kapitału, stopy procentowe r spadną do dostatecznie niskiego poziomu i w równaniu powyżej zaczyna dominować t

                    I wpadają w tzw. pułapkę średniego dochodu grzęznąc w stagnacji przy ciągle jeszcze wysokich stopach procentowych r i niskim poziomie zamożności.

                    Najbardziej znanym przykładem jest tu oczywiście ChRL

                    1. „Czystego wolnego rynku nie ma. Ale jest stan dostatecznie do niego zbliżony, aby nie stanowiło to praktycznej różnicy.”
                      Coś takiego praktycznie nie istnieje.

                    2. Naczytałeś się wzorów ale ich nie rozumiesz. Jest zupełnie inaczej. To jest wzór na wartość teraźniejszą renty, gdy przepływy są stałe i stopa jest stała. Jeżeli już działalność gospodarcza miałaby przynosić stały dochód przy stałym oprocentowaniu, to raczej byłby to właśnie monopol w socjaliźmie będącym w stanie permanentnej stagnacji gospodarczej. W gospodarce rynkowej pełnej konkurencji nikt nie osiąga nadwyżki ekonomicznej, NPV = 0, ponieważ A = 0. Dlatego właśnie ktoś napisał o t dążącym do nieskończoności, ponieważ trzeba nieskończenie długo pracować przy niskim A. Co do tych spadających stóp procentowych: Jeżeli r = 0 -> osiągniesz nieskończony zysk? A jak r=-.000000001 – nieskończoną stratę, którą nie pokryje cała kula ziemska. Idź chłopie trochę poczytać, poziom gimnazjum/1szego roku studiów na studiach zarządzania to za mało żeby się wymądrzać -> ktoś ci może utrzeć nosa. Co zresztą czynię ale bez satysfakcji bo marny z Ciebie omnibus

                    3. „Jeżeli już działalność gospodarcza miałaby przynosić stały dochód przy stałym oprocentowaniu, to raczej byłby to właśnie monopol w socjaliźmie będącym w stanie permanentnej stagnacji gospodarczej. ”

                      Dokładnie! 🙂

                      Dlatego monopol jest możliwy w socjalizmie, albo w maltuzjanizmie, w gospodarce o wysokich stopach procentowych r, albo krótkim t.

                      Natomiast monopol NIE JEST możliwy w wolnorynkowej gospodarce postindustrialnej. Dla znikomych r i t dążącego do nieskończoności.

                      „W gospodarce rynkowej pełnej konkurencji nikt nie osiąga nadwyżki ekonomicznej, NPV = 0, ponieważ A = 0. ”

                      Otóż to, właśnie! 🙂

                      Monopol nie jest możliwy w gospodarce rynkowej pełnej konkurencji. Dlatego właśnie wszelakie odłamy marksizmu tak wolnego rynku i własności prywatnej nienawidzą.

                      „Jeżeli r = 0 -> osiągniesz nieskończony zysk?”

                      W nieskończonym czasie, owszem. Ale to tylko taka osobliwość matematyczna. W realnej gospodarce r nigdy nie spadnie równo do zera. Może się do zera zbliżyć na dowolnie małą odległość, ale zawsze skończoną.

                    4. Żeby obalić te brednie nie trzeba żadnych wzorków algebraicznych, tylko wystarczy podać najbardziej dobitne przykłady na powstawanie przynajmniej oligopoli, jeśli nie monopoli: przydział koncesji na pasma radiowe.

        2. „Kto w takim razie ostatnio przeszedł od popierania PIS do popierania Brauna?”
          Można popierać Brauna i być antyrosyjskim.
          „Wyborcy to co innego niż aparat partyjny.”
          No aparat partyjny jest antyrosyjski. I był jeszcze w czasach kiedy Tusk waflował się z Putinem.
          „Wtedy Rosja jeszcze udawała normalny kraj, było to jeszcze przed majdanem i okupacją Krymu.”
          Inwazja na Gruzję, okupacja Naddniestrza, śmierć szeregu postaci opozycji w niewyjaśnionych okolicznościach, forsowanie negatywnych dla polskiego interesu inwestycji typu Nord Stream, niekorzystna umowa gazowa, uwalanie śledztwa w sprawie Smoleńska. No naprawdę, nikt się nie spodziewał tego, że Rosja jest Rosją.
          „Przeciwnie. Gdyby Rosja faktycznie była „liberalna”, taka jak Kanada – kraj z nią praktycznie identyczny pod względem warunków naturalnych, ale kompletnie różny ustrojowo – nie stanowiłaby zagrożenia dla Polski ani dla nikogo innego.”
          Nie. Po prostu nie.
          „Z taką zreformowaną liberalną Rosją nie trzeba by było w ogóle sobie radzić. Kraje postindustrialne i cywilizowane nie napadają na siebie zbrojnie, bo koszty takich awantur są niebotycznie wyższe niż wszystko to, co można by ewentualnie w ich trakcie uzyskać.”
          Program zarówno polityki wewnętrznej Nawalnego w postaci dominacji imperialnej centrum, czyli Moskwy nad podbitymi peryferiami, jak i program geopolityczny w postaci robienia interesów z silniejszymi krajami zachodnioeuropejskimi przy marginalizacji krajów pośrodku w niczym się nie różnił od programu Putina, czy nawet programu Dugina z jego książki Osnowy Geopolityki. Różnica jest tylko w metodach. Nawalny nawet Krymu nie chciał oddać Ukrainie. Rosyjscy zwolennicy dekolonizacji i federalizacji Rosji tacy jak Wadim Sztepa mieli o nim wyrobione zdanie.
          „Jakie są sprzeczne interesy Polski i Ukrainy?”
          Polityka historyczna, ekshumacje, prawa mniejszości polskiej, handel. Można tak dalej wymieniać.

          1. Póki dzban wodę nosi, póki się ucho nie urwie. Rosyjskie urwało się w 2014 roku. Cezura jest bardzo wyraźna.

            I nie, Rosja liberalna podobna do Kanady nie byłaby dla nikogo zagrożeniem, tak samo jak nie jest nim Kanada.

            Jaki naprawdę miał program Nawalny i co on sobie myślał, nie ma żadnego znaczenia, bo ten proces w ogóle nie zależy od chcenia jednostek, choćby i bardzo prominentnych. Albo Nawalny faktycznie by zreformował Rosję i wtedy zamieniłaby się ona w Kanadę, niezależnie od tego co chciałby Nawalny, Albo by nie zreformował a tylko udawał – tak jak Putin. Wtedy, niezależnie od jego deklaracji, Rosja Nawalnego nie różniłaby się od Rosji Putina.

            „„Jakie są sprzeczne interesy Polski i Ukrainy?”
            Polityka historyczna, ekshumacje, prawa mniejszości polskiej, handel.”

            Polityka historyczna. 🙂 Czyli nawet . przyznaje, że obecnie żadnych sprzecznych interesów nie ma. 🙂

            1. „I nie, Rosja liberalna podobna do Kanady nie byłaby dla nikogo zagrożeniem, tak samo jak nie jest nim Kanada.

              Jaki naprawdę miał program Nawalny i co on sobie myślał, nie ma żadnego znaczenia, bo ten proces w ogóle nie zależy od chcenia jednostek, choćby i bardzo prominentnych. Albo Nawalny faktycznie by zreformował Rosję i wtedy zamieniłaby się ona w Kanadę, niezależnie od tego co chciałby Nawalny”
              Zupełne zero zrozumienia specyfiki cywilizacji rosyjskiej.
              „Polityka historyczna. 🙂 Czyli nawet . przyznaje, że obecnie żadnych sprzecznych interesów nie ma.”
              Oczywiście jak się pominie dalsze punkty, o których wspomniałem. Z tym, że polityka historyczna jest sferą interesów państwa. I ma przełożenie na współczesną rzeczywistość.

              1. A jak jest specyfika cywilizacji rosyjskiej, że aż ma ona unieważniać prawa fizyki (termodynamiki)?

                Jakie są rzekome sprzeczne interesy Polski i Ukrainy, nadal nie wiadomo…

                1. Uwarunkowania kulturowe państwa mają się nijak do praw fizyki. Dany ustrój nie spowoduje, że niczym magiczną różdżką zmienią się uwarunkowania kulturowe, w tym kultury politycznej. Odpowiadając na drugie pytanie jeśli pilaster nie potrafi czytać co jest napisane to nie mój problem.

                  1. Jakiekolwiek by uwarunkowania kulturowe nie były, nie mogą ignorować praw fizyki. A jeżeli uwarunkowania kulturowe przeszkadzają w rozwoju, to te uwarunkowania się zmieniają, jeżeli tylko zmieni się ustrój.

                    Byt określa świadomość.

                    Jakie konkretne są sprzeczne interesy Polski i Ukrainy nadal nie zostało wymienione (a pilaster już sam podał jeden przykład)

                    1. Dwa przykłady: ziemia na Ukrainie należy w sporej części do międzynarodowych koncernów. Nie mają tak wyśrubowanych norm, jak my w Unii. Produkują tanio, chemicznie i więcej. Po otwarciu rynku niszczą nasze rolnictwo. Mają i będą mieć dobre stosunki z Niemcami. Wynika to ze wspólnych historycznych interesów, a widzę że Pan ignoruje historię (związki z czasów wojny – SS Galizien, przedwojenny sponsoring ukraińskich terrorystów przeciwko Polsce, podsycanie ukraińskiego nacjonalizmu przeciwko Polakom przez wywiady Niemiec i A-W).

                    2. Nie ma czegoś takiego jak prawa fizyki w polityce xd. No chyba, że mówimy o tym, że musi nas trzymać grawitacja na ziemi, żeby państwo istniało 🙂

                    3. „to te uwarunkowania się zmieniają, jeżeli tylko zmieni się ustrój.

                      Byt określa świadomość.”
                      Myślenie życzeniowe, którego tanie filozoficzne hasełka nie zmienią.
                      „Jakie konkretne są sprzeczne interesy Polski i Ukrainy nadal nie zostało wymienione (a pilaster już sam podał jeden przykład)”
                      No a kropka podała więcej niż jeden.

                    4. Skoro nie jesteście w stanie konkurować z ukraińskim rolnictwem cenowo – a wobec tamtejszych areałów i ich żyzności, chyba nikt nie byłby w stanie – to zacznijcie konkurować jakością. Jakoś w innych krajach UE, produkcja ukraińska nie zagraża ich rolnictwu.

                      Albo w ogóle zmieńcie zajęcie na inne. W Polsce jest ciągle bardzo dużo (za dużo) rolników w porównaniu z innymi bardziej rozwiniętymi krajami.

                      Na szczęście i tak zdecydowana większość Polaków (również pilaster) z rolnictwa się nie utrzymuje i chętnie jako konsumenci skorzystają oni z tańszej ukraińskiej alternatywy.

                      A to że Ukraina ma i ma mieć dobre stosunki z Niemcami, to przecież dobrze. Polska też ma i ma mieć. Podobnie jak wszystkie postindustrialne cywilizowane kraje we wzajemnych stosunkach

                      Oczywiście w przypadku PIS jest dokładnie na odwrót.

                      A zaszłości historyczne są historyczne właśnie. Z definicji.

                    5. Na rolnictwie się znam, bo pochodzę ze wsi i mój brat jest rolnikiem. Po pierwsze: nasi rolnicy nie są w stanie konkurować z ukraińskimi koncernami, bo tam nie ma hamulców w stosowaniu GMO, nawozów, chemii. Nie ma też norm unijnych. Po drugie: nie wie Pan o tym, że Niemcy złożą swoje rolnictwo na ołtarzu sprzedaży wyrobów przemysłowych do AP. Nie zależy im na rolnictwie. Po trzecie: własne, dobre rolnictwo to bezpieczeństwo żywnościowe i zdrowe społeczeństwo. Proszę posłuchać prof. Cichosz i innych specjalistów. Po czwarte: Zaszłości historyczne to jest też teraźniejszość. Jeżeli wywiady tworzą organizacje ukraińskie sto lat temu, to ta współpraca wsparcia nacjonalizmu ukraińskiego trwa. Poważne państwa prowadzą politykę poważną i długofalową. Trochę historii, Panie Pilaster.

                    6. „Skoro nie jesteście w stanie konkurować z ukraińskim rolnictwem cenowo – a wobec tamtejszych areałów i ich żyzności, chyba nikt nie byłby w stanie – to zacznijcie konkurować jakością. Jakoś w innych krajach UE, produkcja ukraińska nie zagraża ich rolnictwu.”
                      Na jakość produktów zwraca uwagę mały odsetek klientów. Gdyby było inaczej to macdonaldy już by dawno zbankrutowały. Najbardziej wygrywają w konkurencji ci, którzy jak najtańszym kosztem upchają jak najwięcej badziewia.

                    7. „Albo w ogóle zmieńcie zajęcie na inne. W Polsce jest ciągle bardzo dużo (za dużo) rolników w porównaniu z innymi bardziej rozwiniętymi krajami.”
                      W innych bardziej rozwiniętych krajach jak rolnicy zrobią raban i wyjdą na ulice to rządy muszą się z nimi dogadać, bo ryzykują nawet utratą władzy. W porównaniu do tego kraju u nas nie ma żadnego protekcjonizmu.

                    8. „Na szczęście i tak zdecydowana większość Polaków (również pilaster) z rolnictwa się nie utrzymuje i chętnie jako konsumenci skorzystają oni z tańszej ukraińskiej alternatywy.”
                      Ta „tańsza ukraińska alternatywa” bez konkurencji ze strony własnej produkcji stanie się droższą ukraińską alternatywą. To znaczy inaczej. Może jest ona tańsza dla tych cwaniaczków skupujących z Ukrainy na sprzedaż. Ale w sklepie cena już ma być taka, jaka mu pasuje.
                      „A to że Ukraina ma i ma mieć dobre stosunki z Niemcami, to przecież dobrze.”
                      Dla Niemiec może tak. Tu robią interesy z Ukrainą, tu z Ruskami, tylko się do tego nie przyznają. Dla Ukrainy nie wiem, bo mnie to nie obchodzi.
                      „Polska też ma i ma mieć. Podobnie jak wszystkie postindustrialne cywilizowane kraje we wzajemnych stosunkach”
                      Znowu jakieś puste frazesy z myśleniem życzeniowym.

                    9. „Może jest ona tańsza dla tych cwaniaczków skupujących z Ukrainy na sprzedaż. Ale w sklepie cena już ma być taka, jaka mu pasuje”
                      To znaczy jaka im pasuje.

                    10. Czyli z jednej strony:

                      „Niemcy złożą swoje rolnictwo na ołtarzu sprzedaży wyrobów przemysłowych do AP. Nie zależy im na rolnictwie.”

                      Ciekawe btw czy niemieckim rolnikom też nie zależy. 🙂

                      I dalej w tym samym poście

                      „własne, dobre rolnictwo to bezpieczeństwo żywnościowe i zdrowe społeczeństwo.”

                      Czyli jednak Niemcom nie zależy, ani na bezpieczeństwie żywnościowym, ani na zdrowym społeczeństwie. 🙂

                      W rzeczywistości oczywiście, ani rolnictwo ukraińskie nie stanowi takiego „zagrożenia” dla rolnictwa polskiego jak to się maluje,, ani samo rolnictwo polskie nie jest tak istotne dla polskiej gospodarki. Rolnictwo jest ze swojej natury sektorem bardzo mało wydajnym, a w Polsce ciągle jeszcze blokuje nieproporcjonalnie wysoki odsetek siły roboczej, który wyprodukowałby znacznie większy PKB, gdyby przeszedł np do usług. Ten proces oczywiście i tak trwa, ale mógłby przyśpieszyć.

                      Konkretnie, ze względu na swoje warunki naturalne, ukraińskie rolnictwo, po tym, jak Ukraina dołączy do krajów cywilizowanych i wolnorynkowych, skoncentruje się na wielkoobszarowych uprawach zbóż, pszenicy, kukurydzy, etc. gdzie w pełni będzie mogło wykorzystać korzyści skali.

                      Jednak nie będzie się tam uprawiać np ziemniaków – szkoda na nie czarnoziemu, dobrze rosną na gorszych glebach – ani zakładać sadów. Jest wiele rodzajów upraw, które w warunkach wolnorynkowych, bardziej się będzie opłacać uprawiać w Polsce, niż na Ukrainie.

                    11. Niemcy, jak to Niemcy, postawili bardziej na budowie imperium i rzeczywiście obywateli mają gdzieś. Proszę poczytać sobie o historii Prus, o Mitteleuropie. Albo posłuchać p. Magdy Ziętek Wielomskiej. Nie zna się Pan ani na rolnictwie, ani na celach imperialnych polityki niemieckiej.

                    12. „W rzeczywistości oczywiście, ani rolnictwo ukraińskie nie stanowi takiego „zagrożenia” dla rolnictwa polskiego jak to się maluje”
                      Polscy rolnicy lepiej wiedzą co im szkodzi, a co nie.
                      „ani samo rolnictwo polskie nie jest tak istotne dla polskiej gospodarki”
                      Wyprodukowanie swojej żywności na terytorium swojego państwa to podstawa. Nawet dziecko z podstawówki to ogarnie. W razie wojny na szeroką skalę najbardziej zdziwieni będą ci, którym się wydaje, że jedzenie jest ze sklepu. Oni z niczego nie wyprodukują sobie żywności, w sklepie w warunkach niedoborów sobie nie kupią i pierwsi zdechną z głodu.

  2. Tak btw, termin „rusofobia” jakim Moskwa określa sprzeciw wobec swoich działań jest nieco mylący i zbyt dla Moskwy pochlebny. Dosłownie to przecież „strach przed Rosją”.

    Tymczasem „rusofoby”, tacy jak pilaster, wcale się Rosji nie boją. Tylko się nią brzydzą i nią gardzą.

    Zatem nie lęk, ale wstręt.

  3. >>> „PR-owa katastrofa projektu „Rosjanie wysadzili tory w Polsce” trwa. Teraz okazuje się, że zrobili to specjalnie, żeby… wszyscy uznali, że to robota Ukraińców.”

    Obywatel RP, mieszkający na terenie Wielkiej Brytanii, dokonuje tam aktów dywersji i sabotażu. Lub przynajmniej, w wersji light, dywersji ideologicznej w ramach wojny informacyjnej, skierowanej przeciwko interesom Zjednoczonego Królestwa i jego wschodnieuropejskich sojuszników.

    Jakim tropem powinna podążyć brytyjska policja/kontrwywiad?

    1). Uznać, że skoro oskarżony jest polskim obywatelem, zleceniodawcami jest państwo polskie i jego specsłużby.
    2). Nie zadowalać się prostymi wyjaśnieniami i rozpatrywać bardziej złożone konstrukcje.

  4. Panie Konradzie,
    W końcu wyczuwam u Pana optymizm. Może to jakiś znak. Oby miał Pan rację.

    Ja jednak smutno trwam przy sentencji z Nowego Testamentu:
    Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *