Rękas: Sen o własnych majtkach

Jak wiadomo, dojrzały marketing polega na zaspokajaniu takich potrzeb klientów, o których oni sami nie mieli dotąd pojęcia. Ale jeszcze wyższa forma kreowania rzeczywistości rynkowej – to przekonanie odbiorców, że w istocie NIE MAJĄ potrzeb, które dotąd posiadali.

I tak – jak dotąd z powodzeniem przekonano pokolenia ludzi na całym świecie, że nie potrzebują wiedzy, bo „wystarczą im umiejętności”. Przekaz ten kształtowali reformatorzy oświaty, popularyzatorzy, media, nawet lubiane seriale, szermujące wpadającym w uszy hasłem „po co ci cosinus?!”. W efekcie wyrosły co najmniej dwa pokolenia ludzi umiejących wykonywać proste czy średnio złożone operacje, zarówno narzędziami ręcznymi, jak i IT, jak i zdolne np. do realizacji stawianych przed nimi zadań nawet korporacyjnych – ale pozbawionych szerzej perspektywy, zdolności logicznego wnioskowania, a także elementarnej wiedzy, zwłaszcza historycznej czy społecznej. Wraz z inprintowaną równolegle doktryną aspołeczną – uzyskaliśmy klasę wykonawców średniego i niskiego szczebla.

Następnie, korzystając z oczywistych przykładów – zaczyna się akurat Polaków przekonywać, że nie potrzebują wyższego wykształcenia „bo nie ma po nim pracy”. Oczywiście, w wyniku poprzedniego eksperymentu – mało kto jest w stanie dostrzec przyczynę tego stanu rzeczy, także tę związaną z… „uczeniem umiejętności”. Przekaz jest jednak na tyle przekonywający, że niektórych dociera – a więc pozostaną bez studiów, z nic nie wartymi „umiejętnościami”, słowem – jako idealny materiał na proli (co już testują na emigracji, na zmywakach, w roli pomocy budowlanych i sprzątaczek).

Teraz będzie się przekonywać Polaków, że nie potrzebują… mieszkań, bo w sumie własne cztery kąty to „przeżytek”. Ułatwi to wykorzenienie, w końcu prol powinien być przerzucalny z miejsca na miejsca, odciągnie też uwagę od budowania trwałego dziedzictwa, które można by przekazać potomkom – a więc i od samego myślenia o potomstwie.

Już na mniejszą skalę i od niechcenia przekonano Polaków, że nie potrzebują m.in. infrastruktury społecznej w miejscu zamieszkania, wolnego czasu spędzanego inaczej niż w galeriach handlowych, normalnego, zdrowego jedzenia, kultury na poziomie czy całego mnóstwa innych rzeczy, bez których kiedyś – jak się wydawało – ciężko by się było obyć, a przynajmniej na których braki od razu utyskiwano. Obecnie zaś przeciwnie – upowszechniane jest raczej „oczywiste zdumienie” jakim to dziwacznym przesądom Polacy ulegają (jak właśnie w przypadku ich nierozsądnego przywiązania do własnego domu jako podstawy egzystencji). Ha! W tej sytuacji pozostaje już rzeczywiście tylko dziwić się czemu nasi rodacy mają też np. własne majtki. Przecież mogliby zadowalać się takimi wypożyczanymi z prywatnych agencji (oczywiście suto dotowanych przez państwo w ramach kolejnych ogólnokrajowych programów rządowych…).

Pozorny wyjątek „kapitalistyczny”

Ciekawym wyjątkiem od zasady, że w zasadzie niczego nowoczesny człowiek nie potrzebuje (tzn. niczego w rodzaju domu, wykształcenia, rodziny itp., bo już samych przedmiotów, urządzeń, czy usług „potrzebować” ma przecież ciągle więcej i więcej!) – pozostaje natomiast kwestia WŁASNEJ firmy. Tę bowiem, jak wiadomo, powinien mieć każdy – choć przecież w istocie samozatrudnienie, do którego cała operacja „wspierania przedsiębiorczości” się sprowadza jest tylko inną formą organizacji i opłacania pracy w rzeczywistości jak najbardziej najemnej. Kolejna akcja socjotechniczna, tym razem podkreślana przy okazji krytykowania jednodaninowej reformy podatkowej PiS tylko pozornie ma inne cele niż pozostałe operacje dezinformacji i marketingu społeczno-politycznego. Podobnie jak w przypadku pozostałych, pod pozorem podsuwania lepszego, rzekomo bardziej naturalnego rozwiązania podsuwa się mianowicie Polakom (bez)myśl, że znakomicie mogą się bez czegoś obyć – otóż bez elementów państwa opiekuńczego (faktycznie, współcześnie w III RP będącego urągowiskiem z tego pojęcia, upostaciowanym w znienawidzonym ZUS-ie, mało wydolnej służbie zdrowia, opresyjnym fiskalizmie i nadmiernej biurokracji). W całości jednak przekaz brzmi tak: „poradzisz sobie sam, nie potrzebujesz tego wszystkiego!” a w domyśle: „a na nic innego nie będzie cię stać…”. Bo w rzeczywistości chodzi o pozbawienie pracowników resztek osłon i zabezpieczeń, choćby obecnie czysto teoretycznych – i pozostawienie ich samych sobie wobec tak po dawnemu wszechobecnego acz nieefektywnego państwa, jak i przede wszystkim wielkich korporacji. To one bowiem właśnie wsuwają się w miejsca pozostawiane czy to przez państwa, czy przez ogłupiałe jednostki i one też, wraz z całym światowym systemem gospodarczym pozostają beneficjentami napomkniętych tutaj zabaw ludzką świadomością.

Zaprawdę więc, żyjemy w czasach, w których inżynieria i marketing społeczny realizują zadania w tempie i w skali nieznanych wcześniejszym wiekom. A spin doktorów mamy takich, że nawet niedościgniony Czerepach powinien z zazdrości własny tupecik spożyć bez popitki – i nawet by nie zauważył, że mu go brakuje! Tymczasem jedynym, czego naprawdę nie potrzebuje współczesny człowiek, a Polak to już w szczególności – są te wszystkie dobre rady bez czego to by się nie mógł obyć.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *