Rewiński – satyra czy za dużo piwa?

Lubię Janusza Rewińskiego. To miły facet jest. Jego rolę Siary, brawurowo zagraną w Kilerze uważam za jedną z najlepszych kreacji komediowych wolnej Polski. A już absolutnie za kultową uważam jego słynną kwestię z tego filmu: „Siara – i wszystko jasne…”.

Niestety w przypadku Rewińskiego po raz kolejny potwierdziła się znana zasada, że gdy wybitni artyści albo wypowiadają się, albo – co gorsza – biorą się za politykę, to wyjść z tego może tylko jakiś smutny galimatias…

I z takim właśnie smutnym galimatiasem mamy do czynienia w przypadku zeszłotygodniowego wywiadu znanego satyryka dla tygodnika Uważam Rze (tutaj). Co więc w nim znajdujemy?
Ano cały zestaw dogmatów i zaklęć charakterystycznych dla Łobozu Niepodległościowego. Jest więc o smoleńskim zamachu i maczanych w nim ruskich łapach. O domykaniu się medialnego systemu III RP, którego – jak rozumiem – Rewiński jest oczywistą ofiarą. O fałszowanie w Polsce wyborów – jak rozumiem przez rząd Donald Tuska. O skołowanej młodzieży i w ogóle o wszelkich patologiach III RP.

Można by litościwie spuścić nad tym wszystkim zasłonę milczenia, bo przecież Rewiński to tylko kolejny przykład twórcy, który całkiem nieźle budując swą karierę w czasach PRLu, poczuł nagle patriotyczne „wzmożone”. Tak samo jak poczuli je ostatnio choćby Jan Pietrzak, Jarosław Marek Rymkiewicz, Andrzej Rosiewicz czy – w innej kategorii – niedawny pupil cytowanego tygodnika, jeden z ostatnich sekretarzy KC Marek Król. Można by gdyby… Gdyby nie pewne ale…

Otóż jeśli Rewiński czyni z siebie eksperta od III RP i jej patologii wszelakich to ja, z pewną nieśmiałością, sięgam do zakamarków mojej dobrej, politycznej pamięci i… I cóż tam odnajduję?
Ano przypominam sobie, że Janusz Rewiński był swego czasu posłem. Posłem I kadencji, pierwszego wolnego parlamentu III RP. Posłem z ramienia Polskiej Partii Przyjaciół Piwa.
Cóż to było za ugrupowanie zapytają młodsi czytelnicy? Otóż jeśli w owym pierwszym, wolnym i bardzo rozdrobnionym Sejmie odrodzonej Rzeczpospolitej było jakieś ugrupowanie, będące symbolem patologii, dotykających często młode demokrację, to była to właśnie Polska Partia Przyjaciół Piwa. Na czym polegała patologiczność tego dziwacznego ugrupowania?

Po pierwsze na tym, że swoim składem przypominało ono bardzo Ruch Palikota. Nie, nie swoją ideologią, ale niejasnymi okolicznościami jego powstania, a przede wszystkim przypadkowością jego osobowego składu. Klub ten – przybierający potem różne nazwy, jak choćby Polski Program Gospodarczy – w swym specyficznym składzie skupiał jednak w większości różnej i niejasnej maści biznesmenów. Jakich? No takich powiedzmy charakterystycznych dla czasów burzliwych przemian gospodarczych…

Była jednak i druga, charakterystyczna dla tego Klubu cecha. Było to opakowanie, brent, pod którym jego kandydaci szli do wyborów. Brent mówiący ówczesnym Polakom , że polityka nie jest dziedziną poważną. Że to zgryw, zabawa, komedia, krótko mówiąc – jedne wielkie jaja. I symbolem takiej właśnie wizji polityki był w Klubie PPPP nie kto inny jak właśnie znany satyryk, ówczesny poseł, Janusz Rewiński .

Jeśli więc dzisiaj czytam w Uważam Rze Janusza Rewińskiego, powtarzającego te wszystkie rodem z Gazety Polskiej banały i sięgam pamięcią do czasów jego poselskiej kariery, to zastanawiam się czy cały ten wywiad to nie kolejna, genialna satyra wielkiego artysty? Faceta, który czytając go na swojej spokojnej wsi, zaśmiewa się do rozpuku. Zwyczajnie drwi z tych wszystkich, którzy przez ostatni tydzień najpierw z nabożeństwem analizowali każde jego słowo, a potem zacierali ręce, ciesząc się z kolejnego, artystycznego transferu do obozu Wolnych Polaków.
A może nie? Może to wcale nie jest satyra? Może to powrót Janusza Rewińskiego do przeszłości? Do czasów Partii Piwa? Jeśli tak, to trzeba Rewińskiemu powiedzieć: Panie Januszu – za dużo tego piwa. Zdecydowanie za dużo!

Jan Filip Libicki
www.facebooku.com/flibicki 

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.