Romantycy i realiści

Minęła 68 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, rozgorzała o nim znów dyskusja, szczególnie na prawicy na temat jego sensu i rozumienia.

W swym eseju, nie zamierzam negować bohaterstwa i heroizmu powstańców, nie mogę jednak pozostać obojętny wobec pewnego pomieszania pojęć, które zaczęło dotykać kręgi części prawicy.

Otóż szczególnie interesują mnie dwa środowiska – szeroko rozumianych konserwatystów oraz część środowisk narodowych.

Obóz narodowy, a szczególnie sam Dmowski niezbyt entuzjastycznie odnosili się do idei powstańczych. Jako przykład wcześniejszego nastawienia przywódcy endecji do walki powstańczej  – może posłużyć postawa płynącego do Japonii Dmowskiego, który dotarł tam przed Piłsudskim aby …. zwalczać idee walki zbrojnej przeciw Rosji,  jaką chciał (utworzenie legionu przy boku Japonii) zaoferować Japończykom Ziuk. Dziś w środowiskach nacjonalistycznych, myśl Dmowskiego, w mojej ocenie, została spłycona i połączona z myślą romantyczną reprezentowaną przez obóz insurekcyjno-niepodległościowy. Aby wyjaśnić niezrozumienie przez współczesnych epigonów poglądów Dmowskiego, przytoczę spory fragment rozważań, moim zdaniem, jednego z najwybitniejszych publicystów obozu narodowego,  dawnego działacza Ruchu Narodowo-Radykalnego – Wojciech Wasiutyński, który w wydanej w 1946 roku książce „Ruiny i Fundamenty” pisał: „Każdy ruch społeczny o zacięciu historycznym ma swój ideał estetyczny. Dla socjalizmu, może więcej nawet od doktryny Marx’a zrobił ideał estetyczny Robotnika przez duże r. Ideał estetyczny trudno jest tracić, trzeba go raczej odmalować. Ideał socjalizmu to tłum młodych, silnych, z rozwianym włosem, z zakasanymi rękawami, nad nimi wieje czerwona płachta sztandaru, idą młodzi – niezłomni – nieprzeliczeni, przeciw nim lufy policji, zdrada i złoto, ale ich nic nie złamie…Miał swój ideał estetyczny i wojujący liberalizm z pierwszej połowy zeszłego wieku i nawet związki wolnomularskie. (w ciszy odciętego od świata gabinetu wolni od uprzedzeń i wyżsi ponad namiętności prawdziwi mędrcy w łagodnej, ale nieubłaganej dyskusji ustalają  losy mas ludzkich i tronów). Ideał powstańca zwycięzcy żył w polskim ruchu socjalistycznym w początkach bieżącego stulecia nad ideałem Robotnika. Jeszcze większe zwycięstwo odniósł w tym czasie nad Narodową Demokracją. Czynnikiem, który oderwał przed pierwszą wojną światową młodzież i robotników od endecji (chodzi o szereg rozłamów w łonie endecji w okresie 1907-1911 – uniezależnienie ZET i oderwanie Narodowego Związku Robotniczego – przyp. P.T.), było nie rozumowanie polityczne a ideał estetyczny ulegający wyrobieniu przez pokolenia gustowi, ideał Powstańca. Radykalizm Strzelców czy Legionistów był tylko dodatkiem, i to mieszczącym się w tradycji, do ideału powstańca. Ale najtragiczniejszy może być triumf ideału powstańca w naszych czasach. Po klęsce wrześniowej naród polski nie tylko w rozumowaniu ani nawet w mistycyzmie, ile w ideale powstańca i jego starszego brata, kolorowego ułana, znalazł ochotę do walki i życia. Gdy jedni przekradali się starym obyczajem za granicę do wojska, inni założyli zręby najbardziej imponującej konspiracji wojskowej, jaką zna Europa, i jaką znają dzieje Polski. Konspiracja ta od pierwszej chwili żyła ideałem powstańczym.

Najliczniejsze szeregi młodych konspiratorów tej doby wyszły pozornie ze szkoły Dmowskiego. Dmowski w swej pracy wychowawczej całe życie walczył z kolorowym ułanem – z kultem powstańca, z legendą rewolucji i Legionów, z kultem wojska. Młode pokolenie poszło za nim pozornie, ale wystarczyło przetrzebienie przywódców i zepchnięcie życia politycznego w podziemia, aby masa młodych narodowców poszła ofiarnie i gorąco za ideałem Ułana, wbrew ideom Dmowskiego. Nad rozumowaniem politycznym odniósł triumf i wśród nich ideał estetyczno-polityczny. Chcieli być powstańcami. I zostali nimi. Na ołtarzu polskiego Appolina złożono najkrwawszą  i najbardziej niszczącą hekatombę. Nieodmiennie, jak w szeregach poprzednich pokoleń obcy umieli wyzyskać wzniosły i nierozumny płomień tlący się w duszy polskiej przed obrazem kolorowego ułana”. Cytat trochę długi, ale celnie oddający sedno myślenia politycznego Dmowskiego i myślenia insurekcyjnego. Dziś znów wśród apologetów Dmowskiego zaczęły rozbrzmiewać fanfary estetyki młodych silnych z szturmówkami w dłoni! Jak wspomniałem we wstępie eseju – nie można oczywiście odmówić ofiarności czy też honoru i patriotyzmu walczącym nie tylko w Powstaniu Warszawskim, ale także w konspiracji niepodległościowej  – Żołnierzom Wyklętym (NSZ, NOW, WiN  innym organizacjom). Niemniej należy pamiętać, że stali oni parafrazując Józefa Mackiewicza na „drodze donikąd”. Jednocześnie zadać sobie należy pytanie – czy czasami największym myśleniem według szkoły Dmowskiego nie wykazała się Brygada Świętokrzyska, która przedostając się na Zachód uratowała wielu wspaniałych patriotów, którzy co prawda na przymusowej emigracji, ale jednak pracowali na rzecz przyszłej niepodległej Polski.

Wracając jednak do oceny powstania, warto zapoznać się z tym co o nim pisał wspaniały patriota, uczestnik powstania prof. Wiesław Chrzanowski. Przypomina on jak działacze narodowi podchodzili do jego wybuchu. W wywiadzie „Pół wieku polityki. Czyli rzecz o obronie czynnej”, na pytanie jak na powstanie zapatrywało się środowisko dwudziestoletnich żołnierzy konspiracji odpowiadał: „Panuje obiegowy, w dodatku utrwalony wielu wypowiedziami pogląd, że młodzieży warszawskiej nie można było powtarzać, że walki wybuchłyby niezależnie od rozkazów. Nie odpowiada to prawdzie. Oddziały były zdyscyplinowane, a w wielu z nich zdawano sobie sprawę choćby ze stanu uzbrojenia. Kierownictwo naszej akademickiej organizacji Młodzieży wszechpolskiej miało inny od Komendy AK pogląd na sytuację. Jeszcze 28 lipca 1944 roku, a więc tuż przed terminem pierwszej mobilizacji Zarząd MW – stołecznego środowiska postanowił przeciwdziałać wywołaniu Powstania.

W dniu jego wybuchu – nie bez wysiłku – dotarliśmy do kilku członków Rady Jedności Narodowej. Próbowaliśmy ich skłonić do zaniechania powstańczej decyzji, że w ówczesnych warunkach akcja jest pozbawiona szans powodzenia – przecież dotarły już informacje o aresztowaniu ujawnionej w ramach Akcji „Burza” Komendy AK i Delegatury Rządu w Lublinie […]”.

Więcej o ocenie obozu narodowego – postaw powstańczych, romantycznych i samym Powstaniu Warszawskim pisać chyba nie trzeba.

Dziś przeczytałem artykuł Wojciecha Wencla na temat powstania pt. „Rzeczpospolita powstańcza”, ten uzdolniony poeta i felietonista pisze: „Polacy kilkakrotnie musieli wybierać między zagładą narodu w wyniku złamania ducha i metodycznej eksterminacji patriotów a krańcowo ryzykowną próbą odzyskania wolności. Na tle dowódców np. powstania styczniowego ich następcy z 1944 r. okazali się wyjątkowo realistycznymi strategami. Jeśli ktoś kwestionuje sens takiej walki, powinien wybrać sobie inny naród z innym położeniem geopolitycznym i inną historią. Żyjąc na marginesie wspólnoty, której duszy nie rozumie, pozostanie człowiekiem sfrustrowanym i nieszczęśliwym”. Trudno mi się zgodzić z tymi słowami, Pan Wencel, myśli prawdopodobnie następującymi kategoriami – gdyby nie Powstanie Styczniowe nie byłoby pozytywizmu, gdyby nie Powstanie Warszawskie nie byłoby Sierpnia 80’ i Solidarności, a pewnie Sowieci doszliby do Renu, a cała Europa byłaby czerwona. Rozważania alternatywnych historii nie mają sensu, chyba, że jako rozrywka intelektualna. Znamy fakty, a więc i cenę jaką ponieśli sami powstańcy, ludność cywilna miasta  i sama stolica, która przecież dziś, również na skutek powstania, może być w swym przedwojennym pięknie tylko odtwarzaną w filmach typu Warszawa 1935.

Co do dygresji Pana Wencla o narodzie – jak wiadomo trudno go sobie wybrać, choć można się faktycznie stać internacjonalistą.  Natomiast jedno jest pewne – myślenia Pana Wencla  nie podzielaliby tacy wybitni ludzie prawicy jak wspomniany już Dmowski, ale również przedstawiciele konserwatystów krakowskich zwani „Stańczykami”, podzielałby je natomiast zapewne Józef Piłsudski. W mojej ocenie zgodzić się należy ze Stefanem Kisielewskim, który o powstaniu pisał: „Ciągle pozostaje niezwykle trudnym dotarcie do świadomości społecznej, że Powstanie Warszawskie posiadało dwa aspekty. Z jednej strony niebywałego bohaterstwa Powstańców i poświecenia ludności cywilnej – z drugiej strony kompromitującego braku wyobraźni politycznej, nieodpowiedzialności i ignorancji zawodowej pomysłodawców Powstania – bo nie można ich nazywać dowódcami. Prawda jest taka, że żołnierze AK zaufali przywódcom Powstania, że poprowadzą ich do zwycięstwa, czyli pokonania garnizonu niemieckiego w Warszawie – a ci poprowadzili ich do z góry ZAPLANOWANEJ KLĘSKI. Okulicki na naradzie Komendy Głównej AK w lipcu 1944 mówił: „Musimy się zdobyć na czyn, który wstrząśnie sumieniem świata. W Warszawie mury się będą walić i krew poleje się strumieniami, aż opinia światowa zmusi rządy 3 mocarstw do zmiany decyzji z Teheranu”. Tak wiec dowódcy AK zdawali sobie sprawę, że Powstanie militarnie nie ma szans na powodzenie, jest w założeniu skazane na klęskę i miało być tylko rozpaczliwym krzykiem protestu przeciw zniewalaniu Polski przez Sowiety.
Miało być tylko rozpaczliwą polityczną demonstracją wobec Roosevelta i Churchilla, w oczekiwaniu na ich pomoc w obliczu nadchodzącej Armii Czerwonej […]”.

Dziwi mnie również postawa części środowisk uznających się za konserwatywne, które z wielką apologetyką podchodzą do Powstania Warszawskiego, zapominając co na temat powstań pisali przedstawiciele konserwatyzmu w XIX wieku. Choć niektórzy z nich jak Stanisław Tarnowski brali udział w Powstaniu Styczniowym – sprawa moim zdaniem podobna do udziału W. Chrzanowskiego w Powstaniu Warszawskim.  Bardzo dobrze myślenie romantyczne, które może nie zawsze, ale bardzo często, leży u podstaw myśli insurekcyjnej opisuje Aleksander Bocheński (oczywiście część czytelników powie no tak tłumaczył swoim „realizmem” współpracę z komunistami i udział w PAX), jednak przytoczę jego opinię, ponieważ jest ona przykładem, w mojej ocenie, myślenia realnego: „Kult walk powstańczych, jako rzekomej przyczyny odzyskania niepodległości, i kult tradycji feudalnych nakazujący apoteozę samej tylko bojowości – przy lekceważeniu rozwoju gospodarczego – wywarł decydujący wpływ na powstanie ludności i decydentów polityki polskiej przed II wojną światową i podczas niej” (Rozmyślania o polityce polskiej”).

Być może moja analiza myślenia „kolorowego ułana” i postaw zarówno ojców myśli konserwatywnej jak i czołowej postaci myśli nacjonalistycznej wynikają z faktu zajmowania się zawodowo myślą polityczną. Być może dopuszczalne jest łączenie kilku tradycji, kilku narracji politycznych w jedną całość, mi jednak trudno wyobrazić sobie jednocześnie apologetę myśli Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego. Być może spory nad trumnami już ustały – jednak różnice w rozumieniu sprawy polskiej tych dwóch mężów stanu były nader wyraźne.  W chwili obecnej taką synkretyczną postawę widzę zarówno w środowisku niepodległościowym, jak i części środowisk odwołujących się do myśli konserwatywnej oraz narodowej. Współpraca polityczna różnych środowisk politycznych określających się mianem prawicy (przecież mamy ich kilka: konserwatywna, radykalna, nacjonalistyczna, liberalna) istnieje – trudno mi sobie jednak wyobrazić sytuację, aby zapanowała zgodność co do oceny powstań, w tym przede wszystkim warszawskiego.  Z tego choćby względu nie odmawiałbym osobom odmiennie oceniającym powstanie od Pana Wencla – przynależności do narodu polskiego.

Patryk Tomaszewski

Blog autora: http://patryktomaszewski.wordpress.com/blog/

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Romantycy i realiści”

  1. Do tez Autora dodałbym jeszcze coś: Twierdze mianowicie, że kult martyrologii i „zwyciestw moralnych” stał sie okropnym czynnikiem antypolskim. Mianowicie, kazdy nieudacznik bywa rozgrzeszany jako „ofiara-wiadomo-kogo” i „moralny zwyciezca”. Po co dażyc do realnych zwyciestw, wykazując sie kompetencja/mestwem/siłą, skoro porównywalne, jeśli nie wieksze laury, mozna dostac za porazke, przepraszam, za tzw. „moralne zwyciestwo”?

  2. @Antoine Ratnik: Od jakiegoś czasu skłaniam się ku hipotezie, że nie tylko w skutkach ale, całkiem na zimno, także w intencjach. Taki rodzaj masowej kastracji woli. Ciekawe, czy poza Polską gdzieś-kiedyś ktoś to już ćwiczył?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Prywatne: Romantycy i realiści

Minęła 68 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, rozgorzała o nim znów dyskusja, szczególnie na prawicy na temat jego sensu i rozumienia.

W swym eseju, nie zamierzam negować bohaterstwa i heroizmu powstańców, nie mogę jednak pozostać obojętny wobec pewnego pomieszania pojęć, które zaczęło dotykać kręgi części prawicy.

Otóż szczególnie interesują mnie dwa środowiska – szeroko rozumianych konserwatystów oraz część środowisk narodowych.

Obóz narodowy, a szczególnie sam Dmowski niezbyt entuzjastycznie odnosili się do idei powstańczych. Jako przykład wcześniejszego nastawienia przywódcy endecji do walki powstańczej  – może posłużyć postawa płynącego do Japonii Dmowskiego, który dotarł tam przed Piłsudskim aby …. zwalczać idee walki zbrojnej przeciw Rosji,  jaką chciał (utworzenie legionu przy boku Japonii) zaoferować Japończykom Ziuk. Dziś w środowiskach nacjonalistycznych, myśl Dmowskiego, w mojej ocenie, została spłycona i połączona z myślą romantyczną reprezentowaną przez obóz insurekcyjno-niepodległościowy. Aby wyjaśnić niezrozumienie przez współczesnych epigonów poglądów Dmowskiego, przytoczę spory fragment rozważań, moim zdaniem, jednego z najwybitniejszych publicystów obozu narodowego,  dawnego działacza Ruchu Narodowo-Radykalnego – Wojciech Wasiutyński, który w wydanej w 1946 roku książce „Ruiny i Fundamenty” pisał: „Każdy ruch społeczny o zacięciu historycznym ma swój ideał estetyczny. Dla socjalizmu, może więcej nawet od doktryny Marx’a zrobił ideał estetyczny Robotnika przez duże r. Ideał estetyczny trudno jest tracić, trzeba go raczej odmalować. Ideał socjalizmu to tłum młodych, silnych, z rozwianym włosem, z zakasanymi rękawami, nad nimi wieje czerwona płachta sztandaru, idą młodzi – niezłomni – nieprzeliczeni, przeciw nim lufy policji, zdrada i złoto, ale ich nic nie złamie…Miał swój ideał estetyczny i wojujący liberalizm z pierwszej połowy zeszłego wieku i nawet związki wolnomularskie. (w ciszy odciętego od świata gabinetu wolni od uprzedzeń i wyżsi ponad namiętności prawdziwi mędrcy w łagodnej, ale nieubłaganej dyskusji ustalają  losy mas ludzkich i tronów). Ideał powstańca zwycięzcy żył w polskim ruchu socjalistycznym w początkach bieżącego stulecia nad ideałem Robotnika. Jeszcze większe zwycięstwo odniósł w tym czasie nad Narodową Demokracją. Czynnikiem, który oderwał przed pierwszą wojną światową młodzież i robotników od endecji (chodzi o szereg rozłamów w łonie endecji w okresie 1907-1911 – uniezależnienie ZET i oderwanie Narodowego Związku Robotniczego – przyp. P.T.), było nie rozumowanie polityczne a ideał estetyczny ulegający wyrobieniu przez pokolenia gustowi, ideał Powstańca. Radykalizm Strzelców czy Legionistów był tylko dodatkiem, i to mieszczącym się w tradycji, do ideału powstańca. Ale najtragiczniejszy może być triumf ideału powstańca w naszych czasach. Po klęsce wrześniowej naród polski nie tylko w rozumowaniu ani nawet w mistycyzmie, ile w ideale powstańca i jego starszego brata, kolorowego ułana, znalazł ochotę do walki i życia. Gdy jedni przekradali się starym obyczajem za granicę do wojska, inni założyli zręby najbardziej imponującej konspiracji wojskowej, jaką zna Europa, i jaką znają dzieje Polski. Konspiracja ta od pierwszej chwili żyła ideałem powstańczym.

Najliczniejsze szeregi młodych konspiratorów tej doby wyszły pozornie ze szkoły Dmowskiego. Dmowski w swej pracy wychowawczej całe życie walczył z kolorowym ułanem – z kultem powstańca, z legendą rewolucji i Legionów, z kultem wojska. Młode pokolenie poszło za nim pozornie, ale wystarczyło przetrzebienie przywódców i zepchnięcie życia politycznego w podziemia, aby masa młodych narodowców poszła ofiarnie i gorąco za ideałem Ułana, wbrew ideom Dmowskiego. Nad rozumowaniem politycznym odniósł triumf i wśród nich ideał estetyczno-polityczny. Chcieli być powstańcami. I zostali nimi. Na ołtarzu polskiego Appolina złożono najkrwawszą  i najbardziej niszczącą hekatombę. Nieodmiennie, jak w szeregach poprzednich pokoleń obcy umieli wyzyskać wzniosły i nierozumny płomień tlący się w duszy polskiej przed obrazem kolorowego ułana”. Cytat trochę długi, ale celnie oddający sedno myślenia politycznego Dmowskiego i myślenia insurekcyjnego. Dziś znów wśród apologetów Dmowskiego zaczęły rozbrzmiewać fanfary estetyki młodych silnych z szturmówkami w dłoni! Jak wspomniałem we wstępie eseju – nie można oczywiście odmówić ofiarności czy też honoru i patriotyzmu walczącym nie tylko w Powstaniu Warszawskim, ale także w konspiracji niepodległościowej  – Żołnierzom Wyklętym (NSZ, NOW, WiN  innym organizacjom). Niemniej należy pamiętać, że stali oni parafrazując Józefa Mackiewicza na „drodze donikąd”. Jednocześnie zadać sobie należy pytanie – czy czasami największym myśleniem według szkoły Dmowskiego nie wykazała się Brygada Świętokrzyska, która przedostając się na Zachód uratowała wielu wspaniałych patriotów, którzy co prawda na przymusowej emigracji, ale jednak pracowali na rzecz przyszłej niepodległej Polski.

Wracając jednak do oceny powstania, warto zapoznać się z tym co o nim pisał wspaniały patriota, uczestnik powstania prof. Wiesław Chrzanowski. Przypomina on jak działacze narodowi podchodzili do jego wybuchu. W wywiadzie „Pół wieku polityki. Czyli rzecz o obronie czynnej”, na pytanie jak na powstanie zapatrywało się środowisko dwudziestoletnich żołnierzy konspiracji odpowiadał: „Panuje obiegowy, w dodatku utrwalony wielu wypowiedziami pogląd, że młodzieży warszawskiej nie można było powtarzać, że walki wybuchłyby niezależnie od rozkazów. Nie odpowiada to prawdzie. Oddziały były zdyscyplinowane, a w wielu z nich zdawano sobie sprawę choćby ze stanu uzbrojenia. Kierownictwo naszej akademickiej organizacji Młodzieży wszechpolskiej miało inny od Komendy AK pogląd na sytuację. Jeszcze 28 lipca 1944 roku, a więc tuż przed terminem pierwszej mobilizacji Zarząd MW – stołecznego środowiska postanowił przeciwdziałać wywołaniu Powstania.

W dniu jego wybuchu – nie bez wysiłku – dotarliśmy do kilku członków Rady Jedności Narodowej. Próbowaliśmy ich skłonić do zaniechania powstańczej decyzji, że w ówczesnych warunkach akcja jest pozbawiona szans powodzenia – przecież dotarły już informacje o aresztowaniu ujawnionej w ramach Akcji „Burza” Komendy AK i Delegatury Rządu w Lublinie […]”.

Więcej o ocenie obozu narodowego – postaw powstańczych, romantycznych i samym Powstaniu Warszawskim pisać chyba nie trzeba.

Dziś przeczytałem artykuł Wojciecha Wencla na temat powstania pt. „Rzeczpospolita powstańcza”, ten uzdolniony poeta i felietonista pisze: „Polacy kilkakrotnie musieli wybierać między zagładą narodu w wyniku złamania ducha i metodycznej eksterminacji patriotów a krańcowo ryzykowną próbą odzyskania wolności. Na tle dowódców np. powstania styczniowego ich następcy z 1944 r. okazali się wyjątkowo realistycznymi strategami. Jeśli ktoś kwestionuje sens takiej walki, powinien wybrać sobie inny naród z innym położeniem geopolitycznym i inną historią. Żyjąc na marginesie wspólnoty, której duszy nie rozumie, pozostanie człowiekiem sfrustrowanym i nieszczęśliwym”. Trudno mi się zgodzić z tymi słowami, Pan Wencel, myśli prawdopodobnie następującymi kategoriami – gdyby nie Powstanie Styczniowe nie byłoby pozytywizmu, gdyby nie Powstanie Warszawskie nie byłoby Sierpnia 80’ i Solidarności, a pewnie Sowieci doszliby do Renu, a cała Europa byłaby czerwona. Rozważania alternatywnych historii nie mają sensu, chyba, że jako rozrywka intelektualna. Znamy fakty, a więc i cenę jaką ponieśli sami powstańcy, ludność cywilna miasta  i sama stolica, która przecież dziś, również na skutek powstania, może być w swym przedwojennym pięknie tylko odtwarzaną w filmach typu Warszawa 1935.

Co do dygresji Pana Wencla o narodzie – jak wiadomo trudno go sobie wybrać, choć można się faktycznie stać internacjonalistą.  Natomiast jedno jest pewne – myślenia Pana Wencla  nie podzielaliby tacy wybitni ludzie prawicy jak wspomniany już Dmowski, ale również przedstawiciele konserwatystów krakowskich zwani „Stańczykami”, podzielałby je natomiast zapewne Józef Piłsudski. W mojej ocenie zgodzić się należy ze Stefanem Kisielewskim, który o powstaniu pisał: „Ciągle pozostaje niezwykle trudnym dotarcie do świadomości społecznej, że Powstanie Warszawskie posiadało dwa aspekty. Z jednej strony niebywałego bohaterstwa Powstańców i poświecenia ludności cywilnej – z drugiej strony kompromitującego braku wyobraźni politycznej, nieodpowiedzialności i ignorancji zawodowej pomysłodawców Powstania – bo nie można ich nazywać dowódcami. Prawda jest taka, że żołnierze AK zaufali przywódcom Powstania, że poprowadzą ich do zwycięstwa, czyli pokonania garnizonu niemieckiego w Warszawie – a ci poprowadzili ich do z góry ZAPLANOWANEJ KLĘSKI. Okulicki na naradzie Komendy Głównej AK w lipcu 1944 mówił: „Musimy się zdobyć na czyn, który wstrząśnie sumieniem świata. W Warszawie mury się będą walić i krew poleje się strumieniami, aż opinia światowa zmusi rządy 3 mocarstw do zmiany decyzji z Teheranu”. Tak wiec dowódcy AK zdawali sobie sprawę, że Powstanie militarnie nie ma szans na powodzenie, jest w założeniu skazane na klęskę i miało być tylko rozpaczliwym krzykiem protestu przeciw zniewalaniu Polski przez Sowiety.
Miało być tylko rozpaczliwą polityczną demonstracją wobec Roosevelta i Churchilla, w oczekiwaniu na ich pomoc w obliczu nadchodzącej Armii Czerwonej […]”.

Dziwi mnie również postawa części środowisk uznających się za konserwatywne, które z wielką apologetyką podchodzą do Powstania Warszawskiego, zapominając co na temat powstań pisali przedstawiciele konserwatyzmu w XIX wieku. Choć niektórzy z nich jak Stanisław Tarnowski brali udział w Powstaniu Styczniowym – sprawa moim zdaniem podobna do udziału W. Chrzanowskiego w Powstaniu Warszawskim.  Bardzo dobrze myślenie romantyczne, które może nie zawsze, ale bardzo często, leży u podstaw myśli insurekcyjnej opisuje Aleksander Bocheński (oczywiście część czytelników powie no tak tłumaczył swoim „realizmem” współpracę z komunistami i udział w PAX), jednak przytoczę jego opinię, ponieważ jest ona przykładem, w mojej ocenie, myślenia realnego: „Kult walk powstańczych, jako rzekomej przyczyny odzyskania niepodległości, i kult tradycji feudalnych nakazujący apoteozę samej tylko bojowości – przy lekceważeniu rozwoju gospodarczego – wywarł decydujący wpływ na powstanie ludności i decydentów polityki polskiej przed II wojną światową i podczas niej” (Rozmyślania o polityce polskiej”).

Być może moja analiza myślenia „kolorowego ułana” i postaw zarówno ojców myśli konserwatywnej jak i czołowej postaci myśli nacjonalistycznej wynikają z faktu zajmowania się zawodowo myślą polityczną. Być może dopuszczalne jest łączenie kilku tradycji, kilku narracji politycznych w jedną całość, mi jednak trudno wyobrazić sobie jednocześnie apologetę myśli Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego. Być może spory nad trumnami już ustały – jednak różnice w rozumieniu sprawy polskiej tych dwóch mężów stanu były nader wyraźne.  W chwili obecnej taką synkretyczną postawę widzę zarówno w środowisku niepodległościowym, jak i części środowisk odwołujących się do myśli konserwatywnej oraz narodowej. Współpraca polityczna różnych środowisk politycznych określających się mianem prawicy (przecież mamy ich kilka: konserwatywna, radykalna, nacjonalistyczna, liberalna) istnieje – trudno mi sobie jednak wyobrazić sytuację, aby zapanowała zgodność co do oceny powstań, w tym przede wszystkim warszawskiego.  Z tego choćby względu nie odmawiałbym osobom odmiennie oceniającym powstanie od Pana Wencla – przynależności do narodu polskiego.

Patryk Tomaszewski

Blog autora: http://patryktomaszewski.wordpress.com/blog/

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.