Ruskie stawiają na Czeczenów

Pierwsze godziny po publikacji „Rzeczpospolitej” o trotylu były przesłodkie. Prawicowa blogosfera po nagłym zapowietrzeniu się eksplodowała (nomen omen) wyjątkowej urody kociokwikiem, wypluwając z siebie stado spec-pirotechników, którzy podchwytując zapodany „przekaz dnia”, doskonale zestroili się z Jarosławem Kaczyńskim, który nie bawiąc się w zbędną dyplomację kłapnął o mordzie i zbrodni smoleńskiej, aczkolwiek nie wskazując, przynajmniej na razie, kto konkretnie zamach zorganizował i przeprowadził.

Krótko po słowach prezesa w Platformie wystrzeliły korki od szampana, a na strute sondażową smutą lemingi na nowo spłynęła nadzieja, bo prezes okazał się jednak prezesem, a nie nobliwo-statecznym mężem stanu, na jakiego od jakiegoś czasu był drapowany. Przez moment wydawało się nawet, że chytry plan zaczyna przynosić efekty, bo w sondażach PiS-owi drgnęło, a na plan pierwszy wysunęła się gospodarka z kandydatem na technicznego premiera, co zostało docenione także poza pisowskimi opłotkami.

Niestety, prezes chlapnął to co chlapnął, no i zrobiła się poruta.

Szlag zatem trafił te wszystkie spontaniczne i szczere samokrytyki oraz głośne konwersje na wiarę smoleńską wywołane sondażową zwyżką, bo miało być inaczej, zwłaszcza z tym trotylem. Tęgie pijarowskie głowy zupełnie słusznie wykoncypowały, że teraz wystarczy zadawać rządowi punktowe pytania, pokazujące PiS jako partię merytoryczną w dążeniu do prawdy, bez charakterystycznego dla niej ujadania, by żarło dalej. Niestety, wystarczyło pokazać prezesowi uwędzoną przez konkurencję kiełbasę, by wszystko dookoła spłynęło śliną.

Najwięcej uciechy sprawił mi jednak, sympatyczny skądinąd, wszędobylski poseł PiS-u Zbigniew Girzyński, od lat noszący w teczce prezesowską buławę, który chcąc utrzymać się w szpicy smoleńskiego peletonu wypalił, że Ruskie za chwilę w zamach wrobią Czeczenów:

– No bo przecież nie będą obwiniali siebie. Od tej strony wszyscy Rosjan znamy, tylko nie wszyscy potrafią, tak jak ja, to wprost powiedzieć

– przytomnie uściślił w rozmowie z Superstacją znany z nietuzinkowej skromności ale i intelektualnego bezkresu poseł z Torunia.

O różnych wątkach już słyszałem, ale czeczeńskiego w dotychczasowej narracji smoleńskiej jeszcze się spotkałem. Jest to wreszcie coś świeżego i oryginalnego. Nic dziwnego zatem, że pan poseł z miejsca ustanowił na niego swój copyright, skwapliwie podkreślając, kto tak naprawdę miał odwagę rzucić to Ruskim w twarz. Wypada teraz poczekać, aż pan poseł dla wzmocnienia przekazu i zamanifestowania swojej solidarności z Kalifatem Kaukaskim założy papachę na głowę a do paska przytroczy przepisowy kindżał. W końcu, jak to się mówi – show must go on.

Maciej Eckardt

www.eckardt.pl

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.