Rzecz o gwałcie. Uwagi na marginesie afery w Ruchu Narodowym

Od dwóch dni w prawicowym światku zawrzało, w związku z pojawieniem się na portalu Facebook strony „Żądamy ukarania gwałciciela z Ruchu Narodowego” (https://www.facebook.com/pages/%C5%BB%C4%85damy-ukarania-gwa%C5%82ciciela-z-Ruchu-Narodowego/498823543545629) . Niżej podpisany zapoznał się uważnie z treścią strony i dodał się do jej fanów rekomendując ją także innym, w związku z czym na jego profilu wywiązała się interesująca dyskusja, rozbudowanym komentarzem do której będzie niniejszy tekst.

Pierwsza uwaga dotyczy tego, że wyjaśnienie sprawy domniemanego zgwałcenia, jakiego dopuścić miał się jeden z działaczy związanych z Ruchem Narodowym, powinno być dla kierownictwa i aktywistów tej organizacji nie tylko kwestią dbania o porządek prawny, ale także sprawą honoru. Z zaprezentowanych na stronie materiałów wynika jasno, że przynajmniej część kierownictwa RN wiedziała o tej sprawie co najmniej od października ubiegłego roku. Od czasu ujawnienia poufnej korespondencji Holochera, wiedzą o niej już wszyscy. Z udostępnionych informacji wynika, że dotarcie do domniemanej ofiary i sprawdzenie, czy rzeczywiście padła ofiarą zgwałcenia nie powinno stanowić problemu nawet dla osoby cywilnej. Podane jest nazwisko osoby bezpośrednio znającej domniemaną ofiarę, która to osoba napisała o wszystkim Holocherowi. Dlaczego zatem dotychczas nikt się tym nie zainteresował? Dlaczego RN podejmuje starania nie dla wyjaśnienia sprawy, ale dla jej wyciszenia? Przecież chodzi tu o możliwą ludzką krzywdę, bodaj największą jaką można drugiej osobie wyrządzić, o czym więcej za chwilę. Sprawa jest tym bardziej paląca, że dotyczy kobiety, a przecież normy naszej kultury każą interweniować wobec krzywdy zadawanej przez mężczyznę kobiecie, gdyż ta zazwyczaj posiada ograniczone tylko środki samoobrony.

Dochodzimy tutaj do istoty problemu, mianowicie tego, czym jest tak naprawdę zgwałcenie? Francuski historyk Georges Vigarello w swojej bardzo interesującej książce Historia gwałtu (wyd. polskie, 2010) wyjaśnia, jak rozumienie tego pojęcia we Francji zmieniało się na przestrzeni lat. Przełomem była tutaj datująca początek epoki nowoczesnej rewolucja 1789 roku. W świecie przedrewolucyjnym zgwałcenie rozumiano przede wszystkim jako rabunek tego, co należało się mężowi lub przyszłemu mężowi ofiary. Dlatego zgwałcenie dziewicy lub mężatki karane było surowiej, niż zgwałcenie kobiety swobodnego prowadzenia się. Zgwałcenie prostytutki, ze względu na jej profesję, w ogóle nie było karane śmiercią, aczkolwiek zgwałcenie prostytutki zamężnej karano bardziej surowo, niż zgwałcenie prostytutki stanu wolnego. Surowość kar odzwierciedlała też społeczną pozycję ofiary jak i sprawcy zgwałcenia, tak więc przestępstwo dokonane na kobiecie stanu wyższego było cięższą zbrodnią, niż przemoc seksualna wobec kobiety z pospólstwa.

W społeczeństwie tradycyjnym ludzie nie są sobie równi, a stratyfikacja społeczna różnicuje też moralną wagę zbrodni i występków dokonywanych na każdym z nich. Zbrodnia nie dotyczy „po prostu człowieka”, ale człowieka usytuowanego na konkretnym miejscu w hierarchii społecznej – chłopa, biskupa, arystokraty lub monarchy. Uderzenie w twarz chłopa nie jest tym samym, co uderzenie w twarz kardynała lub barona. Gdy szlachcic uderzy innego szlachcica, czyn ten ma inną wagę etyczną i prawną, niż gdyby szlachcica uderzył plebejusz.

Podobnie rzecz ma się z kobietami, które nie są tu postrzegane jako podmioty prawa, ale jako osoby pozostające pod prawną opieką mężczyzny: ojca, brata lub męża. Zgwałcenie kobiety jest zatem tak naprawdę napaścią na mężczyznę, pod którego opieką pozostaje kobieta. Mężczyzna, któremu zgwałcono lub porwano córkę, żonę, siostrę lub matkę zostaje zhańbiony i ma prawo i obowiązek dochodzić za swą krzywdę krwawej satysfakcji. Honor jest ważniejszy niż życie, zatem plamę na honorze zmyć można tylko krwią. Znana w niektórych regionach Europy (Korsyka, Sycylia, Szkocja) dintojra to właśnie echo tej archaicznej mentalności. Napadnięty mężczyzna, który nie był w stanie odeprzeć napaści i obronić swojej własności, mógł odzyskać honor tylko wywierając krwawą zemstę na napastnikach lub na ich krewnych. Honor rozumie się tu bowiem w kategoriach zbiorowych: jego podmiotami w ostatecznym rachunku są zbiorowości – rodziny, klany, narody. Psycholog ewolucyjny Michael Ghiglieri w poświęconym gwałtowi rozdziale swojej książki Ciemna strona człowieka. W poszukiwaniu źródeł męskiej agresji pisze, że psychologicznym podłożem gwałtu wojennego jest właśnie pierwotne samcze pragnienie zademonstrowania mężczyznom podbitego plemienia swojej dominacji. Zwycięzcy podbijający obcy kraj demonstrują swoją dominację nad mężczyznami pokonanego ludu zabierając to, co mają oni najcenniejszego: rabują im majątek, zabijają starców, zabijają lub porywają dzieci, a także gwałcą ich kobiety. W społeczeństwie tradycyjnym i w cywilizacjach agrarnych zgwałcenie traktowane jest raczej jako zbrodnia wymierzona w mężczyznę, niż przestępstwo którego ofiarą jest kobieta. To nie będąca bezpośrednim obiektem seksualnej agresji kobieta, lecz będący podmiotem stosunków prawnych i honorowych (w przypadku rycerstwa) mężczyzna jest prawdziwą ofiarą gwałtu, to on występuje ostatecznie jako podmiot związanych z tym roszczeń i to na nim spoczywa etyczny obowiązek dochodzenia zadośćuczynienia.

Zmienia to wszystko rewolucja francuska 1789 roku. Przede wszystkim, odrzucona zostaje feudalna hierarchia społeczna, a wraz z nią tracą ważność tytuły arystokratyczne. Ma to kluczowe znaczenie dla prawnego i etycznego rozumienia zgwałcenia, gdyż honor to nic innego jak stanowy etos szlachty. Traktowane indywidualnie, w odniesieniu do jednostki, lub też rozciągnięte na wszystkich (jak w wyłonionych z rewolucji 1776 roku demokratycznych Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie prawem do noszenia broni, a zatem i prawami honorowymi objęto  wszystkich dorosłych mężczyzn), prawa honorowe tracą rację bytu. Honor jest atrybutem z którym człowiek się rodzi lub go nabywa (w relatywnie rzadkich przypadkach uszlachcenia) i który określa jego pozycję w społeczeństwie jako członka stanu szlacheckiego. Warunkiem istnienia honoru jest zatem istnienie kategorii ludzi, którym atrybut ten nie przysługuje. Honor nabiera znaczenia, gdy punktem odniesienia dla niego staje się zbiorowość stanu rycerskiego. Honor jest atrybutem wyróżniającym ten stan, zaś jego utrata wiąże się ze stanową degradacją jednostki lub rodu. Gdy honor rozciąga się na wszystkich lub gdy punktem odniesienia staje się dla niego jednostka, zostaje wówczas wyprany z treści.

Na tym tle postrzegać trzeba właśnie zmiany w klasyfikacji prawnej zgwałcenia wprowadzone przez rewolucję 1789 r. Rewolucyjne kodeksy karne z 1791 r. i z 1810 r. określają zgwałcenie już nie jako „rapt” ale jako „viol”. Zgwałcenie przestaje być zbrodnią na honorze, gdyż pojęcie honoru zarzucone zostaje wraz ze stanową strukturą społeczeństwa. W społeczeństwie egalitarnym i demokratycznym, całe zło zgwałcenia widzi się w użyciu przemocy przez gwałciciela. Zgwałcenie nie jest już zamachem na honor mężczyzny i rabunkiem jego własności („rapt”), ale pospolitym aktem przemocy wobec kobiety („viol” mający wspólny źródłosłów z „violence” – przemoc). Niewiele w istocie różni się od zwykłego pobicia.

Nakładają się na to przemiany obyczajowe; na początku jedynie w sferze prawa, później także kultury. Społeczeństwo tradycyjne było społeczeństwem patriarchalnym. Specyficznie rozumiana honorowość kobiety utożsamiana była z czystością płciową. Kobietą honorową była zatem niezamężna dziewica i mężatka wierna małżeńskiej przysiędze wierności. Rewolucja i liberalizm odrzuciły tak rozumianą honorowość kobiety. Relikty społeczeństwa tradycyjnego w postaci dziewictwa, małżeństwa i czystości w nowym, porewolucyjnym świecie miały zostać definitywnie odrzucone, zaś kobieta mieć prawo do decydowania o swoim życiu seksualnym. I rzeczywiście, w kolejnych latach dokonywał się coraz szybszy rozkład obyczajów i moralności.

Odrzucenie kategorii kobiecej honorowości i deprecjacja czystości płciowej wiązały się z obniżeniem wagi tych zbrodni, które na ową honorowość i czystość płciową nastawały przemocą. Ponownie – skoro honor i czystość płciowa nic nie znaczyły, zgwałcenie stawało się zwykłym aktem przemocy lub przymusu. Waga etyczna tej zbrodni znacznie się obniżyła, gdyż w nowej sytuacji wiązała się ona z „występowaniem przeciwko zdrowiu i życiu”, podczas gdy w społeczeństwie tradycyjnym była występowaniem przeciwko honorowi, w hierarchii wartości sytuowanemu wyżej niż zdrowie i życie, za czym szło surowsze karanie zamachów na niego.

Zupełnie absurdalnego charakteru sytuacja ta nabrała współcześnie, gdy między innymi polski kodeks karny klasyfikuje zgwałcenie jako przestępstwo przeciwko „wolności seksualnej” ofiary. Innymi słowy, ojciec zabraniający córce wyjść na dyskotekę i uprawiać tam seks z przypadkowymi mężczyznami, staje niejako w jednym szeregu z gwałcicielem!

Odzwierciedlenie znajduje to także w śmiesznie niskim wymiarze kar orzekanych za zgwałcenie. Zazwyczaj jest to około trzech lat pozbawienia wolności. Echem rozumienia zgwałcenia jako przestępstwa wymierzonego w życie i zdrowie poszkodowanej osoby jest zaś wyróżnienie kategorii „zgwałcenia dokonanego z wyjątkowym okrucieństwem”.Rozstrzygający jest nie zamach na honorowość ofiary, lecz drugorzędnej kategorii fakt w postaci natężenia zastosowanej przez gwałciciela przemocy.

Wiąże się z tym także wymyślona i propagowana przez lewicowe feministki kategoria „zgwałcenia małżeńskiego”. Chodzi o sytuację, gdy mąż przymusza żonę do niechcianego seksu, tak więc gdy stosuje wobec niej przemoc seksualną. Sytuacja taka jest oczywiście ze wszech miar naganna i powinna być traktowana jako przestępstwo, ale właśnie jako przestępstwo związane z nieuzasadnionym użyciem przemocy, nie zaś z pozbawieniem honorowości. Przemoc seksualna w małżeństwie powinna być oczywiście karana jak każda inna małżeńska przemoc, chodzi jednak w tym przypadku właśnie o przemoc (chciałoby się rzec: tylko o przemoc), nie zaś o gwałt w tradycyjnym tego słowa rozumieniu. Większość osób intuicyjnie zresztą wyczuwa różnicę pomiędzy zastosowaniem przemocy seksualnej wobec mężatki przez jej małżonka, a zastosowaniem wobec niej takiej przemocy seksualnej przez osobę trzecią. To pierwsze powinno być klasyfikowane prawnie jako przemoc domowa, to drugie zaś jako zgwałcenie.

Warto w tym miejscu zatrzymać się jeszcze na chwilę przy słowach niegdysiejszego przywódcy Samoobrony, Andrzeja Leppera. Ten zmarły w dość zagadkowych okolicznościach antyoligarchiczny polityk, stwierdził kiedyś że „prostytutki nie można zgwałcić”. Słowa Leppera wywołały powszechne oburzenie i wręcz szok, ale nikt nie zastanowił się nad głębszymi przyczynami takiej reakcji. Dlaczego bowiem zaszokowały nas i wydały się tak absurdalne słowa szefa Samoobrony? Ponieważ oczywiście każdy z nas wie, że wobec prostytutki, jak wobec każdej innej kobiety, można zastosować przemoc seksualną. Można ją przymusić do zbliżenia płciowego, którego ona sobie nie życzy. Wyjaśniliśmy już jednak wyżej, że w społeczeństwie tradycyjnym, samo zastosowanie przemocy seksualnej nie wystarczało do zaklasyfikowania danego postępku jako zgwałcenia. „Rapt” był zamachem na honorowość kobiety, tak więc rabunkiem jej cnoty, której strażnikiem był mężczyzna, pod którego prawną opieką pozostawała kobieta. Kobieta nie będąc bowiem zdolna do czynności honorowych, była osobą , tak więc mógł jej przysługiwać atrybut honorowości. Traciła go, prowadząc się rozwiąźle. To właśnie przypadek prostytutek, których w sensie właściwym rzeczywiście nie można było „zgwałcić”, a jedynie wymusić na nich niechciane zbliżenie płciowe. Z tego powodu, jak o tym wspomniałem wyżej, w systemach prawnych wspólnot tradycyjnych, zgwałcenie prostytutki karano łagodniej, niż zgwałcenie kobiety honorowej. Nie twierdzę tu oczywiście że Lepper świadomie przeprowadzał tego rodzaju lub podobny wywód myślowy, ale jako człowiek wywodzący się z kulturowo konserwatywnej warstwy chłopskiej, intuicyjnie najpewniej patrzył na sprawę w taki właśnie sposób.

Jakie płyną z tego wszystkiego wnioski dla współczesności? Z pewnością chęć restauracji porządku społecznego czasów przednowożytnych byłaby krokiem w zupełnie niewłaściwą stronę. Ze względu chyba przede wszystkim na agrarny typ gospodarki i specyficzną organizację przestrzennę, europejskie społeczeństwo tradycyjne było społeczeństwem silnie patriarchalnym. Chrześcijaństwo przyniosło uznanie kobiety za osobę, nie za rzecz jak miało to miejsce w starożytności, jednak nie wszędzie i nie zawsze wyciągnięto z tego wszystkie należne wnioski. Nowożytna emancypacja kobiety dokonywała się w sposób niosący ze sobą wiele społecznych i kulturowych spustoszeń, ale też nie ma się co oszukiwać, że nie przyniosła wielu skutków pozytywnych. Nikt przecież sobie chyba dzisiaj nie wyobraża np. pozbawienia kobiet podmiotowości prawnej lub możliwości uczestniczenia w życiu intelektualnym. Nie ma zatem także powrotu do sytuacji, gdy zgwałcenie uznawano przede wszystkim za zamach na własność mężczyzny i to on był przede wszystkim poszkodowanym. W warunkach niskiego poziomu rozwoju cywilizacji, gdy samodzielne przeżycie przez kobietę było znacznie utrudnione, tego rodzaju podejście było uzasadnione, dziś już jednak się zdezaktualizowało.

Nie uległo jednak dezaktualizacji tradycyjne rozumienie ludzkiej seksualności. Liberalna ideologia permisywizmu obyczajowego i etyka humanitarnego utylitaryzmu obnażyły swoją nienaturalność. Wszyscy chyba podskórnie czujemy, że zgwałcenie jest czymś dużo poważniejszym niż najbardziej choćby dotkliwe pobicie kobiety, na co dowodem że większość kobiet wolałaby zostać jednak pobita, niż zgwałcona. Wszyscy także czujemy, że osoba prowadząca się obyczajnie godna jest większego szacunku, niż osoba prowadząca się nieobyczajnie – nie chodzi tu jedynie o indywidualny wybór spośród równie słusznych wariantów postępowania, o liberalne „swobodne kształtowanie swojego życia seksualnego”.

Nie zdezaktualizował się, lecz raczej zmienił swój charakter, zasadniczo naturalny charakter patriarchalnego układu społecznego. Kobieta dysponować powinna pełnią praw przysługujących jej z racji jej osobowego charakteru, ale nie znosi to szeregu naturalnych różnic między płciami, uzasadniających ich specyficzny wzajemny stosunek, w ramach którego na mężczyźnie spoczywa obowiązek występowania w zastępstwie kobiety jako strona czynności honorowych, szczególnie wobec innych mężczyzn. Konkretyzując zaś, to mężczyzna łamiący państwowy monopol na przemoc w obronie czci kobiety lub dla pomszczenia jej hańby, nie powinien być za swój czyn karany.

Podsumowując zatem, powinno się wrócić do klasyfikowania zgwałcenia jako przestępstwa przede wszystkim przeciwko honorowości ofiary, nie zaś przede wszystkim jako nastawania na jej życie lub zdrowie, czy też na jej „wolność seksualną”. W związku z tym – napiszmy wreszcie to, co wisi nad naszym tekstem chyba już od jego pierwszych linijek – zgwałcenie powinno być karane śmiercią. Okrucieństwo sprawcy powinno być odrębną podstawą do orzekania kary, ale już samo zajście zgwałcenia powinno być podstawą do orzeczenia kary śmierci. Po trzecie, samosąd nad gwałcicielem nie powinien być karany w ogóle (choć można by orzekać o winie).

Wszystko to wiązać by się zaś musiało z odejście od rozumienia prawa karnego w kategoriach humanitarnych, a powrotem do kategorii honoru i honorowości. Tutaj zaś konieczne byłoby zarzucenie filozofii humanizmu i egalitarnych doktryn liberalnych i demokratycznych. Przemian zaszłych w nowożytności nie można cofnąć, ale należy je przezwyciężyć. Humanizm i liberalizm nalezą do przeszłości. To ideologie zdezaktualizowane, sfalsyfikowane i skompromitowane. Stanie na gruncie humanizmu i liberalizmu jest dziś postawą wsteczną. Szkodzi kobietom, bagatelizując etyczną wagę przestępstw, przed którymi system liberalny nie jest w stanie i nie chce ich zabezpieczyć. Liberałowie i humaniści bardziej zatroskani są losem gwałcicieli, niż ich ofiar. Humanizm i liberalizm to opowiedzenie się przeciwko kobietom, po stronie gwałcicieli i innych zwyrodnialców, którzy powinni zakończyć życie na stryczku.

Tradycjonalizm, stojąc na gruncie tego co transhistoryczne, broniąc prze liberalizmem i humanizmem „Wiecznej Kobiecości”, zwrócony powinien być ku przyszłości. Tradycjonalizm jest ładunkiem dynamitu podłożonym pod zmurszałą i przegniłą konstrukcję liberalnego humanizmu. Nowożytność, jak każda epoka historyczna miała swoje osiągnięcia, ale jej potencjał uległ wyczerpaniu. Nowoczesność wypaliła się i zawaliła pod własnym ciężarem, nową rzeczywistością staje się zaś ponowoczesność. To z niej wyłoni się nowy świat, w którym nie będzie już humanistów i liberałów.

Jak to wszystko odnieść do Ruchu Narodowego i rewelacji na temat gwałtu, którą to sprawę jego działacze starają się wyraźnie wyciszyć? Przede wszystkim, sfalsyfikowana została narracja doszczętnie już i bez tego skompromitowanych środowisk konserwatywno-liberalnych i wolnościowo-konserwatywnych. Jeszcze na wiosnę tego roku, z kręgów tych dobiegały głośne jęki nad wprowadzoną przez rząd Tuska nowelizacją kodeksu karnego pozwalającą ścigać zgwałcenie z urzędu (tak więc bez konieczności wnoszenia pozwu przez zastraszoną przecież zazwyczaj i straumatyzowaną ofiarę). Rzęsiste łzy nad „etatyzmem”wylewał, jak zawsze przy podobnych okazjach, podstarzały, łysawy i jąkający się klaun w muszce. Widzimy tymczasem, jak zmiana ta jest uzasadniona i potrzebna. Gdyby przyjęto ją wcześniej, działacze Ruchu Narodowego nie mogliby tłumaczyć swojej bezczynności wobec informacji o zgwałceniu tym, że nie jest to przestępstwo ścigane z urzędu. Niezależnie jednak od sytuacji prawnej, bierność wobec tego rodzaju informacji i starania o ich wyciszenie, są postawą kompromitującą to środowisko moralnie. De facto są bowiem stanięciem po stronie gwałciciela i kryciem go w imię obrony partyjnego wizerunku. W przypadku organizacji kobiecych wchodzących w skład RN każe to wręcz zapytać o sens ich istnienia: po co bowiem „organizacja kobieca”, która w imię kolesiostwa, karierowiczostwa i partyjniactwa uczestniczy w kryciu gwałciciela, zamiast stanąć w pierwszym szeregu domagających się wyjaśnienia tej sprawy? Tak czy inaczej, sprawa domniemanego zgwałcenia wymaga rzetelnego zbadania i nie można pozwolić na jej przemilczenie, stąd też moje wyrazy poparcia dla wskazanej na początku inicjatywy.

Ronald Lasecki

Przedruk za:

http://xportal.pl

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Rzecz o gwałcie. Uwagi na marginesie afery w Ruchu Narodowym”

  1. Największe wrażenie szrobiła na mnie “sfalsyfikowana narracja”, która zapewne miała tę wadę, że nie była transhistoryczna. Teraz rozmyślam, czy dałoby sie to wyrazić jakoś po plebejsku, po naszemu.

  2. Rozwalają mnie takie teksty na łopatki… każdy wie czym jest gwałt i nie ma tu żadnych powodów do rozdzielania włosa na czworo. Jest niegodnym i pozbawiającym sprawcę jakichkolwiek praw honorowych czynem, którego usprawiedliwić się nie da i nie warto próbować. I nie wiem po co tę aferę rozdmuchiwać na wszystkie strony. To też jakiś przyczynek do dziejów konserwatyzmu w Polsce?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *