Sikorski & Sykulski, czyli o przyszłości Europy (II)

Droga do powstania nowego państwa niemieckiego biegła poprzez likwidację granic oraz barier celnych pomiędzy poszczególnymi państewkami, co doprowadziło do stworzenia wspólnego obszaru gospodarczego. Procesowi temu towarzyszyła harmonizacja prawa oraz struktur administracyjnych. Jego ukoronowaniem było uchwalenie BGB, czyli niemieckiego kodeksu cywilnego. Tworzenie Unii Europejskiej także rozpoczęło się od likwidacji barier celnych między poszczególnymi państwami. W wyniku pogłębiającej się integracji, granice narodowe są powoli znoszone, a prawo ujednolicane.

U podstaw projektu UE leży przekonanie, że skoro droga pruska zapewniła Niemcom sukces, zarówno polityczny, jak i gospodarczy, dlaczego to samo nie miałoby stać się udziałem całej Europy? Słowem, stworzenie jednego obszaru gospodarczego, z wspólnym prawem, walutą, systemem podatkowym i administracją, miałoby uczynić Europę potęgą ekonomiczną i polityczną. Podstawowe pytanie odnośnie przyszłości Europy dotyczy więc tego, czy pruski model rzeczywiście może uczynić z Europy to, co sobie niektórzy po nim obiecują.

Kwestia ta jest dość skomplikowana. Jeden z jej aspektów dotyczy sfery ekonomii. Nie jestem ekonomistą, więc nie mogę przeprowadzić ekonomicznej analizy modelu pruskiego i możliwości zaaplikowania go całej Europie. W tekście tym chciałabym natomiast poruszyć kilka innych kwestii, które, moim zdaniem, także powinny stać się przedmiotem pogłębionej dyskusji.

Analizę należy zacząć od bliższego przyjrzenia się samemu modelowi. Zacznijmy od stwierdzenia, że model pruski zakłada pełną reglamentację życia gospodarczego i politycznego za pomocą przepisów prawa. Przepisy uchwalane są przez odpowiednie organy, które posiłkują się różnymi ciałami doradczymi, ekspertami, itp. Państwo ma być „głosem rozumu”, który szuka równowagi między ścierającymi się interesami. Model pruski różni się więc od modelu marksowskiego (jak również Rousseau), gdyż ten pierwszy wychodzi z założenia, że polityka oparta jest na egoizmie, a drugi neguje wszelkie partykularyzmy. W przypadku modelu pruskiego, podstawą działań politycznych ma być jednak egoizm oświecony: Hegel uważał, iż jednostka musi dostrzec, że w jej własnym interesie leży podporządkowanie się przepisom prawa. Treść tych przepisów ma być jednak czymś w rodzaju siły wypadkowej spierających się interesów. Hegel wierzył, bowiem w możliwość „pojednania” tego, co sprzeczne, dialektycznej syntezy tego, co na pierwszy rzut oka wzajemnie się wyklucza.

Co z tego konkretnie wynika? Otóż to, że model pruski zakłada konieczność organizowania grup nacisku w celu reprezentowania określonych interesów i wywierania wpływu na kształt ustawodawstwa. I dokładnie tak funkcjonuje życie polityczne i gospodarcze Niemiec.

Z całą pewnością można stwierdzić, że Niemcy są narodem obdarzonym olbrzymią pasją, jeśli chodzi o zrzeszanie się w ramach stowarzyszeń i innych organizacji. Są to organizacje polityczne, gospodarcze, branżowe, naukowe, kulturalne, społeczne, religijne etc. (Znajdziemy wśród nich nawet takie zajmujące się poszukiwaniem rzadkich egzemplarzy kafli ceramicznych…)

U członków „korporacji”– tak jak to opisywał Hegel – kształtowany jest duch kolektywizmu. W praktyce, jednostka konfrontowana jest z faktem, iż poza takim czy innym kolektywem jest po prostu bezbronna. Stowarzyszenie staje się jej drugim ja, to ono daje jej poczucie siły i możliwości kształtowania rzeczywistości. W ten sposób człowiek uczy się postawy podległości w stosunku do tego, co leży w interesie korporacji.

Bez fenomenu stowarzyszeń nie da się zrozumieć sposobu funkcjonowania niemieckiej gospodarki. Jej siłą są bowiem różnego rodzaju organizacje, które pełnią dwojaką funkcję. Po pierwsze, ich celem jest kształtowanie woli politycznej, czyli definiowanie wspólnych interesów ich członków. Dlatego to wiele stowarzyszeń dysponuje odpowiednim zapleczem naukowym, odpowiedzialnym za sporządzanie potrzebnych ekspertyz, jak np. badań rynku, sprawozdań na temat sytuacji geopolitycznej w innych państwach, aktualnej sytuacji prawnej. Na podstawie takich analiz ustalane są priorytety i strategie działania. Po drugie, organizacje te są odpowiedzialne za realizowanie przyjętych strategii, np. poprzez wywieranie odpowiedniego nacisku na ustawodawcę, rząd albo dyplomację. Wiele stowarzyszeń branżowych „upycha” swoich przedstawicieli w różnych ciałach doradczych na szczeblu landowym, federalnym, a także europejskim, przez co ich członkowie zapewniają sobie możliwość wywierania wpływu na podejmowane tam decyzje polityczne i kształt ustawodawstwa.

Pruska koncepcja państwa jest kompatybilna z tym, co zostało wyżej opisane. Państwo ma być bowiem platformą, która przekuwa ścierające się interesy w interes wyższy, bo państwowy. Państwo ma znaleźć takie rozwiązanie prawne, czy też administracyjne, które będzie w miarę możliwości leżało w interesie wszystkich petentów. Jeśli nie będzie to możliwe do osiągnięcia, w ramach poszukiwania swojej racji stanu państwo musi zdecydować, które interesy zasługują na szczególne uwzględnienie. Państwo ma więc z jednej strony pełnić funkcję koordynatora, który będzie odpowiednio kanalizował możliwe konflikty. Z drugiej zaś strony – animatora, który będzie stwarzał obywatelom odpowiednie warunki do tego, by mogli realizować swoje interesy.

Według takiego modelu funkcjonuje państwo niemieckie. Państwo to żyje w prawdziwej symbiozie ze swoimi przedsiębiorcami. Intensywne wspiera ich poprzez odpowiednie ustawodawstwo czy też działania na szczeblu dyplomatycznym. Państwo niemieckie współfinansuje liczne stowarzyszenia, instytuty i organizacje, którym zlecane jest np. sporządzanie ekspertyz mających na celu przygotowanie odpowiednich strategii działania. Przede wszystkim jednak w służbie państwa i jego gospodarki stoi niemiecka nauka.

Kolejnym założeniem prusko-heglowskiego modelu jest przekonanie, że między poszczególnymi państwami panuje stan wojny, gdyż walczą one ze sobą o poszerzanie swoich stref wpływu. Odnośnie kwestii europejskiej oznacza to, że jedyną drogą do zaprowadzenia pokoju w Europie byłoby stworzenie superpaństwa, które musiałoby całkowicie wchłonąć poszczególne organizmy polityczne. Państwa europejskie musiałyby więc przestać istnieć, a Europejczycy mieliby stać się członkami nowego superkolektywu.

Warunkiem niezbędnym do stworzenia takiego superpaństwa byłoby jednak to, że wszyscy Europejczycy musieliby przejąć niemiecki styl funkcjonowania (funkcjonowania, bo trudno to nazwać życiem). Unia Europejska musiałaby przejąć wszelkie możliwe kompetencje i regulować wszystkie dziedziny życia. Europejczycy musieliby natomiast zrzeszać się w organizacjach i poprzez nie wywierać wpływ na kształt unijnego ustawodawstwa.

Teoretycznie, urzeczywistnienie takiego modelu może by i przyczyniło się do odpowiedniej mobilizacji Europejczyków. Może mogłoby przekuć się na polityczny i gospodarczy sukces Europy. Czy wizja taka jest jednak możliwa do zrealizowania? A przede wszystkim, czy w ogóle powinna zostać zrealizowana?

Postawione tutaj pytania mają wiele aspektów. Jednym z nich jest aspekt ekonomiczny, który z podanych już powodów nie będzie przedmiotem mojej analizy. W ramach tego tekstu chciałabym natomiast poruszyć kilka innych. Zacząć należy od zagadnienia religijno-metafizycznego.

Koncepcja pruska zakłada przebóstwienie człowieka. Bogiem staje się państwo, które jest dziełem wyłącznie ludzkim. Człowiek, jako część państwa, sam, więc pośrednio staje się bogiem. Bożkiem Niemców jest ich własne państwo, to do niego kierują swoje modlitwy: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Państwo stanowi prawo, państwo przynosi pokój, państwo ma zaprowadzić powszechną szczęśliwość. Aspekt ten jest bez znaczenia dla ateisty, dla katolika posiada on jednak wielką doniosłość. Zgodnie z katolickim światopoglądem, państwo ma być bowiem podporządkowane prawu naturalnemu. Pokój i szczęśliwość ludzkości natomiast zapewnić może wyłącznie Bóg. U podstaw idei pruskiej Unii Europejskiej, która jej mieszkańcom ma zapewnić pokój i powszechną szczęśliwość, leży, więc postawa bałwochwalcza. Owa powszechna szczęśliwość ma zostać zaprowadzona poprzez dalszy rozwój gospodarczy, co ma się przełożyć na wzrost konsumpcji. Szczęśliwy Europejczyk to szczęśliwy konsument, który bez przeszkód może konsumować w całej Europie. Takimi szczęśliwymi konsumentami są Niemcy, takimi szczęśliwymi konsumentami mają stać się wszyscy Europejczycy.

Z punktu widzenia religii i filozofii katolickiej model pruski jest więc nie do zaakceptowania. Powiązana z tą kwestią jest sprawa tego, czy Hegel miał rację, twierdząc, że można zbudować stabilny system polityczny wyłącznie w oparciu o „oświecony egoizm”. Czy wspólnota polityczna rzeczywiście jest w stanie rozwijać się bez odwołania do koncepcji dobra wspólnego i prawa naturalnego? Z punktu widzenia filozofii katolickiej nie jest to możliwe. Czytelnik wybaczy mi jednak, że nie będę głębiej wchodzić w to zagadnienie, gdyż chodzi o problem, któremu należy poświęcić osobny tekst.

W ramach tego artykułu chciałabym natomiast zaryzykować stwierdzenie, że model pruski de facto uprzywilejowuje silniejszego, co w kontekście Unii Europejskiej musi oznaczać uprzywilejowanie Niemiec. Co moim zdaniem przemawia za słusznością postawionej tutaj tezy? Cóż, nietrudno zgadnąć, w jakim kierunku będzie się rozwijała „gra”, jeśli w ramach pruskiej UE o swoje interesy muszą walczyć świetnie zorganizowane Niemcy i mało zorganizowana Polska. Ktoś mógłby postawić zarzut, że winę za to ponosi Polska, ze względu na brak „pruskich kompetencji”. I tak, i nie. Kto bowiem decyduje o tym, według jakich reguł ma toczyć się gra? Polacy „kompetencji pruskich” nie mają, ale za to mają inne, jak odwaga, kreatywność czy komunikatywność. Być może gospodarcza pozycja Polski w Europie byłaby znacznie silniejsza, gdyby panował w niej np. brytyjski, a nie pruski model. Model brytyjski zakłada bowiem, że to podmioty prywatne są głównym aktorem życia gospodarczego, a ilość przepisów prawnych utrzymywana jest na niezbędnym minimum. Ponadto, w modelu brytyjskim ważną rolę odgrywają zwyczaje i tradycja, co oznacza, że w wielu przypadkach ustawodawstwo państwowe jest po prostu zbędne. Tym samym, przedsiębiorcy nie muszą organizować się w takim stopniu, jak to jest w przypadku modelu pruskiego. W Niemczech, kto nie ma „dojścia do państwa”, znajduje się na dużo słabszej pozycji niż ten, który takie dojście ma.

Należy stwierdzić, że w tej chwili Niemcy ustalają reguły gry, bo ustanowienie takich, a nie innych reguł gry leży w ich własnym interesie. To oni bowiem korzystają na tym, że posiadają umiejętność organizowania się i wpływania na decyzje podejmowane „na górze”.

A to oznacza, że przyszłość np. polskich przedsiębiorców będzie zależała od tego, czy będą umieli odpowiednio organizować się i walczyć o swoje interesy na szczeblu unijnym. Ale tutaj pojawia się pewien problem.

Koncepcja Unii Europejskiej jako superpaństwa zakłada powolne „obumieranie” państw narodowych. W miejsce narodowej świadomości i narodowych interesów ma powstać świadomość europejska. Od 20 lat Polacy poddawani są więc odpowiedniej reedukacji. Między innymi poprzez niemieckie organizacje – i to takie finansowane z budżetu federalnego – polskie elity wychowywane są na „prawdziwych” Europejczyków. Należy podkreślić, że Niemcy czują się wyjątkowo odpowiedzialne za zwalczanie polskiego „nacjonalizmu”. W końcu chodzi tu o warunek niezbędny do tego, by w Europie wreszcie zapanował prawdziwy „pokój”. I tak, przywiązanie Polaków do własnego kraju jest na wszystkie możliwe sposoby podważane. Problem polega jednak na tym, że Niemcy powinni być poddawani temu samemu procesowi, a tak właśnie nie jest. Niemiecka świadomość narodowa ma się bardzo dobrze i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miała obumrzeć. Nic także nie wskazuje na to, by państwo niemieckie miało „oddać” swoich obywateli w troskliwe ręce unijnych technokratów. Jednym słowem, mamy do czynienia z grą, która jest nie fair: Niemcy nie stosują bowiem względem siebie reguł gry, których przestrzegania wymagają od innych. Co więcej, reguł, które innym sami intensywnie wpajają…

W tej chwili mamy więc do czynienia z sytuacją na wskroś patologiczną! W celu jej uzdrowienia, albo wszystkie państwa powinny dostać możliwość grania „po prusku”, czyli powinny móc intensywnie wspierać swoich własnych przedsiębiorców, albo żadne. Co z kolei oznacza, że albo powinniśmy całkowicie pożegnać się z europejską ideologią i wychowywać przyszłe pokolenia Polaków w duchu polskiego „nacjonalizmu”, albo doprowadzić do tego, że państwo niemieckie przestanie wspierać niemiecką gospodarkę. (Tak jak państwo polskie już dawno przestało wspierać polskich przedsiębiorców). Jednym słowem, to same Niemcy powinny wreszcie jasno i klarownie wypowiedzieć się odnośnie kwestii zasad, na jakich chcą budować swoje relacje z innymi państwami. W przypadku, gdy zdecydują się na dalsze wspieranie swoich przedsiębiorców, jednocześnie powinny przestać przeszkadzać innym państwom we wspieraniu swoich. Czyli powinny zaprzestać wywierania wpływu na życie polityczne innych państw poprzez swoje fundacje i inne organizacje, czy też otwarte wspieranie określonych partii politycznych, które jest po prostu jawnym przykładem korumpowania obcych polityków.

Narzucanie Europie modelu pruskiego mogłoby więc teoretycznie zapewnić jej rozwój, jeśli rzeczywiście warunki tego modelu zostałyby spełnione. To znaczy: gdyby Europa stała się nowym kolektywem, z jednym wspólnym europejskim interesem i europejską racją stanu. Co wymagałoby jednak tego, by po pierwsze państwo niemieckie wycofało się z gry, po drugie, by wszyscy Europejczycy posiedli takie same umiejętności organizacyjne, jakie w tej chwili posiadają Niemcy. W momencie, gdy żaden z tych warunków nie zostanie spełniony (państwo niemieckie nie wycofuje się z gry, Europejczycy się nie organizują), Unia Europejska stanie się – a właściwie już się stała – kolejną organizacją służącą Niemcom do realizacji ich interesów. W przypadku niespełnienia pierwszego, a spełnienia drugiego warunku (państwo niemieckie się nie wycofuje, wszyscy Europejczycy nabywają „kompetencje pruskie”), mielibyśmy do czynienia z sytuacją ciągłych antagonizmów wewnątrzeuropejskich, co raczej nie mogłoby przyczynić się do rozwoju Europy. W przypadku spełnienia warunku pierwszego i niespełnienia warunku drugiego (państwo niemieckie się wycofuje, Europejczycy się nie organizują) Unia Europejska przestałaby działać.

Podsumowując, należy stwierdzić, że społeczeństwo polskie powinno zdać sobie sprawę z kształtu aktualnej konstelacji politycznej wewnątrz UE. A jest ona dla nas wybitnie niekorzystna. Jeśli zdecydujemy się popierać UE (jako projekt polityczno-ekonomiczny, z jednoczesnym odrzuceniem jego gnostycznych aspektów), to albo powinniśmy doprowadzić do tego, że państwo niemieckie zacznie trzymać się tych samych reguł gry, których przestrzegania wymaga od nas, albo my musimy zacząć grać tak samo jak ono. W drugim przypadku musielibyśmy definitywnie wyleczyć się z „europejskości”, gdyż w obecnej konstelacji, poprzez zaszczepianie jej nam przez zachodniego sąsiada, naród polski jest gospodarczo i politycznie marginalizowany. Niestety, wielu uwierzyło w to, że państwo niemieckie będzie dbać o nasze interesy. Niestety prawda jest taka, że podporządkowana Niemcom Unia Europejska to Unia, w której silniejszy będzie poszerzał swoją strefę wpływu kosztem słabszego. Tym słabszym jesteśmy właśnie my. W końcu, jak twierdził Bismarck, polityka to sztuka tego, co możliwe. Niemcy świetnie znają swoje możliwości i potrafią je odpowiednio wykorzystywać. Że działają naszym kosztem? A kogo to interesuje?!

Magdalena Ziętek
aw

P.S. To, że Niemcy potrafią skutecznie walczyć o swoje interesy, nie oznacza, że realizują akurat to, co jest dla nich dobre. Być może, po raz kolejny staną się ofiarą swojej własnej pazerności. Kategoria dobra jest jednak dla pruskiej koncepcji państwa kategorią obcą.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Sikorski & Sykulski, czyli o przyszłości Europy (II)”

  1. Bardzo dobry tekst.. mam wzazenie ze Pani mieszka w niemczech, bo tylko osoba mieszkajaca moze tak dobrze opisac niemcy.. tak mi sie wydaje.. Chcialbym dodac jedna rzecz, Pisze Pani o tych setkach organizacji w niemczech.. tak to prawda, sa ich setki, sa doslownie wszedzie, od ferajnow pilki noznej po jakies ferajny milosnikow owczarkow niemieckich 🙂 , ale dla Polaka najwiekszym szokiem jest to ze te organizacje najczesciej sa panstwowe.. tzn. nie powstaly spontanicznie lecz zalozylo je panstwo niemieckie!! przewaznie rekami burmistrzow albo rad mijskich czy gminnych.. dla mnie to szok.. calkowity brak tej lacinskiej spontanicznosci do samoorganizowania sie 🙂 I rzyznam Pani racje, w takim Panstwie nie da sie zyc 🙂 mozna tylko funkcjonowac.. 🙂

  2. świetny tekst. w sumie same dobre rzeczy o naszych sąsiadach, choć zamiary przecież były nikczemne. trzeba uważać co i jak się pisze, bo nie trudno człowieka zachęcić do grzebania w rodzinnych metrykach w celu odnalezienia przodków pozwalających uzyskać zacne obywatelstwo. jeszcze wszyscy wyniosą się do miejsca, gdzie całkiem przyjemnie się FUNKCJONUJE no i co będzie…

  3. @Autorka “To, że Niemcy potrafią skutecznie walczyć o swoje interesy, nie oznacza, że realizują akurat to, co jest dla nich dobre.” – Bardzo sluszna uwaga.

  4. Gdyby w Unii Europejskiej była demokracja, a Parlament Europejski miał większe kompetencje, obywatele UE mogliby pośrednio wybrać Komisję Europejską, który wyrażałby ich interesy. Niemców jest tylko 80 mln, to tylko 16 proc. mieszkańców UE. Można ich przegłosować. To brak demokracji w UE daje siłę Niemcom. … To co teraz wyprawiają, jest niezgodne z unijnym prawem, z traktatem lizbońskim. To bezprawie. Uzistowski zamordyzm Angeli Merekl. Bo prezydent Francji jest jej posłuszny. Władze UE powinny przywrócić porządek prawny wprowadzony traktatem lizbońskim. UE należy zmieniać w kierunku większej demokracji. To pozwoli ukrócić hegemonię Niemiec. Taki był przecież cel utworzenia UE. Każdy kraj powinien samodzielnie decydować czy chce mieć euro jako swą walutę czy nie chce. Rezygnacja z euro powinna być prostsza. UE ma być Europą Ojczyzn a nie supermocarstwem na pruską modłę. Jerzy Krajewski Powierzchnia Unii Europejskiej wynosi ponad 4 mln km², a liczba jej mieszkańców – 495 mln. UE zajmuje trzecie miejsce na świecie pod względem liczby ludności (po Chinach i Indiach).

  5. taa, jasne. niemcy i francuzi po to tworzyli unię, aby mogło ich przegłosować 400 mln bałaganiarzy. co za racjonalne założenie 🙂

  6. @Przemyslaw Stokowski Konstrukcja Europejska jest pomyslem masonerii.Rzady byly narzedziem, choc bardzo aktywnym, bo owa konstrukcja byla w ich oczach jedynym wyjsciem.Kraje nie sa u zrodel tej konstrukcji, wylacznie masonskie elity. UE jest smiertelnym wrogiem zarowno Francji,Niemiec,jak i Polski.

  7. @ przemyslaw_stokowski Chodzi o to, by Francuzi przeszli na naszą stronę. Gdyby wybory prezydenckie we Francji wygrała Maria Le Pen byłoby to możliwe. Każda dyrektywa powinna być wprowadzana w życie po wyrażeniu zgody na nią przez Parlament Europejski. W istotnych sprawach powinny odbywać się referenda we wszystkich krajach członkowskich. W tym kierunku szedł ruch Libertas, ale nie zyskał wsparcia Europejczyków. We Włoszech i Grecji rządzą nominaci Angeli Merkel, a nie przywódcy wybrani w demokratycznych wyborach. Pozdrawiam Jerzy Krajewski

  8. @Jerzy Krajewski – “obywatele UE mogliby pośrednio wybrać Komisję Europejską, który wyrażałby ich interesy.” – dowcip się pana trzyma. Ciekawe, w którym to kraju europejskim obywatele wybrali władze, które wyrażają ich interesy ? Może chodzi o Tuska z Pawlakiem ?

  9. @Jerzy Krajewski MLP nie zostanie wybrana.Co do UE to jest ona zla ze swej istoty i niereformowalna.Jest pochodzenia kalwinskiego i zmierza do unicestwienia nas wszystkich w tym i Niemiec jako Niemiec.UE ma trzy charakterystyki:1/Neguje istnienie prawdy ( kalwinizm) 2/Chce nas zniszczyc wdrazajac w zycie obowiazek niemoralnosci 3/Podsyca Rewolucje. A Rewolucja caly czas trwa.W Austrii 360 ksiezy soborowych zazadalo od Benedykta XVI zniesienia celibatu ksiezy.To jest bunt i poczatek schizmy , a 360 ksiezy to duzo.W Normadii, w Rouen, w malutkim Rouen poparlo ich az 15 ksiezy.Pociagna za soba wiernych.To jest wlasnie efekt menatlnosci ktora podsyca UE. ps1.Tym bardziej haniebny jest atak niejakiego Terlikowskiego na Bractwo Sw.Piusa X.Niejaki Terlikowski wysmazyl na frondzie.pl nowy tekst przeciwko Bractwu.A nie widzi ze sa realne zagrozenia? Chocby to austryjacko-normandzkie, o ktorym wyzej? ps2.Wydaje mi sie ze slowo Niemcy jest mylace.Gdyby nie Luter+ polityka pruska i gdybysmy zyli w normalnej sytuacji, moze nawet dzis landy niemieckie mialyby ze soba tyle wspolnego co Niederlandy z Bawaria.Tak naprawde nie ma jednosci niemieckiej.Ona jest wynikiem konstruktywizmu o pochodzeniu protestancko-oswieceniowym.Ogromna jest rowniez wina Napoleona I.

  10. Toż te Niemce to faszystowskie państwo, korporację, kult państwa. O ironio, państwo faszystowskie zakazuje prawnie głoszenia faszyzmu. Nie zgadzam się, że model gospodarczy Niemiec jest wzorem do naśladowania gdyż jest najbardziej wydajny. Niemcy są chore (PKB 1-3 % ) i ich przewaga jest taka, że narzucając przez UE gorset prawny uniemożliwią rozwój konkurencyjnych gospodarek. 10 lat normalności ekonomicznej i Polska gospodarczo prześciga Niemcy. Niemcami rządzi głupota trochę cwańsza, przebieglejsza niż nasza Polska naiwna. To kwestia perspektywy czasowej, sportowiec bijący rekordy na dopingu ma też efekty, ale później za to trzeba zapłacić. Niemcami tak jak cała Europą rządzą demokratyczni wybrańcy kierujący się zasadą “chleb i igrzyska”. Oni chcą zbudować raj na ziemi na utopijnych ideach. Niemiecki dobrobyt może być dla nich zgubą, tłusto nie znaczy mądrze. Problemem Polski jest brak elit widzącej problem państwowości poprzez pryzmat zasad, idei.

  11. Dobrobyt nie jest glownym celem panstwa. Jezeli panswto nie robi przeszkod, spoleczenstwo samo osiagnie dobrobyt.Ale glowna wada procesu unijnego jest konstruktywizm.Wedlug Arystotelesa, istota dzialalnosci ludzkiej jest imitacja istoty natury.Np.sztuka jest imitacja; jezeli nia nie jest, przestaje byc sztuka.Arystoteles nie lubi np.poezji lirycznej wlasnie dlatego.Imitacja jest tworcza,np.przyjaciele , juz do siebie podobni na poczatku przyjazni, nasladuja sie wzajemnie w cnocie, w ten sposob doskonalac sie moralnie.To wlasnie ich tworcza strona.UE swoja konstrukcje czerpie z utopijnych zapedow, nie jest imitacja ( mimesis) wiec nie jest tworcza.Myslec, ze Niemcy moga byc wyjatkiem w tym pomylonym procesie jest intelektualna pomylka.RFN jest prawdopodbnie grobem dla Niemcow.W artykule p.Zietek najwazniejsze zdanie to:” To, że Niemcy potrafią skutecznie walczyć o swoje interesy, nie oznacza, że realizują akurat to, co jest dla nich dobre.”

  12. Tomasz Dalecki | 2012-02-05 13:11:07 @Jerzy Krajewski – “obywatele UE mogliby pośrednio wybrać Komisję Europejską, który wyrażałby ich interesy.” – dowcip się pana trzyma. Ciekawe, w którym to kraju europejskim obywatele wybrali władze, które wyrażają ich interesy ? Może chodzi o Tuska z Pawlakiem ? @ Tomasz Dalecki Na Węgrzech obywatele w wolnych wyborach wybrali władze, która wyraża ich interesy, tak jak oni je widzą. W Polsce obywatele w wolnych wyborach wybrali władze, która wyraża ich interesy, tak jak oni je widzą. W Czechach obywatele w wolnych wyborach wybrali władze, która wyraża ich interesy, tak jak oni je widzą. Według mnie Vaclav Klaus jest najwybitniejszym politykiem w Europie. Pozdrawiam Jerzy Krajewski

  13. @przemyslaw_stokowski: zechecam do lektury http://de.ibtimes.com/articles/24828/20111019/waffenexporte-griechenlands-scheinheilige-rettung.htm Moze i przyjemnie sie funkcjonuje, za Hitlera Niemcom tez sie bardzo przyjemnie funkcjonowalo. Perspektywa tego tekstu chyba jest jasna: za takie przyjemne funkcjonowanie mozna zostac potepionym, na wiecznosc. Rozumiem, ze protestanci maja inna perspektywe. W koncu czlowiek nie ma wplywu na to, czy zostanie potepiony czy nie. Wiec moze sobie przyjemnie funkcjonowac ile wlezie. Takze na koszt innych. W koncu jak napisalam, czyny nie maja zadnego wplywu na zbawienie, nieprawdaz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *