Sorry, takiego mamy ministra…

Sawicki uczestnicząc w Konwencie Marszałków w Lublinie przyznał, że tańsze zboże i rzepak z Ukrainy mogą stanowić problem dla polskich producentów, jednak powtórzył, że była to decyzja Komisji Europejskiej na wniosek PE, a strona polska nie miała w tej sprawie nic do gadania. Nie jest to wprawdzie do końca prawda – bo właśnie ów nieszczęsny dezyderat Parlamentu o zniesieniu ceł zgłaszali deputowani Platformy Obywatelskiej i Polski Razem, a nikt z pozostałych ugrupowań z Polski nie śmiał się przeciwstawić.

Nie zaprotestował też polski (?) rząd, a przecież właśnie na polu produkcji rolno-spożywczej Ukraina zostaje naszym głównym konkurentem. W ramach bezcłowych kontyngentów jest m.in. 950 tys. ton pszenicy zwyczajnej (w tym mąka, kasze i granulki), 250 tys. ton jęczmienia (w tym mąka i granulki) oraz 400 tys. ton kukurydzy (w tym mąka, kasze, mączki, granulki i przetworzone ziarno kukurydzy), 40 tys. ton wieprzowiny, 20 tys. ton mrożonych tuszek drobiowych, 16 tys. ton innego mięsa drobiu, 12 tys. ton wołowiny, 3 tys. ton jaj drobiu w skorupkach. Kontyngenty będą obowiązywać do 31 października 2014 roku (z możliwością przedłużenia). – Bezcłowy eksport zbóż może być niekorzystny dla polskich rolników ze względu na niskie ceny ukraińskiego ziarna, które wynikają m.in. z niższych kosztów pracy. To szczególne zagrożenie dla producentów ze ściany wschodniej. Można już od kilku lat zaobserwować niepokojące trendy, a liberalizacja tylko to pogłębi. Chodzi mu głównie o pszenicę paszową, która stanowi blisko 70 proc. polskiego zapotrzebowania na pszenicę. Obawiamy się, że w przypadku tegorocznego urodzaju doprowadzi to do sytuacji, że polski rolnik będzie musiał sprzedawać poniżej kosztów produkcji – uważa Piotr Malicki, sekretarz Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych.

Ale Sawicki wzrusza ramionami. – Wagony ze zbożem wjeżdżają, wagony wyjeżdżają, tak już jest. Musimy się przyzwyczaić, choć komuś może się podobać – warczy minister rolnictwa. Podobnie denerwują go uwagi, że rosyjski nadzór jakości produktów spożywczych coraz restrykcyjniej odnosi się do importu jabłek z Polski, dla których Federacja Rosyjska jest największym odbiorcą zagranicznym. – Niech dziennikarze nie podpowiadają Rossielchoznadzorowi! Napisałem do strony rosyjskiej, żeby zgodnie z przepisami informowała nas, a nie media o stwierdzanych nieprawidłowościach – tyle miał do powiedzenia minister rolnictwa III RP na temat rachunków za popieranie Euromajdanu wystawianych polskim rolnikom przez rosyjskie służby.

Tylko w pierwszym kwartale br. wartość polskiego eksportu na Ukrainę spadła rok do roku o 18,7 proc., a do Rosji o blisko 4,8 proc. W eksport do Rosji jest zaangażowanych ponad 9 tys. firm działających w Polsce, a na Ukrainę – ok. 12 tys. polskich przedsiębiorstw. Wg danych ministerstwa gospodarki III RP – Federacja Rosyjska jest dla Polski drugim po Unii Europejskiej rynkiem eksportowym, podczas gdy Ukraina – ósmym. Z perspektywy makroekonomicznej – udział Rosji w polskim eksporcie globalnym wynosi 5,3 proc. a Ukrainy – 2,8 proc. Produkcja rolno-spożywcza stanowi ok. 15,4 proc. całości polskiego eksportu na rynek rosyjski i 10,5 proc. na ukraiński. Minister Sawicki zna dane, które podaje przecież jego partyjny kolega, wicepremier Janusz Piechociński. Sam też jeździ na Ukrainę, a więc zagrożenie dla polskiego rynku i to u progu kolejnej akcji skupowej z pewnością dostrzega. I co? I nic. Taką mamy ekonomię…

Marek Sawicki to ludowiec modelowy. Pozuje na silnego człowieka, napawa się własną prostacką obcesowością objawianą dziennikarzom czy nie PSL-owskim rolnikom. Cała ta agresja i silna ręka znikają, gdy pojawia się konieczność dokonywania uzgodnień na forum europejskim. Tam kolejni ludowi ministrowie jeżdżą jako pokorni suplikanci, z czapką w rękach, niczym fornale dopuszczeni przed oblicze dziedzica. Cóż, po raz kolejny prawdziwe okazuje się stare powiedzenie, że „kiedy z pana robi się dziad, to jest to bardzo fajny dziad, ale kiedy dziad wyrasta na pana – to jest to pan dziadowski”.

Już Eligiusz Niewiadomski ostrzegał, że „nie chodzi o to, by Polską nie rządził chłop czy robotnik. Idzie o to, by nie rządziło nią chamstwo!”. Patrząc na politykę gospodarczą, zwłaszcza rolną, a także dyplomację gabinetu PO-PSL nieszczęsny malarz poszedłby chyba znowu szukać browninga…

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *