Soska: Belgia: ofensywa ateizacji i islamizacji

Odsetek arabów w społeczeństwie nie wynosi wprawdzie nawet 2%, a procentowy udział muzułmanów – 3% (jedynie w Brukseli ? mieszkańców to muzułmanie – ich liczba szacowana jest na ok. 300 tys., czyniąc z stolicy Belgi i UE największą muzułmańską społeczność w Europie). Lecz ideologiczna walka z chrześcijaństwem toczy się na pełnych obrotach – pod pretekstem ochrony praw mniejszości religijnych, które rzekomo mają czuć się dyskryminowane używaniem chrześcijańskich określeń w kraju, do którego przybyli jako goście.

Największe i najważniejsze chrześcijańskie święta – Boże Narodzenie, Wielkanoc, Wszystkich Świętych, ale nawet karnawał – odtąd zakazane są w belgijskich szkołach francuskojęzycznej połowy kraju. Z podręczników zniknęły już dawno, teraz zniknąć mają i z kalendarzy, i w ogóle z języka. Dlaczego? Bo kojarzą się z chrześcijaństwem, a to w współczesnej Europie jedna z najcięższych zbrodni… Do tej pory zakaz ten był zaleceniem, teraz stał się obowiązującą normą.

Równolegle z eliminacją ostatnich pozostałości chrześcijaństwa idzie ekspansja europejskiej nowomowy, która od razu skojarzenia budzi z czasami stalinizmu czy Orwellowskim Rokiem 1984: by zastąpić lukę w języku, powstałą po wyeliminowaniu Bożego Narodzenia, Wielkanocy itd., wymyślono wakacje zimowe, ferie jesienne, ferie dla rozrywki (zamiast karnawału) i wakacje wiosenne. Przypomnijmy także, że w grudniu w Brukseli zamiast tradycyjnej choinki Bożonarodzeniowej stanęła ogromna konstrukcja świetlna, złożona z ekranów telewizyjnych, zwana drzewkiem zimowym. Wywołało to falę oburzenia wśród mieszkańców belgijskiej stolicy.

Zastanawiać się ewentualnie można, dlaczego ateizacja krajów współczesnej Europy idzie ręka w rękę z ich islamizacją – a to dlatego, że ateizacja propagowana jest instytucjonalnie i medialnie na szczeblu ogólno-unijnym. Pod pretekstem rozdziału państwa od religii, neutralności światopoglądowej czy ochrony praw mniejszości etnicznych i religijnych. Dlaczego nie przeszkadza jednak tym samym decydentom, że te mniejszości domagają się coraz większych praw dla siebie, i roszczą sobie pretensje do prawa narzucania własnego światopoglądu społeczeństwom krajów, do których przybyli jako imigranci – zachowując się tym samym nie jak goście, a jak konkwistadorzy? Dlaczego „dyskryminacją” jest zarówno mówienie o Bożym Narodzeniu (bo: rozdział państwa i religii), jak i, powiedzmy, zakaz noszenia burki w miejscach publicznych (a rozdział państwa i religii?)?. Dlaczego mówi się tylko o rzekomej „dyskryminacji” arabów, muzułmanów, ateistów, homoseksualistów itd., choć te mniejszości już dawno zdobyły przewagę nad normalnością i większością, i cieszą się z przywileju tzw. pozytywnej dyskryminacji?

W listopadzie 2012 w duńskim miasteczku Kokkedal w radzie miejskiej większość zdobyli muzułmanie. I od razu zdecydowali, że tego roku nie będzie w mieście choinki (miała kosztować 5-7 tys. koron – to zdaniem radnych, którzy w tym samym roku przyznali 60 tys. koron na obchody islamskiego święta ofiarowanie, zbyt dużo). Także w listopadzie w dwóch głównych dystryktach Brukseli do rad miejskich, i zapowiedzieli wprowadzenie w Belgii prawa szariatu oraz przekształcenie Belgii w kraj islamski. Politycy ci liczą na wielki sukces partii Islam w wyborach europejskich w 2014 roku. Celem ugrupowania jest wprowadzenie oficjalnego obchodzenia świąt islamskich, zapewnienie w szkolnych stołówkach posiłków halal oraz zalegalizowanie noszenia islamskich chust w miejscach publicznych. W Wielkiej Brytanii zalecano bibliotekarzom przekładanie Koranu na najwyższe półki, by nie „obrażać” wyznawców Allacha którzy twierdzili, że ich Koran musi stać wyżej, niż wszystkie inne ksiązki. W Szkocji zalecano nauczycielom unikanie tematu holocaustu w klasach, gdzie dużą część uczniów stanowiły dzieci islamskie. Podczas ramadanu – islamskiego miesiąca postu od świtu do zmierzchu – usunięto maszyny z napojami i słodyczami z korytarzy, a pracownikom służby zdrowia zakazano spożywania posiłków tak, by byli widoczni – i tym samym „drażnili” muzułmanów. W Wielkiej Brytanii psy policyjne, przeszukujące mieszkania muzułmanów, mają specjalne obuwie na łapach – by jako zwierzęta „nieczyste” nie „obrażały” muzułmanów… Takich przykładów wymieniać można dziesiątki, jeśli nie setki. Polityczna poprawność sięga zenitu. Europie grozi islamizacja – około 2050 już 20% obywateli UE mają stanowić muzułmanie. W całej Europie rosną kolejne meczety, których ściany pokryte są wezwaniami do dżihadu (podczas gdy w krajach arabskich chrześcijaństwo jest coraz drastyczniej prześladowane). Muzułmanie 4. pokolenia postrzegają siebie jako panów przyszłego kalifatu Europy. Przy obecnym wsparciu ideologicznym, politycznym i materialnym ze strony UE, lewactwa i sił „postępu” – ich wizje są jak najbardziej realne.

Michał Soska

www.myslpolska.pl

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *