Soska: Chorwacja w Unii – ale bez euforii

Prezydent Chorwacji Ivo Josipović wyrażał się pełen entuzjazmu i optymizmu: „Dzisiaj jest dzień, w którym spełniają się marzenia nie tylko tego pokolenia, lecz poprzednich pokoleń Chorwatów. Dzisiaj jest dzień, kiedy kładziemy podwaliny pod bezpieczną, demokratyczną i europejską przyszłość następnych pokoleń”. Podkreślał, że Chorwaci byli i są Europejczykami oraz „jednym z najstarszych narodów Europy”, oraz że Europa jest głównym elementem chorwackiej świadomości narodowej… Tak naprawdę jednak zbytniej euforii wśród zwykłych obywateli raczej nie widać.

„Zdążyliśmy w sam raz na pogrzeb” – tak akces swego państwa do Unii skomentował profesor Zarko Puhovski z Uniwersytetu w Zagrzebiu. Wprawdzie przesadą byłoby mówienie, że Chorwaci są przekonani o śmierci Unii, ale niewątpliwie nie uważają jej też za wymarzony raj na ziemi i receptą na wszystkie bolączki, jak otumanieni europropagandą Polacy w 2005 r. Chorwaci widzą, że od 5 lat Unia zmaga się z kryzysem, i to zmaga dość nieskutecznie, wciąż bowiem nie widać realnych szans na poprawę sytuacji gospodarczej czy finansowej, a sytuacja w krajach najbardziej pogrążonych w bezrobociu, zadłużeniu i recesji wciąż się zaostrza. Wprawdzie odsetek zwolenników integracji wciąż jest przeważający, ale procentowa ilość zwolenników UE maleje: podczas gdy kilka lat temu było ich aż 85%, to obecnie spadł on do poziomu 65%.

Także wśród euro-zwolenników brakuje jednak prawdziwych entuzjastów . Większość Chorwatów nie widzi zbytnich powodów do „radosnego świętowania”: podczas gdy 7% Chorwatów deklarowało chęć świętowania akcesu fajerwerkami, aż 42% w ogóle nie widziało powodów do świętowania 1 lipca.

Słaby entuzjazm dla daleko posuniętej integracji UE wśród Chorwatów zauważyli też komentatorzy w Europie Zachodniej (tylko w „naszych” środkach przekazu dominował entuzjazm, jakby Polska odniosła wielki sukces na arenie międzynarodowej. Skupiono się oczywiście na aspekcie najistotniejszym i najdonioślejszym: na tym, jak bardzo zyskają polscy turyści odwiedzający Chorwację (tylko o nieuchronnych wzrostach cen, które mają miejsce w każdym kraju, który przystępuje do Unii, mało kto wspomniał), i powtarzano słowa prezydenta Komorowskiego, jakoby „Chorwacja w UE to zwycięstwo zwolenników integracji” i zapowiedź wciągania do UE dalszych państw byłej Jugosławii, przede wszystkim Serbii). Prof. James Ker-Lindsay z London School of Economics powiedział, że ,,Londyn zyskał właśnie sojusznika w reformowaniu Unii” – oznacza to, że Chorwacja raczej zasili szereg państw, dystansujących się wobec daleko idącej integracji, a nawet dołączy do najbardziej eurosceptycznych państw w UE, wspierając wysiłki Wielkiej Brytanii, zmierzające do reformowania struktur unijnych i ograniczania przejmowania coraz dalej idących kompetencji przez Brukselę. Podkreśla się też, że Chorwaci przeciwni są centralizacji Unii z powodów historycznych – zbyt niedawno wystąpili z jednego zdominowania, by teraz wyzbyć się swych suwerennych praw. Większość Chorwatów liczy przede wszystkim na korzyści gospodarcze i napływ środków z europejskich funduszy, które przyczynią się rozwoju infrastruktury, poprawy warunków życiowych i, mówiąc kolokwialnie, większego bogactwa ich kraju.

Komentatorzy z zachodniej Europy wskazują też na fakt, że Chorwacja dla UE może stać się też po prostu kolejnym dużym problemem. Nowy, 28. kraj członkowski jest najbiedniejszym w całej wspólnocie, a jego sytuacja ekonomiczna zdaniem wielu ekspertów bardzo podobna jest do sytuacji w Grecji. Chorwacja pogrążona jest w kryzysie, czego przed przyłączeniem do UE wielu polityków albo nie zauważało, albo zauważać nie chciało. Wiele firm balansuje na krawędzi bankructwa, poza miastami bezrobocie jest ogromne. Komentatorzy zachodnioeuropejscy podkreślają też, że zmiany w Chorwacji po uzyskaniu przez kraj niepodległości wcale nie odpowiadają jeszcze „standardom unijnym”. Zorislav Petrović, szef chorwackiego oddziału Transparency International, tłumaczy, że zmiany zachodzące w Chorwacji było bardzo powolne i często zmierzały w złym kierunku.

Do połowy lat 90-tych w kraju trwały walki z chorwackimi Serbami, które skończyły się faktyczną deportacją, przepędzeniem kilkuset tysięcy Serbów (na temat tak drastycznego łamania praw międzynarodowych i praw człowieka Zachód oczywiście milczy). Potem, aż do końca lat 90-tych, krajem rządził reżim prezydenta Franjo Tudjmana, jawnie autokratyczny i niedemokratyczny. Gloryfikowano kolaboranckie nazistowskie państewko chorwackie z lat II wojny światowej, chroniono zbrodniarzy wojennych przed trybunałem haskim, za słuszne uznawano deportacje Serbów. Sytuacja zmieniać zaczęła się dopiero po śmierci prezydenta, ale daleko idąca transformacja nie miała miejsca. Do kraju wprawdzie napływać zaczęli turyści, ale poza tą branżą, skupiającą się na adriatyckim wybrzeżu, panuje wielki regres.

Wystarczy zjechać z autostrady i odwiedzić pierwszą lepszą chorwacką wioskę na prowincji, by się o tym przekonać. „Chorwacja wchodzi do UE jako kraj niezreformowany i nieprzygotowany” – mówi Velimir Sonje, ekspert dużej firmy konsultingowej z Zagrzebia. W grudniu 2012 jedna z agencji ratingowych ocenę chorwackich obligacji obniżyła do poziomu śmieciowego. Zadłużenie państwowe i prywatne sięga 7 mld USD, bezrobocie – rekordowych 21%. System emerytalny i opieki zdrowotnej jest w zapaści. Z kraju masowo ucieka młodzież, drastycznie spada przyrost naturalny. Pikują wszystkie statystyki rozwoju społeczno-gospodarczego, kwitnie za to korupcja. Jej najjaskrawszym przykładem był były premier wywodzący się z partii post-Tudjmanowskiej, Ivo Senader.

Szef rządu przyjmował ogromne korzyści majątkowe od spółek zagranicznych, w zamian za ułatwienie „prywatyzacji” własności państwowej. Próbował uniknąć sprawiedliwości, uciekając za granice. Wzrost turystyki nie przekłada się w ogóle na ogólny rozwój kraju, wręcz przeciwnie – cudzoziemcy wykupują masowo działki i nieruchomości nad Adriatykiem. Analogiczna sytuacja miała niegdyś miejsce w Hiszpanii – i na horyzoncie już dopatrzeć się można podobnego jak tam kryzysu na rynku nieruchomości, który stał się początkiem wielkiego załamania.

Ale u nas o tym się nie mówi. Media pokazują „radosne” przystąpienie Chorwacji do UE, entuzjastyczne i pełne optymizmu najważniejszych notabli chorwackich i unijnych. Ale czemu się dziwić – jeżeli ktoś na tej „integracji” realnie skorzysta, to właśnie oni.

Michał Soska

www.myslpolska.pl

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Soska: Chorwacja w Unii – ale bez euforii”

  1. “Potem, aż do końca lat 90-tych, krajem rządził reżim prezydenta Franjo Tudjmana, jawnie autokratyczny i niedemokratyczny. Gloryfikowano kolaboranckie nazistowskie państewko chorwackie z lat II wojny światowej, chroniono zbrodniarzy wojennych przed trybunałem haskim, za słuszne uznawano deportacje Serbów” – z ktorej serbskiej gazety Pan to przepisal?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *