Soska: Islam oficjalnie na równi z Kościołem

W niemieckim landzie Hesja właśnie napisany został nowy rozdział w cywilizacyjnej historii Niemiec, z także całej Europy. Jako pierwszy z wszystkich krajów związkowych RFN, rząd krajowy tradycyjnie protestanckiej Hesji uznał muzułmańskie stowarzyszenie za korporację prawa publicznego, uznając ją w świetle prawa za organizację będącym na równym szczeblu z kościołami chrześcijańskimi – taką informację podało 13 czerwca we Frankfurcie Ahmadijja Mulim Jamaat – Stowarzyszenie Ahmadijja Mulim (AMJ).

Ahmadijja jest islamskim ruchem, który sam siebie postrzega jako reformatorski, łączącym jednak wiele cech konserwatywnego, fundamentalistycznego islamu z elementami nowatorskimi, zwłaszcza w dziedzinie praktycznej działalności. Założony został pod koniec XIX w. przez Mirzę Ghulama Ahmada, który ogłosił się mahdim (mesjaszem), powtórnie przybyłym Jezusem, a później także inkarnacją Kriszny. Ahmadyści za cel stawiają sobie rozprzestrzenianie zasad wczesnego islamu metodami pokojowymi pośród muzułmanów, chrześcijan, żydów i hindusów: drogą do tego mają być szybkie pozyskiwanie obywatelstwa państw, w których żyją, a przez to praw publicznych, oraz szczególna aktywność społeczna i medialna (AMJ posiada własną globalną telewizję satelitarną – Mulim Television Ahmadiyya). Wierzą w to, że Jezus Chrystus nie został ukrzyżowany, a zbiegł do Indii, tam zmarł i został pochowany. Ruch Ahmadijja prowadzi bardzo ożywioną działalność „misyjną” na Zachodzie, jednakże w większości krajów muzułmańskich jest zakazany jako heretycki i wykluczony poza ummę (wspólnotę islamską). AMJ w 2004 r. wybudowała w Londynie największy meczet w Wielkiej Brytanii; w latach 1924-28 wybudowała w Berlinie najstarszy meczet w Niemczech. Liczy od 5 do 12 milionów członków w Europie – w Polsce, pod nazwą Stowarzyszenie Muzułmańskie Ahmadijja, jedynie 100 – i, wedle własnych danych, ponad 100 milionów na całym świecie. W Niemczech AMJ działa od lat 50-tych, posiada ok. 35 tys. członków w 225 gminach wyznaniowych oraz 36 meczetów (dalsze 3 są w budowie).

Rejestracja AMJ w Hesji jako organizacji prawa publicznego oznacza całkowite zrównanie tej islamskiej grupy religijnej z innymi kościołami chrześcijańskimi. AMJ może więc dowolnie nie tylko stawiać meczety, ale i zakładać muzułmańskie cmentarze, prowadzić lekcje religii islamskiej w publicznych szkołach, a nawet pobierać podatki od swoich wyznawców. Przewodniczący AMJ w Niemczech, Abdullah Uwe Wagishauser zapewnia jednak, że jego organizacja realizuje tylko cele religijne, i nie zamierza pobierać podatków i prowadzić działalności pozawyznaniowej. Wcześniej wielu prawników opowiadało się przeciwko prawnemu zrównaniu AMJ z innymi związkami wyznaniowymi i kościołami, zwracając uwagę na artykuł 140 niemieckiej ustawy zasadniczej, odwołujący się (uznający postanowienia) art. 136 konstytucji Niemiec weimarskich z 1919 r. i mówiący o tym, że nikt nie może być zmuszany do ujawniania swoich przekonań wyznaniowych, za wyjątkiem pytań organów władzy publicznej, których celem są obrona praw, wyegzekwowanie prawnych obowiązków lub uzyskanie danych statystycznych.

AMJ nie respektuje tej konstytucyjnej zasady, obowiązującej w Niemczech, żądając od każdego członka pisemnej deklaracji przystąpienia do wspólnoty. Ponadto na anglojęzycznej stronie internetowej AMJ możemy przeczytać, że kobiety są wprawdzie równe mężczyznom, ale nie są równouprawnione. Także taki zapis nie jest zgodny z konstytucyjnym prawem w Niemczech. AMJ uznaje i propaguje instytucję kalifatu, w którym kalif jest nie tylko zwierzchnikiem religijnym, ale czuwa nad ustawodawstwem świeckim; AMJ broni zasady ustalanych przez rodziny małżeństw pomiędzy swoimi wyznawcami, a obowiązkowa pisemna deklaracja członkowska – Bai’at – zobowiązuje do dożywotniej wierności i posłuszeństwa. Przez niektórych naukowców (szczegółowo o AMJ pisała dr Hiltrud Schröter, niemiecka badaczka konfliktów kulturowych i problemów wychowywania kulturowego) AMJ uznawana jest za organizację religijno-polityczną, której utajanym celem jest ekspansja islamu i podbój zachodnich społeczeństw, prowadzony z „centrali” w Niemczech. Najlepiej świadczy o tym sama doktryna wiary AMJ: „Jestem pewien, że gdy nadejdzie ostateczne zwycięstwo islamu (…), to będzie to dziełem Ahmadijji” (4. Kalif).

Widzimy więc na własne oczy i na żywo kolejny, ważny krok w kierunku islamizacji Europy, dokonywany nie tyle poprzez islamskich imigrantów, co przez samych Europejczyków, za ich zezwoleniem i poprzez ich postępowanie. Sami Niemcy otwierają furtkę dla stopniowej islamizacji ich kraju, i to nawet dla organizacji, której zasady mają charakter wyraźnie sprzeczny z ustawą zasadniczą, na co niejednokrotnie zwracali uwagę naukowcy i prawnicy. Cały tragiczny paradoks tkwi więc w tym, że Europa nie jest w zasadzie podbijana przez islamską ekspansję, a sama otwiera swe bramy, zaprasza i ją umożliwia, podczas gdy w krajach islamskich chrześcijanie są bezwzględnie prześladowani, płoną kościoły, giną mnisi i księża.

Michał Soska

Czy czarne flagi  Ahmadijji załopoczą wkrótce nad niemieckimi miastami?

Myśl Polska. Nr 25-26 (23-30.06.2013)

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Soska: Islam oficjalnie na równi z Kościołem”

  1. “…Sami Niemcy otwierają furtkę dla stopniowej islamizacji ich kraju, i to nawet dla organizacji, której zasady mają charakter wyraźnie sprzeczny z ustawą zasadniczą, na co niejednokrotnie zwracali uwagę naukowcy i prawnicy. Cały tragiczny paradoks tkwi więc w tym, że Europa nie jest w zasadzie podbijana przez islamską ekspansję, a sama otwiera swe bramy, zaprasza i ją umożliwia…” – wygląda to na realizację postulatów Adolfa Hitlera, który gardził chrześcijaństwem za jego rozmamłanie a jako ewentualną religię dla Europy, którą to Europę usiłował przecież, na swój sposób, zjednoczyć, wolał zdecydowanie islam, jako religię dzielnych wojowników. Nie jest to pierwszy przykład realizacji postulatów Fuehrera przez Europę: i sama nazw Unia Europejska, i waluta Euro, i Komisja Europejska – takie nazwy przewijają się i u Hitlera, i u Speera, i u paru innych prominentnych narodowych socjalistów. Nawiasem mówiąc, co osoba o tradycyjnym/konserwatywnym światopoglądzie wybrałaby z najmniejszym obrzydzeniem, mając do wyboru: kremówkowo-przepraszalniczo-oazowo-jarmułkowe-posoborowie / islam / pedalsko-feministyczno-ekologiczno-pacyfistyczne eurosyfiarstwo? Quartum non datur, czy jakoś tak.

  2. @Piotr.Kozaczewski Myślę, ze całkiem sporo osób jednak woli myślenie, które pewien mój znajomy ujął w słowach “religię trzeba szanować bo jak nie, to przyjdą muzułmanie i nauczą cię szacunku do swojej”. Czyli jednak jakaś czwarta możliwość. Druga sprawa, że islam to wcale nie taka hiper-super religia “dzielnych wojowników” – wystarczy przypomnieć, co w obozach koncentracyjnych nazywano “zmuzułmanieniem”.

  3. Scheiss drauf 🙂 im szybciej zdechnie ten niemiecki pasozyt tym lepiej… co to za trostka o niemcy? Jezeli oni tak robia, znaczy tak chca 🙂 my sie martwimy o Polske ..

  4. @dariusz.pilarczyk: Nie przesadzałbym z obawami. Żyjemy w dobie “posoborowej wielości”, żeby nie powiedzieć indyferentyzmu. Skoro “anglikanie są Kościołowi potrzebni jako anglikanie”, to dlaczego nie “muzułmanie są potrzebni jako muzułmanie”? Skoro można było oddać muzułmanom trofeum z Bitwy Wiedeńskiej, to dlaczego nie oddawać im opustoszałych katolickich świątyń? Skoro można było całować Koran, to dlaczego nie pochwalić allaha? Poza tym, gdy muzułmanie sie już na dobre rozpanoszą w Europie, ileż będzie okazji do męczeństwa, ale też do wybaczania im, do przepraszania ich za prześladowania chrześcijan. Oczywiście, nikt nikomu nie zabrania trwać prze “fundamencie-fundamentów-łacińskości”: 1/błogosławieństwo dla s*synów 2/ bezkarność dla krzywdzicieli 3/ wszechwładza dla lichwiarzy. Przestrzeganie tych zasad gwarantuje dostanie sie do “posoborowego nieba”.Chociaż, i tu muszę się zgodzić z obawami, z lichwą może być problem po wrpowadzeniu szariatu, co stanowi poważne zagrożenie dla “posoborowego zbawienia”.

  5. @Piotr.Kozaczewski Ponabijać się z głupoty kleru (niekoniecznie nawet posoborowego) oczywiście można. Sam wbyłem świadkiem, jak pewien ksiądz (opowiadając o szykanach jakie spotkały pewną zakonnicę) rozpływał się w zachwytach, że “im większy ucisk, tym szerzej rozlewa się Łaska”. To chyba te same klimaty, co “nie marnowanie okazji do męczeństwa” o którym Pan wspomina. Ale z drugiej strony – człowiek to takie zwierzę (czy się to komu podoba, czy nie), które potrzebuje czegoś głębszego, co nadaje życiu sens. I to widać nawet we współczesnym zlaicyzowanym świecie. Chociażby taki przykład – całkiem spory procent chorych domagających się “prawa do eutanazji” jest na tyle sprawnych fizycznie, żeby popełnić samobójstwo. Ale oni nie chcą ot tak po prostu popełnić samobójstwo. Oni potrzebują, żeby ktoś zajął się ich sprawą, przyjrzał się jej i powiedział “tak, ty już jesteś w tak opłakanym stanie, że najlepiej byłoby odejść z tego świata”. Czy coś w tym rodzaju. Przykładów jest więcej, ktoś może chodzić do wróżki albo zrobić sobie religię związaną z roztrzaskaniem się samolotu z państwowymi dostojnikami. Albo zrobić parareligię z patriotyzmu, nauki czy czegokolwiek innego (seksu chociażby). Nawet sławetna dyrektywa unijna o krzywiźnie banana to w gruncie rzeczy próba zaspokojenia (w jakimś malutkim procenciku) tej potrzeby. Bo jakby ktoś podszedł do niej zdroworozsądkowo, to by tylko wyśmiał unijnych komisarzy i więcej na nich nie głosował. Najlepiej chyba ujął to H. Steinhaus “można łatwo zrzucić Boga z jego miejsca we Wszechświecie, ale taka dobra posada niedługo wakuje”. Więc jak pomyśleć to – obojętnie czy komuś się podoba Kościół Katolicki, czy nie – lepsze już coś takiego niż, żeby naszemu życiu nadawało sens wycie muezina cztery razy dziennie.

  6. @dariusz.pilarczyk: “Więc…lepsze już coś takiego niż, żeby naszemu życiu nadawało sens wycie muezina cztery razy dziennie…” – widząc słowo “WIĘC” nabieram nadziei na dowiedzioną implikację … Nie mialem na myśli “detronizacji Kościoła Katolickiego” – broń Boże! Wydaje mi się, że użyję analogii medycznej, że mamy do czynienia z “sektą posoborową” bądącą jakby nowotworową tkanką przerastającą Kościół. Komórki zdrowe i rakowe są tak wymieszane, że czsem nie bardzo wiemy, czy dany “organ” wypowiada się głosem “tkanki zdrowej” czy “nowotworowej”. Tak na moje niewprawne ucho, “tkanka nowotworowa” wypowiada sie jakby częściej i donośniej … Nie jestem przekonany, czy ten głos jest mniej obrzydliwy niż “wycie” muezina … Jak mawia pewien mój znajomy myśliwy: “lepsza wierna suka niż niewierna kobieta”.

  7. @dariusz.pilarczyk: Moim zdaniem przeciętny muzułmanin żyje jakby “bliżej nieba i Absolutu” niż przeciętny chrześcijanin, przynajmniej w sferze motywacji, w tym sensie że “muzułmańska wizja spraw ostatecznych” w większym chyba stopniu wpływa na życie muzułmanina, niż “chrześcijańska wizja spraw ostatecznych” na życie chrześcijanina, niezależnie od prawdziwościm którejkolwiek z tych wizji …

  8. @Piotr.Kozaczewski To ja w tym momencie muszę chyba spasować, bo zupełnie nie znam kultury/religii islamu z praktyki, nie mam znajomych muzułmanów, nie czytałem Koranu itd. itp. Chociaż ogólnie to jestem raczej sceptyczny do takich pomysłów. Miałem przez pewien czas trochę styczności z hare-krysznowcami i osobami uprawiającymi wschodnie sztuki walki i wg mnie można wyczuć, że w kulturze Azjatów (obojetnie czy to będzie hinduizm, czy buddyzm) jest jakaś głebsza różnica, która sprawia, że raczej jest ona na dłuższą metę nie do przyjęcia przez ludzi Zachodu. Ciężka do wytłumaczenia, ale wyczuwalna. To nie jest tak ładnie, że oni wierzą mniej więcej w to samo co my, tylko różnią się strojami i sposobem odprawiania obrzędów. I przypuszczam, że z muzułmanami jest podobnie, tzn. w końcu wyjdą na wierzch te różnice. Może muzułmanie są “bliżej nieba i Absolutu” ale nie naszego “nieba i Absolutu”. Takie przynajmniej mam wrażenie. Aczkolwiek nie chcę za bardzo teoretyzować, bo, jak pisałem, za słabo znam temat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *