Soska: RAŚ i tragedia Provinz Oberschlesien

Poza Śląskiem zapewne zarówno ta hucpa, jak i jej tytułowa „tragedia” przeciętnemu Polakowi niewiele będą mówić.

Przytoczmy więc, czym ów „tragedia” dla RAŚ-istów i niektórych śląskich potomków dziadków z Wehrmachtu jest: „Tragedia Górnośląska obejmowała szereg działań o charakterze zbrodniczym wobec cywilnych mieszkańców Górnego Śląska. Rozpoczęła się wraz z wkroczeniem wojsk radzieckich i polskich pod koniec stycznia 1945 r. na terytorium ówczesnej Prowincji Górnośląskiej. Wiązała się z masowymi mordami, gwałtami, grabieżami i dewastacją materialnego dziedzictwa, tworzeniem przyzakładowych obozów pracy oraz obozów koncentracyjnych, a także z deportacjami do Związku Radzieckiego oraz wysiedleniami Ślązaków zweryfikowanych jako Niemcy.” – czytamy na stronie Górny Śląsk według Marasa. Nowoczesny region w Europie Regionów. I dalej: „Równolegle z wydarzeniami odbywała się skomplikowana akcja osadnicza – określanych eufemistycznie – repatriantów, którzy zostali wypędzeni z Kresów Wschodnich. Górnośląska Tragedia kończy się w 1948 r., kiedy zrealizowano plan wysiedleń oraz zwolniono ostatnich więźniów z obozów będących pod zarządem radzieckim.

Tragedia Górnośląska wpisuje się w szerszy kontekst budowy państwa jednonarodowego, państwa jednolitego etnicznie. Projekt przedwojennej endecji został przejęty przez polskich komunistów i wdrożony tuż po zakończeniu wojny. Prowadził do eliminacji całych grup narodowościowych i etnicznych uznanych za “element niepewny”. Jego bezpośrednimi ofiarami byli Ślązacy, Mazurzy, Słowińcy, Warmiacy, Kaszubi, Niemcy, Ukraińcy czy Łemkowie.” Dalsza część tego artykułu opisuje „Masakry dokonywane przez Armię Czerwoną”; „absurdalną” „politykę weryfikacji mieszkańców Górnego Śląska” w oparciu o dychotomiczny podział na Polaków i Niemców, znajomość języka polskiego i podpisanie niemieckiej listy narodowościowej, tzw. Volkslisty; deportacje górników do ZSRR; oraz obozy represji, pracy i obozy koncentracyjne, będące pod zarządem albo NKWD, albo „polskiego aparatu bezpieczeństwa”.

Organizowane od 5 lat przez RAŚ obchody, nie będące niczym innym jak manifestacją nienawiści narodowej do Polski, Polaków, polskiej historii, polskiego państwa oraz uwielbienia wszystkiego, co kojarzy się z Niemcami (stylizowane na szwabachę napisy na flagach i transparentach, zgermanizowane słownictwo, niemieckie nazewnictwo geograficzne, nawet to ewidentnie zgermanizowane w okresie III Rzeszy), noszą obłudną nazwę „Marszu na Zgodę”. Obłudną, gdyż kojarzą się ze zgodą, nie mając z nią jednak nic wspólnego – celem marszu jest bowiem „polski obóz koncentracyjny” w Świętochłowicach-Zgodzie. Paradoksalnie, co roku uczestniczy w tych obchodach katowicki oddział IPN, nie zdając sobie chyba sprawy z tego, że w imieniu walki z komunizmem i ZSRR idzie ręka w rękę z współczesną niemiecką i separatystyczną V kolumną. Tymczasem wystarczy przecież się tylko przyjrzeć takim tekstom, jak ten zacytowany powyżej, a których nie brakuje na różnych stronach śląskich „autonomistów”!

Po pierwsze, „tragedia” obejmuje tylko lata 1945-48, a więc po wkroczeniu wojsk radzieckich i polskich! Wcześniej, podczas okupacji niemieckiej, żadnej tragedii Ślązaków nie było! Nie było obozów koncentracyjnych, obozów pracy, aresztowań i mordów, Gestapo i SS. Nie było zemsty na powstańcach śląskich i ich rodzinach, nie było Sonderfahndungsbuch Polen, na podstawie której Niemcy wyłapywali krok po kroku przedwojenne polskie elity polityczne, ekonomiczne, kulturowe i naukowe. A dlaczego? Bo wcześniej byli Niemcy, a ci przecież byli tylko niewinnymi ofiarami wojny! Logika żywcem zaczerpnięta od Eriki Steinbach i jej ziomkostw: kontekst historyczny nieważny, ciąg przyczynowo-skutkowy nieważny, wszelkie proporcje win i krzywd nieważne – ważne, że to NAM stała się krzywda!

Po drugie – „Tragedia Górnośląska” to, jak twierdzi RAŚ, de facto realizacja przedwojennych nacjonalistycznych, ksenofobicznych celów endecji. To polonizacja regionu, akcja „kolonizowania” Śląska! Aż chciałoby się rzec, że ci chytrzy Polacy celowo oddali Sowietom Kresy, by mieć „materiał ludzki” na całe to przedsięwzięcie! Bo przecież Śląsk był niemiecki, i żadnych Polaków tam nie było!

Po trzecie – realizacja tego projektu prowadziła zdaniem separatystów do „eliminacji całych grup narodowościowych i etnicznych”. Ślązacy, Kaszubi, Mazurzy, Słowińcy, Warmiacy – to nie Polacy! To „grupy narodowościowe”! Nie wiem, czy ludzie, wypisujący te brednie są świadomi faktu, że politykę rozbijania narodu polskiego na części, wmawiania tym grupom, że są odrębną „nacją” i antagonizowania ich między sobą władze niemieckie i austriackie prowadziły od połowy XIX wieku. Z żelazną konsekwencją Niemcy tą grę prowadzili podczas II wojny i okupacji, i prawie by im się udało stworzyć „germański” Goralenvolk (nota bene ciekawe, że akurat tej „grupy etnicznej” RAS-iści nie wymieniają w swej wyliczance), gdyby nie fakt, że wówczas narodowych zdrajców i zaprzańców było po prostu zbyt mało. Ale może jednak są tego świadomi, i wypisują te bzdury w pełni świadomie i z jasnym celem politycznym – w końcu także z żelazną konsekwencją podkreślają tą odrębność Ślązaków, Mazurów, Warmiaków, Kaszubów itd., natomiast z drugiej strony mamy już tylko „Niemców”, a nie „niemieckich Ślązaków”, Bawarczyków, Tyrolczyków, Szwabów, Sasów, Meklemburczyków itd. Ale wróćmy do sedna sprawy – czyli pojęcia „eliminacji”! Zdaniem autora cytowanego tekstu, doszło do „eliminacji” – czyli wymordowania, zabicia, unicestwienia – Mazurów, Ślązaków, Kaszubów… Trzeba jeszcze komentować? Nie, chyba nie.

Po czwarte – obozy. Tak, były, przeszło przez nie kilkanaście tysięcy ludzi, często niewinnych. Działały na Śląsku… kilka miesięcy, likwidowane były na zimę 1945. Pisano o nich już bardzo wiele, więc w telegraficznym skrócie: podlegały albo NKWD, albo Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego – jak podkreślają RAŚ-iści: „polskiemu MBP”. MBP tyle miał wspólnego z suwerenną władzą polską, co RAŚ z towarzystwem społeczno-kulturalnym. Do obozów trafiali Ślązacy – i Volksdeutsche, i AK-owcy czy NSZ-owcy, i cywile, i byli żołnierze Wehrmachtu, członkowie SS, SA i NSDAP, i Polacy, i Niemcy. Warunki były fatalne, i były represje – ale te najdotkliwsze skierowane były na podejrzanych o członkostwo w zbrodniczych niemieckich organizacjach nazistowskich, w SS, Gestapo, NSDAP. Na czele obozu stał „Polak” Salomon Morel: ukrywany podczas wojny w polskiej rodzinie chłopskiej funkcjonariusz aparatu bezpieczeństwa PRL (jeszcze podczas okupacji ludności wiejskiej za pomoc odwdzięczał się zbrojnymi napadami rabunkowymi), oskarżony o zbrodnie przeciwko ludzkości; zmarł w 2007 r. w Izraelu. IPN udokumentował liczbę ofiar śmiertelnych obozu na 1855 osób – każda śmierć ludzka jest tragedią, ale w porównaniu do zbrodni niemieckich w wszystkich obozach, katowniach, miejscach kaźni i egzekucjach publicznych – po prostu nie ma porównania…

Separatyści śląscy podkreślają, że na czele kolumny „niewinnych cywilów”, prowadzonych do obozu, szła osoba otulona w czerwoną flagę ze swastyką, żeby pokazać ludziom, że prowadzeni są Niemcy, zbrodniarze, hitlerowcy. Jestem ciekaw, kiedy propaganda z góry ustalonej jedynie słusznej wersji historii pana Gorzelika et consortes i jego sprzymierzeńców z PO doprowadzi do tego, że znów na czele „Marszu na Zgodę” pójdzie ktoś z hitlerowskim sztandarem – wtedy jednak, dla uczestników tej hucpy, będzie to symbol tragedii, niewinności ofiar, nacjonalistycznego ludobójstwa: niczym  flaga z gwiazdą Dawida niesiona w Marszy Żywych. Wtedy już oficjalnie usłyszymy, że to Polacy rozpętali wojnę, a Niemcy byli bezbronnymi ofiarami barbarzyńskich nalotów i ludobójstwa w „polskich obozach zagłady”. Chichot Eriki Steinbach i niemieckich neonazistów usłyszymy w tle.

Michał Soska

myslpolska.pl

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Soska: RAŚ i tragedia Provinz Oberschlesien”

  1. To nie jest dobry artykuł – to w ogóle nie jest żaden artykuł, lecz werbalizacja mętliku złożonego z inwektyw, potwarzy i oszczerstw, jakie siedzą w głowie p. Soski. Pomimo krytycznego stosunku, jaki mam do świętowania Tragedii Górnośląskiej, a także pomimo retorycznej bezwartościowości powyższego steku bzdur jakby żywcem wziętych z portalu wpolityce.pl, podejmę się polemiki. Odlot zaczyna się już w czwartym akapicie, w którym wreszcie kończą się cytaty, a zaczyna tekst odautorski – p. Soska pisze tam, jakoby organizowany przez RAŚ marsz był „manifestacją nienawiści narodowej do Polski, Polaków, polskiej historii, polskiego państwa oraz uwielbienia wszystkiego, co kojarzy się z Niemcami”. Szkoda, że p. Soska nie opowiada już, jak ta nienawiść do Polski manifestowała się podczas marszu – wznoszono może jakieś wymierzone w kraj lub naród okrzyki? Pojawiły się transparenty „Śląsk dla Ślązaków”, „precz z Polakami” lub podobne? Oczywiście w czasie uroczystości podobne incydenty nie miały miejsca, była ona bowiem spokojnym przemarszem zakończonym momentem zadumy nad tragicznym losem części mieszkańców regionu; swoistym afterparty był wykład na temat wspomnianych wydarzeń. Świadectwem wzmiankowanej dalej afirmacji niemieckości, zdaniem p. Soski, mają być natomiast m. in. „stylizowane na szwabachę napisy na flagach i transparentach” oraz „zgermanizowane słownictwo”, co nie dość, że demaskuje totalniactwo autora (bo nie wiem, dlaczego używanie gotyckich rodzajów pisma miałoby stanowić wrogi Polsce akt), ale i po raz kolejny wskazuje na jego niewiedzę bądź złą wolę – wyrazy pochodzenia niemieckiego są przecież powszechne w mowie górnośląskiej (to tzw. Ausdrucki). Idźmy dalej: wbrew sugestii p. Soski zarówno w enuncjacjach RAŚ, jak i w zapowiedziach marszu ogłaszanych przez inne (he-he) „mniejsze organizacje separatystyczne” próżno doszukiwać się tezy, jakoby w latach 1939-45 „nie było obozów koncentracyjnych, obozów pracy, aresztowań i mordów, Gestapo i SS”. W odróżnieniu jednak od ofiar reżimu nazistowskiego, pomordowani i wywożeni w głąb ZSRR Górnoślązacy jak i inni represjonowani w ten sposób w regionie nie doczekali się upamiętnienia, czego p. Soska w swoim zacietrzewieniu nie dostrzega. Jeśli zaś chodzi o „politykę rozbijania narodu polskiego”, jaką stanowić ma uznanie m. in. Ślązaków czy Kaszubów za grupy narodowościowe, to niezależnie od jakiejkolwiek polityki, są to po dziś dzień narodowości deklarowane gremialnie w odpowiednich regionach Polski; uznanie ludzi deklarujących się jako przedstawiciele tychże narodów za takich właśnie nie jest niczym skandalicznym (nota bene: to Niemcy w 1940 roku, w ramach – rozumie się! – walki z rozbijaniem narodu, zapisali wszystkich określających się w spisie powszechnym jako 'Oberschlesier’ – bez mała pół miliona ludzi i to tylko w części Górnego Śląska – do zbioru Niemców; p. Soska, uznający się zapewne za prawicowca, ma taki sam stosunek do prawdy jak tamci). Wreszcie końcówka artykułu: autor koncentruje się na obozie w Świętochłowicach, podaje szacowaną liczbę ofiar i z pieczołowitością wylicza domniemane i faktyczne przewiny więźniów lub powody uwięzienia. W ten sposób pomija jednak sedno problemu i faktyczną przyczynę tragedii, jaką było właśnie działanie NKWD oraz MBP oparte na plotkach, domniemaniach i zasadzie odpowiedzialności zbiorowej. Istotą Tragedii Górnośląskiej – i to stara się przekazać RAŚ podczas marszu – było wymieszanie zbrodniarzy z niewinnymi, bohaterów polskiego podziemia z lokalną noblesą NSDAP, a w najczęstszych przypadkach zamykanie w obozach ludzi wyselekcjonowanych według takich kryteriów jak język lub powiązania rodzinne. Sam obóz na Zgodzie był zresztą tylko jednym z kilku miejsc o tego typu przeznaczeniu, toteż liczbę ofiar – będącą zresztą statystyką bynajmniej nie najważniejszą – należy rozpatrywać globalnie. Autor, rozpatrując tylko Zgodę i tylko tamtejsze mordy, pomija również m. in. dokonane już po zakończeniu akcji zbrojnej dewastacje i wyburzenia, a także masowe wywózki mieszkańców regionu na wschód, głównie na Sybir i Ural (szacuje się, że karnie wysiedlono od 30 do 90 tys. ludzi, z których kilka tysięcy nie wróciło nigdy do domów). Pomijam takie nadużycia i zwyczajne kłamstwa jak notoryczne nazywanie Ruchu „separatystami”, sugerowanie, że działania RAŚ wychodzą poza obręb działalności statutowej (jako towarzystwa społeczno-kulturalnego, co jest kłamstwem, bo Ruch nie kryje się z tym, że jego cele są stricte polityczne), a także bezustannie powracające życzeniowe narracje w rodzaju „jestem ciekaw, kiedy propaganda (…) pana Gorzelika (…) doprowadzi do tego, że znów na czele „Marszu na Zgodę” pójdzie ktoś z hitlerowskim sztandarem”. Można by uznać, że to wszystko razem poświadcza, że p. Soska jest naturszczykiem; jednak tak napastliwe i nieprzemyślane sformułowania pojawiające się co kilka linijek są materiałem potwierdzającym już nie niewiedzę p. Soski, lecz zwyczajne zacietrzewienie i głupotę autora. Nawet kiedy p. Soska słusznie zauważa, że nieprawdą jest, jakoby wydarzenia lat powojennych były realizacją planów endeckich, zarazem kłamliwie dodaje, że jest to stanowisko Ruchu Autonomii Śląska, kiedy de facto zaczerpnął tekst wyrażający ów pogląd – do czego się wcześniej przyznaje – z amatorskiego bloga. Słowem: ignorancja i amatorszczyzna.

  2. Bardzo emocjonalny artykuł, który niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, o czym wspomniał użytkownik karol_zdybel. Chciałbym dodać małą uwagę nt. obozów na Górnym Śląsku, istniały do 1948 roku, a nie jak autor artykułu podaje kilka miesięcy.

  3. Tekst po prostu na żenującym poziomie. Głupota i jakaś awersja do Niemców autora powoduje, że ma urojenia nawet wobec zastosowanej czcionki na transparencie. Ogólnie mogę tylko dodać: Każdy ma wolną wolę i może się uważać za kogo chce. I nic panu Sosce i innym do tego.

  4. Co dziwnego jest w awersji do Niemców . Może autorowi Niemcy rodzinę zamordowali . Komu zresztą gdzieś kogoś nie zamordowali .

  5. Mam pytanie: jakiego typu Schlessierzy szli do lagru: 1/ Zwykli górnicy/hutnicy/kolejarze? 2/ Miejscowi działacze NSDAP? 2/ Ochotnicy z SS? 4/ Inne tzw. „niewinne ofiary” ?

  6. Pamiętam za czasów tow. Gierka był w Katowicach taki jeden krzykacz, co to na PZPR-owskich Parteitagach zawsze wrzeszczał „Niech zyje tow. Gierek etc. etc. etc”. Otóż tenże krzykacz podobno „za Niemca” także był krzykaczem, tyle że bodajże w HJ, i se wrzeszczał swoje „Es lebe ….!”. Nie żałuję osób o takiej mentalności. Obrzydliwość!

  7. @M.R: Nic takiego z tekstu nie wynika, a nawet jeśliby tak było to tekst i tak jest kiepski, bo jest jakimś wylewem niezdrowych emocji, a nie obiektywnym spojrzeniem na tamte wydarzenia. Użytkownik Karol Zdybel doskonale to w swoim komentarzu wykazał. @Piotr Kozaczewski: Szanowny Panie, może jednak trochę obiektywizmu. Po pierwsze proszę nie uogólniać. Po drugie nie wrzucać wszystkich do jednego wora.Tacy ludzie jakich Pan opisuje byli, są i będą w każdej społeczności. Co nie oznacza, że o Tragedii nie należy mówić. Temat zapomniany, przemilczany za komuny i potraktowany tak jak większość śląskich autochtonów – per butam

  8. @foxmann. Nie wynika , ale są inne możliwości. Może dzięki bliskiej współpracy Niemców z bolszewią ,wywieziono mu rodzinę . może wymordowano, może strzałem w tył głowy. Jak się spotkali tacy wyrafinowani mordercy i na jakiś czas zaprzyjażnili to wszystko jest możliwe. Kto wie , awersja jest zrozumiała.

  9. @foxmann: Powiem ta: z założenia wywożono NSDAPowców „wyzszej rangi”, SA-mannów, SS-mannów i różne gnidy zasłużone dla Reichu, często wraz z rodzinami – i bardzo dobrze, należało się! A że czasem załapał sie ktos niewinny – a gdzie sie nie załapał w takich czasach? Natomiast, poza Śląskiem raczej nie zdarzało się żeby „folksdojcz/hajot został ormowcem”, nieprawdaż? Wiem było to pewnie mozliwe, ale w Oberschlessien jakby częstsze, :-). A teraz co do niewinnosci. Im dalej od wojny tym więcej niewinnych. Pamietam z młodości taki kwiatek, jak w wiosce w poblizu mojego rodzinnego miasta odsłonieto tablicę pamiatkową ku czci pomordowanych przez Niemców. Znalazło sie tam tez nazwisko człowieka, który ukradł sąsiadowi swinie i ten sasiad miał z tego powodu cholerne problemy, do gestapo włącznie. No, ale pamietało o tym tylko paru staruszków, natomiast aktywistom tzw. „Solidarności” było wszystko jedno – nieboszczyk jest nieboszczyk. A teraz jeszcze co do lojalnosci Schlessierów. 1 wrześna 1939 roku moje rodzinne miasteczko zostało zrównane z ziemią przez eskadrę Luftwaffe. Dowódcą eskadry był Schlessier absolwent tego samego ogólniaka, który kończyłem ja.

  10. @Piotr Kozaczewski: Opowiada Pan zwyczajne głupoty. Bynajmniej nie było tak, że 'czasem trafił się ktoś niewinny’. Skąd zaczerpnął Pan taką wiedzę? Jest mnóstwo opracowań historycznych na ten temat, część wydana przez IPN – żadne nie potwierdza Pańskich rojeń o masie kilkudziesięciu tysięcy SS-manów, SA-manów i notabli NSDAP, jacy dziwnym trafem mieliby znaleźć się na Górnym Śląsku w 1945 roku. Opracowania te są dokumentacją czegoś zgoła przeciwnego, zaś podawane przez Pana proporcje są w nich odwrócone. Proszę schować do kieszeni swe knajpiane mądrości. A skoro posługuje się Pan niemieckimi rzeczownikami w odniesieniu do Górnego Śląska i jego mieszkańców, proszę pamiętać o ortografii tych używanych słów.

  11. Szanowny Panie Kozaczewski: nie wiem skąd Pan czerpie takie informacje, że Górnym Śl. „jakby” częstsze było to, że dawni SSmani lub inni tego typu ludzie zostawali ormowcami. To wyłącznie Pańskie wynaturzenia i urojenia. Mogę z Panem dyskutować o faktach, a nie o własnych insynuacjach i przypuszczeniach. Poza tym pojedyncze przypadki nie są żadnym miernikiem w tej sprawie. Teofila Kupkę zamordowali Polacy, ale w życiu by mi nie przyszło do głowy stwierdzić, ani insynuować, że np. „Polacy to mordercy”

  12. Oj, zabolało co poniektórych. I bardzo dobrze. Ale bądźcie czujni , Genossen, Frau Angela na pewno się odwdzięczy.

  13. @foxmann: W jakim stopniu tzw. „prześladowania” dotknęły kombatantów Powstań Śląskich (walczących po stronie polskiej, nie mówię o bojownikach Freikorpsów, 🙂 )?

  14. @karol_zdybel: Dziwnie ta wasza RAŚowcowa „nie-knajpiana” lamentacja przypomina lamentację potomków banderówców nad Akcją Wisła… Też sami niewinni, i to nie Ukraińcy tylko Łemkowie. Im dalej od wojny tym więcej niewinnych i pokrzywdzonych przez Polske/Polaków/Rosję. Czy raczy Pan dostrzegać podobieństwo? Podobnie zresztą „pokrzywdzeni” czują sią (jak twierdzą) i podobnie lamentują Żydzi oraz „wyznawcy” Frau Steinbach. Jakiś sojusz śląsko-niemiecko-ukraińsko-żydowski?

  15. Paradnie – p. Kozaczewski z podniesionymi rękoma wycofuje się chyłkiem w kierunku umysłowego rynsztoka 🙂

  16. @karol_zdybel: Ale piękna, emocjonalna riposta. Jak z forum dyskusyjnego GW albo ze Stuermera.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.