„Spotkałam kiedyś prawdziwego hipstera”. Recenzja książki

Martyna Miklaszewska, Spotkałam kiedyś prawdziwego hipstera, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2012, ss. 304

            Najnowszą powieść autorstwa Martyny Miklaszewskiej pt. „Spotkałam kiedyś prawdziwego hipstera” należy zaklasyfikować do literackiego nurtu political fiction. Niewątpliwym jej walorem jest inspiracja polską rzeczywistością polityczną, np.: „Usłyszałem głos tego kogoś, z którym niby rozmawiałem, ale tylko głos, mówiący, że Polską rządzą trumny Michnika i Kaczyńskiego. Michnik jest pochowany w mauzoleum na Czerskiej, a do grobu Kaczyńskiego ludzie pielgrzymują (…). Taki obraz widziałem. Ludzie dotykają dłonią muru krypty i odchodzą, jakby do dotknięcie ich… nie wiem, ładowało, dawało energię czy coś takiego”[1]. Oferuje bowiem Czytelnikowi nową i frapującą poznawczo perspektywę.

            Warto przybliżyć biogram autorki, ponieważ wydaje się, że wydarzenia z jej życia w dużej mierze uwarunkowały obecną na kartach powieści optykę. Martyna Miklaszewska to pisarka, tłumaczka, dziennikarka, absolwentka Wydziału Slawistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Pracowała w Programie III Polskiego Radia. Zajmowała się upowszechnianiem polskiej kultury – przedstawiała sylwetki twórców objętych zapisem cenzury i zakazem pokazywania się w mediach oraz nieistniejący w świadomości ogółu nurt literatury emigracyjnej po sierpniu 1980 r. w audycjach Radia „Solidarność” region Mazowsze. Po tym jak została wyrzucona z pracy w stanie wojennym, realizowała słuchowiska, adaptacje i literackie reportaże na kasetach Oficyny Fonograficznej NOWA. W 1985 r. napisała książkę zatytułowaną „Mikołajek w szkole PRL”, mającą kilka wydań w drugim obiegu w kraju oraz w londyńskim „Aneksie”. Została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za działalność opozycyjną. Była również wielokrotnie nagradzana za wkład w rozwój polskiej kultury[2].

Wbrew sugestii obecnej w tytule recenzowanej książki, to nie jest powieść o hipsterach. Stanowi raczej manifestację pewnej wizji rzeczywistości politycznej, którą ludziom żyjącym w jej ramach trudno milcząco zaaprobować, a także wyraz poszukiwania ukojenia w alternatywnych fenomenach społecznych. Wykreowani przez autorkę bohaterzy zdecydowali się podjąć trud rozwikłania ważnych społecznie zagadek i obnażenia tego, co uznaje się za prawdę. Zdecydowali się przedstawić pewne interpretacje określonych wydarzeń z historii Polski, przy czym najmniej istotna jest w tym przypadku słuszność czy trafność zwerbalizowanych interpretacji. Liczy się bowiem ich recepcja, której dokonać ma Czytelnik potrafiący myśleć krytyczne i odczytywać określone znaczenia – zgodnie z logiką podwójnej hermeneutyki.

Szczególnie eksponowanymi na łamach powieści kwestiami są: zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki, zamach na Papieża Jana Pawła II i katastrofa smoleńska. Z literackiej fikcji przebijają się faktyczne społeczne frustracje, np. „Choćby się nie wiem jak rozglądali, stojący na scenie halabardnicy nie widzą nic. Mgły już nie ma, ale jak gdyby wniknęła w ich mózgi, stoją bezradnie, jak wypchnięte na scenę dzieci. Czy na przykład Ambasador [nietytularny] występuje na przód sceny i mówi: »Pokażcie mi ciało mojego prezydenta«? Nie, on mówi, że osobiście nie widział żadnych ciał i zaprzecza, że przekazał Ministrowi Spraw Zagranicznych tę informację”[3]. Jako istotne czynniki wpisane w ich funkcjonowanie jawią się poczucie utraty rzeczywistości oraz upór Polaków.

Warte rozważenia są niezwykle wymowne metafory i porównania zaprezentowane na łamach powieści, np. „Przywołane przez te mistyczne zaklęcia budzą się i ożywają szekspirowskie duchy, których w tym miejscu, w lasach smoleńskich, jest wielkie nagromadzenie. Nic dziwnego, że coraz więcej wypowiedzi osób związanych z katastrofą smoleńską brzmi jak dialog lady Makbet z mężem wracającym z komnaty po zamordowaniu króla (…). I tak trwa ta dziwna rozmowa. Patrzą na siebie, ale widza kogoś innego, mówią do siebie, ale się nie słyszą. A co słyszą? Co można usłyszeć, idąc za sugestią Gordona Craiga, by słuchać »uszami duszy«? Może to, że Kapitan wcale nie mówi: »pokażemy, jak lądują debeściaki«, tylko mówi »mordercy«… Że Generał, ten, którego słyszano rzekomo w kokpicie, jak naciskał na pilotów, mówi: »mordercy«”[4]. Autorka zdaje się także usiłować pobudzić Czytelników do refleksji na podstawie obrazów wyłaniających się z kolejnych rozdziałów powieści: „Chcecie usłyszeć nagrane słowa Prezydenta? Lepiej zrezygnujcie z tego zamiaru, nie starajcie się wyłowić słów spod warstwy szumu, nie wsłuchujcie się zbytnio w zapisy głosów pasażerów tego lotu, bo możecie usłyszeć, że jedyne słowa, które mówią to te wyszeptane do ucha Raskolnikowa: »tyś morderca«”[5].

Co zatem znaczy „spotkać prawdziwego hipstera”? Kim jest „prawdziwy hipster”? I jaki posiada on związek z ważnymi wydarzeniami z przeszłości, nierzadko determinującymi współczesną rzeczywistość polityczną? Odpowiedzi na te pytania należy – i warto – szukać na łamach powieści Martyny Miklaszewskiej pt. „Spotkałam kiedyś prawdziwego hipstera”.

Joanna Rak


[1] M. Miklaszewska, Spotkałam kiedyś prawdziwego hipstera, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2012, s. 8.

[2] O Autorce, [w:] http://www.beesfund.com/projekty/pokaz/88,poznaj-prawdziwego-hipstera [dostęp dn. 15 grudnia 2012 r.].

[3] M. Miklaszewska, dz. cyt., s. 161.

[4] Tamże, s. 203-204.

[5] Tamże, s. 204.

Strona Wydawnictwa Trio: http://wydawnictwotrio.pl/

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.