Stamenković: Miklós Horthy – bohater czy zbrodniarz?

.

Do 1989 roku był on traktowany, jako osoba odpowiedzialna za udział Węgier w II Wojnie Światowej po stronie Niemiec. Było to jednak w okresie socjalizmu panującego na Węgrzech, kraju z którym Serbia miała burzliwa przeszłość i ma wspólną granicę. W demokracji sprawy jednak wyglądają o wiele prostsze. Osoba, pod której rządami popełniano zbrodnie może stać się bohaterem, zostać uroczyście pochowana w kraju i doczekać się pomnika.

Jeszcze przed wojną Węgry na falach rewizjonizmu snuły plan oderwania od Serbii jej północnego regionu należącego do końca I Wojny Światowej do Austro-Węgier i oficjalna propaganda oskarżała Serbów za rzekome „zbrodnie wobec Węgrów na ziemiach południowych”.

6 kwietnia 1941 roku III Rzesza rozpoczęła atak na Jugosławię. Węgry dołączyły do ataku 13, a Jugosławia skapitulowała 17 kwietnia. Węgry zaanektowały m. in. region Baczka. Ten regon z węgierską mniejszością stanowiącą wówczas około 22-23% stał się miejscem ludobójstwa dokonanego przez węgierskich faszystów na Serbach i Żydach.

Pierwszy sygnał zapowiadający pogrom na okupowanym przez Węgrów terytorium był rozkaz węgierskiego komendanta wojennego Nowego Sadu z 25 kwietnia 1941 r.: „Wszystkie osoby narodowości serbskiej, bośniackiej, czarnogórskiej, cygańskiej oraz Żydzi, który przed 31 października 1918 roku nie miały zameldowania w gminach na obszarze Wielkich Węgier (bez Chorwacji), a nie są także potomkami tychże osób, tj. są przesiedleńcami lub kolonistami, mają obowiązek opuścić obszar państwa w ciągu trzech dni, począwszy od 29 dnia miesiąca bieżącego o g. 0.00”.

Dr Drago Njegovan, serbski historyk: „Podczas zajęcia Baczki w kwietniu Węgrzy zabili 3.506 Serbów, głównie ochotników z Pierwszej Wojny i ich potomków, członków stowarzyszeń patriotycznych i wybitnych Serbów. Wszyscy zostali wydani przez lokalnych Węgrów”. Njegovan opisał w książce „Wejście wojska węgierskiego do Baczki i Baranji w 1941 roku” wówczas panującą sytuację i opublikował nazwiska 906 Węgrów, którzy w różne sposoby brali udział w zbrodniach. W książce opisano m. in. masową zbrodnię w Sirig, wsi znajdującej się w połowie drogi między Nowym Sadem a Srbobranem. Lokalni Węgrzy zgromadzili w dniu 13 kwietnia na otwartej przestrzeni serbskich mieszkańców Sirig, a węgierscy żołnierze z Srbnobranu zabili z karabinów maszynowych około 360 osób, wśród nich ponad 50 dzieci.

Mieszkanka Suboticy, Andjelka Grubeszić, wspomina: „Kiedy Węgrzy przekroczyli granicę mój ojciec, Spasuje Ninković, wsadził nas na wóz z zamiarem zawiezienia nas i ukrycia u krewnych w mieście Baczka Topola. Po drodze zatrzymał nas wyrobnik na naszym majątku Istvan Lodri i przyprowadził żołnierzy. Lodri powiedział honwedom, że ojciec jest czetnikiem (ochotnik z I Wojny). Ojciec zaczął uciekać, ale go żołnierz zabił z karabinu. Moja18-letnia siostra Bojana rzuciła się, by pomóc ojcu i zginęła od kuli razem z nim”.

Według źródeł węgierskich, na okupowanym terytorium znajdowało się 48.000 osób zagrożonych ww. nakazem komendanta Nowego Sadu. Serbów zgromadzono wówczas w kilkunastu obozach zbiorczych, z których byli transportowani na terytorium Serbii okupowanym przez Niemców. Do 3 czerwca 1941 roku, kiedy to Niemcy zakazali dalsze przesiedlenia, z Baczki wygnano 35.000 osób. Miały one dużo większą szansę by przeżyć, w odróżnieniu do pozostałych 13.000, na których czekały okropieństwa lagrów Szarvar, Barcz i Nadjkanjiża.

Ljubica Ciurczin, były więzień lagru Szarvar, wspomina: „Śmierć nam cały czas towarzyszyła. Ludzie umierali codziennie, w drewnianych łóżkach, na zewnątrz baraków, na śmietnisku, które rękoma przekopywaliśmy w poszukiwaniu resztek jedzenia. Głód, dyzenteria, tyfus i gruźlica najbardziej zabijały dzieci. Tam zmarła i moja trzyletnia siostra Bosiljka”. Bosiljka była tylko jedną z 850 ofiar tego lagru. Według danych z książki historyka Zvonimira Golubovicia „Szarvarska golgota 1941-1945” jeszcze około 1.500-2.000 osób zostało zamordowano lub zmarło w lagrach Barcz i Nadjkanjiża oraz w obozach zbiorczych.

„Ten styczeń 1942 roku był jednym z najzimniejszych w historii miasta Nowy Sad i to nie tylko z powodu temperatury, która sięgała – 30, lecz także z powodu faktu, że węgierskie siły okupacyjne w ciągu trzech tylko dni zamordowały przynajmniej 4.000 osób. Biorąc pod uwagę, że miasto liczyło około 40.000 mieszkańców, co dziesiąty jego mieszkaniec został zabity w tzw. Obławie Nowosadzkiej. Wszystko zaczęło się 21 stycznia 1942 około szóstej rano. Nowy Sad od kilku dni był pełen plakatów zapowiadających obławę rzekomo przeprowadzaną w celu znalezienia podejrzanych osób ukrywających się w mieście oraz broni. Już od października 1941 słychać było głosy, że Serbowie będą mieć czarne i krwawe Boże Narodzenie” – mówi Aleksandar Veljić, autor książki „Prawda o Obławie Nowosadzkiej”.
Walkę węgierskich sił okupacyjnych z jednostką partyzantów ze wsi Szajkasz z 4 stycznia wykorzystano jako pretekst. Po Nowym Sadzie były rozesłane partole składające się z żołnierza i żandarma, ewentualnie policjanta. Często towarzyszyli im węgierscy kolaboracjoniści wskazujący osoby, które miały być potraktowane „w sposób szczególny”.

„Zabijano bez powodu i bezwzględnie. Zabijano na ulicach, na podwórkach, w mieszkaniach. Zabijano młodych, starców, dzieci, chorych. W trakcie wojny straciłem wszystkich. Rodziców i brata zamordowano w Obławie, a większą część rodziny w Auschwitz” – opowiada w wywiadzie dla dziennika „Blic” Pavle Szozberger, jeden z garstki żydowskich obywateli Nowego Sadu, którzy przeżyli Holokaust. „Miasto było okupowane, telefony nie działały. W tym czasie był zakazany ruch na ulicach, sklepy i lokale były zamknięte, zakazano zbierania się mieszkańców. Miasto podzielono na trzy części i obławę rozpoczęto 21 stycznia. Tego dnia oraz następnego miały miejsca tylko pojedyncze przypadku mordów. Obywateli narodowości serbskiej i żydowskiej wyprowadzano z domów, rozkazywano im położyć się na ziemi i zabijano z pistoletów i karabinów”. Tak było w nocy między 22 a 23 stycznia 1942 roku.

Najwięcej osób w czasie Obławy zostało jednak zabito nad Dunajem, na słynnej plaży Sztrand, do której wiódł tzw. szlak śmierci. Jedna z najładniejszych plaż nad Dunajem ukrywa przerażającą tajemnicę. „Na Sztrandzie zabito około 15 osób z Domu Levente. Jednak pierwsze efekty nie zaspokoiły dowódców operacji i rozpoczęto masową akcję mordowania. Mężczyźni i kobiety wchodzili przez bramę na Sztrand w czwórkach. Kazano im rozebrać się na – 30 po czym byli zapędzani po deskach na pokryty lodem Dunaj. Saperzy zrobili wcześniej otwór w lodzie. Rozstrzelane ofiary padały do wody, a żołnierze dodatkowo pchali je pod lód” – mówi Pavle Szozberger, który napisał 15 książek o Holokauście, a jedna z nich opowiada o Obławie Nowosadzkiej.

Szlakiem śmierci nad sam brzeg Dunaju doprowadzano i mordowano ponad sześć godzin. Świadkowie twierdzą, że zabijano około 15 osób na minutę, a osoby w kolumnie spokojnie szły w śmierć. W Nowym Sadzie mordowano również w koszarach XVI Batalionu Łowców Granicznych, na cmentarzu prawosławnym, na boisku klubu sportowego NAK…

W tych daniach nie tylko wody Dunaju nosiły ciała ofiar węgierskich faszystów. Trupy pływały także Cisą, ponieważ Obławą Nowosadzką objęto cały Okręg Szajkaszki. W Baczce zamordowano 8.000 osób, a według danych węgierskiego wojska w Obławie Nowosadzkiej zbito 12.763 osób. Te dane o zbrodni ujawnił jeszcze w trakcie wojny w Parlamencie Węgierskim ówczesny poseł Andre Bajcsy-Zsilinski.
W okolicznych miejscowościach Obławę rozpoczęto dwa tygodnie wcześniej, a proporcjonalnie do liczby mieszkańców najwięcej ucierpiały Czurug i Żabalj. W Czurugu jeszcze stoi budynek nazywany magazynem śmierci. Do tego budynku 6 stycznia – w prawosławną Wigilię – węgierscy żołnierze przyprowadzili ponad 500 osób. Następnego dnia, w Boże Narodzenie, przy otwartych drzwiach postawiono karabin maszynowy i otwarto ogień. Ciała były ładowane na ciężarówki i wrzucane do Cisy, pod lód. Rzeka ta już na wiosnę zaczęła wyrzucać ofiary na brzeg. W okresie maj-czerwiec 1942 roku na obszarze Sądu Okręgowego w Petrovgrad lekarze medycyny sądowej przebadali i pochowali 292 ofiary (227 mężczyzn i 65 kobiet). Tożsamości ofiar nie można było stwierdzić z powodu braku dokumentów – większość była naga lub w bieliźnie. Wszystkie ofiary miały ręce związane z tyłu drutem.

Wśród ofiar było 16 dzieci do 15 lat oraz 15 między 15 a 20 rokiem życia. Na obszarze Sądu Powiatowego w Perlez pochowano w tym czasie 109 mężczyzn, 27 kobiet, 3 dzieci. Obława w Czurugu trwała dwa tygodnie. – „W tej wsi, wówczas jednej z większych w regionie liczącej 11.000 mieszkańców zabito od 3.500 do 3.800 osób. Wśród ofiar było około 100 Żydów i 50 przedstawicieli innych narodowości, a reszta to Serbowie„ – mówi Milan Radomir z Towarzystwa Pamięci „Obława 1942” z Czurugu.

W książce „Przyszedłem po swoje stado” opisującej historię rodziny Jovanović-Valkini, dr Vera Jovanović przybliża los jednej z wielu serbskich rodzin z Nowego Sadu. Jelka Jovadnić na kilka dni przed Objawieniem Pańskim (19 stycznia według kalendarza juliańskiego) miała dziwny sen. Śnił jej się Jan Chrzciciel, który powiedział do niej: „Przyszedłem po swoje stado”. Jednak znaczenie tych słów zrozumiała dopiero kilka dni później. W piątek 23 stycznia przed świtem do ich domu wpadli węgierscy żandarmi. Zapytali jakiego są wyznania. Syn Sawa odpowiedział, że prawosławnego. Usłyszeli: vad Rac (po węgiersku: dziki Serb). Jelenę zamknęli w jednym pokoju, a synów zebrali do drugiego, żeby niebawem wyprowadzić ich na zewnątrz. Matka próbowała wyjść, ale żandarm po drugiej stornie mocno trzymał klamkę. Potem usłyszała wołanie dzieci „ratujcie nas, matko” i strzały.

Gdy pozwolono jej wyjść zastała przy plocie sąsiada ciała swoich synów z roztrzaskanymi głowami strzałami w potylice. Prosiła przechodzących żandarmów, żeby ją też zabili. Zamiast tego, zmusili ją wrócić do domu i oddać im wszystkie kosztowności. Wieczorem, kiedy podjechała ciężarówka, ponownie została zamknięta. Po wypuszczeniu jej ciał już nie było. Zebrała tylko do pudełeczka pozostałe na ziemi fragmenty czaszek swoich synów i trochę włosów. Jelena Jovanović została tego dnia bez pięciu synów: Milorada (28 lat), Savy (26 lat), Paji (24 lat), Żivko (20) i Bory (15 lat). Matka zmarła w 1971 r., a pamięć o jej synach zachowuje ulica w Nowym Sadzie – Braci Jovandić.

Jednym z uczestników Obławy Nowosadzkiej był ówczesny kapitan żandarmerii Sandor Kepiro. Został on w 1944 roku skazany wraz z innymi oficerami przez węgierski sąd wojskowy za zbrodnie w Serbii, lecz po paru tygodniach został uniewinniony. Wyrok anulowano, a jemu przywrócono stopień wojskowy. Po wojnie uciekł do Argentyny. Komunistyczne władze Węgier skazały go zaocznie na 14 lat więzienia.

W 1996 roku wrócił do kraju i mieszkał spokojnie w Budapeszcie. Był jednym z najbardziej poszukiwanych przez Centrum Wiesenthala zbrodniarzy. W 2011 roku odbył się w Budapeszcie proces przeciwko Kepiro, który został oskarżony za zbrodnie wojenne dokonane w czasie Obławy Nowosadzkiej. Został on jednak uniewinniony z powodu nieścisłości w zeznaniach świadków.
Jego zwierzchnik Miklós Horthy również nigdy nie odpowiadał za zbrodnie. Został on po wojnie w 1945 roku wypuszczony przez aliantów mimo żądań komunistycznych władz Jugosławii, które oskarżały go o zbrodnie wojenne. Żył on na wygnaniu w Portugalii, a jego szczątki w 1993 roku sprowadzono i uroczyście pochowano w ojczyźnie. Od listopada 2013 roku ma w Budapeszcie swój pomnik.
Tylko kilka tygodni przed odsłonięciem pomnika na biorącego udział w posiedzeniu Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Stasburgu prezydenta Serbii Tomislawa Nikolicia czekała zorganizowana pikieta Ruchu na Rzecz Lepszych Węgier z transparentem zawierającym hasło bardzo przypominające tamto z okresu poprzedzającego udział Węgier w rozbiorze Serbii podczas II Wojny: „Zatrzymać przemoc wobec Węgrów w Serbii”.

Pamiętając o doznanych krzywdach, o zbrodniarzach, walcząc zarazem o sprawiedliwość dla ofiar, trzeba również pamiętać o przyjaciołach. O takich, jakim był premier ówczesnych Węgier – Pal Teleki. Przeciwstawiał się on żądaniom III Rzeszy dot. udziału Węgrów w ataku na Królestwo Jugosławii i w dniu 3 kwietnia 1941 r., na wieść o wkroczeniu wojsk niemieckich do Węgier, popełnił samobójstwo. W swoim liście pożegnalnym napisał on: „Opowiedzieliśmy się po stronie nikczemników! Bowiem, w rzekomych wiadomościach o zbrodniach nie ma ani jednego słowa prawdy! Ani w przypadku Węgrów, ani nawet Niemców! Staniemy się sępami! Najbardziej nędznym narodem. Nie zrobiłem nic. Czuję się winnym”.

Vladan Stamenković
Myśl Polska, nr 5-6 (1-8.02.2015)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *