Świder: Interes narodowy jako polska racja stanu

Pojęcie polskiej racji stanu ewoluowało w ciągu ostatniego tysiąclecia. Początkowo był nią interes księcia i jego rodu. Na przełomie XIII/XIV w.  stał się nią interes państwowy. Wraz z rozwojem Rzeczypospolitej szlacheckiej racją stanu stał się interes szlachty i Kościoła. W trakcie rozbiorów do interesu szlacheckiego stopniowo „dołącza” interes narodowy – który pozostaje naszą priorytetową racją stanu aż do dziś.

Piszę „naszą” – gdyż w różnych krajach i częściach świata jest różnie.  Dla Kanady, Chin czy Australii racją stanu jest interes państwowy, a nie narodowy. W USA interes państwowy jest ściśle spleciony z interesami elit finansowych. W Indiach szczególną rolę odgrywają interesy kastowe. W niektórych państwach (szczególnie w Afryce) racją stanu jest interes plemienny, w innych – interes rodowy (Arabia Saudyjska, Emiraty Arabskie itp.). Interes narodowy zaś, podobny do polskiego, widzimy w takich krajach jak Japonia, Węgry, Serbia.

Z interesem narodowym jako racją stanu mamy do czynienia najczęściej w takich przypadkach, gdy naród jest pierwotny, a państwo wtórne, tj. gdy najpierw tworzy się określona społeczność, a dopiero na jej podstawie tworzona jest struktura władzy i państwo. Poczucie więzi pomiędzy plemionami lechickimi było silne, to z nich powstali Polacy

(po-Lachy), to z nich pochodziły pierwsze elity, „szlachta” (sz-Lachta – bo z Lachów). Przymiotnik od „Lach” to „lacki” – stąd mamy np. Kosów Lacki na Podlasiu, a sama nazwa „Podlasie” pochodzi od „pod Lachami” (a nie dlatego, że jest „pod lasem”).

Interes państwowy przeważa w krajach – gdzie państwo jest pierwotne, a naród wytwarza się w ramach tego państwa. Takim przykładem jest Ruś. W IX wieku zamieszkiwały ją plemiona wschodniosłowiańskie – ale i trzy lechickie, przybyłe z ziem polskich: Radymicze, Wiatycze (twórcy pierwszego Kremla moskiewskiego i miasta Moskwa) oraz założyciele Kijowa – Polanie, których część wywędrowała z terenów dzisiejszej Wielkopolski na wschód.   Potencjał mieli na stworzenie dużego, handlowego, silnego państwa – ale nie potrafili go zorganizować, więc zaprosili Skandynawów (Waregów), którzy utworzyli struktury państwowe Rusi i pierwsza panującą dynastię Rurykowiczów. Pierwsza „ruska” para książęca Igor i Olga to Skandynawowie: Ingvar i Helga po „zesłowiańszczeniu” imion. My nazywamy mieszkańców Rusi Rusinami, tymczasem w ich języku używano  przymiotnika dla określenia narodowości – i używa się nadal. Dziś w j. rosyjskim słowo „Rosjanin” brzmi „russkij” (jaki? Należący do Rusi) i oznacza przynależność etniczną. Czyli tradycyjnie szerokolicy niebieskooki prawosławny Słowianin. Używa się równolegle słowa „Rossijanin” oznaczającego „obywatela Rosji” – czyli np. muzułmanina z należącego do Rosji  Tatarstanu. Dziś w Rosji bardzo nabrzmiewa konflikt pomiędzy „russkimi” a „Rossijanami” na temat tego, jak ma wyglądać Rosja i patriotyzm rosyjski. Czy ma nadal opierać się na prawosławnej słowiańskiej tradycji – czy też ewoluować w stronę wielonarodowego imperium z gwałtownie rosnącą muzułmańska populacją. W samej Moskwie muzułmanie stanowią już ponad 20% ludności – i proces ten szybko postępuje.

W obecnych czasach tradycyjnie pojmowane narody jako zwarte społeczności kulturowe z ugruntowanymi korzeniami historycznymi i tożsamością są solą w oku finansowych globalistów pretendujących do miana „władców świata”.   Przywiązanie do ziemi, ojczyzn, kapliczek przydrożnych, pamięci bohaterów powodują, że mieszkańcy danego kraju pilnują go, nie chcą wyprzedawać, oddawać majątku narodowego za bezcen. Dlatego finansjera światowa wszelkimi sposobami niszczy tożsamości narodowe, poczucie odrębności, dumy. Ludzie mają stać się mieszanką kulturową, konsumującą, wydalającą, zapatrzoną w telefony komórkowe i grającą w gry komputerowe. Tak ogłupiali ludzie, nie posiadający wiedzy ani korzeni, wystraszeni pandemiami i cenzurą („poprawność polityczna”) są prymitywni, słabi i łatwosterowalni. Ten proces będzie postępował w miarę rozwoju sztucznej inteligencji, nanobotów, chipów, technologii telekomunikacyjnych typu 5G itd.

Dlatego wykorzeniono ze społeczeństw europejskich nacjonalizm, czyli „przedkładanie interesów własnego narodu ponad interesy innych narodów”. Wmówiono Europejczykom, że to jest złe. Obecnie trwa niszczenie patriotyzmu, czyli „umiłowania swojego państwa i przedkładanie jego interesów ponad interesy innych państw” (słowo patriotyzm pochodzi od łacińskiego słowa „Patria” – czyli ojczyzna. Nie mylić z Partią! ;-).   Określenia „Ojczyzna i Naród” zamienia się określeniami „ten kraj i obywatele tego kraju”. Obcy staje się Polak z prastarego Wilna czy Lwowa, a rodakiem staje się ciemnoskóry koszykarz, który np. tydzień temu przyjął obywatelstwo polskie, by grać w polskiej drużynie czy zespole. Wrogowie narodów kładą wielki nacisk na zamieszanie ludziom w głowach starając się wmówić, że „Polak” i „obywatel polski” to pojęcia tożsame. Tymczasem absolutnie nie wszyscy obywatele polscy są Polakami – jak i nie wszyscy Polacy mają polskie obywatelstwo. Przykładowo: Tylko znikoma część 3-milionowej Polonii w Brazylii ma polski paszport.

 Narody i ich korzenie niszczone są wszelkimi innymi sposobami: przez migracje (stymulowanie emigracji ludności miejscowej, autochtonicznej, a na jej miejsce sprowadzanie obcych kulturowo, nie powiązanych z daną ziemią czy krajem, tzw. „podmiana społeczeństw”), propagowanie depopulacji pewnych grup (aborcje, eutanazje, związki partnerskie nie zapewniające potomstwa, stosowanie niektórych rodzajów szczepionek, chemtrails, promieniowanie telekomunikacyjne itp.).  Każdy głos sprzeciwu jest tłamszony, określany „mową nienawiści” – lub wyśmiewany, nazywany np. „teorią spiskową”.

Charakterystyczne jest też odwracanie kota ogonem, nazywanie rzeczy i pojęć w totalnej odwrotności, niż one znaczą. Antynarodowa finansjera nawołuje do „europejskich wartości”. Wiemy, że europejskie wartości bazują na trzech kamieniach węgielnych: greckiej filozofii, rzymskim prawie i chrześcijaństwie. Napisałem „wiemy” – ale nie wszyscy, niestety. Młodemu, ogłupianemu masowo pokoleniu wmawia się, że europejskie „wartości” to ateizm, adoptowanie dzieci przez homoseksualistów czy niszczenie dumy narodowej.

Tymczasem patriotyzm nie jest formą zacofania – lecz źródłem siły. Im grupa większa, zwarta, powiązana historycznie i kulturowo – tym mocniejsza. Przynależność do grupy daje szersze możliwości, określa nasze miejsce na świecie. Dlatego tak ważny jest patriotyzm: Przywiązanie do określonego narodu/kraju, utożsamianie się z nimi, poczucie przynależności. Chcemy traktować Ojczyznę jak matkę – która opiekuje się nami i chroni, ale sami jesteśmy gotowi jej bronić, jeśli zajdzie potrzeba. I to właśnie naród powinien być podmiotem władzy – a struktury państwowe, jako jego instrument, powinny tworzyć warunki dla zachowania tożsamości narodowej.

Patriotyzm daje nam poczucie siły – ponieważ możemy korzystać z energii etnosu. Łatwiej nam znaleźć własne miejsca na Ziemi i odpowiedź na pytanie – kim i czym jesteśmy. I tu nasza świadomość nadbudowuje sobie tożsamość. Składa się ona z różnych elementów, np. płeć, rasa, narodowość, religia, przynależność do określonej społeczności czy rodu. Człowiek nie jest w stanie istnieć sam, potrzebuje przynależności do grupy czy grup społecznych, czuje się w nich silniejszy, utożsamia się z nimi, ma poczucie spełniania określonej roli, która nadaje jego życiu sens i spełnienie. Człowiek gotów jest dla takiej grupy się poświęcać – ale czasem też wymagać, oczekiwać. Dla wielu z nas taką grupą i naturalną wspólnotą jest Naród właśnie.

I w tym właśnie kontekście powinniśmy traktować interes narodowy jako polską rację stanu. A najskuteczniejszym instrumentem w kreowaniu polityki zabezpieczającej interes narodowy jest instytucja państwa. Oczywiście państwo nie jest niezbędne dla ochrony interesu narodowego, o czym mieliśmy się niestety możliwość przekonać w trakcie rozbiorów, jest ono jednak bardzo skutecznym i potrzebnym instrumentem. Państwo silne kulturowo i gospodarczo może świadomie i efektywnie wspierać polskie interesy i Polskość w kraju i poza jego granicami, może wpływać na patriotyczną edukację prawie 70 milionów Polaków rozrzuconych po całym świecie. Z państwa silnego i zamożnego nasi Rodacy będą dumni, będą się jeszcze ściślej z nim utożsamiać. Będą rzadziej emigrować, częściej wracać… Choć emigracja nie jest „samym złem” i porażką, jak to niektórzy przedstawiają. Emigranci są siłą propagującą Polskość za granicą, stymulują wymianę gospodarczą, kontakty, przypływ kapitałów do Polski. W tym kontekście tak istotna jest polityczna jedność Narodu ponad granicami państw. Bardzo pomocna byłaby tu pomoc państwa polskiego Polakom zamieszkałym lub czasowo przebywającym za granicą w ich samoorganizacji.

Patriotyzm jest formą miłości – a miłość wzbogaca. Ale każdy z nas kocha inaczej. Ktoś z nas się ożenił – bo się zakochał namiętnie, inny – dojrzale i wysublimowanie… ktoś jeszcze inny – dla pieniędzy. Ktoś z nas jest patriotą – bo kocha Polaków… inny zaś rodaków nie cierpi lub ich się wstydzi, ale kocha Polskę za jej historię. Dla jednego ważna jest polska kultura, z którą się utożsamia… inny zaś urodził się i wyrósł tysiące kilometrów od Wisły – ale rodzice czy dziadowie wpoili mu miłość do Ojczyzny, Kraju Ojców – więc dumnie chodzi w Chicago na manifestacje polonijne. Spotkałem się też z patriotyzmem „kraju”. Nie państwa, za które przodkowie przelewali krew – lecz polskiego krajobrazu, wierzb, kapliczek, bocianów, nabożeństw majowych czy polskiej Wigilii…

Naród jest zatem wspólnotą ludzi posiadających tę samą tożsamość narodową. Członkiem tej Wspólnoty jest każdy uważający się za Polaka i utożsamiający się z Polskością i polską racją stanu, czyli interesem narodowym. Ta wewnętrzna siła pozwoliła nam przetrwać wszelkie zawieruchy dziejowe, dlatego powinniśmy o nią dbać i ją hołubić.

Mariusz Świder

[Głosów: 16   Average: 4.6/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *