Syberiada Polska – Pasja Nierealistyczna

A co z tego wyszło? Jeśli nawet Pasja, to bardzo nierealistyczna. Trochę niczym obraz dla amerykańskiego turysty z Idaho…

Tym razem Syberiada Polska. Chyba ostatni film, jaki zaliczyłem w krótkim czasie. Po Lincolnie, Westerplatte czy Nędznikach, tym razem przyszła kolej na dzieło Janusza Zaorskiego. Dzieło dobre, interesujące, ale jednocześnie takie, któremu jakby czegoś brakuje. Zacznijmy jednak od pozytywów.

Pierwszy to – przywołanie faktów. Zaorski zrobił kinowe dzieło o najnowszej historii Polski. O poplątanych ludzkich losach, losach rodziny, o których decyduje polityka, polityczne traktaty i międzynarodowe układy sił. Także totalitarne reżimy i zbrodnicze ideologie. To wszystko umieszczone w konkretnych okresach historycznych, obramowanych konkretnymi datami. Wszystko to, ubrane w wartką akcję i losy bohaterów sprawia, że ta nasza najnowsza historia, przełożona na obrazy, na długo pozostaje w pamięci widzów. To jest największa zasługa filmu Zaorskiego.

Właśnie. Obrazy. To po drugie. Znakomite zdjęcia. Od bombardowania niemieckich samolotów 1 września po bezkresne syberyjskie pejzaże. Te zimowe i te letnie. Zdjęcia. To jest właśnie to coś, co w filmie Zaorskiego zachwyca. A jednak… Jednak mimo tych zdjęć, jest w tym filmie coś, co im zaprzecza. Jest w nim – jakby to paradoksalnie nie brzmiało – pewien „nie realizm”. Co przez to rozumiem? Warto tu odwołać się do przykładu. Przykładu – wyreżyserowanej przed blisko dekadą przez Mela Gibsona – Pasji. Ostatnich godzin z życia i męki Chrystusa.

Czym Gibson powalał w tym filmie widza? Właśnie realizmem. Jak Chrystusa biczowali to krew tryskała. Jak go krzyżowano to były to autentyczne – choć filmowe – tortury. Jak powiedział ktoś po obejrzeniu tego filmu, we wszystkich dotychczasowych, filmowych adaptacjach Pasji, w porównaniu z dziełem Gibsona – i to była właśnie zaleta tego filmu – Chrystus po prostu przechadzał się z krzyżem po Jerozolimie. Niczym amerykański turysta z Idaho. U Gibsona nie. U niego Chrystus realnie cierpiał.

Co to wszystko ma wspólnego z Syberiadą Zaorskiego? Otóż ma. Bo jakby nie starał się on tych polskich, sybirackich cierpień pokazać, jak nie chciałby ich szczegółowo opisać, to brakuje im jednej zasadniczej rzeczy. Brakuje im realizmu. Tak jak soli brakować może do dań, których bez niej, zwyczajnie nie da się jeść.

Otóż, jeśli bohaterowie Syberiady – podróżują w bydlęcych wagonach to – gdy robili to ich rzeczywiści protoplaści – autentycznie cierpieli. Cierpieli na granicy biologicznego wyniszczenia. Na granicy życia i śmierci. Często – wyrzucając ciała zmarłych po drodze własnych dzieci na przypadkowych stacjach. A jak jest u Zaorskiego? Wagon niby towarowy, niby jest bydlęcy, ale wewnątrz ma i jakieś stoły. I nienajgorsze miejsca do siedzenia. I prycze. Podobnie, gdy deportowani docierają do miejsca przeznaczenia. W filmie Zaorskiego docierają rzędem porządnych sań zaprzężonych w konie. A jak docierali realnie? Ano wyrzucano ich z tego wagonu w szczerym polu i kazano budować ziemiankę…

Czego więc mi w Syberiadzie zabrakło? A choćby tej jednej sceny, z której zapamiętam słabego, spielbergowskiego Lincolna. Sceny wrzucania do dołu na odpady amputowanych, ludzkich nóg. Takich scen w dziele Zaorskiego nie ma. A szkoda. Bo w polskich, sybirackich historiach, dużo brutalniejszych od tej – takich scen były tysiące. I reżyser Syberiady – biorąc się za ten film – nie mógł o tym nie wiedzieć. Nie mógł nie wiedzieć, że podobnie jak Mel Gibson – w pewnym sensie – bierze się za kręcenie Pasji. Narodowej Pasji. A co z tego wyszło? Jeśli nawet Pasja, to bardzo nierealistyczna. Trochę niczym obraz dla amerykańskiego turysty z Idaho…

Dane o filmie: (http://www.filmweb.pl/film/Syberiada+polska-2012-596084)

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *