O stosunek do „żołnierzy wyklętych”

Zainteresowanie to jest szczególnie widoczne wśród młodszego pokolenia, w tym szczególnie młodzieży lokującej swoje sympatie po prawej stronie sceny politycznej. Młodzi działacze PiS-u, aktywiści formacji odwołujących się do spuścizny ruchu narodowego oraz niezrzeszona młodzież patriotyczna (także ta stadionowa) swoją działalnością udowadniają, że nieobce są im ideały organizacji walczących po zakończeniu wojny o wolną Polskę. Postawy takie z całą pewnością godne są pochwały i uznania, jednak poza czcią należną żołnierzom niepodległościowego podziemia nie można godzić się na bezkrytyczny kult symbolizowanych przez nich postaw.

Zagadnienie pierwsze łączy się ze sposobem ukazywania ówczesnych tragicznych wydarzeń – z jednej strony obca, siłą narzucona władza, z drugiej zaś podziemie będące w domyśle reprezentacją całego narodu. Z całą pewnością jest to wizja fałszywa, władza rzeczywiście nie pochodziła z woli narodu i gdyby odbyły się wówczas wolne wybory, komuniści nie zdobyliby w kraju dominującej pozycji. Nie można jednak nie dostrzegać, że nowa władza jakimś poparciem rzeczywiście się cieszyła i nie było to jedynie poparcie ze strony Moskwy.

Jej naturalnym zapleczem był przedwojenny elektorat radykalnych partii chłopskich i lewicowych. Niezamożna część warstwy chłopskiej (tzw. biedota wiejska), która w rolniczej Polsce stanowiła dość pokaźny odsetek oraz duża część klasy robotniczej w pełni popierała zapowiadane przez władze reformy, z nacjonalizacją przemysłu i reformą rolną na czele. Na ludności tej też nierzadko działalność „leśnych”, jak ich wówczas nazywano, pozostawiała głębokie urazy (rekwizycje żywności, wyroki śmierci za domniemaną lub rzeczywistą „współpracę” z nowym reżimem). To reprezentanci tej części społeczeństwa tłumnie zasilali szeregi wojska, milicji i organów bezpieczeństwa działających w służbie nowego państwa. Oceniając ówczesne wydarzenia z tej perspektywy, należałoby określić je po prostu mianem wojny domowej. Chyba, że postawimy część społeczeństwa poza narodem… A przecież wiadomo, że tak w wojsku, jak i administracji dużo było także przypadków udziału w nich przedwojennych kadr, nierzadko ludzi dość odległych od lewicy.

Po drugie, oceniać należy realne działania niektórych struktur niepodległościowych, które nierzadko nabierały co najmniej dwuznacznego charakteru. Jak bowiem ocenić należy na przykład działalność zbrojną i dywersyjną wymierzoną w organy administracji państwa na Ziemiach Odzyskanych? Przecież na Pomorzu, Śląsku, Warmii i Mazurach działania takie były wymierzone w państwo polskie, osłabiające de facto polską na nich obecność. A jak odnieść się do działalności wywiadowczej na rzecz państw zachodnich, zbieranie informacji wojskowych, gospodarczych i politycznych dla wywiadu amerykańskiego. Współpraca taka stawiała nierzadko polskie podziemie w jednym szeregu ze współpracującymi po wojnie z aliantami niemieckimi „ekspertami” z SD i Abwehry. Wiązało się to oczywiście z żywionymi w kręgach niepodległościowych nadziejami na wybuch III wojny światowej, w wyniku której jednak losy polskiego Szczecina, Gdańska, Wrocławia i Olsztyna byłyby raczej przesądzone i to nie po myśli Polski. Jak pogodzić podobne postawy z głoszonym oficjalnie postulatem granicy zachodniej na Odrze i Nysie?

Na koniec wreszcie, w całej dyskusji o żołnierzach wyklętych (choć dzisiaj to miano bardziej adekwatne wydaje się w odniesieniu do żołnierzy I i II Armii Wojska Polskiego oraz Gwardii i Armii Ludowej) pomijane jest stanowisko dowództwa Armii Krajowej oraz władz cywilnych w Londynie. Nie zalecały one dalszego zbrojnego oporu, który skazany był w dłuższej perspektywie na przegraną, w najlepszym razie sugerując organizację struktur cywilnych (co próbowano na przykład czynić w ramach organizacji „Nie”). Pomija się przy tym stanowisko takich przywódców podziemia jak generał Emil Fieldorf „Nil” czy pułkownik Jan Mazurkiewicz „Radosław”, zaliczając ich nawet nierzadko w poczet „żołnierzy wyklętych”. Podobnie rzecz przedstawia się w odniesieniu do narodowego podziemia antykomunistycznego, w przypadku którego poszczególne oddziały zbrojne działały wbrew sugestiom i wytycznym władz politycznych.

Mowa tu oczywiście o tych formacjach, które podporządkowane były Stronnictwu Narodowemu – czyli o Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym i części oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych. Znamienny pozostaje przy tym fakt, że tak jak działalność WiN-u przyćmiewa w ostatnich latach cały dorobek AK, tak w przypadku podziemia narodowego widoczna jest „nadreprezentacja” (widoczna w wydawnictwach, publicystyce, inicjatywach społecznych, w tym m.in. stowarzyszeniach, grupach rekonstrukcyjnych) NSZ, podczas gdy o Narodowej Organizacji Wojskowej nie mówi się wcale albo niewiele. Inną sprawą pozostaje, że wielu członków formacji zaliczanych w poczet narodowych z ruchem i ideologią wszechpolską miało związki luźne albo wręcz żadne (wstępowali do tych oddziałów, gdyż były one na danym obszarze jeszcze aktywne).

Żołnierze nie są politykami i nie do nich należy ocena bieżącej sytuacji politycznej, ich obowiązkiem jest przede wszystkim wykonywać rozkazy swoich przełożonych. W przypadku formacji zbrojnego podziemia antykomunistycznego nierzadko można jednak dostrzec rys, który świadczył o utracie podstawowego kryterium ich działalności, jakim był interes państwa i narodu. Nie oznacza to oczywiście, że wszyscy po zakończeniu wojny powinni włączyć się w budowę nowej Polski i poprzeć komunistów oraz ich sojuszników, jednak pomiędzy „strzelaniem do komunistów”, a chociażby nieangażowaniem się po ich stronie istniała dość duża gama możliwych zachowań i postaw. Współczesny kult żołnierzy wyklętych poza wspominanym na wstępie aspektem pozytywnym, pobrzmiewa także nieco fałszywie także i z tego powodu, że służy młodej radykalnej młodzieży jako historyczny kostium do walki z rzekomym współczesnym wcieleniem owej komuny, z którą walczyli wyklęci – z partią, której rodowód jest bliźniaczy do formacji, z której wywodzi się polityczne zaplecze współczesnego „neoWiN-u” i „neoNSZ-u”.

Maciej Motas

myslpolska.pl

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “O stosunek do „żołnierzy wyklętych””

  1. Malo kto wie/pamieta/chce mowić o stosunku tzw. “zwykłych ludzi” to tzw. “żołnierzy wykletych”. Otóz ci ostatni, ścigani przez UB/KBW, przymierajacy głodem, często dokonywali pospolitych rabunków, zwłaszcza w terenach wiejskich. Wielu żołnierzy NZS/WiN zgineło więc od kul tzw. “tutejszych”, zirytowanych tym procederem. Nie byli to żadni “utrwalacze władzy ludowej”, ot, zwykli rolnicy – kombatanci I i II w.ś. i wojny bolszewickiej, stateczni ojcowie rodzin …

  2. Jak tam było tak było , ale rozumiem tych których to święto boli. Zawsze bibliotekarz z muzealnikiem na państwowym garnuszku mogą zgłosić wniosek o uchwalenie święta kolaboranta , realisty.

  3. Boli – nie boli. Pamietam z dzieciństwa opowieści starszego jegomościa, któremu “chłopcy z lasu” chcieli obrabować gospodarstwo. Mieli jednak chłopcy pecha, bo trafili na twardego kombatanta. Gość zdążył zareagować, z pomocą najstarszego syna zastrzelił “niezłomnych” i zakopał w pobliskim lesie … Kolaborant? Dla mnie – wzorowy ojciec rodziny, bohater i REALISTA.

  4. Panie Kozaczewski ja nie zaprzeczam faktom , nie myślę też negować opowieści babć i dziadków. Tyle, że w naszej cywilizacji nad grobami a nawet dzień czy dwa obowiązuje milczenie , nie opluwa się zmarłych. Wczoraj były państwowe uroczystości , a już dzisiaj bibliotekarz, cyngiel muzealnika zaczyna leczyć wieczny kompleks szefa , udział w kolaboracji. Państwowe święto a państwowi pracownicy nie umieją uszanować ani zmarłych ani ich rodzin. Trochę kultury i opanowania . Jak ma pan jeszcze jakieś opowieści z dzieciństwa chętnie wysłucham.

  5. Panie Kozaczewski, co za banialuki Pan opowiada?! Znaczy się prosty lud wiejski nie trzymał z „reakcją” i “pańskim wojskiem”. Partyzantów zaś gonił z gospodarstw za pomocą samopałów, bo ci niby chcieli rabować? Pewnie też i gwałtów im się zachciało? Ciekawe tylko jakim cudem żołnierzom niezłomnym udało się w terenie tyle lat walczyć i unikać zasadzek KBW i UB? Przetrwali tyle lat, bo cieszyli się poparciem znacznej części ludności wiejskiej. Gdyby nie wsparcie i pomoc materialna mieszkańców wsi, komuniści wyłapaliby partyzantów w trymiga. I proszę o odrobinę szacunku dla tych ludzi. Niech Pan daruje sobie ten lekki ton i nieskrywaną satysfakcję z historii, że oto niby jakiś rozsądny chłop zabił polskich partyzantów. Bo ci partyzanci walczyli za tego kmiotka, aby komuna nie “zapisała” go do kołchozu. Na marginesie, jako dziecko może Pan niczego pojął z tej “bohaterskiej opowieści”. Może ten starszy jegomość za młodu służył w MO i zabił polskich patriotów, albo zwyczajnie były to typowe przechwałki wiejskiego dziadka pod GSem „po paru głębszych” a Pan jako brzdąc łyknął to niczym pelikan. Albo dziadek za młodu zabił paru pospolitych bandytów, którzy bezczelnie podszywali się pod partyzantów.

  6. Autor artykuł ewidentnie już odleciał. Plasuje się już całkowicie “po lewej stronie mocy”. I ta myśl, że skoro po stronie komunistycznych kolaborantów i radzieckich wojsk okupacyjnych stanęła część klasy robotniczej (jak widać przesiąkł już nawet terminologią klasyków marksistowskich), biedoty wiejskiej i oportunistów wyedukowanych jeszcze w II RP, to mieliśmy do czynienia z wojną domową!

  7. @Stefan: “…Przetrwali tyle lat, bo cieszyli się poparciem znacznej części ludności wiejskiej. Gdyby nie wsparcie i pomoc materialna mieszkańców wsi, komuniści wyłapaliby partyzantów w trymiga. …” – obawiam sie, że przecenia Pan skalę całego zjawiska. Natomiast o podejściu tzw. “prostych ludzi” do tzw. “partyzantów”, nie tylko “za Ruska”, ale i “za Niemca”, nie dowie się Pan ani z lektur, ani z materiałów IPNu. Obawiam się, że wraz z wymieraniem pokolenia osób (prawie) dorosłych podczas wojny i tuz po niej, mitologizacja bedzie postepowała.

  8. @Stefan: W tzw. centralnej Polsce, skąd pochodzę, WiN zaczał na dobre walczyć po referendum w 1947 roku i w tymże roku zniknął ze sceny. Może to kwestia znikomego zalesienia, jednakowoż obawiam się, że nie tylko. A wspomniane przez Pana podszywanie sie pospolitych bandytów pod WiN było faktem, n.b. skrzetnie wykorzystywanym przez PPRowców – tu pełna zgoda. Jednakowoż, niegodne zachowanie tzw. partyzantów niestety tez nie jest wymysłem. I to właśnie powodowało stopniowe narastanie niecheci. Ludzie mieli po prostu dość.

  9. Radzę skupić się na doskonałym tekście ; Ich własny Smoleńsk ” a motasowe wypociny pominąc .Pan Kozaczewski co prawda i tam dał popis , ale tekst warto przemyśleć.

  10. Trzeba też pamiętać o prowokacjach. Wielu “leśnych ludzi” po 1945 było po prostu na żołdzie KBW. Dzięki swoim działaniom podszywali się pod jakiegoś dowódcę niepodległościowego, aby wzbudzić u miejscowych niechęć do ruchów innych niż komunistyczny. Mam podejrzenia graniczące z pewnością, że w mojej miejscowości na Podhalu działała właśnie taka grupa przypisana niby Ogniowi-Kurasiowi. Co się nakradli wśród swoich, to ich. Jednemu mojemu dziadkowi skradli 1.5 roczną jałowicę, drugiemu na przedwiośniu zboże przeznaczone na siew. Po ich rzekomym złapaniu przez KBW żaden nigdy nie siedział długo w więzieniu, kara symboliczna, potem wyprowadzenie się na Śląsk. I tam “życie jak w Madrycie”.

  11. @RdC: Pewnie i tak bywało. Ale bywało i tak, że WiN prześladowała osoby przyjmująca ziemię z reformy rolnej, do zabicia włącznie. W swietle tego miedzy bajki mozna włożyć sugeste pana Stefana, że “…ci partyzanci walczyli za tego kmiotka, aby komuna nie “zapisała” go do kołchozu …”. Jeśli już, to raczej o to, by z czworaków nie uciekł do kołchozu, bo w czworakach ponoć lepiej. Po paru cieżkich pobiciach w jakiejs okolicy, WiNowcy mogli w zasadzie sami sie poddać UB i skomleć o łaskę, bo pies z kulawą nogą im nie pomógł.

  12. Rozumiem, że Pan Kozaczewski – sympatyk Tradycji i myśli konserwatywnej uważa, że chłopom lepiej żyłoby się w tzw. rolniczych spółdzielniach produkcyjnych. Pewnie też postrzega „kołchozy” za lepsze rozwiązanie ekonomiczne niż własne gospodarstwo małorolne. Niedługo zadeklaruje, iż słusznym było okradzenie właścicieli ziemskich w 1944 r. w wyniku tzw. reformy rolnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *