Syria – Iran

Klęską i ośmieszeniem Rosji było zniszczenie Jugosławii, a później upokarzanie Serbii. Rosja, będąc traktowaną jak przedmiot, bezsilnie obserwowała bandyckie operacje Zachodu w Iraku, Afganistanie, a nawet ostatnio w północnej Afryce, gdzie mieliśmy do czynienia ze swego rodzaju wykiwaniem Rosji mającej już status podmiotu na scenie międzynarodowej. Ale z Syrią trafiła kosa na kamień. Powtórzę – jak do tej pory. Podobnie jest z Iranem.

Jakie są perspektywy rozwoju sytuacji? Jak długo wytrwa Rosja, a jak długo Zachód będzie napierał i nie odpuszczał? Tego nie wiemy. Zachód dysponuje wciąż daleko szerszym arsenałem środków niż Rosja. Obecnie (4.10.12) dochodzą wieści o ataku tureckim na Syrię, Iran mówi o nasilających się cyberatakach na jego system informatyczny, w Teheranie wybuchają zamieszki (których wybuch niedawno – zapewne zupełnie przypadkowo – zapowiadał minister SZ Izraela Avigdor Lieberman).

O co tu w ogóle chodzi? Generalnie – siły judeookcydentu próbują zniszczyć niewygodne im rządy krajów arabskich, ustanowić państwa/rządy marionetkowe, zapewnić hegemonię Izraela w skali mikro oraz hegemonię USA w skali makro – basenu Morza Śródziemnego, Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu, Półwyspu Arabskiego, Morza Czerwonego oraz wyjścia na Kaukaz.

Wszystkie te elementy układanki rozbijają się o program jądrowy Iranu, który stanowi clou problemu. Syria jest etapem, Iran celem właściwym. Ewentualne zbudowanie przez ten kraj bomby atomowej oznaczać będzie koniec bezkarnej supremacji Izraela w regionie.

I to nie – co trzeba z całą mocą podkreślić – w sensie zagrożenia atakiem atomowym Iranu (agresja tego typu oznaczałaby spopielenie Iranu przez USA), lecz w sensie realnej siły defensywnej. Nadal droga do tego daleka, Izrael posiada niewspółmiernie większe możliwości ofensywne, tak polityczno-militarne, jak i sabotażowe, zaś przed Iranem, na drodze do uzyskania bomby atomowej, praktycznie same przeszkody z czasem włącznie.

Jednak nawet takie, potencjalne jedynie, zagrożenie dla Izraela, jest wystarczającym powodem dla krajów judeookcydentu, aby grzebać w bliskowschodnim kotle, utrzymując permanentny stan chaosu i wojny wszystkich ze wszystkimi.

Przy okazji, okoliczności obecnej awantury dowodzą beznadziejnej słabości argumentu – używanego na Zachodzie, by porwać dla pomysłu pacyfikacji Bliskiego Wschodu ludzi żyjących przeszłością krucjat i generalnie mitem chrześcijańskiej Europy – mówiącego o zagrożeniu arabskim/islamskim dla Europy. Oczywiście, takie zagrożenie istnieje, ale na zupełnie innych płaszczyznach.

W sensie zagrożenia militarnego, jakiejś świętej wojny wychodzącej z krajów islamskich, jest to czysty nonsens. Oto, na naszych oczach, Turcja daje się sprowokować jak dziecko we mgle na atak rakietowy z terytorium Syrii. Może się to skończyć otwartą wojną. I czyni to Turcja, zachowująca na innych odcinkach polityki zagranicznej (np. stosunki z UE, NATO) podziwu godne umiarkowanie i spryt!

Siejący burzę na Bliskim Wschodzie doskonale o tym wiedzą, co naturalnie nie przeszkadza im w najmniejszym stopniu oszukiwać dalej swoje społeczeństwa, co przychodzi im zresztą z łatwością wprost proporcjonalną do tempa kurczenia się jakiegokolwiek myślenia politycznego wśród narodów Zachodu.

To, że konflikt o Syrię i Iran nie rozgorzał jeszcze na dobre, zawdzięczamy dwóm czynnikom – wspomnianej, twardej polityce Rosji, oraz umiarkowaniu administracji Baracka Obamy w tym względzie. Pamiętajmy o tym, analizując sytuację nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale i w Rosji oraz, w perspektywie wyborów, w USA.

A w Polsce? Linia rządu wydaje się podążać za linią Obamy, co jest w danym momencie korzystne. Już jednak tembr propagandy, tak rządowej (media publiczne) jak i opozycyjnej, świadczy o daleko posuniętym procesie degeneracji zrozumienia czym jest polityka w każdym wydaniu i jak przekłada się ona na interes Polski.

Nieformalna agentura neokonserwatywnych jastrzębi z USA, czyli Gazeta Polska, w takich czy innych mutacjach, z całym niby-bogoojczyźnianym towarzystwem smoleńskim, głosi obłąkańczą nienawiść do Rosji, poparcie dla neokonserwatystów oraz hasła w rodzaju „Ahmadineżad podpali świat” (przy czym prezydent Iranu przedstawiany jest w karykaturze jako Hitler). Kto ma oczy, niechaj czyta… ze zrozumieniem.

Najnowsza awantura na Bliskim Wschodzie dowodzi jeszcze jednej rzeczy – eksperyment pod tytułem „państwo Izrael” nie udał się, zakończył się klęską, wywołał cierpienia, śmierć, upodlenie milionów ludzi. W sposób stały państwo Izrael stanowi zagrożenie dla normalnego życia nie tylko setek milionów ludzi na Bliskim Wschodzie, ale uderza także w bezpieczeństwo i ekonomię światową. Może już czas pomyśleć o przeniesieniu tego państwa na gościnną ziemię amerykańską?
Autor:

Adam Śmiech

Redaktor naczelny Jednodniówki Narodowej
www.jednodniowka.pl

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Syria – Iran”

  1. Jestem tłumaczem, trochę z musu. I wiem, nie tylko podejrzewam, ale wiem, ze ten tekst nie został w oryginale napisany po polsku. Jestem wielkim orędownikiem skutecznej propagandy i dlatego namawiam do większego profesjonalizmu, bo tezy są naprawdę zabójcze.

  2. @AdamŚmiech: „…Ewentualne zbudowanie przez ten kraj bomby atomowej oznaczać będzie koniec bezkarnej supremacji Izraela w regionie…” – zastanawiam sie, po co ta maskarada? Czy nie prościej byłoby, gdyby Rosja/Chiny/KRL-D uzbroiły Iran w swoje atomowe zabawki? I niech wtedy lichwiarskie lachociągi kombinują…

  3. P. Masny chyba nigdy nie przeczytał żadnego innego tekstu p. Śmiecha. Gdyby to zrobił to nie napisałby takiej bzdury. „Namawiam do większego profesjonalizmu”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.