Tera je wojna

Koleżanki mojej mamy, pracujące wówczas w tym zakładzie, opowiadały, że akcja przeprowadzona była z rozmachem, tzn. czołgi wdarły się znienacka, przez mur WSK. Na widok szturmującego T–72 postąpiły zgodnie z odruchem wpojonym przez dziesiątki obejrzanych filmów wojennych: pierwsza krzyknęła gromko „PADNIJ!”, po czym wszystkie trzy zaryły płasko w śnieg. Czołg stanął, jak potem opowiadały trochę zawstydzone panie, czołgiści śmiali się tak, że po prostu wypadli z wieżyczki, nie mogąc wyjść o własnych siłach.

Stan wojenny, przy wszystkich swych autentycznych dramatach, był dla sporej części społeczeństwa polskiego zabawą w wojnę. Trzy i pół dekady kinematografii i beletrystyki polskiej nie poszło na marne. Odżywała też pamięć, własna, bądź „genetyczna”. – Panie, tam trzeba szyfrem pukać! – wołała babcia-sąsiadka do Bogdana Lisa, gdy bezskutecznie dobijał się do kolejnego „punktu kontaktowego”. Konspira, gazetki, malunki na murach, język solidarnościowej i tej jeszcze radykalniejszej propagandy, podziemny humor (z piosenką o „Zielonej wronie” na znaną melodię) – wszystko to wprost czerpało z tradycji drugowojennej. Oczywiście, troszkę było w tym przymrużenia oka, ale tak w rzeczywistości wielu chciało w ten sposób choćby zbliżyć się do tych posągowych „Kolumbów”, powstańców, przeżyć coś tak szlachetnego i uwznioślającego.

Minęło niemal tyle samo czasu, ilu chłopców z powielaczami dzieliło od chłopców z automatami. I znowu jesteśmy świadkami naśladownictwa. Prawdziwą grupą rekonstrukcyjną stanu wojennego są dziś dwudziestolatkowie ubolewający, że dziś już tak nie biją, że armatki wodne walą głównie po meczach, a i gazy bojowe już zdecydowanie nie takie. Ba, oni nie mogą pamiętać jakie były tamte, ale właśnie tego najbardziej żałują!

Bez urazy, ale dziś młody chłopak idący ulicą i śpiewający z zaciętą miną „Nie chcemy komuny, nie chcemy i już!” wygląda równie pociesznie, jak klient 30 lat temu dzwoniący do drzwi i pytający, czy pani Malinowska nie potrzebuje maści na karaluchy, odzew.

Dochodzi do tego niekiedy pewne ograniczenie wyobraźni, oparte na przesadnie martyrologicznym wyobrażeniu PRL. Dla młodego pokolenia zesłany na nudzenie się w środkowej Rosji filomata, prawdziwa ofiara stalinizmu z Magadanu, czy internowany „Solidarnościowiec”, to w sumie ten sam czcigodny patriotyczny zabytek – bohater. Jednych on nudzi, w innych wywołuje jednak potrzebę naśladownictwa. – Ja to nie wiem jak ludzie przeżyli komunizm! – usłyszałem kiedyś od przejętego 18–latka o patriotycznym nastawieniu. I tłumaczenie wcale nie okazało się prostsze przez to, że wyczyn ten w samej Polsce udał się trzydziestu paru milionom. By wrócić do spraw poważniejszych, to przecież współcześni kontynuatorzy organizacji kombatanckich żołnierzy wyklętych potrafią w jednym zdaniu powiedzieć że ich mistrzowie „musieli walczyć i ginąć bo wszystkich by ich zabili”, by chwilę później przejmować ciągłość od tych, którzy jak najwyraźniej jakoś przeżyli…

Wracając jednak do udawania roku ’81, motywy wydają się proste. Sporej grupie młodych ludzi własna współczesność wydaje się zupełnie nieciekawa (i nie heroiczna), niezależnie od tego jaka to epoka. Mniej więcej co pokolenie więc (czyli umownie co trzy dekady) ktoś próbuje udawać tych poprzednich, najczęściej nie zdając sobie sprawy, że popełnia parodię. Teraz chodzi o to, żeby było jak w „Paradzie wspomnień” Kazika: „Ulice toną w czerwieni

My w rękach mamy kamienie

Majowe słońce tak praży

Chłodzą nas wody strumienie

Z ponurego średniowiecza

Krucjata przeciwko Polsce

Opornik w klapy wpinany

Ach, jakże było wspaniale”

No i teraz też miałoby być tak wspaniale jak wtedy: komuchy, solidaruchy, nawalanka, jasny podział, zapach petard i zachwyt w oczach panien!

A tymczasem przecież współcześni manifestanci, młodzi narodowcy, mają już swój dym, swoje pałowanie i swoje lanie wody o ciśnieniu paru atmosfer. 11 listopada oberwaliście swoje, za swoje i nikogo nie udając. Nie musicie więc tego robić. Możecie zbudować coś swojego bez naśladowania zdarzeń sprzed 30 lat, należących już do dziś bardziej do historii polityki, niż do bieżących nauk politycznych. Bo jeśli nie zaproponujecie własnej spójnej wizji Polski, to za 30 lat nie będzie ani po co was udawać, ani być może komu.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Tera je wojna”

  1. Czy nie lepiej byłoby rzucić hasło: 17 października zamiast 13 grudnia, który w przyszłym roku i tak przestanie być aktualny + okrzyk: “na drzewach zamiast liści będą wisieć żurnaliści”? Rzecz należałoby gruntownie przemyśleć, bo jeśli 17 października by się źle skończył, to mogłoby rzutować na frekwencję 11 listopada. Alternatywna data to 8 maja. Pomysł jest oczywiście ryzykowny, ale jego plusem jest wskazanie symbolu i źródła obecnego systemu władzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *