Terror demokracji, czyli o dwóch takich, którzy zniszczyli pokój

Reżim Kadafiego, czy jak kto woli nazwać libijski rząd, jest w dalszym ciągu uznawany na forum międzynarodowym. Mimo nagłaśniania obecności, jakoby demokratycznej reprezentacji ludu libijskiego, libijskie przedstawicielstwa dyplomatyczne, mimo nie jasnej sytuacji, nie zostały wymienione i nie mogą być ignorowane również przez rządy państw napastniczych. Także przedstawicielstwa dyplomatyczne państw agresorów pozostają w Libii.

Dwa z nich, francuski i włoski były właśnie obiektem napaści Libijczyków, rozwścieczonych morderczym zamachem na Kadafiego. Jeżeli traktować poważnie zwalczanie międzynarodowego terroryzmu, to reprezentanci państw uprawiających terroryzm powinni być postawieni przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym.

Jeśli jest embargo na zaopatrywanie Libii w broń, to nie tylko wojsk rządowych, ale przede wszystkim rebeliantów. Dwóch przedstawicieli demokratycznego terroryzmu odegrało głowną rolę w wywołaniu wojny z Libią.

Mikołaj „Groźny” Sarkozy oraz Silvio „Amoroso”czyli kochliwy Berlusconi zaprzęgli się do wojennego rydwanu, siejąc śmierć i zniszczenia na libijskiej ziemi, pod humanitarnym hasłem obrony tubylczej ludności cywilnej. Obaj, fizycznie prezentują się jako osobnicy, którym natura poskąpiła przynajmniej przeciętnego wzrostu, czyli w języku popularnym „kurduple”.

Na przestrzeni kilku ostatnich stuleci, wojenne szaleństwa, z różnym natężeniem skutków, były wywołane przez takich właśnie „niewyrośniętych”. Przeglądając karty historii, nie trudno zauważyć, że władza kurdupli ma związek z nieszczęściami okresu ich panowania.

Napoleon I „przemeblował” i wykrwawił Europę na skalę wówczas niespotykaną, Jego krewny, z kolejnym numerem III, zaczął wojnę z Prusami o dominację dopiero-co cesarskiej Francji w Europie, z tragicznymi skutkami dla Francji i kompromitacją dla samego Napoleona III, nie mówiąc już o Komunie Paryskiej jako innego rodzaju historycznym skutku francuskiej klęski.

Włoski król, Wiktor Emanuel III, o którym złośliwi mówili, że nie wiadomo czy stoi, czy siedzi, rozpoczął wojnę dla skolonizowania libijskiej ziemi. Później, w czasie jego królowania, w czasie obu wojen światowych, Włochy dwukrotnie zmieniły sojuszników na przeciwników. Agresja na Abisynię, łaskawie zaaprobowana przez tegoż króla i triumfalne włączenie Abisynii do Włoch, zmieniła królewski tytuł na imperatora Włoch.

Wśród kurdupli drugorzędnych czasu minionego, ale o pierwszorzędnym znaczeniu, swą obecność zaznaczyli: płomienny propagandzista J.Goebels oraz po stronie przeciwnej N. Jeżow – gorliwy, półtorametrowy morderca szef NKWD.

Kompleksy fizycznych ułomności, przeradzające się w megalomanię u osobników posiadających różnego rodzaju władzę, mogą przynosić nieobliczalne skutki. Zarówno geneza libijskiej wojny jak i „rozwojowy” udział Sarkozego oraz Berlusconiego w tej haniebnej agresji, wydaje się być ilustracją przedstawionej hipotezy.

Prawdopodobnie scenariusz bliskowschodnich wydarzeń nie przewidywał długotrwałej wojny przeciw Kadafiemu, stąd też początkowo wyraźna, amerykańska obecność militarna na morzu Śródziemnym w pobliżu Libii, zamieniła się w dyplomatyczne podjudzanie natowskich sojuszników oraz słowne grożby pod adresem „colonnello”. Zestrzelenie amerykańskiego myśliwca przez libijską obronę mogło być wówczas właściwie zrozumiałe przez amerykańskich decydentów.

Siły nadrzędne z niecierpliwością oczekują „pomyślnego” zakończenia przez natowskich sojuszników „humanitarnej” ochrony cywilnej ludności i zniszczenia libijskiej infrastruktury, by następnie amerykańska demokracja mogła przystąpić do rekonstrukcji zniszczeń oraz do eksploatacji libijskich zasobów. Apetyty francusko-włoskich agresorów będą musiały zaspokoić się raczej jakimś drobnym „wynagrodzeniem” za swój udział w budowaniu nowej, libijskiej rzeczywistości.

Niezależnie od tego, czy libijskie „demokratyczne powstanie” jest elementem poza europejskiej strategii, zmierzającej do „ostatecznego rozwiązania kwestii irańskiej”, to jest faktem, że francuski prezydent pierwszy „zaplątał się” w wojenne intrygi, zauważając tyranię grasującą w Libii i jako pierwszy przyjął we Francji reprezentację demokratycznych powstańców.

Samo dostrzeżenie „demokratycznych aspiracji” w Libii przez zewnętrzne, zachodnie demokracje musi być dla nich kosztowne. Koszty wojennej awantury jak zwykle poniosą podatnicy. Natomiast koszt pozyskania reprezentantów dla tzw. demokratycznego ruchu ludu libijskiego może okazać się być znikomy w wyniku szybkiej wymiany obecnych reprezentantów rebelii na innych, bardziej dyspozycyjnych wobec mocodawców.

Wszystko to przy założeniu, że „tyrania” Kadafiego zostanie całkowicie unicestwiona i lud libijski będzie usatysfakcjonowany oczekiwaną swobodą, co nie jest takie pewne. Tymczasowym rozwiązaniem opcjonalnym może być podział Libii na wschodnią – demokratyczną oraz zachodnia – z tyranią Kadafiego.

Aktualnie, widocznymi protagonistami agresji są dwaj wspomniani mężowie stanu: Sarkozy i Berlusconi, którzy będąc wspólnikami niesławnej agresji, jednocześnie rywalizują w zaznaczeniu militarnej obecności.

Od czasu zakończenia II w.św. na morzu Śródziemnym nie było takiego nagromadzenia i aktywności floty wojennej państw sojuszu atlantyckiego jak to ma miejsce obecnie. Wszystko to oczywiście dla dobra uciemiężonego ludu libijskiego. Monsieur Sarkozy wysłał na wojnę, co miał największego, czyli lotniskowiec pod wezwaniem największego Francuza czasu powojennego (prawie dwa metry wzrostu). W odpowiedzi na tak widoczne zaznaczenie obecności Francji na morzu Śródziemnym, signor Berlusconi wypuścił łódź podwodną, która prawdopodobnie jest największym włoskim okrętem wojennym.

Z braku własnych lotniskowców, premier udostępnił włoskie bazy lotnicze dla sojuszniczych samolotów, które w akcji „no-fly-zon” bombardują libijskie miasta i libijski sprzęt wojskowy używany do walki z buntem przeciw, jakby nie było, w dalszym ciągu legalnej, libijskiej władzy. Z tą władzą, kilka lat temu, premier Berlusconi zawarł traktat o przyjaźni, nie mówiąc o serdecznym cmoknięciu ręki Kadafiego (do zobaczenia w komentarzu „samografa” pod tekstem „Kto zapalił…”).

Aby „przebić” francuską aktywność w nalotach, nie dawno, bo 28.04.b.r. premier Berlusconi polecił włoskim siłom powietrznym dołączyć do bombardowań i ostrzału rakietowego. Tym razem nie jest to „friendly fire”.

Licytacja obu panów, w rodzaju „kto komu może wyżej skoczyć” dotyczy także problemu ogromnej liczby nielegalnych przybyszów z afrykańskiego brzegu do Włoch. Ponieważ włoski rząd nie uzyskał finansowego wsparcia z UE dla rozwiązania skutków nielegalnej, afrykańskiej imigracji, zatem usystematyzował przybyszów, dając im dokumenty legalnego pobytu i wykorzystując treść traktatu Schengen, chciał „przepchnąć” ich do Francji.

Tej zniewagi nie mógł znieść francuski prezydent, polecając uruchamić, nieczynną od dawna granicę i zablokować przejście w Ventimiglia, pozwalając bardzo nielicznym na wejście do obszaru Francji. Rząd włoski pozostał sam z legalnymi imigrantami i z perspektywą dalszego ich napływu w rewanżu za włoskie bomby i rakiety spadające na libijską ziemię.

Wprawdzie religijni Włosi mówią, że: „Dio vede e provede, ma no sempre” natomiast polska mądrość mówi, że „jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to odbiera mu rozum”, co wydaje się ma miejsce w opisanej scenerii.

Należy uważać na niewyrośniętych z ich niebezpiecznymi ambicjami!

Wiesław Kwaśniewski

www.prawica.net

[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Terror demokracji, czyli o dwóch takich, którzy zniszczyli pokój”

  1. „Dła nam przykład Sarkozy” – ze do tzw. głów państw mozna strzelać. Maja tez dziwki i bekarty – do nich tez mozna. Oraz do miłosmierdników, którzy raczą to potepiac w jakiekolwiek imie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.