Trościanko w powstańczej Warszawie

„Wiek klęski” to druga z kolei część trylogii autorstwa Wiktora Trościanki. Związany ze Stronnictwem Narodowym dziennikarz w wydanej w Londynie w 1971 r. nakładem Polskiej Fundacji Kulturalnej powieści opisuje dalsze losy Michała Oszurki, znanego czytelnikowi już z pierwszej części cyklu, zatytułowanej „Wiek męski”.

Losy głównego bohatera przywodzą na myśl biografię samego autora. W „Wieku męskim” rozstajemy się z powieściowym Michałem Oszurką, gdy po przegranej wojnie obronnej 1939 roku wraca wraz z żoną Marylką do zajętego przez Armię Czerwoną Wilna. W Wilnie, doświadczając kolejno okupacji litewskiej i radzieckiej, pozostaje aż do wkroczenia wojsk niemieckich. W mieście jest świadkiem m.in. masowych wywózek Polaków w głąb Rosji oraz tragicznego losu Żydów na terenach zajętych przez Niemców. Obserwuje także różne postawy społeczeństwa – od oportunizmu, a czasem wręcz aktów zaprzaństwa i zdrady przedstawicieli lokalnej inteligencji i ziemiaństwa, aż po dowody bohaterstwa związane z rodzącą się konspiracją.

Tytułowy wiek klęski, poza nawiązaniem do twórczości narodowego wieszcza, symbolizuje kolejne wydarzenia z życia bohatera, zarówno na gruncie osobistym (rozstanie z żoną, nieudana próba przedostania się do wojska na Zachód), jak i narodowym (przegrana wojna, okupacja terytorium całego państwa). Po licznych perypetiach dociera do okupowanej Warszawy. Stolica wciąga go szybko w wir podziemnej działalności politycznej. Michał powraca do macierzystego Stronnictwa Narodowego, w szeregi Narodowej Organizacji Wojskowej. Podczas jednego z pierwszych konspiracyjnych spotkań Oszurko trafia na zebranie Grupy „Szańca”, na wykład profesora Karola Stojanowskiego. Jest świadkiem rozłamu organizacyjnego, który na tle przystąpienia NOW do Armii Krajowej dotknął Stronnictwo w roku 1942. Nastąpił wówczas „trwały rozłam organizacyjny na wszystkich szczeblach, co z jednej strony osłabiło potencjał włączony do AK, z drugiej zaś stworzyło podstawy nowej formacji wojskowej pn. Narodowe Siły Zbrojne” (K. Komorowski, „Polityka i walka. Konspiracja zbrojna ruchu narodowego 1939-1945”, Warszawa 2000). Trościanko w następujący sposób opisuje jedno ze spotkań, które poprzedziły rozłam: „Witek i Adam z «Szańca» trzymali się sztywno (…) siedzieli nieporuszeni. Nie podjęli żadnej dyskusji.

– Więc? – pytał Janek.

– Nie mamy nic do powiedzenia. Nasza decyzja zapadła. Do scalenia nie

pójdziemy, zarządzeń Prezydium i Karola (ppłk Józef Rokicki komendant główny NOW – przyp. M.M.) nie uznamy, w oddziałach wojskowych my a nie wy znajdziemy posłuch.

– Więc – rozłam? Pójdziecie z ONR-em?

– Tak. Z każdym, kto za cel swój obierze Wielką Polskę i rewolucję

narodową”.

Michał Oszurko utrzymuje kontakt z najważniejszymi osobami w ramach konspiracyjnego SN – Stefanem Sachą, Karolem Stojanowskim, Józefem Rokickim, Janem Bajkowskim. Interesujący jest szczególnie powieściowy opis pełniącego funkcję prezesa Zarządu Głównego SN Stefana Sachy: „Głos miał niski, przyjemny. Znać było znakomitego mówcę, bo mówił nie tylko skończonymi zdaniami, ale całymi okresami, w których nie było zwykłych w potocznej mowie powtarzań się, wtrącanych bez związku słów. Pod rudymi wąsami miał wąskie, równe usta, szlachetny rysunek nosa, wysokie czoło i bardzo przerzedzone włosy. Najwyrazistsze, obok głosu, były jego jasne oczy, patrzące prosto. W całej postaci Stefana było połączenie polskiego chłopa z sylwetką magnata. Mógł z tą twarzą, wąsami i oczami być równie dobry w polu, z kosą, z pługiem czy w siejbie, jak na senatorskim krześle, na koniu z hetmańską buławą, w boju (…) Oszurko przyglądał się teraz dostrzegalnej za stołem połowie postaci Sachy, jego nogom pod stołem, rękom na blacie. Leżały wyciągnięte, dłońmi do dołu. Ubranie miał bardzo wytarte, koszula w kilku miejscach podarta, mankiety wystrzępione. Buty w wielu miejscach popękane, ze zdartymi obcasami. Wszystko świadczyło, że ich właściciel nie należy do «klas posiadających». W rzeczywistości nie posiadał nawet mieszkania. Z teczką i paroma w niej drobiazgami codziennego użytku, chodził od domów do domów, które go skrywały. Od pierwszych chwil okupacji figurował wysoko na liście tropionych przez Gestapo. Jadał, albo nie jadał. Zmieniał małe kawiarnie na spotkania. Trudny na przestrogi. Mówił, że to jego forma służby wojskowej, jego zdolność manewrowania. Nie prowokował, ale i nie chował się przed nią… Lubił się odwoływać do wielkich przykładów. Znał literaturę antyczną. Lubił recytować po grecku z «Obrony Sokratesa» czy z «Persów». Zamykał rozmowę heksametrem z «Iliady» czy «Odysei»”.

Trościanko w ciekawy sposób opisuje także funkcjonowanie okręgu stołecznego SN, na którego czele stał Tadeusz „Prus” Maciński: „Wprowadzili u siebie żelazną, przesadną dyscyplinę ze wszystkimi meldowaniami się i odmeldowywaniami, z numerami zamiast pseudonimów i zawziętością przeciw sanacji. Z ich Szkoły Podchorążych wychodzili coraz to nowi dowódcy plutonów, młodzież Żoliborza, Woli, śródmieścia, Pragi. Z czasem uważali się za elitę, gwardię NOW, podejrzliwie patrząc na rozkazy Dowództwa czy przypadkiem nie zechce ich «ujarzmić»”. Powieść opisuje szereg epizodów z dziejów narodowej konspiracji wojennej, w tym m.in. tajemnicze zabójstwo Jana Bajkowskiego – redaktora naczelnego „Walki” i kierownika Centralnego Wydziału Propagandy Zarządu Głównego SN, aresztowanie Stefana Sachy, czy wydanie podziemnego tomiku poezji zatytułowanego „Słowo Prawdziwe”.

Bardzo interesujący jest także wątek Rosjanina – Koli: „Mikołaj Arciszewski, porucznik rezerwy, był tylko w połowie Polakiem. W równym stopniu czuł się Rosjaninem (…) W czasie kampanii wrześniowej dostał się w ręce sowieckie. Kola postanowił, że druty obozu nie dla niego. Zgłosił się do NKWD, oświadczył, że zawsze czuł się Rosjaninem, że chce służyć swojej właściwej ojczyźnie i gotów jest podjąć się każdych zadań. Kola miał wdzięk. Zrobiło to wrażenie nawet na enkawudzistach. Wzięli, przeszkolili. Po wybuchu wojny sowiecko –niemieckiej przerzucili tutaj. Dostał stopień sztabowego oficera czerwonej armii. Pracował w wywiadzie wojskowym. Ale i dla celów swojej nowej pracy i z sentymentu – bądź co bądź był także Polakiem – zaczął się kręcić po naszych ścieżkach. Najpierw czarował Andrzeja. Roztaczał przed nim szerokie perspektywy Imperium Słowiańskiego od Pacyfiku do Atlantyku. Dla Polaków rezerwował honorowe miejsce”.

Michał Oszurko jako mieszkaniec Kresów Wschodnich przedwojennej Rzeczpospolitej wysyłany jest przez władze Stronnictwa z misjami kurierskimi do Wilna i Lwowa. Po jednej z wypraw na Kresy Oszurko opisuje m.in. tragiczne wydarzenia rozgrywające się na Wołyniu, mające swój początek w lipcu 1943 roku: „Fala mordu przyszła z północy, z Wołynia, gdzie oddziały ukraińskie, uzbrojone przez Niemców, wycinały w pień całe wsie polskie, paląc je i równając z ziemią. Ludność polska skupiała się w zamkniętych osiedlach-warowniach, tak zwanych bazach samoobrony. Sienkiewiczowskie sceny z Trylogii powracały, tym razem setki kilometrów na zachód od stepów Zaporoża i jarów Podola. Hasłem politycznym rzezi było: «Lachy za San», a mapy ukraińskie rysowały granice Wielkiej Ukrainy u bram Krakowa. Tak oto – raz jeszcze – kończył się mit federacyjny, który już raz przyniósł klęskę wyprawy kijowskiej. Nie nauczeni tą klęską, snuli marzyciele dalej swe sny «Międzymorza», w którym Wielka Ukraina sprzymierzona z Rzeczpospolitą miała stanowić trzon mocarstwowy w środkowej i wschodniej Europie. Za to płaciły teraz tysiące Polaków”.

Ostatnią z tytułowych klęsk stanowią dramatyczne wydarzenia Powstania Warszawskiego. Trościanko dobrze oddaje m.in. ówczesne nastroje panujące w Warszawie: „Ktokolwiek według swoich rachunków i z sobie wiadomych powodów wydał rozkaz w Warszawie, aby porwała się na potęgę niemiecką, był na pewno niezłym psychologiem. Znał uczucia tych setek tysięcy bitych, znieważanych, poniewieranych. Wiedział jakim echem odezwą się pierwsze strzały podziemnego wojska, jakie uczucia wzbudzi pierwszy żandarm niemiecki z rękami podniesionymi do góry. Ktoś, kto to wszystko wpisał w swe kalkulacje, był dobrym psychologiem, nawet jeśli był złym strategiem i złym politykiem”. W powieści ukazane są także spory poprzedzające wybuch walk. Jeden z rozmówców Oszurki, jego przedwojenny adwersarz polityczny, mówi: „…jesteście także ruchem politycznym! Nie zgadzałem się z wami w programie wewnętrznym, społecznym, w egoizmie narodowym, w ciasno wyznawanym katolicyzmie. Ale podziwiałem zawsze waszą trzeźwość w polityce międzynarodowej, w ocenie Niemiec i Rosji. Dziś ta ocena potrzebna więcej niż kiedykolwiek. Dziś Polsce grozi zagłada z jednej i drugiej strony. To wy powinniście rzucić hasło ocalenia narodu. Wy, którzyście umieli być niepopularni, odżegnując się od romantyzmu”. Członkowie SN i NOW, mimo krytycznej oceny sensu i szans Powstania, po jego rozpoczęciu włączają się aktywnie do walki.

Autor powieści w czasie Powstania pełnił służbę w Wydziale Propagandy KG NOW redagując m.in. staromiejskie wydanie „Walki” (w powieści cytowane są fragmenty zamieszczanych w niej tekstów). Był uczestnikiem i świadkiem opisywanych w utworze wydarzeń – walk oddziałów NOW – baonu „Gustaw” i kompanii „Grażyna”, zdobycia gmachu PAST-y, staromiejskiego piekła ludności cywilnej oraz dramatycznego odwrotu kanałami ze Starego Miasta do Śródmieścia. „Walka” towarzyszyła żołnierzom do ostatniego dnia Powstania (ostatni numer ukazał się 1 października 1944 r.), wychodziła nieprzerwanie także w najcięższych okresach: „Linie bojowe Starego Miasta zwęziły się do kręgu, który każdy zna. «Walkę» jeszcze uparci zecerzy składali z uratowanych przez siebie kaszt, a drukarze przy pomocy każdego kto żyw, kto jeszcze ruszał rękami, odbijali na maszynie, kręconej korbą. Jeszcze świeże numery, z orłem siedzącym na bolesławowym mieczu, błyskały na kawałkach ruin, przechodziły z ręki do ręki”. Powstanie, mimo ogólnonarodowego charakteru, nie zażegnało dawnych antagonizmów, wciąż wyraźne były uprzedzenia kadry dowódczej AK do oddziałów NOW: „…w Michale przelewała się gorycz. Resztki batalionu «Gustaw» ze stratami przekraczającymi 70% stanów, zostały przez nowego dowódcę odcinka rzucone do walki, zamiast pójść do odwodów, lizać rany i odbudowywać uzupełnienia.

– «Gustaw» to narodowcy. Mogą walczyć i ginąć… – rzucił twardo pułkownik. – Śpiewali: «Wielkiej Polski moc to my» – niech teraz pokażą”.

Po upadku Powstania jego uczestnicy trafili do obozów niemieckich na terenie Niemiec, gdzie żołnierze AK spotykają żołnierzy września 1939 roku. Jednym z nich jest major Henryk Sucharski, który w rozmowie z głównym bohaterem deklaruje: „Niepotrzebne żadne legendy. Potrzebne jest to, czego w literaturze uczył Wyspiański, a w polityce Dmowski. Dlatego, panie poruczniku, ja oficer służby stałej, zbliżyłem się do was (Stronnictwa Narodowego – przyp. M.M.), choć bez formalnego związku, bo przecież chcę i po wojnie jeszcze być czynny w wojsku a nie w polityce”.

Drugą część powieściowego cyklu Wiktora Trościanki można z powodzeniem uznać za zbeletryzowaną historię dziejów narodowej konspiracji wileńskiej i warszawskiej w czasie ostatniej wojny. Sam autor w jednym z listów do Tadeusza Bieleckiego nie ukrywał, że książkę poświęcił „upamiętnieniu roli ruchu narodowego w walce o Polskę”. Powieść, mimo krytyki jaką wywołała w niektórych emigracyjnych kołach, spotkała się także z należnym jej uznaniem: „Za «Wiek klęski» Trościanko zdobył nagrodę londyńskich «Wiadomości» w 1971 r.” (K. W. Tatarowski, „Literatura i pisarze w programie Rozgłośni Polskiej Radio Wolna Europa”, Kraków 2005). Z całą pewnością warto też, aby któraś ze współczesnych oficyn wydawniczych dołożyła starań o ponowne wydanie tej ważnej polskiej powieści.

Maciej Motas

Wiktor Trościanko, „Wiek klęski”, Polska Fundacja Kulturalna,

Londyn 1971, ss. 446.

Myśl Polska, Nr 31-32 (4-11.08.2013)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *