Tusk i notatka ABW

Dziś krótko o głośnej już notatce ABW w sprawie Amber Gold. Agencja napisała ją bodajże 24 maja, a – wedle rozlicznych mediów – premier albo miał jej nie przeczytać (chociaż wczoraj mówił, że zna jej treść), albo przeciwnie – przeczytał i zamiast obywateli poinformował syna.

Zapanowało wielkie zamieszanie. Bo zdaniem wielu – każdy z tych scenariuszy premiera obciąża. Owo obciążenie jest jednak – moim zdaniem – wytworem najczystszego, politycznego chciejstwa. Dlaczego?

Po pierwsze: by coś w tej sprawie stwierdzić, trzeba by ustalić co – w dniach pobliskich dacie 24 maja, ale i tej drugiej, sierpniowej – Donald Tusk konkretnie robił. Żeby było jasne – ja tego nie wiem. Wiem jednak, że mógł w tym terminie załatwiać sprawy dla Polaków ważniejsze niż z lupą w dłoni, zapoznawać się z informacją o jednej – pewnie niestety z kilku funkcjonujących w Polsce – piramid finansowych.

I tak, na stronie Kancelarii Premiera, czytamy, że samego 24 maja Donald Tusk „wziął udział w rozmowach szefów państw i rządów UE, poświęconym m.in. kwestiom wzrostu gospodarczego oraz przygotowaniu czerwcowej Rady Europejskiej. Wcześniej szef rządu omówił z przewodniczącym PE bieżącą sytuację na Ukrainie w kontekście Euro 2012” (link do strony Kancelarii).

Dziś straty klientów Amber Gold szacowane są na jakieś 250 milionów złotych. Na ile szacowała je 24 maja ABW? Na 5, 10, czy 20 milionów złotych? Czy wówczas była to sprawa wymagająca interwencji? Czy choćby to spotkanie premiera nie mogło być ważniejsze od jednej z dziesiątek codziennych notatek ABW? Moim zdaniem mogło. Dziś słyszymy, że w budżecie Poznańskiego Magistratu brakuje jakieś 50 milionów złotych. Nie znam pragmatyki ABW, ale być może dziś Agencja także o tym pisze. Czy w związku z tym Donald Tusk powinien stawiać na nogi służby specjalne? Moim zdaniem nie. Podobnie sytuacja mogła wyglądać w maju, w kwestii Amber Gold.

Po drugie: sprawa kantu Plichty. Medialny szum wokół tego wydarzenia przypomina mi niestety rwetes, jaki robiła Telewizja Roberta Kwiatkowskiego wokół reformy zdrowia rządu Jerzego Buzka. Przykład jednej karetki, która w 40 milionowym kraju nie dojechała na czas do pacjenta urastał do rangi koronnego dowodu na to, że z winy AWSowskich reform Polacy masowo umierają na ulicach. Tak jest i tym razem. Spora grupa oszukanych klientów zręcznego oszusta może być dowodem na błąd tego czy innego prokuratora, sędziego czy kuratora, ale nie na – tak chętnie kreślony przez opozycję – obraz totalnego rozkładu państwa. Czy przypadek – niewątpliwie sprawniejszego od Plichty w złodziejskim procederze Bernarda Madoffa – ktoś podnosi jako koronny dowód na kompletny rozkład wymiaru sprawiedliwości USA? Warto zaapelować do zwolenników takiej tezy o choć odrobinę szacunku dla własnej inteligencji.

Wreszcie sprawa trzecia: czy skoro Tusk notatkę czytał, to mógł przekazać jej treść synowi. Pewnie technicznie mógł tyle, że jest to czysta hipoteza. Bo wiedza choćby o dziwnie tanich biletach linii OLT była dość powszechna. I sugestia o tym, by syn na ową dziwność uważał nie jest jeszcze równoznaczna z przekazywaniem treści notatek ABW. A może inaczej. Jest równoznaczna. Jak ma się złą wolę i polityczny interes.

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Tusk i notatka ABW”

  1. Obrona rzadu Tuska, ktory umaczany po glowe jest w tym gownie jest obrzydliwa. Niemniej jednak, nalezy te sprawe ustalic. Libicki musi od czasu do czasu wylizac buty premierowi, bo posadka senatora jest niezla fucha, a premieru Tusku narazac sie nie wolno.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.