Utopia cywilizacji łacińskiej. Polemika z Magdaleną Ziętek

Magdalenę Ziętek do niedawna bardzo wysoko ceniłem – jako filozofa i publicystkę. Do nawet bardzo niedawna. Niestety, kilka dni temu opublikowała na portalu konserwatyzm.pl tekst „Normy etyczne a polska racja stanu”    (https://www.konserwatyzm.pl/artykul/12227/normy-etyczne-a-polska-racja-stanu) i czar prysł. Kompletnie gdzieś odleciała – w rejony oderwanych od życia teorii, niespójnych logicznie i nie mających nic wspólnego z rzeczywistością. Ale to drobiazg wobec samobójczego obnażenia i ośmieszenia jej własnej wizji świata, jej czołowej idei o wyższości „cywilizacji łacińskiej” nad „cywilizacjami gromadnościowymi”.

Co pisze Magdalena Ziętek

Oto w skrócie jej tezy:

1.      Charakterystycznym rysem polskiej tradycji politycznej jest „przywiązanie do ideału prymatu etyki nad prawem”, często nieświadome.

2.      U innych państw tego nie ma, bo opierają się na innych „systemach sterowania społecznego”.

3.      Podstawowy problem polskich polityków polega na tym, że tego [iż inni stosują inne „systemy sterowania społecznego”] nie rozumieją.

4.      Jeśli Polska kieruje się normami etycznymi, to – wg Magdaleny Ziętek – zasadniczą kwestią jest pytanie – jakimi normami i kto je Polakom narzuca?

5.      Odpowiada na to pytanie jasno, zdecydowanie i bez wątpliwości. Wszystkiemu winien jest mason Jan Józef Lipski i etyka chrześcijańska, którą ten narzucił swoim uczniom. Precyzyjnie mówiąc, nieszczęście wzięło się stąd, że mason głosi etykę chrześcijańską i usiłuje ideę demokracji ugruntować w sferze moralności a nie ideologii.

6.      Nieszczęście Polski polega na tym, że nie tylko politycy, ale nikt w Polsce nie zastanawia się, czy inne państwa też kierują się etyką w polityce.

7.      Co gorsza, „programowanie etyczne”, czyli narzucanie innym zasad etycznych, „jest jedną z podstawowych strategii działania masonerii”. Ten, kto „definiuje treści norm etycznych”, kontroluje kraj. 

8.      Do przejęcia przez masonerię kontroli nad Polską mogło dojść, ponieważ osłabł „autorytet Kościoła”.

Ta cała argumentacja w moim streszczeniu jawi się dość komicznie, jakbym chciał Magdalenę Ziętek ośmieszyć, ale wystarczy jej tekst uważnie przeczytać, żeby stwierdzić, że tak nie jest. Starałem się przedstawić jej rozumowanie najlepiej, jak umiałem. Jeżeli wygląda ono śmiesznie, to nie dlatego, że coś przedstawiłem w karykaturalnej formie, ale dlatego, że ono takie jest.

Czy polscy politycy kierują się zasadami etycznymi?

Wychodzi Magdalena Ziętek od konstatacji, bardzo słusznej, że polska polityka zagraniczna jest nieudolna i Polska przegrywa na wszystkich zewnętrznych frontach. Wszystko przez tradycyjne u nas – często nieświadome – przywiązanie do zasad etycznych. Przykładem może być ostatni przewrót polityczny na Ukrainie, który Polacy w swojej masie poparli, gdyż rzekomo stały za nim motywacje etyczne. Żeby taką tezę postawić, trzeba mieć naprawdę ograniczoną percepcję wydarzeń o charakterze politycznym.

Po pierwsze, nie jest prawdą to powszechne poparcie. Komentarze na forach internetowych w większości odbiegały od tonu rządowej propagandy.

Po drugie, poparcie przewrotu na Ukrainie przez polskich polityków nie wynikało z etycznego uprawiania polityki. Gdyby tak było, politycy zmierzyliby się najpierw z podstawowymi kwestiami stosunków polsko-ukraińskich w ich aspekcie etycznym, a tego nie zrobili. Przeciwnie, uciekali od tych kwestii. Wystarczy tu wskazać na unikanie problemu zbrodni banderowskich i bardzo niemoralne marginalizowanie ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.

Po trzecie, etyczne podejście szuka winy najpierw u siebie, więc kolejne zagadnienie, jakie powinno wypłynąć, powinno być pytanie – w jakim stopniu mu Polacy jesteśmy winni tym zbrodniom? Taka refleksja była w mediach nieobecna.

Po czwarte, etyczne podejście przejawiałoby się refleksją nad motywami, celami i w ogóle potrzebą majdanowej rewolucji, a tej refleksji nie było. Mieliśmy do czynienia z bezkrytycznym poparciem tego buntu i propagandowym budowaniu pozytywnego wizerunku buntowników przez polityków i media głównego nurtu.

Gdyby taka refleksja się pojawiła, musiałaby zmierzyć się z następującymi wątpliwościami:

1. Jak się w ogóle ma siłowe obalanie demokratycznie wybranego, legalnego rządu do demokracji?

2. Czy dziś może ktoś, patrzący moralnie na politykę, z czystym sumieniem nawoływać do „europeizacji” swojego kraju? Toż to pojęcie jest dzisiaj tożsame z demoralizacją! A protestujący na Majdanie właśnie „europeizacji” chcieli.

Moralna akceptacja przewrotu na Ukrainie przez opinię publiczną – jeśli w ogóle z tym mieliśmy do czynienia – wynikała z:

1. nacisku propagandy,

2. bezmyślności tej opinii (braku refleksji nad „demokracją”, która obala demokratycznie wybrany rząd),

3. ewentualnie polskiej romantycznej tradycji insurekcyjnej, która nakazuje zawsze stawać po stronie buntowników.

Obnażenie utopii „cywilizacji łacińskiej”

Co w tym wywodzie jest istotnego, to nieświadome zdegradowanie całej utopii „cywilizacji łacińskiej”, wziętej z historiozofii Feliksa Konecznego, z podstawową  jej zasadą „prymatu etyki” w życiu politycznym. To, o co od lat walczy Magdalena Ziętek w swoich tekstach i co przedstawia jako ideał cywilizacyjny, okazuje się nieodpowiednie dla Polski, gdyż – jej dobro leży Autorce na sercu! Magdalena Ziętek w końcu dostrzegła, że jeśli Polacy będą się kierować etyką w życiu społecznym i w polityce, to inni, którzy etyką się nie kierują, wykorzystają to i wystawią Polaków do wiatru. W relacjach międzypaństwowych nie istnieje tak duży potencjał wzajemnego zaufania, żeby przywódcy ryzykowali kierowanie się etyką zamiast podejrzliwością i własnym, państwowym, interesem. I jak tu budować „cywilizację łacińską”, skoro owym „prymatem etyki” nie można w praktyce kierować się?

Czy zmieniłoby coś odzyskanie autorytetu przez Kościół, który – w myśl filozofii tomaszowej – ma pełnić rolę kształciciela sumienia i wychowawcy? Nic by nie zmieniło. Kwestia ryzyka związanego z kierowaniem się etyką w życiu – zarówno osobistym, jak i publicznym – jest dylematem każdego chrześcijanina od początku chrześcijaństwa i nierozwiązywalnym na zasadzie prostego „tak” lub „nie”. Chrześcijanin może i powinien kierować się zasadami moralnymi w życiu prywatnym, tzn. kiedy chodzi o jego osobiste postępowanie, jego osobiste relacje z innymi. Powinien przebaczać, nie pamiętać złego, służyć bliźnim z radością w sercu. Czy jednak te zasady można bez zastrzeżeń polecić, jako zasady postępowania w życiu publicznym i polityce, kiedy podejmuje się decyzje dotyczące innych?

Polityka ma swoje prawa i nie pokrywają się one z normami etycznymi. W polityce obowiązuje zasada siły i przebiegłości. Mocniejszy narzuca swoją wolę słabszemu, wykorzystuje go, a pokój udaje się zachować tylko dzięki równowadze sił, tzn. dzięki temu, że strony relacji politycznych dysponują podobnymi siłami i wynik wojny jest niepewny.

Kościół, który naucza, że żadna dziedzina ludzkiego życia nie może być wyjęta z obowiązywania zasad etycznych nie traktuje tej prawdy jako normy ustrojowej, ale jako postulat moralny. Do tego, żeby również w życiu politycznym kierować się zasadami etycznymi powinniśmy dążyć – mówi. Kościół już dawno zrezygnował z wybijania zębów za łamanie postu.

Czy więc mamy do czynienia z dwiema dziedzinami życia, osobistą i polityczną, w których obowiązują całkowicie różne prawa? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. N. Machiavelli widział to inaczej, a św. Tomasz inaczej. Ten dylemat występuje już w Ewangelii, w opisie Męki Pańskiej. I tam znajdujemy jego rozjaśnienie. Nasz Pan został ukrzyżowany, gdyż tego wymagała racja stanu, racja polityczna. Piłat, namiestnik rzymski nad żydowską prowincją, miał za zadanie pilnować porządku i odprowadzania podatków do centrali. Chciał Pana Jezusa ocalić, gdyż dostrzegał absurdalność oskarżeń, ale – polityka ma swoje prawa! Nie mógł dopuścić do zamieszek.

My, chrześcijanie, nie mamy naśladować Piłata, ale Niesłusznie Oskarżonego – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Pan Jezus zdawał sobie sprawę z istnienia nieprzezwyciężalnych praw polityki, mówił bowiem do Piłata: „Nie miałbyś żadnej władzy nade mną, gdyby ci nie była dana z góry”. Tymi słowami informuje go, że zdaje sobie sprawę z faktu, że nie może swobodnie decydować, iż za swoje decyzje będzie musiał odpowiadać przed władcą imperium, że obowiązują go prawa polityki. Sam jednak – Pan Jezus – te reguły kompletnie ignoruje. I dlatego trafia na krzyż.

Albo – albo. Albo się angażuję w politykę, albo prowadzę życie na wzór naszego Mistrza. Jeśli już chrześcijanin koniecznie chce się zaangażować w politykę, powinien przynajmniej mieć świadomość, że w polityce nie obowiązują zasady etyczne. Wiktor Janukowycz, polityk nawet nieszczególnie uczciwy, troszkę tylko raz odstąpił od zasad polityki i zaufał kolegom po fachu, ministrom spraw zagranicznych Polski i Niemiec, i wiemy jak to się skończyło. Stracił władzę, a Ukrainę pogrążył w krwawej wojnie domowej. [Zgodnie z umową sygnowaną też przez R. Sikorskiego i F.-W. Steinmeiera wycofał Berkut, co buntownicy z Majdanu wykorzystali, aby przejąć budynki rządowe i obalić jego władzę.] R. Sikorski i F.-W. Steinmeiera nawet się nie zarumienili. I niech Magdalena Ziętek nie pisze, że polski minister kierował się zasadami etycznymi!

Tak. O prymacie etyki nad polityką można sobie dywagować, ale nie wolno nim kierować się w praktyce politycznej, gdyż to wcześniej czy później skończy się oskarżaniem rodaków o to, że tę zasadę za bardzo wzięli sobie do serca.

Na koniec chciałbym wziąć w obronę masona. Jan Józef Lipski dobrze pisał i wcale nie był takim osłem, jak przedstawia go Magdalena Ziętek w ślad za Stefanem Kisielewskim. Piszę to jako Górnoślązak, który pół wieku przeżył w kraju, w którym żyło się i karmiono atmosferą nienawiści do Niemców i doskonale potrafię rozróżnić walkę o swoje interesy od bezinteresownej wrogości. Ostrzegam przed tym drugim. Przeciwnikom politycznym, czy to Niemcom, czy Rosjanom, wielkiej szkody się tym nie wyrządzi, a duszę narodu można zatruć na wieki.

Piotr Muskała

/ame/

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Utopia cywilizacji łacińskiej. Polemika z Magdaleną Ziętek”

  1. Większość Ojców Kościoła uważała, że państwo, własność i niewolnictwo nie istniały w stanie prelapsarnym. Są więc najwyżej mniejszym złem. Czy to daje jednak prawo do łamania zasad moralnych? Wg św. Pawła władza jest konieczna bo ludzie czynią źle i trzeba ich karcić. Jeśli władza jednak sama będzie zła, to po co nam ona? W imię “racji stanu”, z której Autor robi sobie bożka? Równie dobrze ktoś sobie może zrobić bożka z siebie i np. swojej walki na rynku pracy – bo wicie rozumicie tu są inne reguły, a ja muszę utrzymać rodzinę,jak będę moralny to przegram. I jaka sfera w końcu zostanie,gdzie trzeba być moralny?

  2. Włodzimierz Kowalik Nie lubię dyskutować, kiery rozmówca szermuje etykietkami. Libertarianizm kojarzy mi się z akceptacją i pochwałą wolnej gry sił. Ja jej nie pochwalam, jak tylko piszę, że taka jest rzeczywistość i trzeba się z nią liczyć. Pisząc o polityce, miałem na myśli raczej politykę zagraniczna, gdyż ten temat podjęła Magdalena Ziętek, z która polemizuję. Fraktem jest, że państwa powstawały w wyniku owej wolnej gry sił, jako jej owoc, jako zaplecze materialne i ideologiczne zwyciężców. Potem jednak, w interesie zwycięzców było, aby w państwie zapanował porządek, najlepiej oparty na zasadach moralnych. Na zewnątrz, w stosunkach międzypaństwowych zasada gry sił obowiązuje cały czas. Myślę, że takie podejście jak moje – uznanie brutalnych realiów i chronienie ładu społecznego i politycznego tam, gdzie się da i gdzie warto go chronić – to raczej postawa konserwatywna.

  3. Joker Polityka ma swoje prawa, tak jak ekonomia ma swoje prawa, wojna ma swoje prawa itd. Oficer na wojnie może starać się przestrzegać Dekalogu, ale ceni się go za co innego – męstwo, zdecydowanie, niekiedy za bezwzględność. Nawet chrześcijanin – jeśli walczy w słusznej sprawie – musi zabijać dla tej sprawy.

  4. PiotzZW: A ja nie lubię dyskusji o słowach i tym z czym się komu kojarzą, chyba, że rozprawiamy o języku. Czy ktoś potępienie państwa nazwie libertarianizmem czy doktryną Ojców Kościoła jest mi obojętne. Chodziło o konstatację, że jest złe. Sam Pan przyznał, że państwo jest wynikiem (niemoralnej) wolnej gry sił i jako takie jest moralne tylko wewnątrz i tylko wtedy, gdy to przynosi korzyść dla jego siły. Czyli jest złe. Jeśli taka jest rzeczywistość to Pańska wizja libertarianizmu jest z nią zgodna i może tylko dziwić, że jej Pan nie pochwala. W przeciwieństwie do Pana libertarianie nie uznają zarówno państwa, jako terytorialnego monopolu na przemoc, jak i samej wolnej gry sił (przemocy). Uznają natomiast wolną grę swobodnych umów. Ma Pan istotnie wykrzywiony obraz tej doktryny (nie wypowiadam się, czy jest ona słuszna). Widocznie trudno uchwycić różnicę miedzy przemocą a swobodą. Niedawno dyskutowałem tu bezowocnie z kimś, kto popełniał podobny błąd w odniesieniu do teorii ewolucji. Miał przemoc za jedyne możliwe przystosowanie i odrzucał z tej racji prawdziwość TE. Pan zdaje się uważa podobnie, że przemoc to jedyne możliwe przystosowanie i uznaje za zgodne z rzeczywistością. Św. Augustyn twierdził, zdaje się, że władza bez moralności jest bandą zbójów. Podobny pogląd utrzymywał św. Tomasz. Zmienił to dopiero Niccolò di Bernardo dei Machiavelli. Co do mnie nie odkryję Ameryki, gdy powiem, że władza demoralizuje. Państwo jest moralnym REGRESEM (DEWOLUCJĄ), nie tylko w stosunku do moralności głoszonej przez Jezusa Chrystusa, lecz nawet zwykłej naturalnej moralności. ewolucyjnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *