Uważają Rze Kościół

Druga refleksja jednak jest taka, że paczka zgromadzona wokół Rzeczpospolitej i Uważam Rze to ludzie zbyt inteligentni, żeby tej śmieszności nie widzieć. Kolejna myśl więc musi być taka, że z jakiegoś powodu im to nie przeszkadza. Ba, może w tym właśnie kryje się jakiś komunikat?

Jak zwykle niezawodni bracia Karnowscy przepytują abpa J. Michalika. Początkowo nawet nie przepytują, co właściwie molestuj. Koniecznie chcą wymusić na przewodniczącym KEP jakąś pro-PiS-owską wypowiedź. „Co dzisiaj Ojciec Święty miałby do powiedzenia Polsce, tak straszliwie rozdartej tragedią smoleńską, oceną jej przyczyn i skutków”. „A może upomniałby się o tych, których ból jest wyszydzany, którym kazano szybko kończyć żałobę, nie pozwala się, by ich znicze się dopaliły” – naprowadzają niesfornego hierarchę, który jakoś nie chce rzucić się z pięściami na PO, narodowych zdrajców i wrogów Kościoła. „Zgadza się ksiądz arcybiskup z opinią, że Polska po tragedii smoleńskiej dramatycznie pękła? Niektórzy mówią nawet, że są w Polsce dwa plemiona kompletnie się nierozumiejące. Jedni stawiają znicze, drudzy je gaszą” – niczym niezrażeni Karnowscy dalej liczą na to, że abp J. Michalik w końcu pojmie, o co im chodzi. „A kto upolitycznia?”. „Te winy są równe?”. Przemyski duszpasterz cały czas kluczy i wyraźnie nie chce spełnić oczekiwań ulubieńców Nowogrodzkiej. Hierarcha dalej swoje, że generalnie strony są siebie warte. Idzie torpeda: „Skąd się brała ta agresja? Jej przerażającą skalę pokazuje film Ewy Stankiewicz ‘Krzyż’, choćby obojętność władz na przemoc”. Nic to nie daje i w końcu Karnowscy doczekują się wypowiedzi, która zniechęca ich do dalszego dociskania: „Warto byłoby w takim dniu wyciągnąć do siebie ręce, a tak naprawdę otworzyć na siebie serca. To, że jest to tak trudne, pokazuje skalę upartyjnienia Polski, które niestety postępuje. A przecież nie walka o stanowiska dla swoich zwolenników, ale troska o naród i państwo jest zadaniem polityków”.

Najbardziej hałaśliwa mniejszość zaprzedała duszę PiS-owi, pojawiały się też głosy w drugą stronę, ale każdy, kto zbada wypowiedzi głównego nurtu z łatwością dostrzeże, że cytowana wypowiedź abpa J. Michalika jest bardzo charakterystyczna dla tego, co konsekwentnie mówiło chociażby prezydium KEP.

Są jednak tacy, co stanowisko polskiego Kościoła chcą odczytywać inaczej. Główny tekst tematu napisał P. Semka. Jest on z polskiej hierarchii bardzo niezadowolony. „Episkopat, aby być skutecznym, musi np. w momencie zderzenia z antyklerykałami przyjąć dość jednoznaczną linię”. Ci antyklerykałowie to zjednoczone siły zła od J. Palikota, przez SLD aż po PO. Tyle powiedzieć właściwie wystarczy. Nie trzeba być wybitnie inteligentnym, żeby od razu zrozumieć, bardziej wyraziste popieranie kogo P. Semka zalecałby biskupom, by polski Kościół dał radę stawić czoła zagrożeniu. Autor nawet się zresztą specjalnie nie kryguje wprost waląc między oczy pretensjami do biskupów, że w wyborach prezydenckich nie poparli J. Kaczyńskiego: „Deklaracje Bronisława Komorowskiego, że skoro jest za życiem, to dlatego jest za in vitro, były wyraziście sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Przypomnijmy, że Jarosław Kaczyński pytany w tym samym czasie o in vitro odpowiadał, że ‘w tej kwestii jest katolikiem’. A jednak w przerwie między pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich ani biskupi, ani rzecznik episkopatu nie skrytykowali stanowiska Komorowskiego”.

P. Semka „zapomniał” dodać, że PiS torpedowało w tej sprawie stanowisko zgodne z nauczaniem Kościoła swą ulubioną metodę namnażania projektów. Dokładnie tak samo jak robili w 2007 roku przy próbie nowelizacji konstytucji w kierunku ochrony życia. Mało tego, projekty PiS reklamowane szeroko również przez opanowane przez nich media wcześniej uchodzące za katolickie jak np. Nasz Dziennik, w rzeczywistości zawierały zapisy niezgodne z nauczaniem Kościoła. Podporządkowane były przede wszystkim treści prawa unijnego, a dopiero w drugiej kolejności nauczaniu Kościoła.

Oferta Uważam Rze brzmi jak dobra rada którą otrzymał swego czasu proboszcz w Wilkowyjach: trzeba się jakoś ubezpieczyć przed tym, żeby kościół się nie spalił – mówił gość w czarnych okularach trzymając w ręku zapałki. Ekipa która grała na pierwszej linii sprawy abpa St. Wielgusa wypada dość wiarygodnie w tej roli. Nie trudno też się domyślić, po co z kolei im to jest potrzebne. PiS nie kryje, że poszukuje jeszcze jakichś obszarów eksploracji elektoratu. Z jednej strony jawnie wypowiedziana wojna PSL-owi. Nie cały Episkopat jeszcze trudzi się przy poprawianiu wyborczego wyniku partii której lider nawet jak błądzi, to jest to dobre dla Polski /J. Rymkiewicz/. Łatwo sobie wyobrazić, że jak hierarchia nie będzie chciała ruszyć na PO, to może się okazać, iż znowu znajdą się jakieś kwity o agenturalnej przeszłości tego i owego. Liderzy PiS pokazali przy sprawie abpa St. Wielgusa, że czują się właściwi do obsady stanowisk biskupich. Natomiast kwestie moralne ważne dla Kościoła nie są dla nich specjalnie istotne i zawsze znajdą sposób, by pozornie okazując przywiązanie do nauczania, realne działania storpedują, czego wzorcowy przykład dali w 2007 roku. No a wesołe chłopaki z Uważam Rze są gotowi rozszerzać PiS-owski józefinizm bez wątpienia po to, by zasłużyć się u J. Kaczyńskiego. Żadne czasy nie były tak dobre, jak na Woronicza. No i nikt poza J. Kaczyńskim nie daje szans nawet na to, by marzyć o powrocie.

To samo, co dla P. Semki jest brakiem aktywności który powinien zostać zamieniony na opowiedzenie się po jedynie słusznej stronie, dla hierarchów wygląda zapewne zupełnie inaczej. Nawet z ubolewania wyrażanego co chwilę przez abpa J. Michalika w wywiadzie Karnowskich widać wyraźnie, że biskupi czują się zmęczeni duchowym klimatem w Polsce, a spowodowania go upatrują solidarnie w obu stronach konfliktu. Próbując się nie dawać wkręcać w te absurdalne rozgrywki duszpasterze odsunął się nieco czekając, aż obie psychopatyczne siły zniszczą się nawzajem. Kościół wie ze stuleci doświadczeń, że różne szaleństwa tego świata udaje się niekiedy przeczekać. Nawet kard. St. Wyszyński zdecydował się na tę metodę w najcięższych czasach stalinizmu. Zwyciężył.

Nie bardzo działa najsilniejsza groźba P. Semki – strasznego i okrutnego antyklerykalizmu. Tu nawet nie trzeba się odwoływać do przeczekania, bo z tego rodzaju antyklerykalizmem Kościół żyje w Polsce od tysiąca lat. Rzecz mogła wyglądać niebezpiecznie tylko przez chwilę. Mniej więcej wtedy, gdy J. Palikot przemawiał głosem A. Bielik-Robson i był to projekt głębokiej laicyzacji na wzór Europy Zachodniej. Potem jednak symbolicznie A. Bielik-Robson wyjechała właśnie gdzieś do obszaru który /jak to mawia J. Staniszkis/ przeszedł rewolucję nominalistyczną. J. Palikot pozostał z ludowym antyklerykalizmem spod Biłgoraja.

Ten jednak jest całkiem niegroźny. Był zawsze. Takie ludyczne zabawy jakie zafundował nam nijaki Taras na Krakowskim Przedmieściu. Niesmaczne, ale nie mogące skutkować głęboką przemianą duchową. To mniej więcej coś takiego, co zaprezentował zespół Ruta na płycie „Gore”. „Ksiydza z kazalnicy zrucić. Ksiyże, ksiżye, cóż to za kazanie, jak zobaczysz ładne dzwiywcze, ciugle patrzysz na nie”. Muzyka zresztą świetna.

Kto orientuje się trochę w realiach PO, również ich nie będzie postrzegał jako poważnego zagrożenia dla Kościoła. Rzecz jasna, że wypowiedź B. Komorowskiego o in vitro była debilna, ale w pewnym sensie niesłychanie charakterystyczna dla stanowiska partii D. Tuska. W sprawach moralnych i światopoglądowych są to ludzie, którzy najczęściej nie mają żadnych poglądów i boją się wszystkich. Nie chcą uchodzić ani za tych, co walczą z Kościołem, ani co popierają.

Bardzo charakterystyczne jest pewne zjawisko w senacie. Najdłużej mrożonymi przez B. Borusewicza są projekty uchwał w takich sprawach jak np. głos przeciwko unijnym deklaracjom godzącym w gwarancje ochrony życia sprzed paru lat, a nawet rocznicowa, bodajże już trzyletnia, uchwała w związku z rocznicą śmierci Jana Pawła II. Marszałek jednakowo boi się je odrzucić, jak i przegłosować pozytywnie. To może być irytujące, ale raczej ciężko byłoby udowodnić, iż katolicy mający za sobą doświadczenia XX wieku będę jakoś szczególnie przerażeni.

Przyglądając się temu wszystkiemu wychodzi na to, że jeśli coś dla polskiego Kościoła jest obecnie niebezpieczne, to właśnie zastosowanie się do rad P. Semki. Dokładnie odwrotnie, odbicie pewnych obszarów z rąk partii J. Kaczyńskiego mogłoby przynieść polepszenie. W tym momencie jest bowiem tak, ze wystarczy iż Nasz Dziennik promuje jakąś sprawę, aby PiS-owskie jej zainfekowanie nie pozwoliło poprzeć w polskim sejmie nikomu innemu. To praktycznie odbiera jakiekolwiek pole manewru. Wszystko co ważne dla Kościoła, o ile podoba się też władzom PiS zostanie użyte do walki politycznej bez szans przeforsowania – bo PiS nie ma i nie będzie nigdy miało większości. Jeżeli coś władzom PiS nie w smak, jak np. kwestie ochrony życia, to zawsze po cichu łeb ukręcą namnażając projekty. Trudno dociec, co z tego perwersyjnego układu może mieć Kościół.

Nie można też wykluczyć, że realne zagrożenie laicyzacyjne powróci. W takich sytuacjach PiS też jest raczej kłopotliwym sojusznikiem. O ile kogoś, kto myśli wyłącznie w kategoriach podporządkowania sobie wszystkich można nazywać sojusznikiem. W tych dniach widzimy to na prostym przykładzie. Większość Polaków, w tym zapewne bardzo wielu katolików, mówiąc najłagodniej nie przepada za ugrupowaniem J. Kaczyńskiego. Do tego stopnia, że faktycznie w spisach ludności przedstawiciele narodowości śląskiej mogą odnaleźć się od Stargardu Szczecińskiego po Lesko – skoro bycie Ślązakiem ma być deklaracją anty-PiS-owską. Zapewne, przy deklaracjach laickich może to działać podobnie i w małej skali mieliśmy to już przy sprawie krzyża pod pałacem. Jeżeli bycie katolikiem miałoby oznaczać PiS-owski ryt kultu krzyża jako substytutu pomnika, nie trudno wyobrazić sobie, że ludzie zaczęliby się identyfikować z czymkolwiek innym.

Czy Kościół zdoła przeczekać czasy POPiS-u, czy też spece w rodzaju P. Semki znajdą sposoby na uaktywnienie biskupów i zmuszenie ich do opowiedzenia się po którejś stronie? Obawy są poważne. Przy sprawie abpa St. Wielgusa hierarchia faktycznie nie stanęła na wysokości zadania. Aż strach pomyśleć, że mogłoby się to rozwinąć na szerszą skalę.

Ludwik Skurzak

[aw]

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *