Wali się Polskie Rolnictwo

Pytania dziennikarzy do Ciolosa były dwojakie: przedstawiciele „starych” krajów dopytywali się o ile mniej one dostaną, a także czy jest szansa na zmniejszenie biurokracji dzielącej środki. Ci z nowych państw członkowskich dociekali czemu wciąż tutejsi rolnicy będą dostawać mniej niż ich konkurenci z Zachodu. Również odpowiedzi Rumuna można podzielić na dwie grupy. Te szczegółowe komisarz zbijał zasłanianiem się brakiem decyzji KE i Parlamentu ostatecznie przyjmujących WPR i całokształt przyszłego budżetu Unii. Nad tymi ogólnymi Ciolos rozwodził się zastanawiając np. czy własne dzieci zachęcałby do zajęcia się rolnictwem. Tak czy siak niczego mądrego nie sposób się było dowiedzieć.

Nie lepiej od brukselskich nadzorców wypadli ich polscy pomocnicy. Delegowany przez Warszawę wicedyrektor DG AGRI Jerzy Plewa pytany przez dziennikarzy nie umiał bez kartki i asystenta odpowiedzieć nawet ile wynosi aktualnie dopłata obszarowa dla polskiego rolnika. Może to tłumaczyć czemu polegliśmy w negocjacjach o większe pieniądze…

Środków na unijne rolnictwo ma być generalnie tyle samo, co obecnie. Sęk w tym, że znacznie trudniej niż dotąd będzie po nie sięgnąć. Ogólnie podział budżetu UE w ramach WPR przedstawia się następująco:

                                                                                                       mld eu

Filar I Płatności bezpośrednie i wydatki rynkowe:                              317,2

Filar II Rozwój Obszarów Wiejskich:                                                101,2

Ogółem:                                                                                          418,4

Ponadto fundusze dodatkowe:

Bezpieczeństwo żywności:                                                                     2,5

Osoby najbardziej potrzebujące:                                                            2,8

Rezerwa na wypadek kryzysu w sektorze rolnictwa:                               3,9

Europejski fundusz dostosowania do globalizacji: do                               2,8

Badania i innowacje w dziedzinie bezpieczeństwa żywnościowego, biogospodarki oraz zrównoważonego rolnictwa:                                                                                               5,1

Ogółem:                                                                                         do 17,1

Jak widać z drugiej części zestawienia, biurokraci zawczasu zabezpieczyli sobie środki do dysponowania poza zasięgiem nawet krajowych agencji płatniczych i rządów, jednak nawet nie to budzi zasadnicze zastrzeżenia w odniesieniu do zaprezentowanego wreszcie (dziwnym trafem dopiero po wyborach w Polsce, choć pierwotnie planowano ujawnienie założeń na 5 października) programu.

Po pierwsze dopłaty w Polsce wprawdzie zbliżą się do średniej unijnej, ale nie dlatego, że wzrosną, tylko dlatego, że spłaszczą się nożyce między krajami uprzywilejowanymi, a najbardziej pod względem płatności uprzywilejowanymi. Po prostu: Malta dostanie niej, Łotwa więcej, średnia spadnie o 10 proc. i Polska będzie bliżej tej prostej na unijnym układzie współrzędnych. Nie zmienia to jednak faktu, że obecnie polski rolnik dostaje 215 eu na hektar przy unijnej średniej 271 eu/ha, a po zmianie będzie dostawał ok. 239 eu/ha przy średniej 266 eu/ha. Głośno ogłaszana poprawa i „wyrównanie szans” sprowadza się więc do 100 zł za hektar w skali roku. W zakresie płatności podstawowych ciągu czterech lat 2014–2018 ogólny urobek Polski wyniesie ledwie ok. 83 mln eu.

Po drugie, jak to w Unii bywa, mówi się „uproszczenie”, a wprowadza dalsze skomplikowanie procedur. Wprawdzie drobny rolnik będzie mógł uciec na szybszą ścieżką dopłat, ale wówczas zablokuje sobie szanse rozwojowe, odetnie sobie bowiem drogę do innych dostępnych możliwości finansowania w zamian za mniej rygorystyczne podejście przede wszystkim do nowych, surowych norm ekologicznych. W zamian za słabszą kontrolę i bez konieczności ponoszenia nakładów na wydumaną „ochronę środowiska” (ale wciąż w ramach coraz bardziej ograniczających przepisów implementowanych do systemu krajowego prawodawstwa) drobni producenci (czyli użytkownicy blisko połowy użytków rolnych w Polsce) będą musieli ograniczyć się do dopłat na poziomie między 500 do 1000 euro rocznie (ustali to rząd krajowy rozdysponowując 10 proc. przypadającej na dane państwo członkowskie puli).

Reszta będzie musiała zmierzyć się z niezmienionym (mimo sprzeciwu polskich organizacji rolniczych) priorytetem „zazieleniania”, czyli uznaniem, że celem rolnictwa nie jest produkcja rolna, tylko ochrona środowiska (sic!). Temu ma służyć dalsza rozbudowa dotychczasowych obszarów Natura 2000 (tym razem w formie tzw. zielonej infrastruktury), a także obowiązki nakładane bezpośrednio na rolnika, jak konieczność prowadzenia co najmniej trzech upraw (tak, tak, Komisja Europejska po dziesięciu stuleciach lat ponownie odkryła korzyści trójpolówki!), czy pozostawienia 7 proc. użytków rolnych danego gospodarstwa jako terenu zielonego. Wszystko to zaś obwarowane surowymi karami, do utraty prawa do dopłat (różnego typu) włącznie. Ograniczenia dotkną też wszystkich nie mieszczących się w kategorii „aktywny rolnik”, czyli m.in. nieuzyskujących odpowiedniego kryterium dochodowego ocenianego na podstawie… źródeł pozarolniczych, co stanie się zapewne dodatkowym batem na małe gospodarstwa rolne dominujące na Ścianie Wschodniej, od dawna nie pasujące do ideału fanom produkcji wielkohektarowej z Polskiego Stronnictwa Farmerskiego.

Co zabawne, KE nagle próbuje część swoich decyzji tłumaczyć „wymogami kontynuowania polityki prorynkowej”, niestety akurat znowu na tych polach, w których jest to niekorzystne dla polskich producentów. Chodzi tu m.in. odchodzenie od kwotowania cukru i mleka, a także zakończenie wsparcia dla kazeiny i chmielu, czy ograniczenie możliwości finansowania produkcji tytoniu. Nie należy zresztą mieć złudzeń, że w tym przypadku brukselscy urzędnicy zapałali nagłą sympatią dla zasad wolnego rynku. Mamy raczej do czynienia z dalszymi działaniami mającymi utrwalić już dokonane podziały na rynku europejskim i zawłaszczenia środków produkcji na rynkach krajowych.

Ocena dokumentu Ciolosa, nazwanego myląco „propozycjami ustawodawczymi Komisji” nie może być inna, niż negatywna, stąd krytyczne stanowisko (poniewczasie) zajęło nawet warszawskie ministerstwo rolnictwo, choć trudno uwierzyć, by było ono zaskoczone ostatecznie przyjętymi zapisami. Z kolei sami komisarz zaatakowany na forum Komitetu COPA–COGECA przez przedstawicieli polskich związków rolniczych odpalił bezczelnie: „nie podoba się wam nowa WPR, to jej sobie nie stosujcie, nie dostaniecie wtedy nic!”. Rada ta oburzyła Polaków, tymczasem przecież można by ją potraktować dosłownie, tylko odnieść szerzej, do całej polityki ekonomicznej Wspólnot Europejskich. Może najwyższych czas zastanowić się nad niestosowaniem tych jej elementów, które nie są zgodne z naszymi interesami ekonomicznymi? Że kwestionowałoby to obecny kształt Unii, uformowanej już na kształt jednolitego organizmu (krokiem w tę stronę jest też WPR, redukująca możliwość dopasowywania się do realiów i zaszłości poszczególnych państw członkowskich) – tym lepiej. Jeśliby zaś komuś taki plan nie odpowiadał, to może wypadnie powtórzyć za naszymi francuskimi kolegami sprzed 80 lat: „Haut les fourches!”, co na polskie przekłada się „kosy na sztorc!”

Konrad Rękas

autor jest doradcą Związku Zawodowego Rolników Polskich, z ramienia Związku Zawodowego Rolników OJCZYZNA ekspertem w grupach roboczych COPA–COGECA

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Wali się Polskie Rolnictwo”

  1. „Autor jest doradcą Związku Zawodowego Rolników Polskich” padłem na twarz po prostu. Przez chwile wydawało mi się, że jestem na lewica.pl a nie na konserwatyzm.pl Żona startuje z ramienia partii trockistowskiej, a mąż doradza związkowi zawodowemu. Czy to jest jakaś prowokacja panie Adamie?

  2. …jak wiadomo bowiem, we współczesnej Polsce największym problemem cywilizacji łacińskiej są związki zawodowe (zwłaszcza rolnicze) i obowiązkiem każdego porządnego internacjonalistycznego liberała jest w pierwszy rzędzie wyplenienie tego plugastwa!

  3. Zdecydowanie uważam, te zmiany za poprawę. Przynajmniej płaci się za coś. Za odejście od wielkich monokulturowych upraw i za współtworzenie zielonej infrastruktury. Przynajmniej coś mamy od rolników za płacenie im dopłat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.