Walsh: Tak, jestem pro-life, bez wyjątków

Wczoraj, gdy tysiące działaczy pro-life demonstrowało w Waszyngtonie podczas największej tego typu manifestacji na świecie, ich rzekomi reprezentanci z Partii Republikańskiej znów ich zdradzili.

Pod przywództwem tchórzy, takich jak reprezentantki Renee Ellmers z Północnej Karoliny i Jackie Walorski z Indiany, republikańskie błazny, które nie są nawet w stanie przegłosować niezwykle popularnej legislacji konserwatywnej w Kongresie kontrolowanym przez republikanów, porzucili inicjatywę zakazania aborcji po 20 tygodniu ciąży.

Właściwie nie dziwi to nawet doraźnego obserwatora polityki. Partia Republikańska (GOP) jest zaludniona przez mięczaków i tumanów i nie mówię tego, jako obelgi, lecz określiłbym jako swego rodzaju obserwację naukową. Mięczaków, ponieważ nawet w najbardziej podstawowy sposób boją się stanąć w obronie nienarodzonych dzieci; i tumanów, ponieważ uważają, że bycie za bardzo za życiem odstraszy kobiety, choć większość z nich opowiada się za życiem. Dodatkowo, ruch pro-life, o czym świadczą uczestnicy Marszu dla Życia, jest zasadniczo ruchem młodzieżowym.

Pozwalają się przekonać liberalnym mediom do większego umiaru w kwestiach obyczajowych, podczas gdy demokraci pędzą coraz bardziej na lewo, dwukrotnie wybierając prezydenta, który uczestniczy w zbiórkach pieniędzy na rzecz Planned Parenthood, popiera dzieciobójstwo i narzuca obowiązkowe finansowanie środków antykoncepcyjnych. Ci republikanie bez charakteru myślą, że aborcja jest sprawą przegraną, ponieważ demokraci mówią im, że tak jest. Tymczasem ci sami demokraci korzystają z każdej okazji, aby włączyć aborcję i „prawa reprodukcyjne” do każdej debaty, wiedząc z góry, że wygrają, albowiem druga strona jest zbyt wystraszona, aby podjąć polemikę.

Było to szczególnie widoczne wczoraj, z republikanami sikającymi ze strachu przed perspektywą bycia nawet trochę przeciwko mordowaniu niemowląt, prezydent Barack Obama wydał radykalnie pro-aborcyjne oświadczenie deklarując, że dzieciobójstwo jest podstawowym prawem konstytucyjnym. I znowu, gdy GOP gramoli się w poszukiwaniu złotego środka w debacie aborcyjnej, lewica daje wyraźnie do zrozumienia, że nie pójdzie na żadne ustępstwa. Chcą, aby wszystkie aborcje były legalne, bezpłatne i przedmiotem naszego uznania. I będą na to nalegać, jednocześnie wmawiając tym głupio uśmiechniętym i łatwowiernym republikanom, że muszą być zrównoważeni w tej kwestii.

Dość tego!

Poważnie, dość!

Liberałowie rozumieją, że aborcja jest kwestią o charakterze absolutnym. Albo jesteś za, albo przeciw. Albo akceptujesz argumentację jednej, albo drugiej strony. I po którejkolwiek stronie się opowiesz, jest czymś zupełnie niemożliwym, aby opowiedzieć za nią częściowo. Najwyższy czas, aby konserwatyści i ich rzekomi reprezentanci w Waszyngtonie poszli na całość. Jeśli jesteś pro-life, musisz być pro-life bezwyjątkowo. Kropka.

Wróćmy do podstaw w tym miejscu i pamiętajmy, że nie można wykorzenić drzewa i jednocześnie go uratować. W moim przypadku oznacza to, iż choć jestem zły, że zakaz aborcji po 20 tygodniu nie przeszedł, jestem jedynie zły z powodów, dla których nie przeszedł. Ostatecznie przecież, ustawa pozwala na aborcje przed 20 tygodniem, w przypadkach gwałtu i kazirodztwa i kiedy życie matki jest zagrożone. Może ktoś powie, cóż, lepsze to niż nic, ale proszę pamiętać, iż ustawa i tak nie wejdzie w życie, Obama zapewne ją zawetuje. Więc ma tylko znaczenie symboliczne i jako symbol przyczynia się do większej dezorientacji, jeśli nie afirmuje wartości każdego nienarodzonego życia.

Stanowisko pro-life musi być takie, że nie dopuszcza żadnych wyjątków, bo inaczej nie będzie miało sensu. Legislacja chroniąca życie musi je chronić bezwarunkowo. W przeciwnym razie stanowi rodzaj autodestrukcyjnego argumentu.

Nie jest to trudne do zrozumienia. Jestem pro-life we wszystkich przypadkach, nawet gwałtu, nawet kazirodztwa i nawet w najbardziej trudnych scenariuszach i mogę to uzasadnić. Ale żeby uzasadnić, musimy wrócić do podstaw, do korzeni.

Więc oto pięciokrokowa logiczna progresja, która wyjaśnia, dlaczego jestem pro-life bez wyjątku:

  1. Każde życie jest święte

Jeśli życie nie byłoby święte, bycie za lub przeciw niemu nie miałoby specjalnego znaczenia. Jest to rzecz, która jest, albo jej nie ma. Ale jeśli życie jest święte, jeśli ma wartość, musimy je bronić i zachować.

  1. Ponieważ nienarodzone dzieci żyją

Nie ma tutaj żadnych wątpliwości. Nawet jeśli popatrzymy na ściśle słownikową definicję, zauważymy, że życie oznacza kondycję, która rozróżnia organizmy od przedmiotów nieorganicznych i organizmów martwych, przejawiającą się we wzroście przez metabolizm, w reprodukcji i zdolności adaptowania do środowiska poprzez zmiany powstające wewnętrznie.

Wszystko to ma miejsce w przypadku nienarodzonego dziecka. Nienarodzone dzieci nie są nieorganicznymi przedmiotami. Nie mogą nimi być, gdyż  martwe rzeczy nigdy nie mogą stać się żywe. Można sobie argumentować  o rozwoju, ale nieżywe rzeczy nie mogą rozwinąć się w rzeczy żywe. To wyraźne przeciwieństwo prawa nauki. Nienarodzone dzieci żyją, ponieważ urodzone osobą żyją i żadna żyjący podmiot nie mógł nigdy wcześniej być nieżywy.

  1. Ponieważ nienarodzone dzieci są ludźmi

Możemy posłużyć się tą samą logiką w tym przypadku. Jeśli coś żyje, musi być częścią jakiegoś gatunku. Nic, co żyje, nie może nie przynależeć do jakiegoś species. Jeśli nienarodzone dzieci nie są ludźmi, są w takim razie innego gatunku, co sugerowałoby, że w trakcie trwania twojej egzystencji, zmieniasz pozycję w drzewie filogenetycznym. To jest oczywiście niemożliwe i absurdalne.

  1. Ponieważ aborcja jest morderstwem

Wiemy, że morderstwo polega na odbieraniu niewinnego ludzkiego życia, w przeciwieństwie do aktów uprawnionej obrony lub wojny sprawiedliwej. Aby aborcja nie była morderstwem, nienarodzone dziecko musiałoby albo być A) nieżywe, B) nie być człowiekiem lub C) nie być niewinne. Ustaliliśmy już, że nienarodzone dziecko żyje i że jest człowiekiem, pozostaje nam tylko kwestia jego niewinności. Aby ocenić brak winy dziecka poczętego (ciągle nie mogę uwierzyć, że w ogóle o tym jeszcze rozmawiamy), myślę, że słownik znów jest znakomitym źródłem. Wskazuje nam, że niewinne oznacza 1. wolne od zła moralnego; bez grzechu; czyste. 2. wolne od prawnego lub szczególnego zła; bez winy. 3.nie związane ze złą intencją lub motywacją.

Jeśli słownik jest tutaj autorytetem, wygląda na to, że nienarodzone dzieci są nie tylko niewinne, ale dosłownie najbardziej niewinnymi istotami ludzkimi pod słońcem.

  1. Ponieważ morderstwo jest złem

Ok, skoro ustaliliśmy czym jest morderstwo i że niemowlęta są mordowane, gdy je intencjonalnie i bezpośrednio zabijasz, pozostaje nam tylko zastanowienie się, czy akt morderstwa jest czymś w ogóle niemoralnym. Lecz jeśli morderstwo nie jest czymś złym, wówczas nie mamy żadnej podstawy, aby nazywać złym cokolwiek innego, gdyż cokolwiek mamy do powiedzenia potępiając jakikolwiek akt, może w sposób pewny mieć zastosowanie przede wszystkim w przypadku morderstwa. Więc, albo morderstwo jest złem, albo nic nim nie jest. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że są osoby w naszym społeczeństwie, które nie dostrzegają zła; które uważają, że wszystko jest względne. Ale te osoby uważają również, że ograniczanie aborcji jest błędem, ponieważ narusza cielesną autonomię, co oznacza, że wprowadzają moralne rozumowanie potępiające morderstwo, co de facto równa się potępieniu aborcji. Ergo, jak na ironię, nie można być za aborcją nie będąc przeciwko aborcji.

Te 5 punktów są fundamentem stanowiska pro-life. Dlaczego nie czynię żadnych wyjątków? Ponieważ te odnoszą się do każdego dziecka kiedykolwiek poczętego w historii świata. Nie dopuszczam żadnych wyjątków, gdyż nie ma żadnych wyjątków. Usuń jeden z tych filarów i nie ma absolutnie żadnego powodu, żeby być przeciwko aborcji.

Czy rozumiesz teraz dlaczego jest nieporozumieniem i przynosi odwrotne skutki od zamierzonych, gdy dołączamy wyjątki do naszego antyaborcyjnego stanowiska? Jeśli aborcja jest dopuszczalna przed 20. tygodniem ciąży, albo jeśli dziecko jest poczęte w wyniku gwałtu lub kazirodztwa, któryś z wyżej wymienionych punktów staje się dyskusyjny. Więc dokładnie który? Gdy mówimy, że czymś akceptowalnym jest abortowanie dziecka poczętego z gwałtu, czy chcemy powiedzieć, iż nie jest człowiekiem? Czy że nie żyje? Czy że nie jest niewinne? Albo, że w tym przypadku, zabicie żyjącego, niewinnego człowieka nie jest czymś złym? Który filar argumentacji porzucamy, żeby być dyplomatycznymi? Wszystkie?

Mówi się nam, że niedoinformowana i umiarkowana osoba wystraszy się tak absolutnego stanowiska pro-life, ale wolałbym, żeby ten człowiek był nieco zaskoczony, niż kompletnie zdezorientowany i wprawiony w zakłopotanie przez tą drugą opcję.

Chwila, więc chcesz powiedzieć, że jesteś pro-life ponieważ życie jest święte i morderstwo jest złem, ale świętość życia i zło morderstwa zależy od okoliczności w jakich zostało poczęte i w jakim jest stadium rozwoju?

Nie można być pro-life z wyjątkami, ponieważ każdy powód uzasadniający twoje stanowisko również ma zastosowanie wobec nich. Owszem, te ewenementy są rzadkie, ale konsekwencje pójścia na kompromis w tych moralnie absolutnych zasadach pro-life są dalekosiężne. Wystarczy popatrzeć na otaczającą nas kulturę i dostrzec moralną ruinę spowodowaną pójściem na ustępstwa z moralnymi absolutami. Gdy przechodzisz od stanowiska X jest złem do X jest złem, za wyjątkiem przypadków A,B i C, de facto twierdzisz, że X jest czymś dobrym w przypadkach A, B i C, ale nie w przypadkach D, E, F, G, H i I. Innymi słowy, przeszedłeś od: X = zło do: X = dobro. Czyli zmieniłeś stanowisko, niezależnie od tego, czy jesteś tego świadomy.

Gdy idzie o życie matki, łatwo jest uzasadnić brak wyjątków, gdyż żadna aborcja nigdy nie jest konieczna, aby uratować życie kobiety. Owszem, można mieć do czynienia z tragicznym scenariuszem, w którym matka potrzebuje leczenia ratującego jej życie, np. chemioterapia, jeśli zdiagnozowano u niej nowotwór w trakcie trwania ciąży, a takie leczenie może spowodować śmierć dziecka. To, co kobieta zdecyduje, zależy od niej, ale jeśli zgodzi się na leczenie, nie abortowała swojego dziecka. Godzi się na procedurę medyczną, która może doprowadzić do śmierci jej dziecka, ale ona nie zabija dziecka bezpośrednio. Jest to kluczowe rozróżnienie, które każdy konserwatysta powinien rozumieć i odpowiednio komunikować.

Jeśli porzucimy moralne tchórzostwo i intelektualne lenistwo oraz zaczniemy bronić stanowiska pro-life solidnie i jasno, być może uda nam się końcu popchnąć dyskusję w odpowiednim kierunku. Na przykład, ostatnim razem, gdy tłumaczyłem popierającemu aborcję koledze, dlaczego nie czynię wyjątków w przypadku gwałtu i kazirodztwa, spytał mnie, czy uważam, że wszystkie kobiety, które poddały się aborcji są w równym stopniu złe. Byłem zadowolony, że zadał to pytanie, gdyż mogłem odpowiedzieć, że nie, nie uważam, aby którakolwiek z tych kobiet była zła. Nie mogę ocenić ich moralnej winy, ani osądzić ich duszy lub stanu umysłu, ale wiem, że duża liczba kobiet poddaje się aborcji, ponieważ boją się i czują, że są w pułapce. Pomimo tej całej retoryki o wyborze, kobiety te zazwyczaj czują, że nie mają żadnego wyboru. Przemysł aborcyjny nie przekonuje ich górnolotnymi słowami o wyborze, lecz mówieniem, że są przyparte do muru i jest to tak naprawdę jedyne ich wyjście.

Tak więc, złe? Nie. Moralnie winne? Tak, zapewne w większości przypadków. W jakim stopniu? Nie wiem. Nie mam pojęcia. My możemy ocenić tylko akt. I gdy idzie o moralną winę, wierzę mocno, że w najgorszych i najbardziej skrajnych przypadkach, na przykład jeśli młoda dziewczyna została zgwałcona przez ojca, poczęła dziecko, a następnie miała aborcję, jej moralna wina zostałaby drastycznie pomniejszona. Bóg spojrzy na nią z wielkim miłosierdziem i jeśli ktoś ma być ostatecznie potępiony, będzie nim gwałciciel-pedofil, który ją wykorzystał.

Chodzi o to, że mój absolutyzm w tej kwestii nie oznacza, iż nie odczuwam współczucia w ciężkich przypadkach lub myślę, że kobieta, która została zgwałcona i miała aborcję pójdzie do piekła. Nie takie jest moje przesłanie. Nie o to chodzi.

W ostateczności, wolałbym być w sytuacji, gdy muszę wytłumaczyć dlaczego aborcja jest zła bez wyjątków, niż tłumaczyć dlaczego czynię wyjątki, ale nadal uważam aborcję za zło.

Myślę, że tylko ten pierwszy sposób argumentowania jest naprawdę uzasadniony.

Matt Walsh

tekst pierwotnie ukazał się na portalu theblaze

tłum. Michał Krupa

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *