Więcej słuchać, mniej biczować Stanisława Cioska

Od kilku dni na prawicowych portalach trwa nagonka na Stanisława Cioska. Byłego Ambasadora RP w Moskwie, byłego członka Biura Politycznego KC PZPR. Próbując opisać ją jednym zdaniem można sprowadzić ją do twierdzenia, że Ciosek za bardzo próbuje „wczuć się” w stanowisko rosyjskie. Pokazać rosyjski sposób myślenia.

Oczywiście. Z wieloma jego tezami można się nie zgadzać, ale zasłanianie tej perspektywy niepodległościowo – patriotyczną gorączką wydaje mi się czymś – delikatnie to ujmując – nieroztropnym. Dlaczego? Bo jeśli mamy skutecznie reagować na pojawiające się zagrożenia, to tę perspektywę – nie Władimira Putina, ale zwykłego, przeciętnego Rosjanina – trzeba znać. Warto ją znać, bo to z niej wynika autentyczne poparcie Rosjan dla działań ich Prezydenta na Krymie. Jaka jest ta perspektywa? Otóż składa się ona z kilku zasadniczych elementów.

Po pierwsze to autentyczna trauma związana z upadkiem ZSRR. Trauma nie tylko wynikająca z utraty – będącego źródłem autentycznej dumy przeciętnego Rosjanina – statusu supermocarstwa. Trauma wynikająca choćby także i z tego, że tam, gdzie podróżowało się kiedyś bez przeszkód jak „po swoim” dziś się tak nie podróżuje. Dlaczego – pyta przeciętny Rosjanin – gdy mam odwiedzić ciotkę mieszkającą od 40 lat w Rydze – od kilkunastu lat potrzebuję wizę? Dlaczego – kuzyn z Tbilisi – mówi mi, że jego sąsiedzi patrzą na niego bykiem? Tak. Te wszystkie sądy można uznać za niesłuszne. Za nieprawdziwe, ale nie sposób zaprzeczyć, że są one sądami zdecydowanej większości Rosjan.

Po drugie. Rosjanie – w swej większości – są przekonani, że byłym republikom ZSRR przynieśli cywilizację. Dźwignęli je gospodarczo. I znów – można dyskutować nad prawdziwością tej tezy -, ale rozmawiając z maleńką, poznańską diasporą kirgizką trudno – choć trochę – nie podzielać tej rosyjskiej optyki. To Rosjanie nas wykształcili, to rosyjski jest dla nas lingua franca, to my na studiach w Biszkeku nazywaliśmy słabo mówiących po rosyjsku współbraci wieśniakami. I mówią to także ci Kirgizi, którzy podzielają polski punkt widzenia na krymską agresję. I znów. Czy uprawnione jest przenoszenie tego kirgiskiego doświadczenia na wszystkie, byłe, europejskie republiki ZSRR? Pewnie nie. Ale Rosjanie je przenoszą. Zwykli Rosjanie. To jest fakt.

Po trzecie. Lata sowieckiej propagandy zrobiły swoje. I dla niemal każdego Rosjanina Zachód, Stany Zjednoczona, a przede wszystkim NATO jest autentycznym wrogiem. Wrogiem budzącym strach i nienawiść jednocześnie w stopniu tak dalekim, że bez specjalnej obawy można nazwać to obsesją. Można to bagatelizować. Można się z tego śmiać, ale to jest po prostu zwykły, twardy fakt.

Po czwarte. II Wojna Światowa. Rosyjscy żołnierze i obywatele złożyli w niej ogromną daninę krwi. I to ta krew, to cierpienie, a nie często zbrodnicze, polityczne cele, do których tę daninę wykorzystano jest dziś fundamentem powszechnej rosyjskiej świadomości. Rosyjska krew, która w przekonaniu przeciętnego Rosjanina niosła wolność. Bo on wie, że tę wolność niósł Polsce także generał Czerniachowski, a skąd ma wiedzieć, że wyłapywał przy tym żołnierzy AK? Tak jak jest święcie przekonany, że II Wojna Światowa zaczęła się w roku 1941, a o tym, że zaczęła się ona rosyjsko – niemiecką współpracą dwa lata wcześniej nie wie prawdopodobnie nic. I dokładnie z tego samego powodu problem usunięcia z Pieniężna pomnika wspomnianego generała dotyka – śmiem twierdzić – bardziej przeciętnego Rosjanina, niż fakt, że on tam stoi przeciętnego Polaka. Chociaż – co oczywiste – to władze Pieniężna i Polacy mają rację. Prawną, historyczną i moralną.

Osobiście przekonałem się o tej rosyjskiej wrażliwości – którą można by nazwać i nadwrażliwością – w 2012 roku w Wolsztynie. Gdy wraz z rosyjskimi senatorami dotarłem na tamtejszy cmentarz żołnierzy radzieckich, oni wszyscy płakali. I to płakali tak, jak nigdy nie widziałem płaczących polskich polityków na naszych grobach. I znów. To my mamy rację w ocenach historycznych, ale taka jest rosyjska wizja i trudno naprawdę utrzymywać, że jej nie ma.

I wreszcie po piąte. To pewien problem mentalny. Problem częstego pogodzenia własnych wyobrażeń o mocarstwowości, ze spotykanymi często niskimi standardami codziennego życia. To jest coś, co trzeba sobie poukładać w głowie, a co dla Rosjan jest niekiedy poważnym problemem.

Dlaczego to wszystko piszę? Bo żeby – w dłuższej perspektywie – tę sytuację zmienić, trzeba oddziaływać na rosyjskie społeczeństwo. A żeby to zrobić – trzeba, choć trochę – wiedzieć, jakie ono jest. I zdawać sobie sprawę, że działania Władimira Putina nie są działaniami stu procentowego satrapy, ale przywódcy cieszącego się sporym poparciem swych obywateli. Warto więc wiedzieć z czego ono wynika. I chyba często właśnie to chce nam uzmysłowić ambasador Ciosek. Dlatego szczerze radzę – więcej słuchać, mniej biczować Stanisława Cioska.

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Więcej słuchać, mniej biczować Stanisława Cioska”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.