Wojna Jaceniuka

Nieprzypadkowy wywiad

Nie inaczej jest z głośnym już, pozornie tylko pozbawionym historycznego sensu wywiadem Arsenija Jaceniuka dla ARD, w którym stwierdził on, iż „Wir können uns alle sehr gut auf den sowjetischen Anmarsch auf die Ukraine und nach Deutschland erinnern. Das muss man vermeiden und keiner hat das Recht, die Ergebnisse des zweiten Weltkrieges neu zu schreiben. Und das versucht der russische Präsident Herr Putin zu machen1. W Polsce (jak przy wielu innych wyskokach kijowskich władz) zachowano oficjalne i medialne milczenie nad tym nowym zdefiniowaniem kształtu II wojny światowej. Tymczasem mamy do czynienia z deklaracją, której lekceważyć nie można tak ze względu na jej autora, jak i adresata i jego reakcję. A. Jaceniuk wskazał na Niemcy jako ofiarę napaści, nie zaś agresora i sprawcę II wojny, dokonał tego w niemieckim medium, zaś oficjalne czynniki Niemiec odmówiły komentarza i odniesienia się do słów premiera Ukrainy, choć dotychczasowa praktyka i sam fundament istnienia obecnej republiki federalnej przewidywały zdecydowaną reakcję na wszelkie kwestionowanie niemieckiej odpowiedzialności za wybuch drugiej wojny światowej. Czy więc mamy do czynienia z reorientacją polityki historycznej i zniesieniem mitu założycielskiego RFN, ze wszystkimi konsekwencjami dla sąsiadów dawnej Rzeszy?

Być może jeszcze nie, sygnał jest jednak wyraźny. Antyrosyjska propaganda na Zachodzie ubiera się często w szaty antywojenne, choć przecież stanowi tylko przykrywkę dla już trwających wojen: zimnej w polityce i gorącej w gospodarce, o samej ukraińskiej agresji na Noworosję niewspominając. By tym łatwiej ustawiać współczesną Rosję w roli agresora – potrzebne jest więc dodatkowo zafałszowanie historii, prezentujące Niemców (i zorientowanych na nich Ukraińców) jako ofiary nie tylko obecnej, ale i przeszłej „agresji rosyjskiej”. W tym kierunku idą zresztą też kolejne „wyjaśnienia” A. Jaceniuka tłumaczące co miał na myśli2, jak i interpretacja Olgi Lappo, szefowej służby prasowej kijowskiego rządu3 podtrzymując wrażenie powojennej okupacji Niemiec jako niezawinionej krzywdy, doznanej z rąk li tylko ZSSR (bo już – jak się okazuje – nie aliantów zachodnich).

Jaceniuk następcą Stećki

Rozumiana literalnie wypowiedź A. Jaceniuka po pierwsze oznacza jasną deklarację nowej (?) polityki historycznej władz w Kijowie, zgodnie z którą Ukraina i Niemcy stały podczas II wojny światowej po tej samej stronie – oczywiście „antysowieckiej”. Jednym zdaniem premier przekreślił pamięć blisko 7 milionów mieszkańców Ukrainy, którzy stracili życie w wyniku działań niemieckich, odrzucił dziedzictwo 1,37 mln poległych ukraińskich żołnierzy Armii Czerwonej/Sowieckiej, kijowski status Miasta-Bohatera, Babi Jar – słowem wszystko, co konstytuowało dotąd ukraińską tożsamość państwową i historyczną. Jeśli bowiem Ukraińcy pospołu z Niemcami byli tylko ofiarami „agresji sowieckiej” – tzn., że obecne władze czują się następcami wyłącznie rządu J. Stećki, czy UHWR – i to bez żadnej refleksji, że może tamta droga była politycznie błędna, dla narodu ukraińskiego – samobójcza.

Po drugie – jak już wspomniano, A.Jaceniuk (nie wiadomo, czy wprost nie na zamówienie polityczne Berlina) stara się oddać propagandową przysługę Niemcom, uwiarygadniając mit „niemieckich ofiar II wojny”, w duchu bliskim już nie tylko Wypędzonym, ale zupełnie jawnie głównemu nurtowi rewanżystowskiej polityki RFN. Skoro zaś powojenna okupacja i podział Niemiec były niezawinioną krzywdą „napadniętych” – to może należałoby ją teraz tym biedakom zrekompensować?

Precz z polską okupacją?

I tu dochodzimy do fundamentalnego problemu interesu Polski w całej tej brzydko pachnącej aferze. Do znudzenia warto przypominać, że przynajmniej od strony deklaratywnej – uznanie Niemiec za agresora i jedynego sprawcę wojny było jednym z uzasadnieniem przyznania naszemu państwu rekompensaty, w postaci Ziem Zachodnich, jednocześnie stanowiących strategiczne zabezpieczenie przed ponowieniem ataku niemieckiego w przyszłości. To my w uznaniu międzynarodowym byliśmy raz – pierwszą ofiarą II wojny, a dwa – jednym z jej zwycięzców, co znalazło odzwierciedlenie na mapach. Zamiast własnej strefy okupacyjnej – zyskaliśmy realne poszerzenie naszego terytorium o tereny odebrane Niemcom. Czy zdaniem A. Jaceniuka – powinnyśmy je teraz im oddać? A skoro „napadnięta” była również Ukraina – to czy i jej się należy wyzwolenie czegoś spod niegodnej polskiej okupacji?

Są to pytania bynajmniej nie na wyrost i jak najbardziej na miejscu, a MSZ – gdyby rzecz jasna było naprawdę polskie – powinno w tej sprawie zażądać jasnego stanowiska tak Jaceniuka, jak i kanclerz A. Merkel. Niestety, władze RP skrępowane są trójjedyną zasadą naszej dyplomatycznej niesamodzielności, na którą składają się: podległość Waszyngtonowi – uzależnienie od Berlina – pseudopartnerstwo z Kijowem. Dlatego III RP milczy – bo przecież sama też chętnie odwołuje się do mitu „Polski przegranej w II wojnie”, czy stawia znak równości między ZSSR a obecną Rosją. Na przykładzie wyskoku (?) A. Jaceniuka widać jednak jakie mogą być bardzo dotkliwe międzynarodowe następstwa ulegania tej jakże szkodliwej dla Polski wersji polityki historycznej – i dlaczego należy im jak najzdecydowaniej przeciwdziałać.

Konrad Rękas

1W opublikowanej przez ARD wersji pełnej i bez tłumaczenia: „Мы все хорошо с вами помним советскую invasion как в Украину, так и в том числе – в Германию. Этого нужно избежать. И никому не позволено переписывать результаты Второй мировой войны, что пытается сделать президент России, господин Путин”- http://tinyurl.com/or6ncjn

3Арсений Яценюк имел в виду раздел Германии Советским Союзом после Второй мировой войны. Берлин даже был разделен стеной, чтобы сделать невозможным перемещение немцев из его восточной части в западную” – http://top.rbc.ru/politics/09/01/2015/54afe1409a79476b0435d6f6

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *