Z nadzieją patrzę na Wiplera

Zasadniczo patrzę na ruch kibicowski z podobnej strony, co Autor, samemu będąc kibicem, a przy tym osobą świadomą skali manipulacji i mistyfikacji, jakich dopuszczają się politycy do spółki z mediami wobec tego środowiska. Wspólnym mianownikiem wszelkich dyskredytujących jeden z niewielu niezależnych masowych ruchów opinii jest oczywiście zasada odpowiedzialności zbiorowej

W przypadku działań polityków można tu wymienić, że wspomnę najbardziej jaskrawy przykład z ostatnich miesięcy, zamknięcie dwóch najbezpieczniejszych stadionów w Polsce w ramach kary za występki kilkunastu osób w mieście oddalonym od tych stadionów o setki kilometrów.

W przypadku mediów bardzo znamienne jest wspomniane przez Autora uderzenie w środowisko kibiców po zajściach na warszawskiej Starówce w 2006 roku. Przypomnę, że po sprawdzeniu, ilu spośród zatrzymanych było tego dnia na wieńczącym mistrzowski sezon warszawskiej Legii meczu z Wisłą okazało się, że jedynie 10%. Ukarano i dezawuowano wszystkich.

Co do tekstu – zgadzam się, że Rzecznik jest potrzebny.

Musi on łączyć dwie cechy, wynikające z faktu, iż na pewno będzie cyrkulował między dwoma środowiskami – „oficjalnym”, „krawatowym” środowiskiem parlamentarnych wyjadaczy oraz spontanicznym, nie mającym ani chęci ani potrzeby angażowania się w zakulisowe gierki środowiskiem kibiców.

Przemysław Wipler zdaje się spełniać obie cechy. Czemu tak sądzę? Nie wiem, czy nie zaszkodzę panu posłowi, ale widziałem go w bluzie Legii po meczu przy Łazienkowskiej. Działo się to w okresie kampanii wyborczej. Przy odrobinie złej woli można pokusić się o stwierdzenie, że Wipler chciał koniunkturalnie pokazać kibicom, że jest „taki, jak oni”. Jednak spojrzenie na jego reakcje podczas oglądania meczu naprawdę nakazuje odrzucić oskarżenia o koniunkturalizm.

Z drugiej strony, Wipler wydaje się także nieźle radzić sobie na salonach, a więc trafia nie tylko do kibiców, ale też do osób wydających się w tym przypadku stać z drugiej strony barykady.

Ponadto, słuchałem trochę jego wypowiedzi i wydaje mi się, że jego wiedza na temat stadionowych realiów i przypadków stosowania represji wobec kibiców jest spora. To nie jest jegomość w garniturze, który redukuje przekaz do powtarzania (skądinąd słusznych) frazesów o temacie zastępczym czy zamordyzmie Platformy Obywatelskiej. Wbrew pozorom wplątywanie fanów piłki nożnej w konflikt między PO a PiS-em nie było osią narracji posła.

Autor podnosi zarzut, że Wipler nie interweniował u „kolegów z PiS”, gdy ci przykładali rękę do szykanowania kibiców w 2006 roku. Otóż, należy przypomnieć, że Wipler jedynie kandydował z list PiS, nie wydaje się też być kolejnym klakierem hersztów tej partii. Jego możliwości wpływania były więc wówczas ograniczone, jeśli w ogóle były.

Wipler wydaje mi się akurat jednym z tych posłów, którzy – mrówczą pracą – mogą przełamać zmonopolizowany przez partyjnych liderów i zabetonowany system parlamentarny. Nie będąc „zawodowym politykiem”, człowiekiem pchającym się do „głównego nurtu” wobec braku innych możliwości zarabiania na życie, może sobie pozwolić na pewną autonomię.

Miejmy nadzieję, że to moje – bardziej optymistyczne – spojrzenie na Rzecznika znajdzie potwierdzenie w faktach.

Jacek Tomczak
[aw]

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *