Zabierzmy bohatera z Wyspy Wężów

Osiemnastego lipca 1942 roku, w obozie internowania Rothsay, na szkockiej Wyspie Wężów, zmarł major Mieczysław Paluch. Pochowano go na miejscowym cmentarzu. Spoczywa tam do dziś. Trafił na nią – jak wielu polskich żołnierzy – opuszczając kraj po kampanii wrześniowej. Przez Francję dotarł do Wielkiej Brytanii, gdzie decyzją generała Sikorskiego właśnie tutaj został internowany.

Tym co wyróżniało go spośród współtowarzyszy niedoli było zacięcie kulturalno-oświatowe. Polegało ono głównie na wygłaszaniu dla nich historycznych pogadanek. Pogadanek poświęconych Powstaniu Wielkopolskiemu. Dlaczego właśnie ocaleniu od zapomnienia tego wydarzenia poświęcał tyle czasu? Jego życie udziela nam na to pytanie intrygującej odpowiedzi. Odpowiedzi mało znanej nie tylko współczesnym Polakom, ale i Wielkopolanom.

Urodził się w 1882 roku w powiecie Mogileńskim. Jego edukacji towarzyszyły liczne perypetie. Wydalany z kolejnych gimnazjów, za polską działalność patriotyczną, zdał ostatecznie maturę jak ekstern. Po kilku latach wybucha I Wojna Światowa. Mieczysław bierze w niej udział jako żołnierz pruskiej artylerii. Po zakończeniu służby trafia do Poznania. Tu rozgląda się za pracą w miejscowych Zakładach Cegielskiego. Jednocześnie jednak przyjaciele z lat młodzieńczych wciągają go w tutejszą konspirację. Jeszcze przed wybuchem Powstania, przyczynia się do jego późniejszego sukcesu. Organizując na zlecenie pruskiego Ministerstwa Wojny Służbę Straży i Bezpieczeństwa, dokonuje w istocie potajemnej polonizacji tej formacji. Wymóg zaciągnięcia do służby po połowie Polaków i Niemców obchodzi w ten sposób, że do części niemieckiej wlicza Polaków z niemiecko brzmiącymi nazwiskami, a do polskiej Polaków. Wkrótce – tak zwany Sztab Palucha – liczy około 300 zmilitaryzowanych mężczyzn. To dzięki nim sprawny organizator odgrywa istotną rolę w zdobyciu poznańskiego ratusza, podobnie jak tutejszej poczty, Fortu Grollmana, czy lotniska Ławica. Wkrótce zdobyte doświadczenie wykorzystuje pomagając oddziałom polskim w zdobyciu Gniezna i Wrześni.

Jego wybitne zdolności wojskowe zostały szybko dostrzeżone. Dlatego też dowództwo Powstania powierza mu północny front walk. Sukcesem dowódczym Palucha jest utrzymanie linii Noteci i zakończone sukcesem walki pod Kcynią. Wojskowy kunszt przynosi Paluchowi coraz większą sławę. To właśnie dzięki niej zostaje mianowany dowódcą drugiego Powstania Śląskiego.

Po zakończeniu burzliwych walk o polskie granice zasłużony żołnierz przechodzi do cywila. Zostaje przedsiębiorcą i ziemianinem. Rychło jednak polityka i działalność publiczna upomną się jednak o niego. Po roku 1926 przystępuje do grona sanatorów. Aktywnie działa na rzecz zaangażowania powstańczych weteranów po stronie Marszałka. Jego wysiłki zostają docenione. Wkrótce zostaje szefem BBWR-u w województwie Poznańskim.

Jego II wojenne losy opisałem na wstępie. Zagorzały zwolennik sanacji zdany na decyzję generała Sikorskiego, nie mógł oczekiwać lepszego losu niż szkockie zesłanie. I to właśnie tu, na słynnej Wyspie Wężów, znalazła go śmierć.

Trudno powiedzieć dlaczego, ale być może właśnie najpierw z racji zaangażowania na rzecz sanacji w rodzinnej Wielkopolsce, a później z powodu przedwczesnej śmierci, jego wybitne dokonania powstańcze nie są szerzej znane. Warto je jednak upowszechniać, bo być może dzięki nim powstanie kiedyś społeczny ruch, który zorganizuje sprowadzenie jego doczesnych szczątków na powrót na wielkopolską ziemię. Major Mieczysław Paluch z pewnością na taki powrót zasługuje. Warto mieć nadzieję, że kiedyś się to uda. Zabierzmy naszego bohatera ze szkockiej wyspy! 

Jan Filip Libicki
www.facebook.com/flibicki

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.