Zaboklicki: Reforma „edukacji”

Nie lubię argumentu odwołującego się do doświadczenia, ponieważ jestem dość młody i często zdarzało się w moim życie, że dość obiecująca i merytoryczna dyskusja traciła swoje walory, gdy mój starszy interlokutor podkreślał swoją przewagę wieku, jakoby mającą dodawać siły jego argumentom, ale w tej sytuacji sam odwołam się do swojego, jeszcze skromnego, życiowego doświadczenia, gdyż – wydaje mi się – jestem akurat w tym przypadku do tego szczególnie uprawniony.

Chodzi mianowicie o reformę edukacji w Polsce i emocje z nią związane. Jako student od prawie dwóch lat, mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, albowiem jeszcze bardzo dobrze pamiętam, jak wygląda edukacja w państwowej szkole – liceum, gimnazjum czy podstawówce. Odpowiedź jest krótka i smutna – tragicznie. To, co jest na papierze – sieć tysięcy szkół w całym kraju, struktura, hierarchia, wprowadzanie coraz to lepszych, nowych podręczników, tak naprawdę nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Dlatego też nie widzę sensu w emocjonowaniu się zagadnieniem zmiany ilości godzin tego, czy innego przedmiotu, gdyż faktycznie najlepiej byłoby, jeżeli ktoś szczerze ma na celu poprawienie wiedzy młodych Polaków w różnych dyscyplinach naukowych, gdyby lekcji szkolnych jak najwięcej usuwano, aż do ostatecznej likwidacji państwowej edukacji w ogóle.

Prawdziwa sytuacja młodego człowieka w Polsce, mającego naprawdę zacięcie do zgłębiania wiedzy w iluś konkretnych przedmiotach (w rzeczywistości nie istnieje możliwość być prawnikiem, architektem i lekarzem jednocześnie i biadolenie o tzw. liceum „ogólnokształcącym” nic tutaj nie pomoże), wygląda w ten sposób, że musi on w szkole wysiedzieć, odbębnić swoje godziny, a potem dopiero, zmęczony siedzeniem od rana do popołudnia w szkole, może spokojnie chwycić w domu podręcznik czy książkę na interesujący go temat lub udać się na prywatne kursy lub korepetycje, które są 50 razy bardziej skuteczne niż masowe nicnierobienie w państwowej szkole.

Apeluję o nie podnoszenie tych populistycznych, pseudonaukowych argumentów, że to niby wszyscy Polacy nagle nie będą znali swojej historii, biologii czy matematyki. Proszę mi wierzyć, że ten kto chce, ją zna lub ją pozna, ten kto nie chce, choćby miał 50 godzin lekcji historii tygodniowo, nie będzie pamiętał nic, bo będzie miał ją tak naprawdę w głębokim poważaniu. Zaprawdę przez setki lat nie istniała państwowa edukacja, a wielu wybitnych myślicieli, filozofów, historyków zapisało się na kartach historii. Może właśnie dlatego, że nie mitrężyli czasu w państwowej, przymusowej szkole, która pakuje wszystkich do jednego wora i tak wymiesza, aby wszyscy byli równi, tzn. przeciętni. Pytanie, czy chcemy być wielcy, czy przeciętni? Ja naturalnie opowiadam się za tą pierwszą opcją.

Jakub Zaboklicki
aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Zaboklicki: Reforma „edukacji””

  1. Dobry artykuł i zgadzam się z większością jego treści. Dodam jednak że – w wielkim skrócie – dzisiejszy model szkoły, likwidując wykształcenie ogólne, urabia człowieka na nieposiadającego charakteru i osobowości pachołka systemu; tępego szczura korporacyjnego, który ma wykonywać powierzane mu zadania bez pomyślunku. Rozwiązaniem problemu byłoby naturalnie zniesienie przymusu „edukacyjnego”, ale do tego nie dojdzie, bo tym samym system strzeliłby sobie samobója. Jeszcze by tego brakowało, żeby pojawili się ludzie uczący się myślenia, niezakłamanej wersji historii i kilku innych zagrażających systemowi umiejętności i przedmiotów!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.