„Zakaz Pedałowania” a sprawa polska. O biedromaniakach słów kilka

W czasie jednej z licznych w ostatnim czasie debat na temat homoseksualizmu jeden z lekarzy psychiatrów stwierdził, iż homoseksualiści mają kłopoty z koncentracją. Dociekliwy dziennikarz dość szybko pojął, że za tym niezwykle eleganckim sformułowaniem kryła się stara jak świat prawda, że jak rzyć boli, to i umysł pracuje w sposób nieskoordynowany. Przypomniała mi się owa wypowiedź w czasie oglądania konferencji gwiazdy Analnych, Roberta Biedronia. Jakże ten biedak musi cierpieć! Przez chwilę nawet mu współczułem, ale chrześcijańskie uczucia szybko wyparowały, bo jako żywo stanęła mi przed oczami łacińska maksyma, że chcącemu nie dzieje się krzywda – czyli, mówiąc po polsku: ma co chciał i dobrze mu tak!

Czemu zatem tykam kijem Biedronia? Po pierwsze, bo łatwo go szturchać, jakby do tego stworzony był; po drugie, co ważniejsze chyba jednak, w swoim wystąpieniu na modny w ostatnich dniach temat symboli Narodowego Odrodzenia Polski sadził takie kocopały, że nawet mnie, człowieka raczej nieskorego do rechotania, przyprawił o ból brzucha. Otóż biedromaniacy, którzy z takim zapałem pohukiwali na symbole NOP, ze szczególnym wskazaniem na „Zakaz Pedałowania”, w swym nieobyciu uznali, że symbole można nie tylko sądownie zablokować, ale nawet je spenalizować.

Muszę was zmartwić, panowie, panie i wy, nie wiadomo kto. Nic z tego!

Oczywiście znaki wpisane do ewidencji zostały prawidłowo. Rzecz jasna Prokuratura, jak zapowiedziała zresztą, stosuje różne kruczki „martwego prawa”, by sprawy formalne przeciągać. Wiele to jej nie da. Długo by się tu rozwodzić nad zagadnieniami prawnymi, pozostawiamy to sobie do realizacji praktycznej. Tutaj tylko krótko: nie będzie penalizacji znaków, albowiem postępowanie wpisowe odbywa się wedle zasad prawa cywilnego, a nie karnego, o czym stanowi Ustawa o partiach politycznych. Ponadto, postępowanie przed Sądem Apelacyjnym, to jednak nie zjazd Partii Miłośników Łechtania Tyłka, tutaj obowiązują inne zasady. Powiedzmy z dumą: normalne, heteroseksualne.

Ale przyjmijmy wersję hard-corową. Załóżmy, że pod groźbą masowego zmolestowania szacownych sędziów przez kobiety z brodą i inne podobne indywidua, sędziowie w obawie o własne zdrowie składają broń a prawo chowają do kuferka i wrzucają klucz za dekolt pana Grodzkiego. I co się zmienia w kwestii legalnego używania symboli, przede wszystkim sympatycznego skądinąd „Znaku Pedałowania”? Ano – nic.

Albowiem „Zakaz Pedałowania” jest własnością intelektualną NOP, chronioną prawem autorskim i prawem majątkowym; jest chroniony ustawą, i to niejedną. Możemy go wykorzystywać gdzie chcemy i jak chcemy. Banery z „Zakazem” nadal będą obecne na akcjach w obronie tradycyjnych wartości i nic na to poradzić biedromaniacy nie będą mogli. W obronie „Zakazu” nadal możemy stosować zasady prawa cywilnego i karnego. Nie da się mu też przypisać roli przestępczej, albowiem „Zakaz” objęty był już postępowaniem prokuratorskim i wyszedł z tego obronną ręką. W roku 2004 (na wniosek Danuty Waniek, ówczesnej szefowej KRRiT) prokuratura wszczęła a następnie postępowanie umorzyła z powodu niestwierdzenia przestępstwa. Tak, w Polsce nie ma prawa precedensu, ale obowiązuje zasada działania w zaufaniu do decyzji organów prawa. Nie wiedzieliście tego wszystkiego? No to teraz wiecie. Dorzućmy do tego orzecznictwo międzynarodowe, które broni prawa partii politycznych do występowania w sprawach trudnych, albowiem „ swoboda wypowiedzi nie może ograniczać się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne, lecz obejmuje tak samo te, które obrażają, oburzają lub wprowadzają niepokój.”.

Ludzie z boląca rzycią i sprzyjające im media (taka rodzina Rzycińskich, bez dwóch zdań) dwoją się i troją, ale sprawa jest prosta: przegrali całą wojnę, zanim zaczęli pierwszą bitwę. A my dostaliśmy za friko dobrą reklamę; bo chociaż „Zakaz Pedałowania” jest już częścią polskiej kultury masowej, to jednak nagłośnienia tematu nigdy dość. Postulowany przez nas publiczny dyskurs na temat sposobu leczenia homoseksualizmu nabrał dzięki temu wigoru, i to kolejny sukces kampanii, którą zafundowali nam Analni.

Sukces i skuteczności akcji „Zakaz” pokazują również opublikowane właśnie wyniki badań prof. Izdebskiego dla Polpharna. Tylko 25% Polaków nie ma nic przeciwko pederastom, przy 48% przeciw; 35% uważa, że należy ich leczyć. Prawie połowa naszych rodaków sprzeciwia się promocji homoseksualizmu, 75% jest przeciwko homoseksualnej adopcji dzieci itd. Słuchając polityków i wtórujących im mediów, zgodnie potępiających NOP – i porównując to z ujawnianymi właśnie badaniami preferencji Polaków widzimy dobrze, że to nie NOP, ale cała mainstreamowa kasta stoi w opozycji do obywateli.

*

Pytali się mnie dziennikarze, kto pójdzie na pierwszy ogień spraw sądowych, które NOP wytaczać zamierza w obronie swoich symboli. Z pewnym rozbawieniem stwierdzam, że padło na Biedronia. Sorry, stary, tak już bywa. Ale nie za „Zakaz”, nie za „celtyka”, ale za rękę z mieczem, za falangę, która jest znakiem sądownie chronionym, w sądzie zarejestrowanym od roku 1992, a więc blisko 20 lat – ten fakt w swoim analnym zacietrzewieniu wszyscy biedromaniacy jakoś przeoczyli. I… ups!

Dziennikarze powątpiewają jednak w cywilną odwagę, a i szary człowiek ulicy nie wierzy, by Naczelny Rzyciński III Rzeczy zdobył się na taki „heroizm”, jak zrzeczenie się poselskiego immunitetu, który chroni go przed odpowiedzialnością karną. Bo przecież jeden z warszawskich sądów, przed którym jest on oskarżony o molestowanie policjantów na służbie, czeka na to, jak na Godota. Długo i bezskutecznie. Sąd czeka, my czekamy, media czekają – wszyscy czekamy na pierwszą męską decyzję w życiu Biedronia. Bo czego tu się bać? Polska sprawiedliwość to nic strasznego! Tak więc koreczek w rzyć, panie pośle, i do boju z polskim faszyzmem! Adsum!

Adam Gmurczyk

P.S. Czytam właśnie, że do grona obrońców pedałujących dołączył Rafał Ziemkiewicz, guru części środowisk prawicowych. Jakoś mnie nie dziwi ten nowy przyjaciel Biedronia. Ziemkiewicz w swoim politycznym zaangażowaniu od dawna przypomina bowiem pedryla na salonach: tu raz nogą mocno tupnie, a potem się dupnie. I tyle. Biedroń z nim tańcował.

http://www.nacjonalista.pl/2011/11/25/adam-gmurczyk-zakaz-pedalowania-a-sprawa-polska-o-biedromaniakach-slow-kilka/

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “„Zakaz Pedałowania” a sprawa polska. O biedromaniakach słów kilka”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *