Zbliża się koniec perwersyjnego związku

„Brakowało mi prezesa Kaczyńskiego w ostatnich tygodniach” – powiedział dziś Donald Tusk. Nic dziwnego. Funkcjonalna koalicja PiS – PO realizowana przez duet Jarosław Kaczyński – Donald Tusk wymaga współpracy obu stron. Donald Tusk pozbawiony swej politycznej podpory, politycznego alibi dla swojego istnienia, od kilku tygodni popadał w poważne kłopoty. Trudno się dziwić, że Prezesa bardzo mu brakowało i tak bardzo się dzisiaj cieszył, że powrócił i to w świetnej formie.

Polska polityka nosi obecnie charakter perwersyjny. Jest to perwersja związku Jarosława Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem, którzy im silniej się zwalczają, tym mocniej uzasadniają wzajemnie swoje istnienie. Przerwanie absurdalnego spektaklu może nastąpić najprawdopodobniej tylko w ten sposób, że usunie się ich obydwu. Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy coraz bliżej tego momentu. Gra zaczyna iść o to, kto będzie beneficjentem.

Jeżeli układ pozostawi się sam sobie i będzie on dogorywał kolejne miesiące i kwartały, rządzenie Polską przypadnie później raczej lewicy. Janusz Palikot, Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller, może zwycięzcą będzie któryś z nich, może dwóch z nich współpracujących przeciw trzeciemu, może jeszcze jakaś inna siła z tej sceny politycznej zdoła się wedrzeć do gry.

Koalicja Tusk – Kaczyński dziś tak naprawdę najbardziej szkodzi ich zapleczom partyjnym. Bycie posłem PO i PiS to nie jest żadna przyjemność. Jest to wyrażenie zgody na traktowanie całkowicie przedmiotowe, a niekiedy wręcz urągające godności w zamian za otrzymywanie miesięcznego wynagrodzenia. Są to siłą rzeczy społeczności całkiem bezwolne. Dziś pytanie brzmi, czy wizja upadku spowodowanego wyczerpywaniem się formuły perwersyjnego związku liderów, a więc dla bardzo wielu w konsekwencji utrata apanaży, wyzwoli instynkt samozachowawczy. Nie trzeba być wielkim strategiem politycznym, by widzieć, że doły partyjne tak w PiS, jak i PO nie mają interesu, by zapłacić swoimi głowami za wyczerpanie się obecnego modelu politycznego. Donald Tusk i Jarosław Kaczyński pewnie na mandat poselski pewnie się załapią, ale za zwolnienie foteli sejmowych dla rosnącej lewicy zapłacą obecni posłowie tylnych rzędów z PO i PiS.

O ile zorientują się w tych uwarunkowaniach, obydwie grupy mają ten sam interes pozbycia się perwersyjnie współżyjących liderów. Jeżeli zrobią to szybko, być może są w stanie siebie /i Polskę/ przed nową lewicą obronić. Po stronie PiS pewne kroki już podjęto. Tym właśnie jest powstanie Solidarnej Polski. Czy podobnie się stanie w PO wraz z kompromitowaniem się żałosnego rządu Donalda Tuska?

Podstawowym problemem doskonale widocznym na przykładzie Solidarnej Polski /a wcześniej PJN/ jest to, że politycy będący przez dekadę członkami PiS mają coś w rodzaju syndromu dziecka maltretowanego. Nie są zdolni do samodzielnych działań, samodzielnego kreowania linii politycznej pokazującej Polakom, że są alternatywa, mają pomysł na Polskę. Niestety, raczej analogicznie wyglądają ci, którzy mieszkają w barakach obozu PO. Najbardziej tragiczną konsekwencją systemu politycznego utworzonego na gruzach upadku SLD w 2005 rok jest to, że w ogóle wycięciu, albo przynajmniej psychicznemu wykastrowaniu poddani zostali wszyscy ci, którzy mogą stanowić alternatywę dla obecnych przywódców PO i PiS. Logicznie, taka osobowość może pojawić się tylko na lewicy. Wojciech Olejniczak, Grzegorz Napieralski, długo mieliśmy szczęście. Wraz ze zużywaniem się związku Tusk – Kaczyński oczekiwania wobec lewicy będą niestety coraz mniejsze.

Ludwik Skurzak

aw

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *