Zimoch: Powstanie – zburzony gmach

Na hasło Powstanie Warszawskie tłum dyżurnych patriotów nakazuje przyklęknąć przed ołtarzem polskiego cierpiętnictwa i oddać pokłon politycznej głupocie. Otóż tak mniej więcej można streścić coroczny karnawał patriotyzmu na początku sierpnia. Jak zwykle, jeśli idzie o debatę publiczną, można zaobserwować rzecz znamienitą: pomieszanie pojęć. Oczywiście trudno winić i oskarżać za powstanie zwykłych cywili, którzy włączyli się do walki. Wszak na samym początku, akcji niepodległościowej towarzyszył spory entuzjazm, co często podkreślają zwolennicy powstania. Zapominają przy tym, że szybko fala entuzjazmu opadła i większość Warszawiaków negatywnie odnosiła się do powstania. Co więcej, nie było tak, że współpraca między żołnierzami a cywilami przebiegała idealnie. Często zdarzały się przypadki obojętności dowódców wobec przebiegu powstania, czego dowodzą różne notatki i pamiętniki uczestników powstania. Atmosfera podczas ostrzeliwania starówki była na tyle beznadziejna, że ludzie – dosłownie – nie mając sił, czekali na egzekucje o czym pisała pielęgniarka Genowefa Dąbrowska.

A więc warto uściślić, że nastroje cywili szybko się zmieniały. Bo przecież nie trzeba być prorokiem aby przewidzieć, że słabo uzbrojona armia 36 tys żołnierzy AK oraz nieprzygotowana Warszawa, która już i tak boleśnie odczuła skutki okupacji, nie zdoła stawić skutecznego oporu Niemcom. Śmierć 20 tys żołnierzy AK, 3 tys kościuszkowców oraz 180 tys cywili i doszczętnie zniszczone miasto – to akt politycznego wandalizmu ze strony dowództwa. Trudno szukać bardziej jaskrawego przykładu na to, jak nie powinno się walczyć z okupantem.

Jednak nasze społeczeństwo woli zachłysnąć się mitem bohaterstwa i niezłomnej walki. Płakać nad swoją ofiarnością. Niestety, najgłośniej krzyczą ci, którzy uważają się za prawicę. Celebracja powstania jest dobrą okazją do tego aby zobaczyć, że w Polsce prawicą zawładnęła lewica niepodległościowa szukająca inspiracji w narodowo-mesjanistycznej idei. Każdy konserwatysta z pewnością czuje się oburzony tym faktem. Przynajmniej takie są moje odczucia. Szczególnie bolesne jest to, że redaktor Terlikowski i jego środowisko jawnie depcze to, co wyróżnia konserwatyzm na tle innych ideologii i czyni go unikalnym. Depcze konserwatywny zdrowy rozsądek i pragmatyzm. Burke pouczał: „Nauka przebudowy wspólnoty lub jej odnowy czy reformy, jak każda nauka eksperymentalna nie może być wykładana a priori. Żadne krótkotrwałe doświadczenia nie wprowadzą nas w tajniki nauki praktycznej ponieważ nauka o rządzeniu jest ze swej natury tak praktyczna i ma tak praktycznie zastosowania… powinniśmy niezwykle ostrożnie zabierać się do burzenia gmachów, które w sposób zadowalający przez wieki służyły wspólnym celom społeczeństwa, albo do ich budowy, nie mając przed oczyma modeli i wzorców o sprawdzonej użyteczności.”

Nie mam zamiaru pisać historii alternatywnej, bo gdybanie to ulubione narzędzie politycznych romantyków. Jednak oczywistym jest to, że powstanie było kompletnie niepotrzebne i pogorszyło sytuację Polski. Dlatego jest zburzonym gmachem, bo były lepsze drogi i rozwiązania na walkę z okupantem. Przez walkę rozumiem polityczną grę, a nie wyciągnie tępej szabelki. Powstanie było bez wątpienia zburzonym gmachem, którego nie trzeba było burzyć. Co gorsza, mając już przykłady w historii klęsk zrywów niepodległościowych, dowództwo powstania dosłownie podjęło decyzję o wyburzeniu Warszawy. To nic innego jak głupota. Idea każdego zrywu narodowego była abstrakcyjna, którą a priori narzucała na społeczeństwo grupka ludzi pozbawionych zdrowego rozsądku.

Na lekcjach historii i języka polskiego powinno jawnie się potępiać styl ich działania. Nie chodzi tu o potępiania kogoś jako człowieka. Ale decyzja o takim powstaniu wiążę się z ogromną odpowiedzialnością. Dlatego jeśli prowadzi do katastrofalnych skutków należy ją krytykować nie tylko ze względu na obiektywizm, ale przede wszystkim po to aby zakorzenić niechęć do tego typu inicjatyw. W szkole wpaja się podziw dla powstańców zamiast uczyć jak uniknąć ich losu.

Przykro mi to stwierdzić, ale początek sierpnia utwierdza mnie w przekonaniu, że kreujemy się na naród ofiar. Kompleks ofiary wiążę się zazwyczaj z krótkowzrocznością, a przykładów na tą przypadłość wśród naszych elit można mnożyć. Aby wyzbyć się kompleksu ofiary trzeba skończyć z mitami. Nie postuluję tego aby przestano obchodzić rocznicę powstania. Nie można też zapomnieć o ofiarach. Należy jedynie uzmysłowić sobie, że nie trzeba było przelewać krwi, a przede wszystkim nie powinno się poświęcać pamięci ofiar w imię budowania mitów i frazesów, które często służą bieżącej walce politycznej i zaszczepiają w kolejnym pokoleniu własne kompleksy. Przerwijmy ten proceder i zacznijmy odbudowywać gmachy, a nie je burzyć- zgodnie z nakazem rozumu.

Albert Zimoch
[aw]

Click to rate this post!
[Total: 1 Average: 5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.