Ziobryści to też ludzie – potrzebowali ulgi

Dziś będzie o polityce. Ale o polityce od innej strony. Od strony ludzkiej. A ściślej mówiąc, o tym ile w decyzjach politycznych jest czasem zwykłej, ludzkiej wytrzymałości. Ale po kolei.

Jak podaje portal onet.pl, w dzisiejszym wywiadzie dla Super Ekspresu Mariusz Kamiński – obok oceny zatrzymania Gromosława Cz – mówi, że nie widzi sensu w politycznej decyzji Ziobrystów (http://wiadomosci.onet.pl/kraj/mariusz-kaminski-to-jest-ogromna-afera,1,4945938,wiadomosc.html). To ciekawa uwaga. Gdy się nad nią nieco dłużej zastanowić to możliwości są dwie.

Pierwsza taka, że ich ruch ma jednak czysto polityczne motywacje. Że mianowicie uznali, iż to jest właśnie ten moment, w którym elektorat PiS, zmęczony kolejnymi porażkami, jest gotów opuścić swego guru. Albo, że masa krytyczna postaci i instytucji (choćby Radia Maryja) prawicy przeciw PiS jest już większa niż ta za PiSem. Albo, że do 2015 roku Jarosław Kaczyński zgra się już na tyle, że to były minister sprawiedliwości będzie jedynym kandydatem tej strony do prezydentury. Wreszcie – że tym razem, ścigając się z Kaczyńskim w jego retoryce – uda się im obejść PiS od prawej. I że biorąc pod uwagę powszechnie znany strach prezesa przed konkurencją z tej właśnie strony, to taki manewr może być gwarancją sukcesu. Wszystkie te czynniki i rachuby mogą być prawdziwe.

Jest jednak i możliwość inna. I potwierdzeniem tej możliwości są właśnie słowa Mariusza Kamińskiego. Że w decyzji Ziobrystów o rozstaniu z PiS nie widzi politycznego sensu. A możliwość ta jest taka, że posłowie Sprawiedliwej Polski mieli zwyczajnie i po ludzku dość. I to nie tylko politycznych porażek, ale wewnętrznego klimatu i stosunków międzyludzkich. Że sam Ziobro miał dosyć na przykład kpiarskich i cynicznych zachęt prezesa do nauki angielskiego. A potem uwag, że uczy się go za dużo. Czego mogli mieć dość inni? Choćby Marzena Wróbel? Mogła mieć zwyczajnie i po ludzku dość Marka Suskiego. Kolegi z okręgu znanego powszechnie z taktu i osobistej kultury tak wysokiej, że skłoniła ona nawet Ludwika Dorna do stworzenia znanego już powszechnie terminu susłoizacji. Terminu opisującego choćby proceder nadstawiania się pawianów stadnemu samcowi alfa. I patrząc dalej. Czego dosyć miałby mieć na przykład Jacek Kurski czy Tadeusz Cymański? A choćby Anny Fotygi łączącej ogólnie znaną asertywność dla otoczenia z wyznawanym – powszechnym w PiSie, a w jej przypadku doprowadzonym do absurdu – kultem śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Człowieka często uroczego, a czasem brutalnego. Czasem dzielnego – jak w Tibilisi -, a czasem poczciwego, nieporadnego profesora – safanduły. Czynienie jednak z niego postaci łączącej w sobie cechy Chrobrego, Sobieskiego i Piłsudskiego – a proceder taki jest w PiS na porządku dziennym – jest czymś najpierw zabawnym, potem śmiesznym, następnie męczącym, a z czasem – czymś naprawdę nie do zniesienia. Uwielbienie dla zmarłego prezydenta jest bowiem w PiS jeszcze szybszym sposobem politycznego awansu niźli uwielbianie samego prezesa.

Wszystko to nie są oczywiście argumenty polityczne. I w tym znaczeniu – jeśli to one leżą u podłoża decyzji Ziobrystów – ma rację Mariusz Kamiński nie widząc w nich politycznego sensu. Ale politycy przecież też są ludźmi. I czasem podstawą ich decyzji bywa zwykła ludzka wytrzymałość lub też jej brak.

Mogę to całkowicie zrozumieć. Sam bowiem przeżyłem coś takiego. Gdy 9 kwietnia 2009 roku opuszczałem PiS, zadzwonił do mnie śp. Przemysław Gosiewski. Zalewając mnie potokiem słów, namawiał do pozostania. „Panie pośle, niech Pan słucha…” – mówił nie dając mi dojść do słowa. „Ooo nie, dziś jest taki dzień, że to Pan będzie mnie słuchał” – odpowiedziałem. Miałem zwyczajnie i po prostu dość. I choć nie to było powodem mojego rozstania z PiS – poczułem wielką ulgę. Ulgę rozstania z klimatem, który Ludwik Dorn nazwał swego czasu susłoizacją , a Marek Jurek subkulturą PC.

Dziś więc, kiedy rozmawia się z posłami i sympatykami Solidarnej Polski, to bardziej niż wrażenie, że mają polityczny plan, ma się uczucie, że doznali gigantycznej ulgi. I choć dla wielu – tak jak dla Mariusza Kamińskiego – ich działania nie mają politycznego sensu, to dla nich samych zapewne mają sens ogromny. Bo wiążą się właśnie z ową ulgą. Bo są tylko ludźmi i właśnie teraz może najbardziej jest im ona potrzebna. I wielu posłów – jeszcze w klubie PiS – świetnie ich rozumie.

www.facebook.com/flibicki

Jan Filip Libicki

-asd

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Ziobryści to też ludzie – potrzebowali ulgi”

  1. To wszystko oczywiście możliwe. Ale zamiast po raz enty o Pisie, może by tak pan senator napisał, co, kiedy, jak i dlaczego obecna koalicja zamierza w najbliższym czasie popsuć ? Albo może tak zechciałby skomentować jakoś fakt, że poseł-wielki-katolik Jarosław Gowin głosował przeciw odwołaniu Nowickiej ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *