Zmiany w japońskiej zbrojeniówce

Wybór przez Tokio amerykańskiego F-35 na nowy myśliwiec dla Sił Samoobrony okazuje się mieć wpływ także na japoński przemysł obronny, a przede wszystkim prawo. Jeżeli rząd wprowadzi proponowane zmiany japońska zbrojeniówka przeżyje małe trzęsienie ziemi. Dodajmy, że korzystne dla niej.

Samo ogłoszenie wyboru F-35 Lightening II jako przyszłego myśliwiec dla Powietrznych Sił Samoobrony (ASDF) zostało podane do wiadomości na konferencji prasowej Rady Bezpieczeństwa 20 grudnia. W planach jest zakup 42 maszyny za łączną kwotę 4 mld $, aczkolwiek pojawiły się już doniesienia o kwocie 7 mld $. Oznacza to, że Japończycy mogą zdecydować się na zakup wersji droższej, a więc w tym wypadku lepszej, wyposażonej w bardziej zaawansowaną awionikę i uzbrojenie. Japońskie ministerstwo obrony planuje odebrać pierwsze 4 samoloty w roku 2016. Zważywszy na opóźnienia programu F-35 oraz na fakt, że Japonia nie należy do grona państw uczestniczących w tym programie, jest to termin bardzo optymistyczny.

Właśnie tutaj pojawia się najważniejszy problem. Japońskie koncerny nawet gdyby chciały nie mogą dołączyć programu F-35. Pomińmy kwestię czy dołączając na końcowym etapie mogłyby wnieść coś wartościowego do rozwoju samolotu, poza praktycznie pewną już japonizacją egzemplarzy dla ASDF. Największą przeszkodą jest japońskie prawo. W roku 1967 rząd premiera Sato Eisaku wprowadził zakaz eksportu broni do krajów komunistycznych, państw będących w stanie konfliktu międzynarodowego oraz objętych embargiem ONZ. W następnych latach zakaz został rozszerzony doprowadzając do niemal całkowitego zakazu sprzedaży broni za granicę (1976), z wyjątkiem USA (od 1983). W rezultacie, zakazem objęte zostały także systemy uzbrojenia tworzone przy współudziale japońskich firm. Jak można było się spodziewać zagraniczne firmy zbrojeniowe przestały być wtedy zainteresowana współpracą. Po co rozwijać broń, której nie można potem sprzedać krajom trzecim? Sprawa mogła nabrać większego znaczenia w przypadku pełnej realizacji projektu tarczy antyrakietowej. Ze względu na zagrożenie ze strony Korei Północnej Japonia jest zainteresowana zwłaszcza jej morskim komponentem (rozwija wspólnie z USA pocisk SM-3 będące podstawą systemu). Japończycy byli i są nadal zainteresowani produkcją wielu elementów systemu, ale wtedy przestałyby być one dostępne dla innych państwa (poza Stanami Zjednoczonymi). Niemniej luki w prawie sprawiły, że większość oporządzenia (od butów i onuc po saperki i manierki) używanych w Azji Płd-Wsch nosiła swego czasu etykiety „made in Japan” (obecnie i ten segment rynku jest zajmowany przez Chińczyków).

Co ciekawe, konkretniej na temat złagodzenia zakazu zaczęto mówić dopiero za rządu Kana Naoto w związku z ogłoszeniem w grudniu 2010 nowych wytycznych polityki obronnej. Dokument stwierdzał, że rosnące skomplikowanie oraz koszt rozwoju i produkcji nowoczesnego uzbrojenia zachęca do uczestnictwa w międzynarodowych projektach. Kan był jednak zmuszony zaniechać planów złagodzenia zakazu z powodu silnego sprzeciwu partii socjaldemokratycznej, której głosy były konieczne do uchwalenia budżetu. Sprawa powróciła wraz z wyborem F-35. Kilka dni po ogłoszeniu decyzji, szef kancelarii premiera Fujimura Osamu ogłosił plan zmiany prawa. W proponowanych zmianach znajdują się wprowadzenie możliwości pełnego uczestnictwa japońskich koncernów w projektach międzynarodowych (takich jak F-35 czy tarcza antyrakietowa) oraz dostawy wyposażenia dla operacji humanitarnych. W efekcie pojawi się także możliwość sprzedaży do krajów zaprzyjaźnionych japońskiego uzbrojenia, od kamizelek kuloodpornych po ciężki sprzęt. Japońskie lobby przemysłowe Keidanren od lat zabiegało o takie zmiany. Trzeba przy tym pamiętać, że żaden z japońskich koncernów nie specjalizuje się wyłącznie w produkcji na rzecz wojska. Dla potentata w tej branży Mitsubishi Heavy Industries zarobki z tego segmentu wyniosły w 2010 jedynie 3 mld $, co stanowiło 8,7% dochodu. W branży elektronicznej wygląda to jeszcze gorzej. Światowy potentat NEC Corp zarobił dzięki Siłom Samoobrony jedynie 1 mld $ – zaledwie 2,8% zysków za rok 2010. Japońskie korporacje widzą dla siebie szanse właśnie w uczestnictwie w międzynarodowych projektach oraz w wyposażaniu i zaopatrywaniu misji humanitarnych i pokojowych.

Niemniej, spodziewane w konsekwencji złagodzenie zakazu eksportu broni może zdaniem analityków wyjść japońskiej zbrojeniówce na dobre. Dzięki możliwość współpracy z zagranicznymi firmami powinno dojść do zmniejszenia dotychczasowej zależności od Amerykanów. Czy japońskie koncerny zajmą miejsce wśród wielkich światowej zbrojeniówki pokaże przyszłość.

Paweł Behrendt 

Artykuł ukazał się na portalu www.polska-azja.pl

Dodał Stanisław A. Niewiński

[Głosów:1    Średnia:5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *