Aksamitne rewolucje – zastosowanie socjotechniki walki informacyjnej i działań psychologicznych w praktyce (część 2)

Jednym z charakterystycznych elementów aksamitnych rewolucji jest zastosowanie walki bez przemocy, którą na płaszczyźnie teoretycznej wypracował amerykański naukowiec profesor Gene Sharp. W środowisku specjalistów w zakresie socjotechniki walki informacyjnej system wypracowany przez prof. Sharpa nazywany jest nonviolent action. Praktycznie każda organizacja aksamitnych rewolucjonistów przed przystąpieniem do akcji przechodzi przez intensywne szkolenia, treningi i seminaria na których wykładane są tezy prof. Sharpa. Tak było między innymi w przypadku „Otporu”, który w Serbii był motorem napędowym działań informacyjnych i psychologicznych wymierzonych w Slobodana Milosevica.    

Wydarzenia w kilku krajach na obszarze postradzieckim w ciągu ostatnich kilkunastu lat są dowodem na to, że teoretyczne założenia i tezy wypracowane przez prof. Gene Sharpa nie są jedynie akademickimi rozważaniami, ale znajdują praktyczne zastosowanie podczas aksamitnych rewolucji. Można pokusić się o stwierdzenie, że prof. Sharp jest intelektualnym ojcem duchowym aksamitnych rewolucjonistów.

Gene Sharp i ”polityczne jujitsu”

Profesor Gene Sharp urodził się na północy Baltimore w amerykańskim stanie Ohio 21 stycznia 1928 roku. W 1946 roku ukończył szkołę średnią w Columbus, a pierwszy tytuł naukowy zdobył 3 lata później na Uniwersytecie Stanu Ohio. Tytuł magistra („Master of Arts”) osiągnął w roku 1951 za rozprawę: „The Politics of Nonviolent Action: A Study in the Control of Political Power”, która to przyniosła mu największą sławę. Prowadzone prace naukowe, wykłady na wielu uczelniach: w Bostonie, Oslo, Oxfordzie, Bedford, Waltham, czy na Harvardzie, czy wreszcie podróże i spotkania z ludźmi, którzy bezpośrednio stykali się z problemami podejmowanymi przez profesora (np. z uczestnikami antyhitlerowskiego ruchu oporu w Norwegii), pogłębiały nie tylko jego szeroką wiedzę, ale i chęć do prowadzenia nowych badań.

Wydawany w Genewie dziennik „Le Temps” w ten sposób opisał wpływ koncepcji Sharpa na opracowanie strategii metod walki bez przemocy: „W wieku 86 lat Gene Sharp okazał się naczelnym teoretykiem międzynarodowej sieci bezprzemocowych rewolucji, które mają miejsce w Europie Wschodniej. Sharp, który była pacyfistą już od pierwszych godzin II wojny światowej, pogłębiał swoją świadomość, korespondując przede wszystkim z Albertem Einsteinem, a następnie poddał swoją teorię próbie ognia w trudnych warunkach birmańskich”[1].

Gene Sharp już w 1990 r. brał udział w wydarzeniach na obszarze postradzieckim kiedy wraz z zespołem współpracowników przybył do Szwecji, aby doradzać przywódcom litewskiego ruchu politycznego „Sajudis”. W styczniu 1991 r. członkowie ruchu zastosowali metody Sharpa, stawiając opór bez przemocy atakom rosyjskich sił specjalnych w Wilnie.

Sharp jest przez wielu znawców tematu uważany za najlepszego specjalistę w dziedzinie walki bez przemocy. W wywiadzie w „Peace Magazine” określany jest jako człowiek, który „prawdopodobnie wie więcej o oporze bez przemocy niż ktokolwiek inny na naszej planecie”[2]. Spędził lata na rozważaniach nad taką techniką walki, która byłaby w tym pomocna. Poszukiwał odpowiedzi na pytania o jej istotę, metody, sposoby działania wobec władzy, którą chce się obalić oraz o możliwościach jej skutecznego zastosowania w praktyce, co bez wątpienia stawia go na uprzywilejowanej pozycji jednego z największych specjalistów w omawianym temacie.

Walka bez użycia przemocy nazywana jest także „innym (odmiennym) ultimatum” i jest to broń mogąca z powodzeniem służyć jako środek zastępczy dla wojny. Jednakże wbrew pozorom walka bez przemocy nie ma nic wspólnego z pacyfizmem, bowiem jak podkreśla prof. Sharp trzeba dokonać rozróżnienia pomiędzy działaniem bez udziału przemocy, a podobnym postępowaniem umotywowanym przekonaniami związanymi z wyznaniem czy etyką (np. poglądy pacyfistyczne czy chrześcijańskie). Są to dwa różne zjawiska. Działania bez przemocy nie mają jednak nic wspólnego z pasywnością, uległością, ani tchórzostwem. Co więcej, należy już na samym początku przezwyciężyć w sobie te cechy, jeśli oczekuje się sukcesów. Jest, tak samo jak wojna, narzędziem walki. Tak samo opiera się na mobilizacji sił i przeprowadzaniu kolejnych batalii. Wymaga mądrej strategii i dobrego przygotowania. W znacznej mierze zależy od odwagi, dyscypliny i poświęcenia osób zaangażowanych w tego typu walkę.

„(…)Poszczególne techniki w obrębie szeroko rozumianej metody nonviolent action zostały sklasyfikowane w trzy kategorie. Pierwszą z nich jest protest i perswazja bez przemocy, co polega głównie na symbolicznych akcjach pokojowej opozycji, wyrażonych pozawerbalnie. Wyróżniamy tutaj między innymi marsze, parady, pikiety, rozwieszanie plakatów, spotkania protestacyjne i podobne. Najszerszą kategorią jest brak współpracy z przeciwnikiem, czyli zamierzone wstrzymanie się od pomocy czy odrzucenie związków łączących buntowników z wrogiem na różnych płaszczyznach, co podzielone jest dodatkowo na trzy aspekty: społeczny (bojkoty ze strony społeczeństwa), ekonomiczny (różnego rodzaju strajki na tle gospodarczym) oraz polityczny (bojkoty polityczne). Akcje związane z tymi aspektami mogą być spontaniczne lub zaplanowane, legalne bądź nie. Trzecią kategorię stanowią interwencje bez przemocy, czyli świadome działania, mające na celu wpływ na sytuację. Będą to wszystkie akcje, które wkraczają w porządek ustalony przez wroga. Wszystko, co utrudnia mu normalne funkcjonowanie, wszelkie dążenia do zmiany. Strajki okupacyjne i głodowe, ustanawianie nowych struktur społecznych czy równoległych rządów oraz podobne. Zaczynając od kilku przykładów wyszczególnionych metod, Gene Sharp sporządził listę 198 typów akcji w ramach szerzej pojętego działania bez użycia przemocy, z których wszystkie zdążyły już pojawić się w historii ludzkości. Podstawowym założeniem walki bez przemocy jest oczywiście wyzbycie się rozwiązań stosujących przemoc fizyczną. Dlatego chcąc rozwijać dalej tę metodę jej wyznawcy stawiają sobie za cel zmniejszenie powszechnej wiary w wojnę i przekonaniu, że jest ona lekiem na całe zło, zwłaszcza w kontekście nieskuteczności innych pomysłów. Rządy dyktatur i innych reżimów, ataki terrorystyczne, ludobójstwa, opresje – to dość częste zjawiska. Używanie przemocy przez jedną stronę najczęściej skutkuje podobną odpowiedzią. Jednak jest to narzędzie znane, oddalające poczucie całkowitej beznadziei w obliczu skomplikowanych konfliktów. Wobec tego dopóki ludzie będą trwać przy takim przekonaniu i dopóki nie będą w stanie myśleć wyłącznie w znanych sobie kategoriach, sytuacja nie zmieni się”[3].

Michał Szymuś w cytowanym powyżej opracowaniu na temat Gene Sharpa i ruchu nonviolent metodę wypracowaną przez amerykańskiego naukowca nazywa „politycznym jujitsu” twierdząc, że „(…)Walka polityczna bez używania przemocy w konfrontacji z siłowymi środkami reakcji (sankcje, represje) tworzy specyficzną, asymetryczną sytuację konfliktową. Ten kontrast wytrąca przeciwników z politycznej równowagi, osłabia i obraca ich działania przeciwko własnej pozycji. Pozostając konsekwentnymi w wystrzeganiu się przemocy (podczas gdy druga strona nadal stosuje siłę), buntownicy mogą uzyskać znaczną przewagę. Polityczne jujitsu powoduje stopniowe oddzielanie się od przeciwników jednej lub wszystkich z trzech grup ludzi: członków grupy łączonej z opcją przeciwników; społeczeństwa, dotkniętego zagrożeniem istotnych dla siebie wartości oraz stron trzecich, niezaangażowanych bezpośrednio w spór. Zwłaszcza to pierwsze zjawisko jest optymistyczne. Przekonujemy się, że możliwe jest znaczne osłabienie siły obozu oponentów, a nawet zwrócenia ich członków przeciwko sobie nawzajem. Gene Sharp zdaje sobie sprawę z wagi czynników natury psychologicznej, odgrywających dużą rolę w tym kontekście. Żołnierze wroga mogą sami odmawiać strzelania do pokojowo nastawionych obywateli, czy to ze względów etycznych czy innych, co z czasem może przybrać nawet rozmiary masowych dezercji i przyłączania się do buntowników. Bardzo możliwe, że będą też chętni do pomocy więźniom i innym represjonowanym, którzy przecież nie mają wobec nich wrogich zamiarów, a z pewnością ich zaangażowanie nie będzie tak duże, jakby to było gdyby musieli walczyć o własne życie. Wszystko to pomaga rozwinąć ruch oporu, ponieważ zwiększa się liczba osób należących do różnych grup opozycyjnych względem politycznej linii oponentów”[4].

      „Otpor” -  awangarda aksamitnej rewolucji w Serbii

Z dorobku prof. Gene Sharpa pełnymi garściami czerpały i nadal czerpią inspirację organizacje i ruchy, które były motorami napędowymi „aksamitnych rewolucji” i to według strategii wypracowanej przez niego były one szkolone oraz przygotowywane do działalności rewolucyjnej.

Jedną z pierwszych organizacji, które w socjotechnice prowadzenia walki informacyjnej zastosowały metody nonviolent był serbski „Otpor” (Opór). Ruch ten powstał 10 października 1998 roku. Utworzyła go dwudziestoosobowa grupa studentów, którzy rekrutowali się z takich organizacji jak „Związek Studencki”, „Federacja Studentów” i „Ruch Studentów Serbskich”.

Znakiem organizacyjnym „Otporu” stała się zaciśnięta pięść oznaczająca „siłę, determinację i jedność”[5] i która symbolizowała groźbę pod adresem Slobodana Milosevica.  Symbol ten występował w dwóch opcjach: czarna ręka na białym tle oraz biała na czarnym. Korzenie znaku organizacyjnego „Otporu” sięgają końcówki lat osiemdziesiątych kiedy to trzy słoweńskie muzyczne grupy rockowe „Laibach”, „Miladojka Youneed” i „Borghesia” wypuściły na rynek album zatytułowany „Opór” z zaciśniętą pięścią na okładce. Pikanterii dodawał też fakt, że taki sam symbol – pięść, ale czerwona była znakiem rozpoznawczym zwolenników Milosevica.

Przy budowaniu struktur organizacyjnych „Otporu” zdecydowano, że nie będzie on konstruowany na zasadzie hierarchicznej, bowiem zakładano, iż czynniki rządowe oraz służby specjalne będą dążyły do dezintegracji ruchu, który przy „sztywnej”, hierarchicznej formule byłby dużo łatwiejszym celem do rozbicia. Stworzono więc organizację, której organem kierowniczym było kolegialne ciało składające się z dwudziestu członków, co umożliwiło stworzenie organizacji poziomej – bardzo elastycznej i zdolnej do wykonywania zadań zarówno na poziomie ogólnokrajowym jak i lokalnym.

Jeden z członków „Otporu”, Aleksander Maric z Novego Sadu, w ten sposób przedstawił naczelną zasadę działania ruchu: „(…) organizacja powinna obywać się bez lidera – w tym właśnie tkwi siła. (…) serbska policja nie była w stanie pojąć, że można sobie dać radę bez przywódcy, taka struktura doprowadziła ich do szaleństwa. Niemniej potrzebne było jakieś jądro – jądrem tym była owa dwudziestka osób, stanowiących coś w rodzaju komitetu centralnego”[6].

Serbski ruch posiadał kilka wydziałów: stosunków międzynarodowych, zasobów ludzkich, marketingu oraz dział logistyki i dystrybucji. Brak hierarchicznej struktury nie przeszkodził aksamitnym rewolucjonistom w stworzeniu prężnej i dobrze operującej organizacji zarówno na szczeblu ogólnokrajowym jak i lokalnym. W przededniu wyborów prezydenckich we wrześniu 2000 r. „Otpor” liczył około 70 tys. członków uplasowanych w 130 lokalnych komórkach organizacyjnych. Aktywistą mógł zostać praktycznie każdy, chyba że podejrzewano prowokację. Powszechnym zjawiskiem i celowo obraną strategią była jawność, ponieważ konspiracja nie zawsze jest dobrym sojusznikiem, co było działaniem zgodnym z instrukcjami Sharpa, które zawarł w swoich opracowaniach: „tajność jest nie tylko zakorzeniona w strachu, ale również przyczynia się do niego, co osłabia ducha oporu i obniża ilość osób mogących aktywnie uczestniczyć w akcji. Może także przyczyniać się do – często bezpodstawnych – podejrzeń i oskarżeń o bycie agentem albo informatorem przeciwnika. Natomiast jawność intencji i planów nie tylko będzie miała efekty wręcz przeciwne, ale przyczyni się również do stworzenia wrażenia, że ruch oporu jest w rzeczywistości niezmiernie potężny[7].

Jednakże aksamitni rewolucjoniści mieli świadomość tego, że aby władze nie zdobyły przewagi, pewne sfery musiały pozostać tajne. „Redagowanie, drukowanie i dystrybucja podziemnych publikacji, nielegalne audycje radiowe z wewnątrz kraju i zbieranie informacji o posunięciach dyktatora należą do czynności, gdzie wymagany jest wysoki stopień utajnienia”[8]. W wyniku obrania takiej strategii działania automatycznie wytwarzają się dwa kręgi przywództwa: krąg jawny, powszechny, składający się z przeszkolonych aktywistów, którzy „na dole” – lokalnie organizują wokół siebie społeczeństwo i drugi krąg – tajny, często powiązany z politykami opozycji sztab, który pozostaje nieuchwytny. W efekcie tego często zdarza się, że ludzie będący w takich sztabach – zakonspirowanych ciałach przywódczych osobiście nie znają się nawzajem. Umiejętne oddzielenie sfery jawnej od tajnej było i jest kluczem do dezinformacji każdej władzy w opozycji do której stoją siły rewolucyjne. Ten mechanizm działalności w prowadzeniu struktury rewolucyjnej sprawdzony w praktyce w Serbii, później był – z pewnymi modyfikacjami uwzględniającymi lokalne uwarunkowania społeczno – polityczne – powielany praktycznie podczas każdej aksamitnej rewolucji: w Gruzji, w Kirgistanie czy na Ukrainie. Jest to swego rodzaju „znak firmowy” w modus operandi aksamitnych rewolucjonistów.

Zasada unikania stosowania przemocy była jednym z fundamentów działania „Otporu”. Książka Gene Sharpa „Polityka działania bez przemocy” odegrała kluczową rolę w wypracowywaniu strategii ruchu. Na bazie pracy Sharpa opracowano broszurę wydaną w języku serbskim pt. „Podręcznik Otporu”. Wydano także w nakładzie 5 tys. egzemplarzy inną książkę Sharpa „Od dyktatury do demokracji: ramy pojęciowe wyzwolenia”. W pracy tej amerykański naukowiec pisze: „(…) Bezgraniczna brutalność reżimu wobec działaczy stojących wyraźnie na pozycjach bezprzemocowych zwraca się przeciwko dyktatorowi, wywołując niesnaski w jego własnych szeregach i skłaniając ludność, w tym także tradycyjnych zwolenników partii rządzącej i jej satelitów, do wspierania opozycjonistów”[9].

W marcu 2000 r. działacze „Otporu” przeszli cykl szkoleń w dziedzinie walki bez przemocy. Bazą szkolenia był hotel Hilton w Budapeszcie, gdzie uczono młodych Serbów jak organizować strajki i protesty oraz komunikować się za pomocą symboli. Oddzielną kwestię stanowiła nauka technik przekazu informacyjnego oraz socjotechniki. Szkolenia prowadził m.in. Gene Sharp oraz jego kolega pułkownik Robert Helvey, który wyjaśniał jak socjotechnicznie można podmywać fundamenty autorytetu władzy w społeczeństwie. Obok policji, wojska i kontrolowanych przez państwo mass mediów, istota władzy tkwiła w autorytecie Milosevica – w jego zdolności wydawania rozkazów oraz egzekwowania poleceń. Pod koniec tego seminarium jeden z działaczy „Otporu” stwierdził, że strach stanowi broń potężną, ale nietrwałą, ponieważ „znika szybciej niż daje się go odczuć”[10]. Obok Sharpa i Helveya młodych Serbów nauczali także byli i obecni pracownicy amerykańskich służb wywiadowczych oraz oficerowie US Army.

Zanim „Otporowcy” przystąpili do konkretnych działań przygotowano strategię. „(…) Oprócz motywacji i aktywności uczestników ruchu, ważne jest też wcześniejsze przygotowanie i zdobycie pewnej wiedzy teoretycznej (zaplecze intelektualne) zanim przystąpi się do akcji. Tak samo jak w militarnych konfliktach, bardzo pomocnym narzędziem jest dobra strategia, czyli plan przeniesienia się ze stanu obecnego, w którym wybrany cel nie jest jeszcze zdobyty, do stanu pożądanego, gdzie udało się to osiągnąć. Często liderzy uznają za słuszne sformułowanie pewnych założeń taktycznych na chwilę obecną, bez uwzględnienia tendencji długoterminowych. To błąd. Dzięki myśleniu strategicznemu szanse na sukces będą znacznie zwiększone, skoordynowane działania przybliżą do zwycięstwa. Straty mogą być minimalizowane, a poświęcenie bardziej opłacalne. Niemożliwe jest wypracowanie optymalnej strategii, odnoszącej się do każdej sytuacji. Odpowiednie techniki mogą być modyfikowane i łączone z różnymi rodzajami oporu, ale niektóre z nich mogą osłabiać skuteczność metody nonviolence (jak np. stosowanie przemocy). Przede wszystkim jednak musimy polegać na sobie. Warto wzbogacać działanie innymi sposobami walki, ale ewentualne zwycięstwo musi zależeć od nas samych (lub naszej grupy). Formułowanie skutecznej strategii wymaga zrozumienia dynamiki i mechanizmów walki bez użycia przemocy. Niezbędne jest wybieranie tych akcji, które mogą przynieść sukces i unikanie czynników niesprzyjających. Trzeba też brać pod uwagę dodatkowe uwarunkowania: geograficzne, psychologiczne i inne. Tworzenie mądrego planu zakłada m.in. dobrą znajomość kontekstu konfliktu, oszacowanie sił własnych, przeciwników oraz stron trzecich, przewidywanie przeszkód, analizę możliwych kierunków rozwoju sytuacji, ocenę potencjalnych rozwiązań i wreszcie zidentyfikowanie całościowego planu postępowania, zawierającego poszczególne metody w dążeniu do osiągnięcia głównego celu. Nie lekceważąc korzyści płynących z myślenia strategicznego, Gene Sharp wyróżnia 5 faz strategicznego planowania w ramach walki bez użycia przemocy. Pierwszą jest inicjowanie oceny i analizy. Dokonujemy tutaj szacunków własnych sił i przeszkód oraz innych czynników sprzyjających bądź niesprzyjających w osiągnięciu celów, a także mocnych i słabych stron naszych przeciwników, przy uwzględnieniu tych źródeł ich władzy, w które będzie nam najłatwiej uderzyć. Identyfikujemy też ogólne sposoby, za pomocą jakich można zrobić to najlepiej na tym etapie (wybór metod nacisku). Faza druga to właściwe rozwinięcie podstawowej strategii. Opracowywanie długoterminowych koncepcji postępowania w konflikcie, łącznie z konkretnymi technikami zdobywania poszczególnych celów oraz taktyk krótkoterminowych dla walki o sprawy drugorzędne, chociaż i tak ważne w kontekście końcowego efektu. Trzecia faza polega na budowaniu zdolności społeczeństwa do stworzenia realnego zagrożenia dyktatorom i wrogim systemom, mobilizacji możliwie największej siły, będącej poza zasięgiem oddziaływania oponentów. Następna to planowanie podczas otwartej walki. Należy na bieżąco śledzić zgodność postępowania z przyjętą strategią i poszczególnymi metodami (i w razie je korygować) oraz skupiać się na dokładnych atakach bezpośrednio w słabości przeciwników, dążąc do wytrącenia ich z politycznej równowagi, czyli po prostu dobrze wykonywać założenia taktyczne, zmierzając do sukcesu. Wreszcie w fazie ostatniej przychodzi czas na wnioski: czy ten sukces udało się rzeczywiście osiągnąć, czy nie, czy może końcowe rezultaty okazały się formą pośrednią pomiędzy zwycięstwem a porażką oraz na przeprowadzanie planów na przyszłość”[11].

Strategię „Otporu” oparto na przekazie informacyjnym skierowanym szczególnie do młodego pokolenia Serbów. Kluczową grupą adresatów w kampanii aksamitnych rewolucjonistów byli ludzie w przekroju wiekowym od 18 do 30 lat. Nieprzypadkowo kampania informacyjna była skierowana do młodego pokolenia.

Jak pisze Grzegorz Lewicki: „(…) Pierwszym krokiem, jaki musieli wykonać, najtrudniejszym i najbardziej istotnym dla powodzenia każdej aksamitnej rewolucji okazywała się zawsze walka ze strachem. >Bo jednym z najtrudniejszych problemów społeczeństw niedemokratycznych jest właśnie strach. Strach przed wyrzuceniem ze szkoły, z uniwersytetu, z pracy. Strach przed pobiciem i uwięzieniem< – mówi Milos Milenkowic, prezes EURO-26 w Serbii i były aktywista „Otporu!” >Kiedy zakładaliśmy Otpor!, ludzie nas przestrzegali: nikogo nie denerwujcie, nic nie zmieniajcie, może być tylko gorzej<. Grupą przestrzegającą przed działaniem było pokolenie starsze. Dlaczego akurat oni? Ponieważ wprost proporcjonalnie do pogłębiania się poczucia beznadziei, priorytetem starszego, udręczonego przez władzę pokolenia stawało się beznamiętne trwanie. Jak zauważa Milos: >żyli tylko dniem dzisiejszym i bali się nawet pomyśleć o możliwości wystąpienia przeciw dyktaturze< (…)Na pogrążonych w chocholim śnie nie można było liczyć. Rewolucję trzeba było oprzeć na ludziach młodych, mających motywację do walki o własny kraj, w którym w przyszłości przyjdzie im żyć. Najpierw więc trzeba było ich ośmielić, skruszyć strach i dać poczucie pewności, że sukces jest tylko kwestią czasu, że ich zaangażowanie przyniesie efekty. Było to koniecznie, bo strach w reżimach o korzeniach totalitarnych jest jak mityczny wąż Uroborus – karmi się samym sobą, tworzy zaklęte koło. Pragnienie zmian, chociaż tli się w sercach wielu, skutecznie przygaszane jest poczuciem osamotnienia i obawą przed niepowodzeniem. Niemożność przezwyciężenia strachu w wymiarze jednostkowym umożliwia mu kolektywne trwanie. A ośmielić jednostkę i wlać nadzieję w serce może jedynie poczucie bycia częścią anonimowego tłumu – wielkiej, silnej wspólnoty. Pochód Solidarności ruszył, gdy Polacy „zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas”. Analogicznie, jeżeli pochód miał ruszyć w Serbii, Gruzji czy na Ukrainie, musiał powstać tłum. Jeżeli tłumu nie było, to… trzeba było po prostu go wykreować. (…)Z czasem osób zainteresowanych ruchem zaczęło przybywać – im więcej ich było, tym strach – Uroborus coraz bardziej dławił się swym ogonem. Nowych aktywistów uczono jak przezwyciężać lęk. Dzielono ich na kilkuosobowe grupy, których członkowie mieli obowiązek wzajemnie się kontrolować, a w przypadku aresztowania poinformować o tym resztę. Wtedy formowano nową grupę, której członkowie na zmianę, ale bez przerwy pikietowali pod placówkami milicji – aż do uwolnienia przyjaciół. Stworzono też specjalne kanały informacyjne, dzięki którym o aresztowaniu dowiadywała się grupa niezależnych prawników, rodzice ofiar i niezależne media. >Wszyscy natychmiast przychodzili na milicję. Prawnicy tworzyli listy aresztowanych i zapewniali opiekę prawną, dziennikarze zdawali relację, a wściekli rodzice przekonywali milicjantów, aby uwolnili ich dzieci< – wylicza kolejne czynności Milos. Milicję dało się też często przeciągnąć na swoją stronę graniem na najprostszych, ludzkich emocjach. W końcu milicjanci byli członkami tego samego społeczeństwa, co aresztowani, a niejednokrotnie pod wytarty mundur sami chętnie założyliby podkoszulek rewolucjonisty (co zresztą się zdarzało). Gene Sharp zaleca strategom ruchów rewolucyjnych rozpoznanie stopnia niezadowolenia i zastraszenia panującego w wojsku i milicji, sugerując, że funkcjonariusze państwowi mogą być przeciwni reżimowi z powodów osobistych, rodzinnych, lub politycznych. Tak w istocie bywało, co doskonale pokazuje przytoczona w >Der Spiegel< anegdota: >W (serbskiej) wiosce pod Nowym Sadem komendant milicji przymknął raz trzech młodych aktywistów malujących opozycyjne hasła. Kiedy pod wieczór wrócił do domu, żona odmówiła mu podania kolacji, dopóki ich nie wypuści. ‘Zmyślasz’ – przekonywała go. ‘To nie żadni przestępcy, ale mili chłopcy, którzy byli na urodzinach naszego syna!’ Komendant dał za wygraną<. Wyrażenie >mili chłopcy< wskazuje, że wygląd zewnętrzny również mógł grać rolę psychologiczną: sympatyczni studenci nie budzili agresji ani strachu w milicjantach, poza tym często przypominali im ich własne dzieci. W efekcie ciężko było im podnieść pięść na kogoś, kto nie był krnąbrny i nie stawiał oporu. A już szczególnie jeżeli ten ktoś był piękną kobietą. Właśnie ten sposób zmiękczania serc Milos uznaje za najskuteczniejszy: >Nasze śliczne aktywistki, w białych podkoszulkach i z kwiatami w rękach również przychodziły na posterunek milicji i z miłym uśmiechem na twarzy prosiły milicjantów o uwolnienie kolegów<. Do skutku. Strach przed pobiciem i aresztowaniem przezwyciężano też dzięki tworzeniu poczucia rywalizacji i konkurencji. >Gdy cię aresztują, możesz się tylko cieszyć! Zorganizowaliśmy konkurs, którego zwycięzcą zostawał aktywista aresztowany największą ilość razy. Mnie aresztowano tylko 7 razy. Kolegę, który wygrał – 37 razy w ciągu sześciu miesięcy< – śmieje się Milos. Młodzi odczuwali dumę z powodu przynależności do ruchu, ponieważ dzięki uczestnictwie w protestach nawet najbardziej nieśmiali mogli w przypadku aresztowania czy pokazania w mediach stać się nagle popularni w swoim miejscu zamieszkania. We wszystkich akcjach równie ważny był humor. >Żart i ironia to klucz do sukcesu!< – podkreśla Milos. Te dwie metody – stosowane przez Polaków w czasach komunizmu przez >Pomarańczową Alternatywę< – aksamitni rewolucjoniści również wykorzystywali, chociaż istniała pewna różnica. Podczas gdy Polacy żartami jedynie parodiowali i wyśmiewali absurdy socjalizmu, aksamitni rewolucjoniści zaprzęgli humor do czynnej walki politycznej”[12].

Należy jednak zaznaczyć, że w tym przypadku zjawisko strachu w walce informacyjnej jest bronią obosieczną nie tylko dotykającym przeciwników obecnej władzy, ale także ludzi będących oficjalnie po stronie tejże władzy – w strukturach państwowych. Paradoks polega na tym, że strach świadczy rewolucjonistom te same usługi w stosunku do ludzi znajdujących się po drugiej stronie barykady. Gene Sharp w swoich opracowaniach zwraca uwagę na fakt, że „urzędnicy bojąc się zawieść oczekiwania zwierzchników mogą nie przekazywać całkowitej i dokładnej informacji, która jest wymagana do podejmowania przez dyktatora (efektywnych) decyzji”[13]. Innymi słowy, strach przed gniewem szczebla centralnego może powodować, że raporty i analizy dotyczące bieżących nastrojów w społeczeństwie są często pisane na modłę oczekiwań władzy i nie zawierają mogących je niepokoić uwag, spostrzeżeń i prognoz, w efekcie czego są niczym innym tylko dezinformacją.

Do przyciągnięcia młodzieży wykorzystywano koncerty rockowe, które organizowano w celu przedstawienia im odpowiedniego przekazu informacyjnego. W tygodniach poprzedzających wybory z 24 września szereg serbskich zespołów rockowych m.in. „Darkwood Dub”, „Kodza”, „Nebojsa” dały na terenie całego kraju 27 koncertów w których uczestniczyło ponad 200 tys. osób. Trzy dni przed głosowaniem odbył się finałowy koncert tego rockowo – politycznego tournee na który przyszło 20 tys. widzów[14]. „Otpor” korzystał także z sondaży opinii oraz prognoz medialnych, które nieodpłatnie, specjalnie dla ruchu przygotowywał belgradzki Instytut Badań Marketingowych.

 Równolegle prowadzono dwie kampanie. Pierwsza wymierzona była przeciwko Milosevicowi, a jej zawołaniem było hasło „Gotov Je!” (Skończone!). Ta akcja informacyjna była klasyczną operacją z arsenału wojny psychologicznej, a jej celem było podważenie autorytetu Milosevica w społeczeństwie oraz wpojenie odbiorcom przekazu informacyjnego, że serbski przywódca jest na skraju przepaści. W ramach tej akcji na terenie całej Serbii rozklejono milion plakatów z hasłem „Gotov Je!”, co świadczy o zasięgu i rozmachu całej operacji psychologicznej. O ile pierwszą kampanię przeprowadził „Otpor”, to drugą, równoległą przeprowadziło 37 serbskich organizacji pozarządowych. Hasłem tej operacji informacyjnej było zawołanie „Vreme Je!” (Już czas!) i jej celem było przekonanie młodych Serbów, że ich udział w wyborach jest bardzo ważny. Akcja została zwieńczona pełnym sukcesem, bowiem aż 87 proc. młodych ludzi uprawnionych do głosowania wzięło udział w wyborach, masowo głosując przeciw Milosevicowi.

Ważnym elementem w działaniach „Otporu” był fakt, że cały ruch maksymalnie stronił od jakichkolwiek akcentów ideologicznych, co siłą rzeczy stwarzało wygodną platformę do współpracy różnych organizacji niejednokrotnie wyznających przeciwstawne sobie ideologie. Jednakże to, co było siłą „Otporu” w warunkach aksamitnej rewolucji, w realiach starcia demokratycznego na niwie stricte partyjnej okazało się jego słabością. Po pokonaniu obozu Milosevica próba przekształcenia „Otporu” w partię polityczną o orientacji socjaldemokratycznej zakończyła się porażką, bowiem w wyborach parlamentarnych „Otpor” uzyskał zaledwie 1,6 proc. głosów poparcia. Viatcheslav Avioutskii, autor książki o „Aksamitnych rewolucjach” w ten sposób tłumaczy klęskę przekształcenia ruchu rewolucyjnego w klasyczną partię polityczną: „(…) Przede wszystkim zbyt późno przekształcono ruch w partię polityczną. Poza tym od samego początku kampanii z 2003 r. jasne było, że nie zdoła on przekroczyć pięcioprocentowego progu wyborczego, a tym samym wejść do parlamentu, co zniechęciło wielu sympatyków >Otporu<. Większość tzw. >wielkich< partii skutecznie go zwalczała. >Otpor< nie był w stanie działać na tym samym polu, co tradycyjne partie. W gruncie rzeczy wciąż nie potrafił się odciąć od wizerunku ruchu >rewolucyjnego<. Ludność Serbii widziała w nim raczej taran nakierowany na Milośevićia niż klasyczne ugrupowanie polityczne”[15].

Oczywistym jest fakt, że bez zewnętrznego wsparcia logistycznego oraz finansowego ze strony państw zainteresowanych obaleniem Milosevica aksamitni rewolucjoniści nie byliby w stanie na taką skalę i z takim rozmachem przeprowadzać swoje kampanie informacyjno – psychologiczne. Powszechnie znane są związki działaczy „Otporu” z amerykańskimi i niemieckimi kołami politycznymi, które poprzez szereg fundacji, stowarzyszeń i innych organizacji pozarządowych w różnej formie udzielały wsparcia aksamitnym rewolucjonistom. Seminaria szkoleniowe dla serbskich działaczy organizowały m.in. International Republican Institute, National Democratic Institute czy niemiecka Fundacja Fredricha Eberta. W USA na poziomie rządowym patronat nie tylko nad „Otporem”, ale nad całą opozycją wobec Milosevica objęli Madeleine Albright i Richard Holbrooke.

„(…) Przedstawiciel amerykańskiego National Endewment for Democracy (Narodowy Fundusz na rzecz Demokracji – NED), Paul B. McCarthy, potwierdził, że od sierpnia 1999 r. >do Otporu zaczęły spływać dolary<. Podkreślił, że w latach 1998-2000 NED przeznaczył ponad 3 miliony dolarów na finansowanie serbskich ruchów demokratycznych, a >Otpor< był głównym odbiorcą tych funduszy. Spotykał się z przywódcami ruchu w Czarnogórze i na Węgrzech – rozmawiał głównie ze Slobodanem Homenem, odpowiedzialnym w >Otporze< za stosunki z zagranicą. Homen potwierdził, że finansowanie to miało miejsce – przyznał też, że jego organizacja otrzymywała pieniądze od organizacji pozarządowych i rządów państw zachodnich. Potwierdził, że w czerwcu 2000 r. spotkał się z Berlinie z Madelein Albright. Amerykańska sekretarz stanu oświadczyła przy tej okazji: >Chcemy ujrzeć Milośevićia odsuniętego od władzy, wydalonego z Serbii, stojącego przed Trybunałem w Hadze<, gdzie miał być sądzony za swoje zbrodnie przeciwko ludzkości. Serbski działacz spotykał się także z Wiliamem D. Montgomerym, byłym ambasadorem Stanów Zjednoczonych w Chorwacji – do spotkania doszło w ambasadzie amerykańskiej w Budapeszcie. Montgomery dał mu do zrozumienia, że >sprawa Milośevićia została przez Madeleine Albright potraktowana osobiście i ma niezwykle wysoki priorytet> oraz że sekretarz życzyłaby sobie, by ustąpił. Kolejna amerykańska organizacja, USAID (United States Agency for International Development – Amerykańska Agencja ds. Międzynarodowego Rozwoju), ogłosiła, że w budżecie na rok 2000 przewidziano 25 milionów dolarów na pomoc w demokratyzacji Serbii. Jej przedstawiciele potwierdzili, że setki tysięcy dolarów skierowano bezpośrednio do >Otporu< na takie cele, jak druk afiszy wyborczych czy produkcja koszulek z logo ruchu. Z kolei przedstawiciele Międzynarodowego Instytutu Republikańskiego z siedzibą w Waszyngtonie, finansowanego częściowo z USAID, opowiadali o dziesięciu spotkaniach, jakie odbyli z przywódcami ruchu studenckiego w Czarnogórze i na Węgrzech począwszy od października 1999 r. Część ogólnej kwoty 1,8 miliona dolarów, którą USAID przeznaczył na pomoc Serbii w 1999 r., przekazano bezpośrednio do >Otporu<”[16].

Fakt wspierania „Otporu” przez amerykańskie i niemieckie koła polityczne via fundacje oraz organizacje pozarządowe był skwapliwie wykorzystywany przez kręgi rządowe w wojnie informacyjnej jaka wówczas trwała w Serbii . W maju 2000 r. rząd oświadczył, że znajduje się pod presją wywieraną przez zagraniczne mass media i jednocześnie umieścił „Otpor” na indeksie organizacji realizujących „działalność wywrotową”, zarzucając aksamitnym rewolucjonistom, że są wrogami państwa opłacanymi przez NATO. W socjotechnice przekazu informacyjnego ośrodków związanych z rządem praktycznie bez przerwy przewijały się wątki powiązań „Otporu” z amerykańskimi i niemieckimi ośrodkami politycznymi. „Otpor” nazywano „tworem Stanów Zjednoczonych” i „sługami Madeleine Albright”.

Pomimo porażki „Otporu” w „święcie demokracji” część działaczy tego ruchu znalazła sobie miejsce w nowej rzeczywistości po obaleniu Milosevica. Otóż założyli oni agencję Public Relations „Centrum Oporu bez Przemocy”. Centrum doradza w organizowaniu bezkrwawych przewrotów politycznych. Opracowano kodeks postępowania mający pomóc w organizacji takiego przewrotu, który składa się z siedmiu podstawowych zasad:

1. Musi znaleźć się grupa ludzi przeświadczonych, że bezkrwawy przewrót jest możliwy;

2. Osoby te muszą założyć międzyuczelnianą organizację;

3. Organizacja ta musi opracować własną strategię protestów;

4. Należy przyjąć czytelny i wyrazisty symbol i nazwę ruchu, które będą czytelne i łatwo rozpoznawalne;

5. Należy ustalić proste i konkretne cele, których domagać się będą uczestnicy protestów;

6. Nigdy nie należy stosować siły (w razie ataku uciekać);

7. Należy być konsekwentnym i nieustępliwym w działaniu[17].

Agencja zaoferowała swoje usługi innym ruchom demokratycznym na obszarze państw postradzieckich. Centrum założone przez działaczy „Otporu” uczy adeptów aksamitnych rewolucji „jak rozmieszczać siatkę współpracowników, jak kształtować biura współpracy z prasą i działy logistyczne, jak mobilizować działaczy, jak działać na terenach wiejskich, jak zabezpieczać się przed służbami wywiadowczymi i policją i jak negocjować z siłami porządkowymi”[18]. Szkolenia i seminaria organizowane przez serbską agencję PR są płatne. Jeden z jej pracowników, były działacz „Otporu” Aleksandar Maric ujawnił, że faktury wystawiane przez Agencję zazwyczaj pokrywają europejskie albo amerykańskie fundacje. Wśród instytucji, które finansowały treningi w walce bez przemocy znajdują się m.in.: Freedom House (Gruzja i Ukraina), Fundacja Open Society George’a Sorosa (Gruzja), Fundacja Ukraina- Stany Zjednoczone (USUF- na Ukrainie) oraz jedna polska fundacja- Fundacja Edukacji Obywatelskiej im. S. Okrzei z siedzibą w Poznaniu (Białoruś)[19].

Tomasz Formicki

Autor jest doradcą i analitykiem w Międzynarodowym Centrum Szkolenia Służb Mundurowych i Cywilnych GRYF

Przypisy:


[1] Gene Sharp- „L’essentiel Est de diviser le camp adverse”, “Le Temps”, 10 grudnia 2004, za: V. Avioutskii- “Aksamitne rewolucje”, str. 209.

[2] M. Spencer- „Gene Sharp 101” http://archive.peacemagazine.org/v19n3p16.htm (02.01.2008), za: Michał Szymuś- “Gene Sharp jako ideolog ruchu nonviolent”, “Geopolityka” nr 1 (2) 2009.

[3] tamże.

[4] tamże.

[5] A. Maric- „Les faiseurs de revolutions”, „Politique Internationale” nr 106, zima 2004-2005, str. 325, za: Viatcheslav Avioutskii- “Aksamitne rewolucje”, Warszawa 2007, str. 34.

[6] tamże, str. 35-36.

[7] Za: Grzegorz Lewicki- „Zagadnienie strachu jako klucz do zrozumienia metod działania aksamitnych rewolucjonistów”, „Pressje. Teka dziewiąta Klubu Jagiellońskiego”, 2007.

[8] za: tamże.

[9] V. Avioutskii- “Aksamitne rewolucje”, str. 39.

[10] tamże, str. 39

[11] M. Szymuś- „Gene Sharp jako…”.

[12] G. Lewicki- „Zagadnienie strachu jako…”.

[13] za: tamże.

[14] P. Ackerman, J. DuVall- „A Force More Powerful: A Century of Nonviolent Conflict”, Nowy Jork 2001, za: V. Avioutskii- “Aksamitne rewolucje”, str. 39.

[15] tamże, str.43.

[16] tamże, str. 41-42.

[17] Krzysztof Warecki- „Kondotierzy rewolucji”, Nasz Dziennik 4-5.11.2004, za: „Lekcja Majdanu. Polskie czasopiśmiennictwo wobec Pomarańczowej Rewolucji”, str. 114.

[18] V. Avioutskii- „Aksamitne rewolucje”, str. 43.

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

0 thoughts on “Aksamitne rewolucje – zastosowanie socjotechniki walki informacyjnej i działań psychologicznych w praktyce (część 2)”

  1. Pytanie: Jak skutecznie zwalczać “aksamitno-smrodliwą lewacką pełzającą rewolucję”? Czy bez przemocy? A może prowokacjami, np. aksamitniak-pedofil, aksamitniak-weneryk, aksamitniak-agent Mossadu etc.?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *