Alfred W. Crosby, “Imperializm ekologiczny. Biologiczna ekspansja Europy 900-1900”

Alfred W. Crosby, Imperializm ekologiczny. Biologiczna ekspansja Europy 900-1900, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1999

Pomijanie przy formułowaniu perspektywy geopolitycznej prac korzystających z dorobku równocześnie historii, biogeografii, biologii ewolucyjnej, antropologii, językoznawstwa i podobnych dziedzin jest karygodnym przeoczeniem. Geopolityka jako sposób interpretacji stosunków międzynarodowych w perspektywie geograficznej mogłaby znacząco poszerzyć swe pole widzenia, korzystając nie tylko z osiągnięć geografii, ale także ekologii. W naszym przekonaniu, tego rodzaju bardziej kompleksowe spojrzenie na przyrodnicze uwarunkowania polityki sprzyjać może przezwyciężeniu wielu stereotypów i uprzedzeń, często żywionych skrycie przez komentatorów i badaczy, choć nie wyrażanych otwarcie z powodu ulegania dyktatowi poprawności politycznej (1).

W tekście tym, chcieliśmy krótko zaprezentować jedną z wydanych na rynku polskim prac pozostających w nurcie ekologicznej interpretacji geopolityki i stosunków międzynarodowych w ujęciu historycznym (2). Chodzi o wydaną po raz pierwszy w Zjednoczonym Królestwie w 1986 r. książkę Alfreda W. Crosby’ego (ur. 1931) Imperializm ekologiczny. Biologiczna ekspansja Europy 900-1900, której polskie tłumaczenie trafiło na rynek księgarskiw 1999 roku, w ramach zasłużonej serii Biblioteka Myśli Współczesnej, wydawanej przez Państwowy Instytut Wydawniczy.

Autor jest emerytowanym dziś już profesorem historii, geografii i studiów amerykańskich na Uniwersytecie Teksasu w Austin. Prowadzone przez niego badania dotyczyły między innymi stosunków handlowych Stanów Zjednoczonych z Rosją i krajami bałtyckimi na przełomie XVIII i XIX wieku, pandemii w Europie i w Stanach Zjednoczonych w 1918 roku, roli technologii i energii w procesach historycznych, wreszcie zaś także rozległych studiów w zakresie historii ekologicznej. Oprócz Imperializmu ekologicznego (3), szerzej znanymi pracami A. W. Crosby’ego są przetłumaczona na osiem języków The Measure of Reality: Quantification and Western Society, 1250-1600 (1997) (4) oraz przetłumaczona na trzy języki The Columbian Exchange: Biological and Cultural Consequences of 1492 (1972) (5).

Głównym przedmiotem zainteresowania autora są w omawianej książce obszary biologicznie skolonizowane i w dużym stopniu upodobnione do Europy, znajdujące się jednak, co nieco paradoksalne, bardzo od Europy daleko – na przeciwnych brzegach wielkich oceanów. Kraje te cechują się wytwarzaniem dużych nadwyżek żywnościowych i eksportem znacznych ilości pożywienia, umożliwiającym to najkorzystniejszym w świecie stosunkiem ilości żywności produkowanej do ilości żywności konsumowanej na miejscu, umiarkowanym klimatem, dużą odległością od Europy i pierwotnie bardzo odmienną od europejskiej florą i fauną, dziś zaś zamieszkane są w przytłaczającej większości przez białą odmianę człowieka.

Obszary te autor nazwał „Neo-Europami”, choć ze względu na niezgrabne zestawienie sąsiadujących ze sobą samogłosek przedrostka i rdzenia nie sądzimy by ten, szczególnie w liczbie mnogiej sprawiający koszmarne wrażenie, neologizm miał szansę szerzej się przyjąć – pomimo że sama kategoria „Neo-Europ” wydaje się być poznawczo użyteczna.

We wprowadzeniu do książki autor dokonuje też wskazania konkretnych, geograficznych desygnatów tego pojęcia. Wymienione są Ameryka Północna od Rio Grande po tereny na północ od Rzeki Św. Wawrzyńca, Argentyna z Urugwajem i południową częścią Brazylii, Australia oraz Nowa Zelandia. Pojawiają się też krótkie wzmianki na temat Kostaryki, Kenii i Kraju Przylądkowego w południowej Afryce, nie zaliczonych jednak ostatecznie przez autora do „Neo-Europ”. W obrębie poszczególnych krajów odgrywających dziś rolę „Neo-Europ”autor dokonuje ponadto specyfikacji, że na przykład w przypadku Australii nie chodzi mu o walory ekologiczne i rolnicze Wielkiej Pustyni Piaszczystej, ale o przyjazny osadnictwu połuniowo-wschodni cypel, ograniczony morzami oraz linią poprowadzoną pomiędzy dzisiejszymi Brisbane, Adelajdą i Tasmanią.

Książka jest nieco niejednolita kompozycyjnie, ponieważ do końca wielkich odkryć geograficznych autor prowadzi wywód chronologicznie; najpierw poświęcając rozdział analizie epidemiologicznych, biologicznych i geograficznych uwarunkowań zróżnicowania rozwoju cywilizacyjnego na świecie w czasach odpowiadających historycznie śródziemnomorskiej starożytności i europejskiemu Średniowieczu, następnie omawia z tej perspektywy wczesnośredniowieczne kolonialne próby norweskie na Atlantyku i wyprawy krzyżowe, wreszcie iberyjską kolonizację Madery i Wysp Kanaryjskich, by kolejny rozdział poświęcić niewątpliwie fascynująco poprowadzonemu, lecz luźno jedynie związanemu z tematem przewodnim książki, wywodowi na temat wiatrów i prądów morskich, oraz jak warunkowały one europejską penetrację na innych kontynentach.

W dalszej części pracy, porządek chronologiczny ustępuje miejsca konstrukcji zbudowanej w oparciu o analizę problemową. Poznajemy zatem, między innymi, przyczyny demograficznego sukcesu europejskich kolonizatorów na niektórych zasiedlanych obszarach, porażki zaś na innych. Autor daje nam odpowiedzi na pozornie proste pytania, przy głębszym zastanowieniu nad którymi, wcale niełatwo znaleźć na nie satysfakcjonujące odpowiedzi. Dlaczego na przykład demograficzna i polityczna historia Nowej Zelandii nie potoczyła się tak, jak Nowej Gwinei? Dlaczego europejska kolonizacja dogłębnie przeistoczyła etnosferę i biosferę tego pierwszego kraju, spychając Maorysów do roli wymierającej mniejszości, podczas gdy we wschodniej części Nowej Gwinei, epizod imperialistyczny nie pozostawił poważniejszych śladów a rodzima ludność sprawuje tam dziś znowu władzę? Dodajmy od razu, że nasuwające się natychmiast przypuszczenie co do różnic klimatycznych, nie wskazuje bynajmniej na czynnik o rozstrzygającym znaczeniu; po sąsiedzku do Nowej Gwinei, oddzielony od niej przez Cieśninę Torresa, znajduje się australijski Queensland, gdzie pomimo wilgotnego i gorącego klimatu tropikalnego, białym osadnikom udało się stworzyć prosperującą „Neo-Europę”, będącą dziś jednym z najbardziej przyjaznych ekologicznie Białym miejsc na świecie.

Odpowiedzią na to i podobne pytania związane z historią europejskiej kolonizacji są rozdziały siódmy, ósmy i dziewiąty książki, omawiające perypetie i wpływ wywierany na nowych lądach przez członków – jak znów nieco niezgrabnie nazywa to autor – „poszerzonej rodziny europejskich kolonizatorów”, których ci, mniej lub bardziej intencjonalnie, zabierali w swoje zamorskie wyprawy. Są to kolejno: rośliny, zwierzęta oraz zarazki i pasożyty.

Trzy wspomniane rozdziały stanowią główną część książki i pomieszczone w nich wywody czyta się z naprawdę dużym zainteresowaniem. Historia powstania światowego „imperium” mniszka lekarskiego, zagłady rodzimych gatunków traw na południowoamerykańskich pampasach, przerażającej swą bezwzględnością eksterminacji szczura nowozelandzkiego przez szczury przybyłe z Europy, poprzedzającej właściwy europejski podbój epidemiologicznej i demograficznej katastrofy cywilizacji budowniczych kopców we wschodniej części Ameryki Północnej, gdzie w momencie przybycia pierwszych kolonizatorów żyły już tylko koczownicze plemiona zbieracko-łowieckie, są opowieściami tyleż pasjonującymi, co dostarczającymi wiedzy z rzadka jedynie znanej osobom zainteresowanym stosunkami międzynarodowymi i wykorzystywanej w ich analizie historycznej.

Znalazłszy się w nowych ale przypominających warunkami europejskie ekumenach, gatunki eurazjatyckiej flory i fauny wykazywały zadziwiające reakcje adaptacyjne.

Wtórnie zdziczałe stada świń, koni, bydła, kóz, a nawet bardziej delikatnych gatunków jak owce, króliki i pszczoły siały zniszczenie pośród miejscowych roślin i zwierząt, zasiedlały nowe obszary, łączyły się w wielkie stada, nabierały zachowań agresywnych, a niekiedy zagrażały i powodowały popłoch nie tylko wśród ludów autochtonicznych, ale także wśród samych europejskich kolonizatorów – stwarzając niebezpieczeństwo dla ich upraw, zwierząt hodowlanych, a nawet zabłąkanych w głuszy pojedynczych osadników.

Znane w Europie, a niekiedy i od wieków wykorzystywane w rolnictwie, rośliny takie jak rzepa, gorczyca, mięta, rumianek, koniczyna biała, wiechlina łąkowa, karczoch hiszpański, popłoch pospolity, szczaw kędzierzawy, portulaka i wiele innych osiągnęły oszałamiający sukces populacyjny w „Neo-Europach”, zastępując niemal całkowicie miejscową florę. Znane nam z rozgrywających się w XIX w. powieści i filmów przygodowych łąki i lasy Ameryki Północnej, Australii, Pampy i Gran Chaco w znacznej mierze zasiedlone były już nie roślinnością rodzimą, lecz gatunkami eurazjatyckimi.

Częściej uwzględniane w analizie historycznej jest spustoszenie szerzone wśród autochtonicznych populacji ludzkich Ameryki i Australazji przez zawleczone z Europy pasożyty jelitowe i choroby, jak ospę prawdziwą, dyfteryt, jaglicę, krztusiec, ospę wietrzną, dżumę dymieniczną, malarię, dur brzuszny, cholerę, żółtą febrę, dengę, szkarlatynę, czerwonkę pełzakową czy grypę, a także cały szereg chorób wenerycznych.

Rzadziej zdajemy sobie jednak sprawę z rozmiarów demograficznego i cywilizacyjnego spustoszenia spowodowanego przez zawleczone z Europy epidemie. Operując dostępnymi dziś danymi liczbowymi i szacunkami w tej dziedzinie, Crosby opisuje nam zatrważającą swymi rozmiarami i skutkami biologiczną zagładę i będące jej skutkiem cywilizacyjne załamanie, jakie stały się udziałem mieszkańców terenów pomiędzy Atlantykiem, Missisipi , Wielkimi Jeziorami a Zatoką Meksykańską – w miejscu, gdzie wcześniej istniała znajdująca się pod cywilizacyjnym oddziaływaniem Płaskowyżu Meksykańskiego kwitnąca kultura, odpowiadająca poziomem swego rozwoju materialnego bezpośrednim przodkom Sumerów, Europejczycy zastali kilkadziesiąt tysięcy wędrownych myśliwych lub ziemie całkowicie bezludne (jak np. dolina Ohio i tereny dzisiejszego Kentucky). Bezpośrednio poprzedzająca europejską kolonizację historia tego regionu przypomina nieco scenariusz powieści lub filmu „post-apokaliptycznego”.

Podobnie, dokładniejsza analiza przyczyn zniknięcia zamieszkującego Wyspy Kanaryjskie ludu Guanczów, zamieszkujących Antyle plemion Arawaków i Karaibów, czy upadku państwa Azteków, wskazuje na czynniki epidemiologiczne. Europejski podbój tych krajów byłby bez oddziaływania tych czynników o wiele trudniejszy, bo w końcu przewaga dawana nielicznej grupie przez stalowy miecz i muszkiet nie jest wystarczająca, by pozwolić jej zniszczyć rozległe i ludne imperia, oraz całkowicie lub prawie całkowicie wyniszczyć populacje ich mieszkańców.

W wywodzie Crosby’ego warto zwrócić uwagę na kwestię celowo lub mimowolnie wywoływanych przez człowieka katastrof ekologicznych i ich wpływu na rozwój cywilizacyjno-polityczny. Niektóre z przytaczanych przez autora przykładów są dość zabawne, jak na przykład te o załamaniu się hiszpańskiej kolonizacji jednej z wysp archipelagu kanaryjskiego w konsekwencji spustoszeń powodowanych tam przez rozmnażające się w niekontrolowany sposób i wyżerające uprawy i miejscową roślinność, przypadkowo zaszczepione króliki. Na innej wyspie, górę nad przybyszami z Europy przejściowo wzięły… przywiezione przez nich samych i następnie wtórnie zdziczałe osły. W innych przypadkach, celowe wypalanie lasów pierwotnie porastających Wyspy Kanaryjskie poskutkowało nie tylko bezpowrotną utratą szansy poznania zniszczonej w ten sposób flory tego archipelagu, ale także kryzysem ekologicznym i gospodarczym zamieszkujących go populacji rodzimych i kolonialnych. Jeszcze bardziej dramatyczne znaczenie podobne błędy miały w przypadku norweskiej kolonizacji Grenlandii i prób osadnictwa w Ameryce Północnej. Te i wiele innych przykładów unaocznia czytelnikowi, że świadoma polityka w zakresie ekologii nie jest oderwanym od rzeczywistości ideologicznym populizmem, ale że nieznajomość i lekceważenie tej sfery przynosiło historycznie – i potencjalnie wciąż może przynosić – negatywne skutki dla cywilizacji ludzkiej.

Podsumowaniem wywodów autora jest kompleksowe, ekologiczno-historyczne studium przypadku w postaci kolonizacji najsłabiej chyba w Polsce znanej spośród „Neo-Europ”, a mianowicie Nowej Zelandii. Autor opowiada nam dzieje zasiedlenia tego archipelagu przez Polinezyjczyków, następnie zaś również przez Europejczyków. Metoda autora zostaje tu zastosowana w całej swojej rozciągłości, bowiem to co wcześniej opisywał w ujęciu chronologicznym lub problemowym, w tym przypadku opisuje niejako w strukturze macierzowej, kombinującej wszystkie traktowane uprzednio w izolacji zmienne. Efekt jest bardzo interesujący i z pewnością stanowić może wzór, a w każdym razie znaczący punkt odniesienia dla niektórych analiz geopolitycznych.

Podczas lektury książki, do czytelnika wraca wciąż pytanie: dlaczego to właśnie zamieszkująca Europę odmiana człowieka, europejskie rośliny, europejskie zwierzęta i europejskie zarazki spustoszyły Nowy Świat i Australazję, nie nastąpiła zaś podobna inwazja w przeciwną stronę? Dlaczego w Australii żywica wieloświatowa i ptaki kiwi ustąpiły przed mniszkiem lekarskim i domowym kotem? Dlaczego na pampie rodzime strusie nandu i guanaki zostały przepędzone przez europejskie konie bydło? Dlaczego w Ameryce Północnej to ludzie mówiący językami indoeuropejskimi wytępili lub zepchnęli na margines ludzi posługujących się językami algonkińskimi i muskogejskimi? Dlaczego sukces ewolucyjny nie obrał przeciwnego zwrotu i, choćby spośród wielkich przeżuwaczy, to australijskie kangury i nowozelandzkie ptaki moa poniosły względną porażkę? Dlaczego pomimo wwożenia do portów Europy bel i beczek tytoniu, ryżu, bawełny, wełny, indygo, rozmaitych zbóż, a także drewna budulcowego, skór i niezliczonej ilości innych towarów z Ameryki, Australii i Nowej Zelandii nie nastąpiła w Starym Świecie ekologiczna inwazja roślin amerykańskich lub australijskich? Dlaczego europejskie zarazki i pasożyty zbierały krwawe żniwo wśród autochtonicznych mieszkańców krajów kolonizowanych, natomiast żadna choroba kolonialna nie zachwiała populacją Europy, a jedyną która zdołała się w poważny sposób rozprzestrzenić była amerykańska kiła?

Odpowiedzi na te pytania autor udziela w rozdziałach drugim, oraz w dwóch ostatnich. Nie jest to odpowiedź zaskakująca, ale w swojej oczywistości niełatwa do odgadnięcia. W tym miejscu nie będziemy jej zdradzać, zachęcając czym usilniej czytelnika tej recenzji, by samodzielnie zapoznał się z nią na kartach doskonałej pracy prof. Crosby’ego.

Ronald Lasecki

Przypisy:

1. Przykładem niech będzie niezwykle interesujący i dość przekonujący wywód Jareda Diamonda na temat klimatycznych, geograficznych i przyrodniczych uwarunkowań różnic w poziomach rozwoju gospodarczego i stabilności społeczno-politycznej Haiti i Dominikany. Zob. Tenże, Upadek. Dlaczego niektóre społeczeństwa upadły, a innym się udało, Warszawa 2007, s. 290-315.

2. Autor, którego pracę tu omawiamy, nie używa – co warto zaznaczyć i wskazać jako jeden z możliwych powodów niedostrzeżenia go przez rodzime środowiska geopolityczne – terminu „geopolityka” i w omawianej pozycji nie daje żadnych powodów, by domniemywać że znać mógł prace czołowych przedstawicieli geopolityki.

3. Istnieją niemieckie, szwedzkie, polskie, hiszpańskie, portugalskie, włoskie, greckie, tureckie, chińskie, japońskie i koreańskie tłumaczenia pracy.

4. Oprócz angielskiej, istnieją też wersje portugalska, hiszpańska, francuska, włoska, szwedzka, słoweńska, japońska i koreańska.

5. Powstały tłumaczenia na języki hiszpański, włoski i koreański.

Książka jest już nie dostępna w sprzedaży.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *