Anglio, twoje dzieło!

O ile bowiem tak przed, jak i w trakcie Wielkiej Wojny priorytetem Zjednoczonego Królestwa było przeciwdziałanie możliwości powtórzenia traktatu w Björkö (i nadania mu realnego kształtu), o tyle u progu DWS stronnictwo wojenne wydawało się być pełne, że można, a nawet trzeba równolegle rozwiązać problem obu kontynentalnych rywali Anglii – tj. i Niemiec, i Związku Sowieckiego. Wnioski wynikające z analizy tamtych zdarzeń pozostają pouczające także dla Polaków i to szczególnie współcześnie.

Różne strategie – jeden cel

O ile więc Anglicy zrobili wszystko, by uniemożliwić porozumienie niemiecko-rosyjskiej podczas pierwszej wojny i posunęli się nawet do obalenia władzy carskiej w imię kontynuowania przegranego przez Rosję konfliktu – o tyle dyplomacja brytyjska świadomie sabotowała w lipcu i sierpniu 1939 r. szanse zawarcia trójstronnego układu brytyjsko-francusko-sowieckiego (ratunkowego przede wszystkim dla Polski). Działanie było więc pozornie przeciwne – cel jednak jeden, w obu przypadkach zresztą osiągalny podobną metodą, tj. bezwzględnym dążeniu do wojny, mającej wybuchnąć w miejscu i czasie wybranym przez Londyn. Tylko szybkości Hitlera i sprytowi Stalina należy zawdzięczać, że plan, którego gorącym orędownikiem był m.in. Winston Churchill spalił na panewce i ostatecznie nie doszło do zbrojnego starcia Oceanu z Kontynentem w blokach uformowanych praktycznie bez miejsca dla Polski. Niestety, jednymi z ofiar tej niewypowiedzianej ostatecznie prawdziwie Wielkiej Wojny – stali się polscy oficerowie zamordowani w Katyniu.

Zwłaszcza I wojna światowa o tyle miała cechy wojny o interesy Wielkiej Brytanii jako globalnego mocarstwa (a nie boju o zmianę cywilizacyjną na świecie w interesie sił, dla których wszelkie imperia mają tylko znaczenie utylitarne), że jej celem było unicestwienie bądź przynajmniej znaczące osłabienie sił uniemożliwiających Londynowi uzyskanie niemal całkowitej światowej hegemonii, czyli Niemiec i Rosji. Co ciekawe, z kalkulacji tej wyłączano ostatecznie zwycięskie Stany Zjednoczone nie tylko przez ich komplementarność wobec Anglii (na którą zwracał uwagę już Bismarck), ale także z powodu specyficznych cech imperium oceanicznego, dla którego grupy rządzącej nie jest istotny sam nosiciel, tylko ciągłość interesów. O wyborze taktyki natomiast decydował prosty rachunek sił – o ile przed 1914 r. Brytyjczycy zdawali sobie sprawę z niemożności jednoczesnego pokonania Niemiec i Rosji, a groźbę ich współdziałania (czy choćby pacyfikacji wzajemnych relacji) uznawali za śmiertelne niebezpieczeństwo, o tyle w przededniu II wojny Londyn wyraźnie nie doceniał potencjału stalinowskich Sowietów.

Siła prowokacji

Powtarzać trzeba do znudzenia – Wielka Wojna wybuchła tylko dlatego, że strona niemiecka była przekonana, że Wielka Brytania nie podejmie działań w związku z ultimatum Wiednia wobec Serbii oraz dalszą eskalacją konfliktu – a rząd AsquithaGreya-Churchilla, wbrew błaganiom prezydenta R. Poincarégo o jasną deklarację ratującą pokój – zrobił wszystko, by upewnić Berlin w tym nastawieniui. W przypadku DWS konieczne było zastosowanie innej taktyki – a mianowicie przekonanie Berlina o nieodwracalnym dążeniu Londynu do okrążenia Niemiec i narzucenia im wojny w niekorzystnym układzie geopolitycznym. W tym celu udzielając tzw. gwarancji – na cel wysunięto Polskę zmuszając Hitlera do przyspieszenia planów i dokonania agresji celem wyeliminowania najsłabszego ogniwa kształtującego się sojuszu.

Obecna polityka historyczna Rosji stawia II Rzeczypospolitej zarzut konsekwentnego sabotowania prób powstrzymania Hitlera w drodze współdziałania mocarstw i zainteresowanych państw. Zarzut ten jest, niestety uzasadnionyii, nie mniej należy podkreślić, że zwłaszcza w lipcu i sierpniu 1939 r. niesuwerenna już wtedy praktycznie (bo uzależniona od „gwarancji” brytyjskich) Polska jedynie wykonała swoje zadanie wyznaczone przez Londyn, zgłaszając swoje spodziewane veto do sowieckiej propozycji trójstronnego paktu gwarancyjnego dla Europy Środkowo-Wschodniej. Brytyjczycy, posługując się tak Polakami, jak i Francuzami uczynili wszystko, żeby misja admirała Reginalda Draxa i rozmowy z K. Woroszyłowem nie uratowały pokoju, ani nie doprowadziły do powstania efektywnej koalicji antyhitlerowskiej już latem 1939 r.iii Co ważne bowiem – gdyby pakt gwarancyjny doszedł do skutku niemal pewne byłoby wycofanie się III Rzeszy z planów agresywnych wobec Polski i dominacyjnych w stosunku do Rumunii, a jedyną kwestią sporną między mocarstwami pozostałyby (nieobjęte gwarancjami) roszczenia kolonialne i rewindykacje niemieckie wobec Francji i Wielkiej Brytanii. Wojna, gdyby więc wybuchła – toczyłaby się wyłącznie na zachodzie, jako starcie obdartych z dekoracji imperializmów.

Taki scenariusz w sposób oczywisty był nie do zaakceptowania przez kierowników polityki brytyjskiej, zmierzających konsekwentnie do wznowienia konfliktu światowego dla osiągnięcia celów, które po 1918 r. okazały się krótkotrwałe, czyli uzyskanie jednoczesnego pokonania i Niemiec, i rosyjskiej przestrzeni geopolitycznej. Mieliśmy więc do czynienia z kontynuacją polityki brytyjskiej prowadzonej już co najmniej od paktu Izwolski-Nicholson, czyli od 1907 r.iv, która prostą drogą doprowadziła do sierpniowych salw siedem lat później.

(Non)Glorious Revolution

Łamiąc chronologię przypomnijmy więc oczywistość – wojna niemiecko-rosyjska w 1914 r. (przynosząc w ostatecznym rozrachunku Polsce tylko chwilową niepodległość) była zabójcza dla trzech cesarstw środkowo-europejskich, z czego stosunkowo zdano sobie sprawę we wszystkich zainteresowanych stolicach. W każdej działały już jednak siły uniemożliwiające pacyfikację stosunków i to pomimo raz po raz wysuwanych zwłaszcza ze strony państw centralnych propozycji, zwłaszcza początkowo sprowadzających się do przywrócenia status quo, co tym dobitniej powinno nam dziś pokazywać całkowitą utopijność i absurdalność „rozwiązań” austro- czy niemiecko-polskich (nb. akurat ten ostatni element pozostaje wspólny dla wszelkich prób wiązania interesów polskich z zachodnimi, by sięgnąć tylko do składanych w zbliżonych okolicznościach erfurckich i późniejszych projektów Napoleona opłacenia Polską normalizacji stosunków z Rosjanami…).

Zaciekłość Londynu w sabotowaniu prób zawarcia pokoju (nie tylko pokoju na Wschodzie, co jeszcze byłoby zrozumiałe, ale w ogóle zakończenia wojny bez osiągnięcia celów strategicznych, tj. upadku Niemiec i Rosji oraz rozpadu Austro-Węgier i Turcji) była szczególnie widoczna na odcinku rosyjskim. Nieprzypadkowo partię wojny stanowili w Piotrogrodzie wolnomularze (rytu szkockiego), goście poselstwa brytyjskiego, zwolennicy monarchii parlamentarnej na wzór angielski – i po prostu agentura, kierowana przez Samuela Hoare (czynnego też w dobie wciągania świata do wojny w dobie monachijskiej). O ile udział niemiecki w wybuchu rewolucji bolszewickiej jest do znudzenia już rozpoznany i opisany – o tyle przynajmniej w polskim dyskursie historycznym, mimo dostępności wielu pozycji, wciąż pomijany i lekceważony jest udział brytyjski w doprowadzeniu do upadku caratu i dążeniu do kontynuowania wojny wbrew elementarnemu rosyjskiemu instynktowi państwowemu, wyłącznie dla osiągnięcia ustalonych w Londynie celów wojennych i dania czasu na wejście do wojny Stanów Zjednoczonych. Zamordowanie Rasputinav i rewolucja lutowa były wydarzeniami, które przypieczętowały los Rosji (a więc poniekąd i świata) na następne stulecie, przy czym co ciekawe – jednocześnie położyły podwaliny pod przyszłe współdziałanie niemiecko-bolszewickie, niemiecko-rosyjskie i niemiecko-sowieckie.

Nieodparta logika geopolityki

Brytyjczycy stosunkowo szybko uzyskali zresztą doświadczenie w walce z Niemcami i Rosjanami jednocześnie, o czym świadczą wydarzenia z października 1919 r. i atak Royal Navy na niemiecko-rosyjską Zachodnią Armię Ochotniczą gen. P. Bermondta-Awałowa operującą na Łotwie, a dokonany kosztem wsparcia udzielanemu (?) przez interwentów antybolszewickim działaniom gen. N. Judeniczavi. W istocie bowiem aliancka interwencja w rosyjskiej wojnie domowej służyła jedynie utrwalaniu osłabienia Rosji i rabunkowej eksploatacji jej rezerw i bogactw znajdujących się w zasięgu interwentów, nie zaś broń Boże przywróceniu przedrewolucyjnego status quo, będącego potencjalnym śmiertelnym zagrożeniem dla Imperium Brytyjskiego. Zwłaszcza, gdyby Rosja powojenna czy porewolucyjna miała odnaleźć się znowu jako mocarstwo kontynentalne, zainteresowane ekspansją w Azji.

Wbrew być może oczekiwaniom przywódców zachodnich – geopolityka ma swoją nieodpartą logikę, dlatego po okresie chaosu i ideologicznych eksperymentów – także Sowiety odchodząc od linii „rewolucji światowej” coraz bardziej przechylały się w stronę polityki państwowo-imperialnej, czemu Zachód przyglądał się do czasu biernie, wykorzystując pojawiające się od czasu do czasu groźby wojny i interwencji do nawiązania (w przypadku Brytyjczyków nawet dwukrotnie) i wzmocnienia stosunków dyplomatycznych, a przede wszystkim gospodarczych. Można więc uznać, że bardzo poważnie przygotowując się wreszcie do ataku na ZSSR w 1939 r. sprzymierzeni chcieli poniekąd nadrobić swoje wycofania z 1923 i 1927 r.vii kiedy to Moskwie grożono wojną, oczywiście wykorzystując w tym celu m.in. mało uświadomiony straszak polski (czego do dzisiaj niemal nie ma śladów w historiografii polskiej). Nic więc dziwnego, że zdając sobie sprawę, że Operacja „Pike”, a także lądowanie polskich podhalańczyków w Finlandii faktycznie może mieć miejsce – administracja Stalina zadecydowała nerwowo o likwidacji czynnika zagrożenia, czyli polskich oficerów znajdujących się w rękach sowieckich, deklarujących niemożność współpracy z Moskwą, z którymi w dodatku nie wiadomo było co zrobićviii.

Katyń jako skutek polityki brytyjskiej

Nigdy nie będzie żadnej polskiej polityki zagranicznej – jeśli nie nauczymy się, że akcja wywołuje reakcję. Musimy w końcu zapamiętać nie ma historii wydarzeń – jest tylko historia procesów historycznych w skali makro i ciągów zdarzeń powiązanych w skali bezpośrednio odczuwalnej. Czyli że obchodzenie niedawnej, listopadowej rocznicy rzezi Pragi nie ma sensu bez zrozumienia, że spowodowało ją wyrżnięcie niebroniących się 2300 Rosjan (w tym kobiet i dzieci) przez insurgentów Kilińskiego pół roku wcześniej. Zrozumienie pozornej absurdalności Katynia nie nastąpi jeśli nie zrozumiemy, że zamordowanie polskich oficerów dokonało się zbrodniczymi rękoma NKWD-zistów, ale w wyniku realizowanych przez Zachód, nietrafionych kalkulacji polityczno-militarnych, w których byliśmy mniej nawet, niż narzędziem.

Konieczne jest też uświadomienia sobie istnienia sił i interesów, które tak z geopolitycznego, jak i własnego, ekonomiczno-finansowego punktu widzenia będą czyniły wszystko dla uniemożliwienia naturalnego i gwarantującego stabilizację (co najmniej) dwóm kontynentom współdziałania europejsko-rosyjskiego. Niezależnie od tego, czy ośrodkiem działania tych sił pozostawało Imperium Brytyjskie, czy są nim Stany Zjednoczone – mamy do czynienia z tragicznym paradoksem używania przez nie Polski, którą samo położenie (o historii i kulturze nie wspominając) powinno predestynować do roli pacyfikatora, czy łącznika między Europą i Eurazją – jako jednej z bil rozbijających stabilizujący się układ międzynarodowy. Nie trzeba dodawać, że skutki tak przedmiotowego traktowania są z reguły dla Polski tragiczne, czego właśnie choćby Katyńix może być szczególnie bolesnym przykładem.

Równie niewesoła pozostaje refleksja współczesna, o ile bowiem ośrodek sił zainteresowanych podtrzymywaniem antagonizmów na obszarze Eurazji przemieścił się za Atlantyk, o tyle metody – i zagrożenia, pozostały te same. Ta sama jest, niestety, również polska potencjalna użyteczność w tego typu operacjach – już ochoczo zgłaszana przez zarządzających naszym krajem. I oby skutki nie były identycznie jak w przeszłości złe dla Polski i Polaków.

Konrad Rękas

i Patrz np. Barbara W. Tuchman, „Sierpniowe salwy”, Warszawa 2014 r. str. 129-139 i Stanisław Cat-Mackiewicz, „Europa in flagranti”, Warszawa 1975 r., str. 223-224. Co ciekawe, w pracach głównonurtowych historyków i publicystów dominuje uparte zdziwienie rzekomymi „błędami brytyjskimi”, które doprowadziły najpierw do wojny z Niemcami, a potem także do wciągnięcia do wojny po stronie Państw Centralnych Turcji. Tymczasem dopiero samonarzucające się w swojej oczywistości założenie, że polityka brytyjska była jak najbardziej konsekwentna, tyle że jej celem był nie pokój, lecz wojna – pozwala wyjaśnić i zrozumieć wszystkie te „nieporozumienia”.

ii Patrz szerzej: https://www.konserwatyzm.pl/artykul/13236/fatalizm-i-infantylizm

iii Patrz np. Patrick R. Osborn „Brytyjskie plany ataki na ZSRR 1939-1941”, Warszawa 2007 r.

iv Patrz np. Peter Hopkirk, „Wielka Gra”, str. 691-695, Poznań 2006 r.

v Patrz np. Andrew Cook, „Zabić Rasputina”, Warszawa 2005 r. lub popularno-sensacyjny dokument rosyjski: https://www.youtube.com/watch?v=LY7oFjlns_A

vi Patrz np. Michael Kellogg, „Rosyjskie źródła nazizmu”, Poznań 2015 r., str. 158-159.

vii O meandrach polityki zagranicznej II RP szerzej: https://www.konserwatyzm.pl/artykul/5158/nierealizm-magiczny

viii Patrz szerzej: https://www.konserwatyzm.pl/artykul/4248/o-katyniu-smialo-i-niesmialo

ix op. cit. P. R. Osborn „Brytyjskie plany…” str. 11, str. 124-130.

[Głosów:1    Średnia:2/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *