Artykuł na tematy banalne

I tak wygląda sprzężenie polityki i mediów w Polsce. Te drugie narzekają na niski poziom tej pierwszej, ale same go wymuszają i to pod pozorem „misji publicznej”. Z kolei politycy po cichu klną na infantylność systemu demokracji medialnej – ale chcąc nie chcąc dopasowują się do niego, do tych „tematów dnia”, niekończących się debat i „wymiany opinii”. Niestety, wydawało się, że po wprowadzeniu powszechnych wyborów nic już gorszego systemu politycznego nie spotka, tymczasem nie przewidziano pojawienia się całodobowych telewizji informacyjnych.

Dopalacze, kobiety zabijające swoje dzieci, zaginięcia nastolatek, tragiczne zdarzenia medyczne, ostatnio wypadki drogowe ze skutkiem śmiertelnym. Ludziom wydaje się, że przypadki te zdarzają się czarnymi seriami, podczas gdy żelazna logika newsroomów każe po prostu, by wynajdywać fakty podobne do tego, wokół którego zbudowano napięcie poprzedniego dnia. Czyli wypadek samochodowy w którym ginie 5 osób przeważnie zyskuje parę linijek przepisanych z policyjnego komunikatu, jeśli jednak wcześniej zrobiono newsa z „niosących śmierć kierowców” („brawura, alkohol i zbyt szybka jazda to najczęstsze…” itd.) – to nagle byle stłuczki awansują na pierwsze strony, trzaskane są telewizyjne „setki” z politykami wyrażającymi zatroskanie nie dość restrykcyjnymi przepisami kodeksu ruchu drogowego – słowem nakręca się cały mechanizm, w którym i politycy, i dziennikarze grają z góry przepisane role, oczywiście przeważnie zdając sobie sprawę z całej fałszywości swego położenia.

Co zabawne, niczym w meczu wrestlingu, czy podczas gali MMA – faktycznie wszyscy wiedzą, że to cyrk, ale jakoś nie mogą przestać w niczym uczestniczyć. Publiczność po prostu kocha być kiwana, dlatego przecież co głupiego media z politykami wymyślą – zawsze znajdzie się jakiś ochoczy przechodzień, który w sądzie ulicznej zawoła radośnie do kamery: „och, mamy w samochodach jeździć w kaskach? Jak cudnie, ja myślę, że to dobrze będzie…!”. Negatywny przykład idzie wszak z góry, więc w wyścigu na głupka roku biorą udział nie tylko oszukujący, ale i oszukiwani.

Na przykładzie tragedii w Kamieniu Pomorskim, ale też przy wszystkich podobnych okazjach zastępczych wysnuć można nader proste wnioski: Kiedy nastąpi pewne drobne podniesienie poziomu debaty publicznej w Polsce? Gdy premier na pytanie: – Jak pan zareaguje na straszliwą katastrofę drogową w Łękołodach Dolnych i co pan zrobi w sprawie siejących śmierć pijanych kierowców?! odpowie: – Wyrażam współczucie rodzinom ofiar i poza tym nie zrobię nic. A kiedy poziom podniesie się zauważalnie i utrwali? Kiedy koledzy dziennikarze przestaną zadawać premierowi i innym politykom takie durne pytania. Tylko tyle i aż tyle, w przeciwnym bowiem razie spirala absurdu będzie narastać – czego kolejnym objawem było „zawieszenie” przez ministra zdrowia ordynatora w jak najbardziej samorządowym szpitalu oraz pojawienie się Owsiaka jako Batmana intensywnej opieki medycznej. A tymczasem niech każdy robi swoje! Polityk latający z alkotestem, czy celebryta uczący jak ratować położnice – to miara upadku obecnego systemu.

Społeczeństwo zresztą mniej lub bardziej świadomie wie, że uczestniczy w teatrze, czego dowodem jest pastwienie się nad nieszczęsną wicepremier Bieńkowską po jej występie meteorologicznym. Polacy są bowiem przyzwyczajeni, że rząd pochyla się nad każdym wróbelkiem ze złamaną nóżką, dlatego doskonale wiedzą, że premier Bieńkowska wcale nie pozazdrościła JKM-owi twardzielstwa, tylko jej się wyrwało, po ludzku – strzeliła gafę, ot tak, z głupości. Dlatego tłumaczenia, że wreszcie ktoś z jajami, ludziom walnął twardą prawdę – są pocieszne. Pewne rzeczy są przecież oczywiste – po to człowiek stworzył cywilizację techniczną, żeby pogoda go nie pokonywała. Dalej – latami nie inwestowano w infrastrukturę kolejową: bo to przeżytek, bo siedlisko związków zawodowych (czyli komuny!), bo Unia da, to po co ze “swojego” dokładać? bo przyjdą koleje niemieckie i będzie sicher. I to można było spokojnie powiedzieć, wychodząc na osobę szczerą, ale i myślącą – czyli taką, jaką kolejna miss tuskolandii nie jest.

Tu dochodzimy bowiem do sedna – siedzący w studiach telewizyjnych politycy nie mają ani czasu, ani nawet potrzeby, by pomyśleć o czymś innym, niż swe śliczne grzywki i sondaże, a więc mróz zimą naprawdę ich zaskakuje. Wymóg „szybkiej reakcji” wymusza (a przynajmniej tak sądzą zainteresowani) pomysły w rodzaju samochodów odpalanych na chuch (w najgorszym razie sąsiada), a nie pozwala zastanowić się np. nad sensownością wielu obowiązujących przepisów ruchu drogowego, czy dziwnymi eksperymentami z zakresu inżynierii ruchu na polskich drogach. Podobnie rzecz się ma ze służbą zdrowia (wymagającą reformy systemu ubezpieczeń zdrowotnych, a nie permanentnej reorganizacji), czy dziesiątkami innych spraw – dla których wystarczyłoby dobre, proste i logiczne prawo, wdrażane z sensem i wtedy właśnie bez zbędnej zwłoki. Nie może być dobrym państwo, w którym polityk ma 30 sekund na wymyślenie celnej riposty na pytanie w rodzaju „a co pan na opady gradu?!”, za to prokurator może latami prowadzić postępowanie, a urzędnik miesiącami nie wydaje decyzji wymagającej opadnięcia ręki z pieczątką. Przyspieszać i usprawniać należy bowiem administrację, wymiar sprawiedliwości i wszelką służbę publiczną – a nie system polityczny, którego trwale w obecnym kształcie zwyczajnie poprawić się nie da. I to jest banalna odpowiedź na trywialne pytania. Akurat do wykorzystania w dowolnym programie publicystycznym.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *