Artysta – nie każdego wyciągnie miłość

Czasem dobrze jest odbyć podróż w przeszłość. Bo nie tylko można docenić to co ma się dziś. Także zobaczyć trud tych, którym to co teraz łatwiejsze – przychodziło z trudem. Tak chyba jest i z filmem Michela Hazanaviciusa – Artysta. Z filmem obsypanym nagrodami na tegorocznej oskarowej gali, którego głównymi gwiazdami są Jean Dujardin jako George Valentin i Berenice Bejo jako Peppy Miller.

Fabuła jest dość prosta. Oto bowiem krzyżują się drogi gwiazdy filmu niemego i młodej statystki. On jest u szczytu sławy, a ona dopiero chce ten szczyt osiągnąć. Sytuacja zmienia się jednak błyskawicznie. Kiedy? Wtedy, gdy na ekrany zaczyna wkraczać film mówiony.

Miller pędzi do przodu lotem błyskawicy i robi oszałamiającą karierę. W tym czasie nie potrafiący pogodzić się z nowymi trendami Valentin, upada na samo dno. I byłby tam niewątpliwie pozostał, gdyby nie miłość i determinacja jego niegdysiejszej statystki. To właśnie to gorące uczucie karze Miller najpierw wyciągnąć swego idola z nędzy, a potem skłonić go do pokonania wewnętrznych barier i przyjęcia roli w filmie mówionym. Tyle treści filmu.
Jak go ocenić?

Po pierwsze: obraz w większości nawiązuje do konwencji kina niemego. I ta konwencja jest utrzymana przez 90 % czasu jego trwania. Co to powoduje? Ano to, że dużo wyraźniej niż dziś widzimy wysiłek aktorskiej gry. Widzimy jak pionierzy kinematografii wymownym gestem czy pełną wyrazu mimiką próbowali ówczesnemu widzowi przekazać to, co nie docierało do niego za pomocą słowa. Tu widzimy autentyczny kunszt aktorskiej gry.

Po drugie: film Hazanaviciusa mówi nam przede wszystkim o wiecznym dramacie. Dramacie ludzi nie potrafiących przystosować się do wymogów nowych czasów. Tak samo rozgoryczeni i uparci jak Valentin musieli przecież być także brytyjscy robotnicy niszczący zabierające im prace parowe maszyny. To samo uczucie towarzyszyło pewnie i woźnicom zasłużonych dyliżansów gdy, pojawiły się połączenia kolejowe. Tak pewnie i dziś czuje się wielu przedstawicieli różnych zawodów gdy widzi że to co dotąd robili zastępuje czy wypiera internet.

I wreszcie po trzecie: namalowane przez Hazanaviciusa dzieje hollywoodzkiego artysty pokazują nam z całą brutalnością, że przed pewnymi zmianami nie można się obronić. Że trwanie przy starych rozwiązaniach, zwłaszcza technicznych, gdy świat wokoło korzysta ze współczesnych rozwiązań musi prowadzić do ostatecznego upadku. Trochę tak jak dziś poniósłby zawodową klęskę dziennikarz czy pisarz próbując z uporem godnym lepszej sprawy przelewać swe myśli na maszynowy papier a nie na ciekłokrystaliczny ekran komputera. Tak postawa skończyła by się klęską z całą pewnością. Dlatego jeśli chce się jej uniknąć – trzeba takie zmiany przyjąć. Bo nie każdy – tak jak George Valentin – spotka kogoś kto go z tych tarapatów wyciągnie. Kogoś kto go kocha. I dzięki tej miłości z takiej klęski go wyciągnie

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *