Barak

Utrzymanie terenów byłych obozów zagłady i koncentracyjnych jako miejsc pamięci – było jednym z największych błędów komunistycznych władz w Polsce. Cel był jasny – chodziło o podtrzymywanie psychozy antyniemieckiej i antywojennej, stale obecnej w propagandzie bloku wschodniego praktycznie aż do jego upadku. Propaganda ta miała swoje słowa-klucze i stałe cechy, które już u zarania zwiastowały kłopoty, a w dodatku całą akcję wymierzoną w „odwetowców z Bonn” skazywały na niepowodzenie. Oprawców na wzór sowiecki zwano „faszystami”, czy „hitlerowcami”, co wprawdzie niegdyś nie wymagało uzupełnienia o narodowość owych zbrodniarzy, teraz jednak wymusza stałe przypominanie, że chodziło o Niemców. Władze komunistyczne okazały się w ogóle zaskakujące ślepe na problem narodowy, uporczywie na przykład klasyfikując ofiary obozów wg przynależności państwowej, a nie narodowej, demonstracyjnie wręcz ignorując kwestię żydowską – co ostatecznie okazało się fundamentalnym błędem i uczyniło z obozów użyteczne narzędzie już nie polskiej, ale antypolskiej propagandy.

Sama jednak myśl, żeby epatować martyrologią Auschwitz, Birkenau, czy Majdanka – była w sumie bardzo polska. Wynika ona z przekonania, że świat zorganizowany jest jak jedna wielka Gwiazdka, podczas której św. Mikołaj rozdaje prezenty, trzeba tylko przypilnować, aby dowiedział się, że byliśmy grzeczni i że to nas bili. Epatowanie ilością ofiar, jakie ponieśliśmy podczas wojny – miało być formą dopominania się o zadośćuczynienie ze strony świata. Tymczasem – jak trafnie przypominał CAT-Mackiewicz – budził to co najwyżej zażenowanie zagranicznych możnych, a wnioski przez nich wyciągane były krańcowo odmienne od oczekiwanych przez Polaków. – Po co panowie wciąż mówicie o swoich stratach, przecież to znaczy, że jesteście coraz słabsi i mniej się będą z wami liczyć? – z czeskim rozsądkiem mówił Benesz do zadziwionych tym sposobem myślenia przedstawicieli naszego rządu w Londynie. Z kolei po wojnie utrzymanie „skansenów koncentracyjnych” miało uzmysławiać jak wielkiego skoku dokonała powojenna Polska podnosząc się ze zniszczeń. Z tej samej półki pochodził wszak pomysł nieodbudowywania Warszawy, na szczęście zarzucony przez Bieruta. – Patrzcie, jak cierpieliśmy! – miały wołać baraki Auschwitz. – Widzimy, jacy byliście współwinni! – widzą to dziś na świecie i żadne procesy przeciw „polskim obozom zagłady” tej antypolskiej melodii trwale nie zmienią.

Co ciekawe, zagospodarowanie terenów poobozowych zaraz po wojnie przeszłoby w zasadzie bez echa także po stronie żydowskiej. Pod koniec lat 40-tych sprawa żydowska na arenie międzynarodowej związana była z polityka bloku wschodniego, a więc decyzja o niepodtrzymywaniu „kultu śmierci” w Auschwitz i innych miejscach – musiałaby zostać przez Żydów zaakceptowana w imię wyższych racji. Ponadto później, aż do lat 60-tych – dominująca linia propagandowa opiniotwórczych kręgów pochodzących z tej nacji (co w zasadzie jest zresztą tautologią…), jak i państwowa legenda Izraela – były przeciwne kultowi holocaustu. Ba, uważano shoah za negatywny przykład postępowania i reakcji Żydów, którzy w diasporze zatracili umiejętność obrony i ratowania życia. Tłumom idącym pokornie do obozów pod lufami paru wachmanów – przeciwstawiano heroiczny ethos nowego państwa żydowskiego, trwającego pomimo otoczenia przez wrogów. Również i wówczas więc odstąpienie od utrzymywania muzeów-obozów mogłoby przejść w miarę bezboleśnie – zresztą mimo wszystko państwo komunistyczne doby przedkredytowej cechowała większa odporność na naciski z Zachodu i Południa.

Niestety, te szanse zostały zmarnowane. Auschwitz i inne obozy (nawet te, w których większość więźniów stanowili nie-Żydzi) straszą jako świątynie „religii Holocaustu”, używanej do uzasadniania najfatalniejszych zjawisk współczesnego świata: pro-syjonistycznej globalnej dominacji zbrojnej USA; politycznej poprawności i towarzyszącej jej nowomowy; antypolskiej propagandy zachodnich mediów – słowem wszystkiego, co tak górnolotnie zwie się „nowym porządkiem świata”. Dowodem na utratę przez Polaków wpływu i prawa władania terenem obozów, stała się pamiętna historia oświęcimskiego żwirowiska, a następnie kolejne uroszczenia dotyczące samej organizacji muzeum, czy zagospodarowania przestrzeni miejskiej w Oświęcimiu tak, by stanowiła wyłącznie tło dla „pomnika Holocaustu”.

Zawłaszczenie baraku z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau przez Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie – ma swój wymiar symboliczny. Już dawno kacety przestały być elementem przydatnym w polskiej propagandzie. Nie zmieni tego ani walka o wskazanie ich prawdziwych twórców, ani przypominanie postaci takich jak rotmistrz Pilecki. W tej sytuacji znamienny jest głos Władysława Bartoszewskiego, nazywającego zabór baraku „spełnieniem planu Hitlera”, polegającego na zacieraniu śladów po Auschwitz. Jest to całkowite nieporozumienie i niezrozumienie sytuacji Polski (nie po raz pierwszy zresztą przydarza się to byłemu ministrowi spraw zagranicznych RP). Zamiast rozpaczliwie walczyć o zwrot obiektu (jednocześnie domagając się kolejnych milionów na utrzymanie muzeów-obozów) – powinniśmy odpowiedzieć: a zabierzcie je sobie wszystkie!

Konrad Rękas

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *