Refleksja z okazji Dnia Żołnierzy Wyklętych

27 września 1605 roku, pod Kircholmem, wojska Rzeczypospolitej pod dowództwem hetmana polnego litewskiego Jana Karola Chodkiewicza rozgromiły przeważające siły szwedzkie.

Było to jedno z najświetniejszych zwycięstw w dziejach polskiego oręża. Jedno z najświetniejszych -  ale nie jedyne.

Historia naszej wojskowości zanotowała również inne nazwy miejscowości i daty, które każdemu Polakowi przysparzają dziś dumy i które  nadal są powodem naszej radości. Wystarczy wymienić choćby trzy (lub cztery, w zależności od sposobu liczenia) : Grunwald,Chocim, Wiedeń.
Argument, że niektóre z tych zwycięstw to nie tyle zwycięstwa polskie co litewskie lub co najmniej odniesione dzięki udziałowi wojska litewskiego nie może zostać przyjęty, ponieważ nie ma dziś żadnego państwa ani narodu, które można by uznać za dziedziców Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Państwo to upadło bezpowrotnie i nigdy już się nie odrodzi (możliwa jest natomiast dyskusja, czy to dobrze czy źle i spór o to, w jakim stopniu Polska się do tego upadku przyczyniła forsując polonizację i zacieśniając związki, co być może nie było korzystne ani dla nas ani dla Litwinów. Gdyby się oba kraje rozdzieliły pod koniec XVI wieku, uniknęlibyśmy rozbiorów i obecnego zacofania). To Polska jest więc dziś  jedynym spadkobiercą wojennej  chwały  przodków.
Biorąc powyższe pod uwagę, można tylko czuć się oburzonym, iż w słowach polskiego hymnu państwowego znajduje się zwrotka uwłaczająca godności polskiego oręża.
 
Strofa ta brzmi następująco:

“Dal nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy”.

Ani husaria pod Kircholmem ani nasi żołnierze idący na odsiecz Cesarzowi (za co niechaj im będzie wieczna chwała) nie słyszeli nawet o Uzurpatorze, z tej prostej przyczyny, że ten rewolucyjny tyran, podpalacz Ładu Boskiego i kat Europy nie był  wtedy nawet w planach swoich rodziców, lichego zresztą pochodzenia i z wysepki o miałkiej sławie, jak się to później okaże.
“Dał nam  przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy” to potwarz, to rewolucyjny policzek wymierzony naszym wodzom i hetmanom, to polski odpowiednik profanowania grobów królewskich w trakcie ruchawki po 1789 roku we Francji.
 
Żaden Polak nie ma prawa słów tych śpiewać, jeżeli droga mu i bliska  Sława Wielkiej Polski.

Antoine Ratnik

a.me.

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

0 thoughts on “Refleksja z okazji Dnia Żołnierzy Wyklętych”

  1. Generalnie zgadzając się z Pana myślą, nie mogę jednak się pogodzić z jednym z aspektów, a mianowicie, dotyczącym kwestii Wielkiego Księstwa Litewskiego. O ile jak słusznie Pan zauważa nie ma tego państwa na mapach, o tyle jednak są jego spadkobiercy jako osoby fizyczne i organizacje. Jedną z takich jest Liga Monarchistyczna Wielkiego Księstwa Litewskiego, którą właśnie reprezentuję. Zgodnie z Pana logiką równie dobrze można byłoby odmówić w prawach na to zwycięstwo Rzeczypospolitej Polskiej, która mimo że jest na mapach, nie jest spadkobierczynią Królestwa Polskiego, bowiem jest zbudowana na innej tradycji i jest republiką. Mentalność mieszkańców i elity RP także znacząco odbiega od tej sprzed 200-300 lat. Dlatego prosiłbym o bardziej wyważone opinie w tej materii.

  2. @Aleksander Stralcov-Karwacki Bardzo sie czuje zaszczycony Panskim komentarzem pod moja skromna kontrybucja.I RP rowniez nie istnieje, zgadzam sie. Byc moze mamy do czynienia po 1944 roku z Polska nowego typu.Co do LMWKL , z cala pewnoscia jest to organizacja szlachetna i godna szacunku ale Panstwo nie sa panstwem ani narodem. pozdrowienia ar.

  3. @AR: No to ja też zaszczycę Pana komentarzem 🙂 1. Mowa o “największym chuliganie ówczesnej Europy” jest w drugiej zwrotce, podczas gdy znajomość “Mazurka” wśród dużej części Polaków ponoć ogranicza się do pierwszej. 2. Założę się, że ci, którzy znają więcej niż jedną zwrotkę, podczas śpiewania czynią to mechanicznie, nie zastanawiając się nad sensem słów. 3. Nawet jeżeli się zastanawiają, to pewnie mają wyniesione ze szkoły przeświadczenie, że Napoleon był cacy, więc ciężko im wmówić coś zgoła odmiennego. Sam swego czasu próbowałem podczas zlotu rodzinnego i osiągnąłem jedynie to, że zaczęli uważać mnie za jeszcze większego świra niż do tamtej pory. Zmusić ludzi do połknięcia czerwonej pigułki jest trudniesze, niż by się to wydawało. 4. Nie ma się co dziwić, że mason Wybicki wychwala swojego konfratra kosztem wielkich wodzów-rodaków. Wspomina za to Czarnieckiego, stosunkowo miernego hetmana. 5. Jeśli komuś zależy na powrocie wielkiej Polski, niech sobie śpiewa choćby “przeboje” Dody. Grunt że działa w dobrym kierunku, natomiast symbole to rzecz trzecioplanowa.

  4. @Antoine Ratnik: Nie mogę się z panem nie zgodzić. Gdyby to ode mnie zależało, to hymnem państwowym byłby hymn “Boże, coś Polskę”, który (choć chyba nigdy prawnie nie ustanowiony) w jakimś sensie pełnił przez pewien okres rolę hymnu Królestwa Polskiego (jednak szybko został obrócony przeciw naszemu monarsze). Cały “Mazurek Dąbrowskiego” pozbawiony jest podniosłości, która powinna hymn państwowy (w mojej opinii) cechować, wpisuje się raczej, podobnie jak “Warszawianka”, w zbiór bojowych pieśni rewolucyjnych. Nie da się ukryć, że to idealnie pasuje do ducha republikańskiej Polski, ale z pewnością nie jest tym, czego konserwatysta mógłby od hymnu “oczekiwać.” /// @Aleksander Stralcov-Karwacki: Korzystając z okazji, że się pan na tym portalu ujawnił – czy Liga ma jakąś stronę internetową, do której mógłby pan podać link? Lub jakiś inny link, gdzie można by uzyskać na jej temat więcej informacji. O istnieniu Ligi słyszałem już dawno, natomiast nigdy nie miałem okazji dowiedzieć się czegoś więcej, a chętnie bym tą zaległość nadrobił.

  5. @S.B. Chodzi o caly hymn, jasne, tylko po prostu nie mialem czasu zeby napisac wiecej.Dobrze Pan wyczul.Istotne dla nas jest zeby wykorzenic mentalnosc lezaca u podstaw slow hymnu: nigdy tego nie osiagniemy chyba ze nastapi cud.

  6. @Antoine Ratnik: “nigdy tego nie osiagniemy chyba ze nastapi cud.” Lepiej bym tego nie ujął. Pozostaje nam na ten cud liczyć, bo rozsądku raczej na próżno szukać. Choć próbować nie zaszkodzi, osobiście wolę pracę beznadziejną od narzekania z założonymi rękami. I wychodzi na to, że nie jestem w tym poglądzie osamotniony skoro konserwatyzm, mimo że na marginesie, przetrwał w Polsce do tej pory.

  7. @Jarosław A. Wiśniowski ” Wspomina za to Czarnieckiego, stosunkowo miernego hetmana.”- To wskazuje na zamet w glowach naszych masonkow i to wlasnie dzieki temu zametowi ich klamstwo sie utrzymuje na powierzchni. Czarniecki a Bonaparte to jednak dwa odmienne i przeciwstawne swiaty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *