Bogucki: Oratorio Traditio

Chciałbym, aby ten tekst był pewnym podsumowaniem, a także reasumpcją moich przemyśleń na temat tego, co dzieje się/wydarzyło się na całym świecie i w Polsce. Chodzi tu oczywiście o przemyślenia dotyczące szerokiego spektrum wydarzeń polityczno-społecznych, ale także chcę, aby treść tego tekstu była polemiką filozoficzną, która wskaże luki w podstawach zachowań, które motywują „człowieka współczesnego”, a zatem ta polemika będzie mimo woli dotyczyć mojej osoby jako „skażonej” swego rodzaju egoizmem, nihilizmem oraz szeregiem innych przypadłości, na które wszyscy -czy tego chcemy, czy nie- chorujemy. Te zmiany determinował szereg rewolucji społecznych, które cyklicznie uderzają w paradygmaty cywilizacji łacińskiej. Czuję się również w obowiązku, aby jasno podkreślić, że istnieją jeszcze (myślę, że nie tylko w naszym kraju) grupy młodych, którzy pomimo presji wywieranej przez „ten świat” stoi przy wartościach fundamentalnych, i którzy wciąż będą chcieli kontynuować walkę o ancien regime. Ta idea łączy nas w -jak pisał Juan Donoso Cortes-„oddziałach katolickich”, które stają oko w oko z „oddziałami socjalistycznymi”. A zatem cały mój wywód ma być manifestem, polemiką i komentarzem, a także głosem młodych, którzy walczą o zbawienie dla świata, i powrotu ładu wiecznego- harmonijnego i hierarchicznego. Na końcu Prefacji pozwolę przytoczyć sobie słowa gen. Franco, które mogą być brane dziś za motto, konserwatystów, którym wydaje się, że jesteśmy w odwrocie. „To prawda. Mają wszystko. Wszystko, poza słusznością”. Dziś, moderniści, marksiści i wielka masa innych też mają do zaoferowania „wszystko”. Wszystko poza prawdą.

Czy rzeczywiście już przegraliśmy?

Na tak zadane pytanie  pozwolę sobie odpowiedzieć kolejnym cytatem, wielkiego kontrrewolucjonisty francuskiego Ch. Maurrasa: „Cała nadzieja płynie na pokładzie kontrrewolucji.” I to jest zwięzła odpowiedź na pytanie. Jednakże sprawa nie jest tak prosta, aby odpowiedzieć na pytanie jednym zdaniem. Nad tym problemem trzeba się głębiej pochylić. Przede wszystkim myślę, że dziś kontrrewolucję musimy zacząć z innej stopy niż tę, o której myślał Ch. Maurras. Ta enigmatyczna dla laika kontrrewolucja to dziś a priori przemiana siebie z gnuśnego egoisty w człowieka czynu. Wciąż na nowo trzeba kształcić serce i umysł, a także a może przede wszystkim ducha. Jak daleko popłynie rzeczona kontrrewolucja, jeżeli sprawy w życiu doczesnym nie będą podporządkowane sprawom Bożym? Wciąż na nowo trzeba wykuwać w sobie heroizm dnia codziennego i od nowa budować człowieka, który będzie umiał powstrzymać postępującą pauperyzację najpierw w sobie, a następnie w masach. Jakże dziś jest to trudna droga, gdy ciągle jesteśmy zalewani fake newsami, mediami społecznościowymi w nadmiarze, agresywnymi kampaniami reklamowymi, konsumpcjonizmem, a także propagandą źle pojętej wolności. Nie łudźmy się, stajemy w szranki z kolejną rewolucją obyczajowo-społeczno-intelektualną, która jak fala gangarduicznych rozmiarów nadciąga nie tylko nad nasz kontynent, ale i świat. Ktoś, kto patrzy na te wydarzenia „z boku” mógłby pomyśleć, że kręgi tradycjonalistyczne czy też konserwatywne wciąż straszą rewolucjami. Problem polega jednak na tym, że nie jest to tylko czcze gadanie pewnych kręgów, ale realne zagrożenie totalną pacyfikacją norm cywilizacyjnych. Chciałbym jednakże jasno podkreślić, że poprzez rewolucję nie mam tu na myśli, tylko i wyłącznie gwałtownej zmiany jakiegoś stanu rzeczy. Bo tak owe rewolucje są nie tylko gwałtowne, ale każda z nich wprowadza zmiany, które przesuwają coraz to dalej granice „wolności”. Jesteśmy w momencie dziejowym, w którym jasno można stwierdzić, że mottem tego stulecia jest hasło: „Homo Homini Deus”.

Wyzwolenie czy zniewolenie?

Pytanie aktualne chyba jak nigdy wcześniej, które powinien sobie zadawać każdy z nas. Czy rzeczywiście to, co oferuje dzisiejszy świat, a zatem: konsumpcjonizm, egocentryzm, popularyzacja erotyki, egalitaryzm we wszelkich dziedzinach życia i wbrew rozsądkowi, normalizacja przemocy, prześladowanie kościoła itd. Można by wymieniać jeszcze długo, lecz nie widzę w tym celu. Chciałem, jednak jasno wyartykułować co dziś według wielu jest „wolnością”. Zatem społeczeństwa, masy przedkładają wolności plebsu, nad prawdziwą wolność. Czym jest ta prawdziwa wolność? To umiejętność rezygnacji z rzeczy, które nie są nam niezbędne, a są jednie rzeczami, które karmią naszą próżność, to również zauważanie rzeczy głębszych i dalece dalej postępujących niż tylko te doczesne, to w końcu pokora. Gdzieś zatracono granice rozsądku, a zaczęto kultywować bożka wolności dla wolności i pchać granicę tejże wolności dalej i dalej, sprawiło to przepoczwarzenie się wolności, która była esencjonalnie dobra w „wolność”, która jest tylko substytutem/odpadem tej prawdziwej wolności . Sytuacja jest podobna jak w przypadku dobra. Dobro to esencja podstawa, nie ma zła bez dobra, ale jest dobro bez zła. Zło to dysharmonia brak hierarchii i uporządkowania. Dobro to harmonia, hierarchia i porządek. Podobnie z prawdziwą wolnością i naszą dzisiejszą quasiwolnością. Zatem każdy według własnego sumienia powinien rozstrzygnąć, którą wolność wybierze. Oto jednak pojawia się jeszcze jedne ważny wątek w sprawie wolności i tego, co rozumie się przez to słowo dziś, a czym wolność jest naprawdę. „Słowo <wolność> ma dla mnie wartość nie punktu wyjściowego, lecz faktycznego punktu docelowego; punkt wyjściowy określa słowo <porządek>: jedynie na pojęciu porządku może się opierać wolność”, równość powinna zaś istnieć jedynie wobec Boga jego przykazań oraz wobec zasad moralnych. Głównym filarem, na którym (my) powinniśmy odbudowywać Ordo aeternum, i równocześnie bronić naszej cywilizacji jest zasada legalności, a to dlatego, że własność i władza są uświęcane i uświęcone tradycją. Nie idziemy, aby buntem obalać rządy. Nie chcemy rewolucji. Chcemy w prawie powrócić do odwiecznego porządku, to jest prawdziwa wolność, która porządkuje świat.

Siła w Prawie

„Prawdziwa siła tkwi w prawie; poza nim wszystko przemija” Ten i podany wyżej cytat, to słowa wielkiego orędownika pokoju, Ks. Klemensa Lothara Metternicha, który był czołowym przedstawicielem odbudowy odwiecznego porządku w swoich czasach post-rewolucyjnych. Jakże rzadko zauważa się, że legalizm, tradycja oraz wiara to niezmienni orędownicy pokoju. Co zaś oferują „nowoczesne” ideologie? To wciąż wprowadzanie nowego zamętu, niepewności, chwiejności, a dalej wojny. Dziś, wszelkiej maści progresywiści, moderniści, socjaliści stoją na czele coraz to nowszych, gwałtowniejszych i bardziej nieprzemyślanych zmian, które jak fale uderzają w podstawy naszego człowieczeństwa i egzystencji. Często zadaję sobie pytanie: Dlaczego oni tak nienawidzą porządku? Odpowiedź jest dość prozaiczna. Porządek wymaga wysiłku. Tak jak wysiłku wymaga zapanowanie nad swoimi słabościami, i tak jak kolosalnego wysiłku wymaga pokora, względem nie tylko mądrości, ale także wiary. Wciąż można usłyszeć od demagogów o zaściankowości, braku tolerancji czy szacunku dla człowieka etc. To jednak jest kłamstwo w aksjomacie. Oto jest właśnie cel tego motłochu, który próbuje szturmem zagarnąć świat. Zdobyć świat kłamstwem. Odrzucić wszelką mądrość tradycji, tej sztafety pokoleń, na rzecz zarozumiałości i egoizmu. Ludzie dziś są tak zarozumiali, że przekonani o swej nieomylności podważają nawet tak podstawowe wartości, jak życie ludzkie i jego ochrona, aż po rodzinę, która stanowi kolebkę cywilizacji. Nihlizm. To zmora końcówki XX wieku i pierwszej połowy wieku XXI.

Cywilizacja

Zatem, czy rzeczywiście chcemy dalej podążać drogą hołubienia egocentryzmu, który podnosi do rangi cnoty i wynosi na sztandary hasło: „Homo Homini Deus!”? Ja nie chcę. Nie chcę czcić bożka egoizmu, który zawłaszcza ludzi tylko dla nich samych. Człowiek z natury jest stworzony do życia między innymi ludźmi, a zatem do współżycia w społeczeństwie. Po raz kolejny trzeba zaznaczyć, że aby móc dobrze egzystować, nad naszym współżyciem i prawem stanowionym (łac. Lex) zawsze powinno stać  ius naturale tj. prawo naturalne. Jest to swego rodzaju naturalny czynnik prawotwórczy, na podstawie, którego my jako kolejne pokolenie cywilizacji łacińskiej powinniśmy tworzyć i nigdy o nim nie zapominać. O prymacie prawa naturalnego, bez którego zwyczajnie egzystencja ludzka tj. jednostki, rodziny, społeczeństwa nie jest możliwa.  Jak postępować, aby nie kultywować egocentrycznej idei, którą wciąż przybiera nowe formy i „mutuje” coraz bardziej? Przede wszystkim nie dawać poklasku demoralizacji, która następuje w sposób masowy m.in. właśnie przez mass media. To właśnie intelektualne i duchowe kształtowanie siebie jako jednostki, ale także dawanie przykładu w rodzinie, w otoczeniu oraz w szerszym gronie społecznym. Trzeba dawać świadectwo w prawdzie.

Młodość a tradycjonalizm

Będąc młodą osobą, nie łatwo jest wprowadzać w życie idee tradycjonalistyczne. Tak jak wyżej zaznaczyłem, aby żyć tym etosem, trzeba włożyć dużo wysiłku w kształtowanie siebie jako osoby, ale także swojego otoczenia. Siebie przede wszystkim trzeba kształtować intelektualnie, duchowo, ale także fizycznie, aby nie zgnuśnieć. Myślę, że dla osoby młodej najważniejszą cnotą, można nawet rzec, że matroną wszystkich cnót powinna być pokora. Staram się to często podkreślać, gdyż pokora przez lewiatana dzisiejszych czasów jest przedstawiana w krzywym zwierciadle jako przywara, a nie cnota. To kolejne kłamstwo, które dzisiejszy świat próbuje nam „sprzedać”, aby osłabić ducha. Pozwolę sobie odnieść się jeszcze w tym podpunkcie do popularnego ostatnio cyklu „Katolickiego imagniarium”. W całym cyklu, który ukazuje się na łamach Klubu Jagiellońskiego, poruszanych jest wiele kwestii, dotyczących Najświętszej Matki Naszej Kościoła Katolickiego, ale również szeroko rozumianych kwestii społecznych i miejsca w nich tradycyjnych wartości. Odnoszę jednak wrażenie, że niewiele, lub prawie wcale nie poświęca się tam uwagi kwestii nie zwykle ważnej. Mianowicie, brak tam wyraźnego zaznaczenia, że opuściło nas (młodych) pragnienie samokształcenia się, a także kształcenia właśnie tych trzech najważniejszych elementów życia: inteligencji, duchowości i sprawności fizycznej. Oczywiście, nie są to jedyne elementy, które zapewnią nam przetrwanie i rozwój idei tradycyjnej. Tak jak wyżej wspomniałem, potrzebne też są zakrojone na szeroką skalę działania, które zmienią lewicowo-liberalny aksjomat, jakim jest teraźniejsza norma ochlokracyjna zwana demokracją. To za fasadą demokracji kryje się tak często przeze mnie podkreślona źle pojęta wolność.

Reqiuem

Podsumowując cały wywód, chciałbym podkreślić, że pomimo naprawdę zaawansowanego stanu rozkładu społeczeństw jeszcze nie wszystko jest stracone, a z Bożą pomocą wszystko jest możliwe. Nie ma miejsca na defetyzm, bo jeśli wkradnie się defetyzm w szeregi tych „katolickich oddziałów”, to osiągnięcia całej dotychczasowej sztafety pokoleń będą stracone. Co zatem leży w naszym interesie, oprócz pracy organicznej oraz wychowywania młodych pokoleń? Wspieranie wielkich projektów, a także ustawiczne angażowanie się w takie projekty. Nie chodzi tu tylko i wyłącznie o projekty polityczne, ale również o angażowanie się jako osoba świecka w pracę kościoła katolickiego. To bardzo ważne, żebyśmy my wierni tradycji zaznaczali naszą obecność i z wiarą w przyszłość bronili odwiecznych wartości. To nasz obowiązek.

Szymon Bogucki

[Głosów: 12   Average: 4.2/5]
Facebook

4 thoughts on “Bogucki: Oratorio Traditio”

  1. (…)Na końcu Prefacji pozwolę przytoczyć sobie słowa gen. Franco, które mogą być brane dziś za motto, konserwatystów, którym wydaje się, że jesteśmy w odwrocie. „To prawda. Mają wszystko. Wszystko, poza słusznością”. Dziś, moderniści, marksiści i wielka masa innych też mają do zaoferowania „wszystko”. Wszystko poza prawdą.(…)
    Skoro tak to skąd panika moralna, że islamiści i inni tacy wynarodowio?

    (…)Chciałem, jednak jasno wyartykułować co dziś według wielu jest „wolnością”. Zatem społeczeństwa, masy przedkładają wolności plebsu, nad prawdziwą wolność. Czym jest ta prawdziwa wolność? To umiejętność rezygnacji z rzeczy, które nie są nam niezbędne, a są jednie rzeczami, które karmią naszą próżność, to również zauważanie rzeczy głębszych i dalece dalej postępujących niż tylko te doczesne, to w końcu pokora.(…)
    Zaiste taka wolność nie jest dla plebsu… bo jak ktoś z definicji zarabia tyle, że ledwo, o ile, starcza do pierwszego to to nie dysponuje czymś z mógłby zrezygnować.

    (…) Co zaś oferują „nowoczesne” ideologie?(…)
    A co niby oferowało Święte Przymierze? To pytanie jest tym bardziej frapujące, że zadaję je Polakowi.

  2. Pierwszego pytania nie rozumiem, natomiast co do drugiego i trzeciego chętnie się odniosę. Jeśli chodzi o wolność, to był to jeden z wielu przykładów dochodzenia do cnoty wolności, rezygnacja ze zbytniej konsumpcji to jeden z wielu przykładów, tak jak napisałem na wstępie odnosiłem się do ludzi, którym starcza do pierwszego, przez wolność plebsu natomiast rozumiem zbytnie rozzuchwalenie w rzeczach doczesnych. A Święte Przymierze? Oferowało wartości, które są ponad narodowe, wieczne. Jasne, nie było tam żadnych beneficjów dla Polaków jako narodu jednak zaznaczam, że Święte Przymierze niejako wymusił Aleksander I, zresztą tu nie chodzi o konkretny kraj czy o odwzorowanie/ powtórzenie historii. Chodzi o to, co Święte Przymierze i Kongres Wiedeński dały Europie jako całości, a dała pokój i zachowanie tradycyjnych wartości.

    1. (…)Oferowało wartości, które są ponad narodowe, wieczne.(…)
      Widać coś poszło nie tak skoro to właśnie Państwa Sygnatariusze rozpętały I WŚ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *