Budka to jednak nie rosyjska Ambasada!

Który kraj, po upadku komunizmu, bardziej się zmienił? Rosja czy Polska? – zapytałem znajomą, która z racji zawodowych przez kilkadziesiąt ostatnich lat odwiedzała ten kraj. Rosja – odpowiedziała bez większego namysłu. Wiesz, my mieliśmy prywatną inicjatywę, prywatne rolnictwo, jednak stały kontakt z Zachodem. U nich nic z tych rzeczy nie istniało. To więc, że dziś jednak dziś istnieje tu prywatna gospodarka i względny – bo ograniczony wizami – kontakt z Europą, jest w sumie zmianą głębszą niż u nas.

W roku 1990 do Warszawy przyjechał Minister Spraw Zagranicznych Rosji, Andriej Kozyriew. Podczas spotkania z szefem naszej dyplomacji, Krzysztofem Skubiszewskim postawił przed nim na stole 6 kieliszków. Dwa to my, dwa to Zachód, a te dwa środkowe to wy – powiedział. Jeśli te dwa, które oznaczają was, przesuną się na stronę Zachodu, w europejskim układzie powstanie znacząca nierównowaga. Będziemy musieli jakoś zareagować. Jakoś ją wyrównać. Dziś – w ponad 20 lat po tamtej wizycie Kozyriewa – jesteśmy przesunięci na Zachód. Jesteśmy w NATO i Unii Europejskiej. Świat się nie zawalił.

Sytuację tę przypomniał Paweł Kowal, na II Polsko – Rosyjskim Kongresie Mediów, który w dniach 15-16 listopada odbył się w Królewcu. Współorganizatorem tej imprezy – wraz ze swoim rosyjskim odpowiednikiem – było Polsko – Rosyjskie Centrum Dialogu i Porozumienia. To także podczas tego spotkania usłyszałem pierwszą z powyżej przytoczonych opinii.

Tak. Rosja się zmienia. I choć może wielu Polakom wydaje się, że zmienia się bardzo powoli, to jednak proces ten wcale nie jest taki powolny. Jednym z jego najciekawszych przejawów jest przecież choćby – wielokrotnie opisywany przeze mnie na tym blogu – Mały Ruch Graniczny. Tym przejawem są też intensywne kontakty rosyjskiej klasy średniej z Europą. Studia, które wielu młodych Rosjan tam odbywa. Do których jeszcze więcej z nich się przygotowuje.

A jednak… A jednak to nie znaczy, że nie spotkaliśmy podczas tej imprezy wielu przejawów – tak bym to nazwał – dawnego sposobu myślenia. Myślenia dla wielu Polaków zaskakującego. Przykłady? A choćby panele, w których mnie dane było wziąć udział. W dyskusji pierwszej, zatytułowanej „Państwo – mecenas kultury czy kultura w służbie państwa”, znany polittechnolog, profesor Siergiej Markow, bardzo „ekspansywnie” głosił pogląd o potrzebie służby kultury na rzecz państwa. Kultura – mówił – ma wychowywać obywateli na rzecz państwa i dla państwa. Argumenty, iż owszem kulturze służy państwowy mecenat, a nawet może ona być pomocna w międzypaństwowych relacjach (czego dowodem jest wielkie zainteresowanie w Polsce rosyjską kulturą przy trudnych stosunkach politycznych), ale nie może ona być narzędziem polityki, zupełnie do naszych partnerów – zwłaszcza do Siergieja Markowa – nie przemawiały. Nie przemawiały mimo moich i Grzegorza Gaudena – prezesa Instytutu Książki – intensywnych wysiłków.

Podobnie z drugim panelem, w którym brałem udział. Panelem zatytułowanym „Polacy i Rosjanie – jak widzimy Europę?”. Tu przedstawiciele strony rosyjskiej, reprezentowani przez profesora Aleksandra Cypko i Rafaela Gusejnowa – sekretarza Związku Dziennikarzy Rosyjskich, również nie potrafili spojrzeć na tę kwestię jakby poza filozofią tradycyjnych obaw. Obaw choćby przed ekspansją NATO czy proeuropejską orientacji Ukrainy.

Zwłaszcza ta druga obawa jest postrzegana przez Rosjan, jako prawdziwa Apokalipsa. Z tej perspektywy moi rozmówcy patrzyli więc na Europę jak na poważne zagrożenie, nie zaś jako szansę. Szansę, którą widzą w niej chyba nie tylko odwiedzający czy studiujący w Europie Rosjanie. Którą chyba też widzą uczestnicy Małego Ruchu Granicznego.

Nad kaliningradzkim Forum unosił się też niestety duch nieszczęsnej strażniczej budki spalonej przed Ambasadą Rosji w Warszawie. I słusznie. Bo był to incydent niedopuszczalny. Skandaliczny. Haniebny. Kiedy jednak patrzyłem na – pewno nieprzypadkową – absencję zapowiedzianych rosyjskich uczestników Forum, to trochę się uśmiechałem pod nosem. Bo kiedy patrzyłem jak naprzeciw profesora Adama Rotfelda, polskiego ambasadora w Moskwie, naczelnego Rzeczpospolitej Bogusława Chraboty czy szefa Polsko – Rosyjskiego Centrum Sławomira Dębskiego siada jego rosyjski odpowiednik w towarzystwie szefowej obwodowego wydziału spraw międzynarodowych, to odnosiłem dziwne wrażenie karykaturalnego stosowania dyplomatycznej zasady wzajemności. I to w naprawdę niezwykle archaicznym stylu. Tak archaicznym jak chęć uczynienia z kultury narzędzia państwowej polityki czy strach przed NATO i wolnym, europejskim wyborem Ukrainy. Bo to trochę tak jakby spalenie polskiej budki strażniczej przed rosyjską Ambasadą traktować jak spalenie samej Ambasady. Przyjaciele Rosjanie! Ta nieszczęsna budka to jednak nie jest wasza Ambasada!

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *