Canarinho uprawia ziemię

Najważniejsza gałąź gospodarki

Gospodarze mundiali są wg różnych rankingów szóstą gospodarką świata, trzecim eksporterem rolnym i czwartym spożywczym globu, drugim co do wielkości producentem bioetanolu. Są to dane łatwo dostępne z dowolnego zestawienia i nie budzące wątpliwości. Problem zaczyna dopiero przy poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie czemu Brazylijczycy zawdzięczają sukces swego rolnictwa – jego liberalizacji w latach 80-tych i 90-tych, czy intensyfikacją wielkich rządowych programów rolnych w ostatniej dekadzie?

Należy zaznaczyć, że rolnictwo jest silnym czynnikiem stabilności makroekonomicznej kraju, stanowiąc źródło dewiz, a także np. wnosząc wkład w bezpieczeństwo energetyczne Brazylii, związane z rozwojem technologii bioetanolu. Jako siła napędowa gospodarki brazylijskiej sektor odpowiada za wytworzenie 5,8 procent PKB, angażując 19,3 procent siły roboczej (35 proc. istniejącego zatrudnienia), co w kraju wciąż dotkniętym systemowym wykluczeniem pozostaje czynnikiem społecznie kluczowym.

Od inżynierii społecznej do kryzysu…

W ciągu ostatniego ćwierćwiecza Brazylia niemal potroiła swoją produkcję rolno-spożywczą, w czym – paradoksalnie pomógł kryzys lat 80-tych, wymuszający odwrót od celów i metod stosowanych w poprzednich dwóch dekadach planowania gospodarczego i inżynierii społecznej. Od połowy lat 60-tych władze brazylijskie starały się intensywnie interweniować na rynkach rolnych, przede wszystkim przez utrzymywanie tanich ścieżek kredytowych oraz programy wsparcia obszarów wiejskich obejmujące skup interwencyjny i magazynowanie nadprodukcji. Sektor rolny Brazylii w tym okresie nie był rzecz jasna konkurencyjny (z wyjątkiem produktów egzotycznych, jak kawa i cukier). Charakterystyczne, że przy całym zróżnicowaniu dochodowym brazylijskiego (jak i całej gospodarki) – szczególnie niską efektywnością i produktywnością charakteryzowały się zwłaszcza wielkie latyfundia, pozostające w rękach wąskiej grup tradycyjnych elit. Rolnictwo traktowane było zresztą przez kolejne rządy z jednej strony jako problem i przeżytek, celem była bowiem intensywna urbanizacja, która – jak dziś wiemy – doprowadziła jedynie do powstania i petryfikacja wielkich dzielnic biedy w brazylijskich metropoliach. Jednocześnie jednak sektor rolno-spożywczy zmuszony był do utrzymywania – dokarmiania społeczeństwa siłą zamienianego w miejskie, pod hasłami „obrony bezpieczeństwa żywnościowego państwa”, tendencji antyimportowych (a zarazem rekompensat dla rodzimych producentów za mechanizmy antyimportowe stosowane wówczas masowo przez inne państwa). Ciekawe, że jakby dla odreagowania – dziś rolnictwo brazylijskie jest nastawione głównie na eksport (pochłaniający ok 31 proc. produkcji rolnej).

Wymuszone kryzysem politycznym – i hiperinflacją zmiany w polityce gospodarczej Brazylii doprowadziły do liberalizacji handlu, zniesienia szeregu instrumentów regulacji rynku, a w efekcie także do zmian w strukturze produkcji rolno-spożywczej i jej zbytu. Wyeliminowano podatki eksportowe i mechanizmy kontroli cen, dokonano deregulacji i liberalizacji rynków towarowych, jednostronnie zmniejszono bariery handlowe (średnia taryfa celna na produkty rolno-spożywcze to 12,5 proc.), wsparcie rządu stanowi obecnie ok. 3 proc. przychodów gospodarstw w Brazylii, w porównaniu z 2 proc. w Nowej Zelandii, 4 proc. w Australii, 8 proc. w Chinach, 18 proc. w USA i 34 proc. w UE. Z jednej strony zwłaszcza w latach 90-tych o połowę zredukowano wysokość rządowych nakładów na rolnictwo, z drugiej jednak sama liczba programów rządowych – wzrosła z 30 do ponad 100 realizowanych jednocześnie, szczególnie w ostatniej dekadzie.

…i z powrotem

Zwłaszcza w okresie prezydentury Luiza Luli da Silva roczna wartość rządowych programów wsparcia dla rolnictwa sięgnęła 10 mld dolarów, z przeznaczeniem głównie na inwestycje w poprawę struktury produkcji i infrastruktury na terenach wiejskich, zakup sprzętu i maszyn i środków produkcji (w tym zwierząt gospodarskich), usługi okołorolnicze, ale także utrzymanie dopłat kredytowych do produkcji niskodochodowej, dla rolników o niskim statusie socjalnym oraz restrukturyzację zadłużenia gospodarstw. Funkcjonują trzy wielkie programy wsparcia PEP, wyrównujący producentom różnice między ceną rynkową a minimalną ceną produktu (głównie na zboże i kukurydzę do celów spożywcze); PEPRO – w ramach ceny gwarantowanej dla sprzedających na rynku towarowym (zwłaszcza producentów soi) i PROP wyrównujący do średniej ceny rynkowej ceny osiągane przez producentów (przed kilku laty problemy z egzekwowaniem płatności z tytułu tego programu wywołały napięcia między branżą rolniczą, a rządem). W 2007 r. rozpoczęto PAC – Program Stymulowania Wzrostu, ukierunkowany na rozwój logistyki (zwłaszcza na terenach interioru), zwiększenie specjalizacji i dalszą modernizację rolnictwa monokulturowego, przy jednoczesnym działaniu na rzecz poprawy jakości gleb, poprzez m.in. wspieranie tworzenia pastwisk i nawadniania.

Władze zmierzają też do zmiany niekorzystnej (a w dodatku często też nieuregulowanej prawnie) struktury własności ziemi uprawnej. Jeszcze w latach 90-tych gospodarstwa mniejsze niż 10 ha stanowiły 49,7 proc. wszystkich gospodarstw rolnych w kraju, podczas gdy posiadłości większe od 500 hektarów to 2,2 proc. całości, przy czym – co warto zauważyć – wbrew tendencjom dominującym np. w WPR – to gospodarstwa rodzinne, ze względu na wysoką jakość i nieodbiegającą od średniej wydajność (zwłaszcza długookresową), a przy tym związane z nimi cele społeczne, są przedmiotem wsparcia państwowego. Wbrew popularnym poglądom to także małe i średnie gospodarstwa są w Brazylii zainteresowane modernizacją i nowymi technologiami, w przeciwieństwie do latyfundiów, tradycyjnie przyzwyczajonych do gospodarki ekstensywnej i rabunkowej. Otwiera to tym szerzej pole do umiejętnego stymulowania przez rolną politykę Federacji.

Rozumna interwencja

Wbrew pozorom rolnictwo brazylijskie nie stało się bowiem bynajmniej „całkowicie wolnym”, w rozumieniu doktryny liberalnej, a przeciwnie – władze zachowały wiele możliwości wpływu na kierunki jego rozwoju (nad czym czuwa odrębne, niezależne od głównego resortu rolnictwa ministerstwo). Zarówno osiągane efekty – jak i właśnie niektóre przyjęte tendencje rozwojowe budzą zastrzeżenia opozycji (tak bardziej liberalnej, jak i zdecydowanie pro-socjalnej), a także WTO, nie mówiąc rzecz jasna o zagranicznej konkurencji. Z drugiej jednak strony dynamiczny rozwój tego sektora gospodarki i jego rola jako koła zamachowego krajowej ekonomii – pozostają bezdyskusyjne.

Skąd bierze się to zróżnicowanie opinii, a także na czym polega specyfika brazylijskiego rolnictwa? Przede wszystkim na umiejętnym zbalansowaniu roli państwa i kapitału prywatnego w polityce rozwojowej. Rząd Brazylii bynajmniej nie wycofał się z interwencji w rolnictwie, ale w przeciwieństwie np. do Wspólnej Polityki Rolnej UE ukierunkował ją na spłaszczanie wahań cenowych, związanych z sytuacją na rynkach światowych czy np. różnicami kursowymi, nie zaś na dopłaty bezpośrednie, odgrywające w systemie brazylijskim rolę znikomą, w Unii zaś demoralizującą, socjalną i w istocie nie mającą większego pozytywnego wpływu ani na opłacalność produkcji, ani np. na ceny wyrobów rolno-spożywczych.

Po drugie Brazylia inwestuje – przede wszystkim w technologie. Chociaż bowiem (a może właśnie z tego powodu) zwłaszcza ekolodzy wciąż krytykują ekstensywność rolnictwa Federacyjnej Republiki – to państwo zajmuje się finansowaniem badań mających na celu zwiększenie wydajności i jakości produktów. Symbolem i instytucją realizującą te zadania pozostaje EMBRAPA (państwowe przedsiębiorstwo badań naukowych w rolnictwie). Również i w tym zakresie Brazylijczykom bliżej np. do Holendrów czy Białorusinów, którzy przed laty (i z podobnymi efektami) wybrali zbliżoną, jakościową i naukową ścieżkę dynamicznego rozwoju. Na tym tle szczególnie dobitnie widać błędy „polskiej drogi”, czyli z jednej strony całkowitego zniszczenia dorobku technologicznego odziedziczonego po PRL (zwłaszcza po latach 70-tych) z ośrodkami naukowymi, stacjami nasiennictwa, doradztwem rolniczym, ośrodkami maszynowymi, scaleniami, melioracją, utrzymywaniem wysokojakościowych stad podstawowych w hodowli itp. Ogłoszone po przełomie 1989 r. zaprzestanie jakiegokolwiek wsparcia dla rolnictwa zniszczyło istniejącą infrastrukturę, nie proponując niczego w zamian. Politykę III RP wobec rolnictwa można więc porównać do zadecydowania, że skoro państwo samo nie produkuje samochodów – to nie będzie też naprawiać i budować dróg.

Kiedy należało zmądrzeć

Niekorzystne skutki dało też wdrożenie w Polsce Wspólnej Polityki Rolnej zamiast prostych mechanizmów opłacalności handlu, zwłaszcza zagranicznego, postulowanych przez samych producentów (jak gwarancje eksportowe) i utrzymywanie korzystnej dla inwestycji polityki kredytowej. Wprowadzenie zamiast rynku z elementami interwencji – interwencji upozorowanej na warunki rynkowe uzależniło rolnictwo od dopłat bezpośrednich, barier celnych, uczyniło niekonkurencyjnym technologicznie i jakościowo, a ponadto zdezorganizowało strukturę rolną państwa, w obecnych warunkach latyfundyzm sprzyja może interesom partyjnym PSL oraz interesom oligarchów, jednak ma się nijak do faktycznego rozwoju opłacalnego rolnictwa, nie mówiąc o kształcie społecznym i strukturze zawodowej obszarów wiejskich. Co ciekawe, podobne błędy popełniano w latach 80-tych w… Brazylii, pod dyktando Międzynarodowego Funduszu Walutowego – i wycofano się z nich, zwłaszcza po roku 2003. O ile bowiem kryzys rzeczywiście wymusił racjonalizację wydatków, zmniejszenie biurokracji i marnotrawstwa środków pomocowych – to w porę też zorientowano się w walorach ograniczonej interwencji państwa w sytuacji, gdy podobne (acz na szczęście dla Brazylijczyków ostatecznie mniej efektywne) działania podejmują wszyscy główni konkurenci na światowych rynkach rolnych.

Przechodząc podobny do polskiego z przełomu lat 80-tych-90-tych kryzys finansowy – Brazylia w przeciwieństwie do Polski wyszła z niego silniejsza, nie zaś słabsza ekonomicznie niż przed ćwierćwiekiem. Udało się to osiągnąć m.in. dzięki uratowaniu własnego rolnictwa, w realiach III RP traktowanego wyłącznie w kategoriach obciążenia socjalno-politycznego i kosztu dla ekonomii. Co ważne – do dziś problemy produkcji rolnej są uznawane przez rządzących Polską za niechciany spadek po komunie, nie zaś skutek ich własnej dewastacyjnej działalności z latach 90-tych i całkowicie błędnego kierunku WPR po 2004 r. Nawet i dziś jednak rolnictwo i produkcja spożywcza, o ile tylko nikt im nie przeszkadza (i nie „pomaga” radosną twórczością legislacyjną) stara wybić się na opłacalność, skutkującą wzrostem całego PKB i okresowymi poprawami sytuacji na wsi. Politycy szybko jednak robią co mogą, by te symptomy poprawy zdusić czynnikami politycznymi (jak ostatni kryzys na tle sytuacji na Ukrainie i relacji z Rosją, nie mówiąc o wcześniejszej awanturze o ubój rytualny itp.).

Innymi słowy zamiast uczyć się od Brazylijczyków polityki rolnej – cieszymy się, że Canarinhos czasem niewiele lepiej od nas grają w piłkę. Za to o wiele lepiej gospodarują…

Konrad Rękas

Autor jest doradcą rolnicznych związków zawodowych, ekspertem Grup Roboczych COPA-COGECA.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *