Cata-Mackiewicza spojrzenie na rok 1863

W jednej z prac Stanisław Cat-Mackiewicz, idąc tropem swoich mistrzów z krakowskiej szkoły historycznej, w następujący sposób opisywał zasady rządzące polityką polską:

„…sformułowałem na podstawie długoletnich studiów szereg zasad polityki angielskiej, których się ten naród instynktownie przytrzymuje.

Są to zasady cyniczne i celowe, przynoszące przeważnie zwycięstwa. My także mamy od XVIII wieku swoją niezmienną zasadę polityczną. Wpierw popełniamy samobójstwo, a potem chcemy żyć. Wpierw niszczymy własny organizm państwowy, a potem wzywamy obcych, aby go nam odbudowali. To nie jest narodowe bluźnierstwo, to jest tylko tragiczna prawda”.

Prawda ta, można dodać jak żadna inna, celnie opisuje wydarzenia związane z dwoma narodowymi dziewiętnastowiecznymi powstaniami narodowymi – listopadowym i styczniowym.

Problematyka związana z powstaniem styczniowym gościła dość często w twórczości autora „Zielonych oczu”, najpełniej chyba jednak swój pogląd na omawiane zagadnienie wyłożył Cat-Mackiewicz w pracy poświęconej polityce dziewiętnastowiecznej, zatytułowanej „Był bal” (Warszawa 1973; ostatnie wydanie Kraków 2012). W jednym z jej rozdziałów („Bismarck i Grottger”) wileński konserwatysta opisuje wydarzenia związane z wybuchem powstania. Także i dziś, w czasach bezrefleksyjnego kultu straceńczych powstań, warto przypomnieć obszerne fragmenty tego tekstu:

„W czerwcu 1862 roku namiestnikiem Królestwa Polskiego został brat cesarza Wielki Książę Konstanty Mikołajewicz, a namiestnikiem rządu cywilnego margrabia Aleksander Wielopolski. Jest to zenit dobrych uczuć cesarstwa rosyjskiego w stosunku do Polaków w okresie pomiędzy stłumieniem powstania listopadowego a upadkiem cesarstwa w 1917 roku. Wtedy Polacy mają do czynienia ze szczerą ofertą zgody i ugody wysuwaną przez sfery rządzące Rosją. Odrzuciliśmy jednak tę cesarską ofertę. Dopiero w XX wieku Roman Dmowski ze swojej strony wystąpi w imieniu Polaków, proponując rządowi cesarsko-rosyjskiemu zgodę i ugodę, motywując to niebezpieczeństwem niemieckim zagrażającym wszystkim narodom słowiańskim (…) Program Wielopolskiego to autonomia Królestwa Kongresowego, to ustrój możliwie liberalny w administracji tego kraju, który wszelako nie miałby otrzymać ani własnego wojska, ani własnej polityki zagranicznej”.

Ułożeniu stosunków polsko-rosyjskich, będących istotnym elementem rysującego się wówczas porozumienia francusko-rosyjskiego, przeciwne były jednak od samego początku Prusy, konsekwentnie dążące do hegemonii w Rzeszy, czego nie mogły osiągnąć bez przychylności ze strony Rosji. Ówczesny premier Prus starał się przeciwdziałać porozumieniu polsko-rosyjskiemu wszelkimi dostępnymi środkami:

„O ile Francuzi popierają Wielopolskiego w jego programie, o tyle Bismarck patrzy na niego z nienawiścią. Jeszcze będąc przedstawicielem Prus w Petersburgu, Bismarck idzie tak daleko, że rozpuszcza idiotyczną plotkę, iż Wielopolski chce otruć Aleksandra II. Bismarck zrobiłby wszystko, co może, aby podsycić opór «czerwonych» i opór Andrzeja Zamoyskiego przeciwko polityce Wielopolskiego. Ale oto 22 stycznia 1863 roku wybucha powstanie i Bismarck występuje ze swoim pierwszym mistrzowskim posunięciem, może nawet najbardziej mistrzowskim ze wszystkich posunięć (…)

Konwencja Alvenslebena, owa wspaniała karta gry rzucona przez Bismarcka, była pozornie idealnie prorosyjska i arcy-antypolska. Ale to była jej szata zewnętrzna, tak samo jak skromność jej rozmiarów, która pozwalała Bismarckowi w dalszej grze tą kartą nazywać ją porozumieniem pogranicznym, omal że nie czymś w rodzaju porozumienia celnego (…) W istocie gra Bismarcka była bardzo subtelna. Chce zadeklarować Rosji pomoc, chce wystąpić wobec niej jako najwierniejszy, najczulszy przyjaciel. Chce także pokazać Aleksandrowi II, że jest o wiele lepszy dla niż obrzydliwa Austria. Trzeba pamiętać, że to rok 1863, a więc czasy, w których mózg Bismarcka wciąż się wysila na temat, jak by to wypędzić Austrię z niemieckiej wspólnoty. Poza tym Bismarck nie tylko chce zwycięstwa rosyjskiego nad powstańcami, ale chce także, aby to zwycięstwo nie przyszło Rosji zbyt łatwo i przede wszystkim, nade wszystko, koniecznie, aby pokłóciło Rosję z innymi państwami w Europie. Powstanie polskie jest dla Bismarcka znakomitą okazją do pokłócenia Rosji ze wszystkimi i do zajęcia przez Prusy roli jedynego wiernego przyjaciela mocarstwa rosyjskiego. Konwencja Alvenslebena to okrzyk Bismarcka: «Rosja skłócona z Europą dla mnie»”.

Państwem, które poza Polską poniosło w wyniku powstania największe straty, była, zdaniem Mackiewicza, Francja:

„Dla polityki Napoleona III powstanie polskie jest prawdziwą katastrofą (…) Napoleon III wiedział, że nic dla Polaków zrobić nie może, a jednak dla nich poświęcał swoją przyjaźń z Rosją, i, co za tym idzie, swe sny ukochane o hegemonii w Europie (…) Nie mogąc nic dla Polaków wskórać, Napoleon III przestrzegał Polaków, jak mógł, i wzywał ich do umiarkowania. Różnił się tym od polityki angielskiej w 1939 roku, kiedy Anglia nic Polsce dać nie mogła i nie chciała, a z całych sił nas podszczuwała. Dziwne! Polacy, którzy przegrali powstanie, mieli żal do Francji, że nam nie pomogła. Ale Francja nie zachęcała nas do powstania, przeciwnie – popierała program Wielopolskiego. Natomiast jakże nam mogła pomóc? Skoczków spadochronowych w owych czasach nie było”.

Zupełnie inaczej do powstania odnosiła się Anglia, dla której

„powstanie polskie było nie lada okazją do wykorzystania. Przyjaźń Napoleona III z Rosją była zapowiedzią powstania silnego i niezależnego od Anglii systemu państw na kontynencie Europy. Wszystkie tradycje polityki i dyplomacji angielskiej, wszystkie nerwy angielskie zaangażowane były w zwalczanie tego rodzaju systemu”.

Powstanie było na rękę także tym czynnikom rosyjskim, które przeciwne były postępującej liberalizacji stosunków w Królestwie, w tym przede wszystkim rosyjskiej administracji (widzącej zagrożenie dla siebie w polonizacyjnych planach Margrabiego) i armii:

„Wojska rosyjskie po nocy 22 stycznia zostały cofnięte do miast powiatowych, pozostawiając i lasy, i cały teren we władaniu powstańcom. Dlaczego? Władze wojskowe rosyjskie w Królestwie były niezadowolone z polityki W. Ks. Konstanty – Wielopolski. Powstanie im bardziej odpowiadało. Po powstaniu musiało przyjść zduszenie polskości. Toteż w tym niezrozumiałym cofnięciu wojsk do miast powiatowych upatrywać można intencje prowokacyjne”.

Wybuch powstania w sposób zdecydowany zmienił również nastawienie społeczeństwa rosyjskiego do kwestii polskiej:

„powstanie polskie 1863 roku stanowi jak gdyby oś, dookoła której obróciła się opinia społeczeństwa rosyjskiego. Z liberalnego stało się nacjonalistyczne. Liberalizm skutkiem 1863 roku poniósł straty, nacjonalizm sukcesy (…) Liberalny Turgieniew, ożywiony chwalebnymi uczuciami republikańskimi, po raz pierwszy podczas powstania poczuł się wojującym Rosjaninem i ostentacyjnie złożył ofiarę na rzecz sierot po żołnierzach rosyjskich poległych w Polsce. Katkow przed powstaniem był liberałem. Po powstaniu wyrósł na zwiastuna reakcji, apostoła nacjonalizmu rosyjskiego. Rosyjscy słowianofile zaczęli Polskę uważać za zdrajczynię sprawy słowiańskiej”.

W innej ze swoich prac, zatytułowanej „O jedenastej – powiada aktor – sztuka jest skończona. Polityka Józefa Becka”, Mackiewicz rozwija powyższą myśl:

„przez kilka lat przed powstaniem 1863 r. słowianofile chcą się pogodzić z Polską za cenę wyrzeczenia się przez Polskę Litwy i Rusi. Brat cesarza, wielki książę Konstanty Mikołajewicz, namiestnik Królestwa od roku 1862, jednocześnie słowianofil i liberał, był tego programu najwyżej usytuowanym przedstawicielem. Dopiero po roku 1863 słowianofile uznali Polskę za zdrajczynię sprawy słowiańskiej, i ta właśnie formuła – Polski – zdrajczyni będzie górowała nad epoką ideowej reakcji rosyjskiej za czasów Aleksandra II i Aleksandra III (…) Wszystkie osiągnięcia polityki Wielopolskiego przekreśliło powstanie 1863 r., które wybuchło wtedy, gdy Rosjanie najbliżsi byli programu ugody z nami. Powstanie ożywiło solidarność Rosji z Prusami, najwięcej z powstania cieszył się Bismarck, który kiedyś w porywie szczerości, będącej koniecznością dla jego wspaniałej inteligencji, zawołał w czasie rozmowy z jakimś Polakiem: «Czyż ludzie rozsądni żadnego już u was wpływu na społeczeństwo nie mają». Powstanie roku 1863, w odróżnieniu od powstania listopadowego, nie miało żadnych szans zwycięstwa. Było tylko zbrojnym, ofiarnym protestem, było rodzajem honorowego samobójstwa, którym szlachcic japoński protestuje przeciwko wyrządzonej mu krzywdzie”.

Swoje wywody Cat podsumowywał konstatacją na temat polityki polskiej:

„Czemu nie mamy tak wybitnych polityków, umiejących wykorzystać każde wydarzenie polityczne na rzecz swego programu, swego kraju, jak to umiał uczynić Bismarck? Może i mamy, ale ich nie słuchamy (…) Politykowi, ministrowi spraw zagranicznych i szefowi skoncentrowanej w jego rękach polityki państwowej przeciwstawiam nie polskiego polityka, generała czy innego wodza, ale artystę-rysownika. Albowiem nasi wszyscy politycy w 1863 roku ponieśli klęskę, a polityk wtedy jest coś wart, gdy zwycięża. U nas poniósł klęskę i Wielopolski, i Mierosławski, i Langiewicz, i Traugutt. Grottgerowska wizja kobiety z 1863 roku z wyrazem twarzy tragicznym i zdecydowanym, i odważnym pozostała i ona zwyciężyła w polityce pokoleń następnych do warszawskiego powstania z 1944 roku włącznie. W patriotycznej modlitwie za ojców powtarzamy: «Gloria victis»”.

Stanisław Cat-Mackiewicz, „Był bal”, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2012;

Stanisław Cat-Mackiewicz, „O jedenastej – powiada aktor – sztuka jest skończona. Polityka Józefa Becka”, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2012.

(oprac. Maciej Motas)

Myśl Polska. Nr 3-4 (20-27.01.2013)

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.