Dzięki Karolowi Marksowi naród mógł stać się sztandarem kontrrewolucji

Czy punktem zapalnym między konserwatyzmem a nacjonalizmem są korzenie, z których wyrastają te dwie doktryny, tzn. z jednej strony mamy do czynienia z tradycją rewolucyjną, a z drugiej kontrrewolucyjną?

Bez wątpienia tak, pamiętając o szeroko i wnikliwie już opisanym zjawisku, jakim była rozkruszająca Stary Porządek (ale także – o czym nie należy zapominać – faktycznie i krwawo dzieląca Francuzów na przeznaczonych do eksterminacji „arystokratów” i eksterminujących „patriotów”, co jest doprawdy paradoksem tego nacjonalizmu!) doktryna „suwerenności narodu”. Darowując sobie przeto repetycję tych dobrze znanych i zinterpretowanych okoliczności, warto zatrzymać się nad kwestią kiedy, w jakich okolicznościach i dlaczego doszło do tego, iż „naród” przestał być „słowem rewolucyjnym”, a stał się – tak jak tego pragnął Ch. Maurras – „słowem kontrrewolucyjnym”? Otóż, w pewnej mierze przyczynili się do tego konserwatywni – zwłaszcza niemieccy, polscy i rosyjscy – romantycy, z jednej strony spirytualizując naród, z drugiej zaś wskrzeszając koncepcje organicystyczne, co korespondowało z burke’owską definicją narodu jako wspólnoty pokoleń minionych, teraźniejszych i tych, które nadejdą. Jednak decydujące znaczenie miały tu znów nieomal jednoczesne, pod koniec XIX w. – we Francji, Polsce, Portugalii, Hiszpanii i Włoszech – narodziny „nowego” nacjonalizmu, który albo od razu usytuował się na prawicy, albo rychło tam się przeprowadził. Jeśli zaś chodzi o rzecz najważniejszą, to znaczy o pytanie dlaczego tak się stało, to należy zauważyć, że słowo „naród” musiało być rewolucyjne (plebejskie, egalitarne i demokratyczne) dopóki istniało jeszcze pluralistyczne i zhierarchizowane społeczeństwo stanowe, ponieważ oczywistą intencjonalnością konceptu narodu-suwerena było spłaszczenie tej struktury. Kiedy jednak to się wypełniło, kiedy stany przestały istnieć, zastąpione przez agregat formalnie równych przed prawem jednostek, a jedynym faktycznym czynnikiem dyferencjacji (i kryterium prestiżu) w społeczeństwie stała się pozycja materialna danej jednostki, nową – i alternatywną względem coraz bardziej anemicznego i moralnie skompromitowanego liberalizmu – „twarzą” rewolucji stał się socjalizm, ustanawiający wyrazisty podział na klasy społeczne, zantagonizowane z racji posiadania, bądź nie, środków produkcji, i stawiający jasno sprawę „kto kogo?”. W tej sytuacji, ponadklasowy solidaryzm narodu jawił się i jako ratunek dla zagrożonego przez nienawiść klasową społeczeństwa, i jako przynajmniej surogat – choć już o wiele mniej barwny i wielokształtny – przedrewolucyjnego społeczeństwa organicznego. Choć zabrzmi to może jak polityczno-intelektualna prowokacja, to dzięki Karolowi Marksowi, oznajmiającemu, iż robotnicy nie mają ojczyzny, naród mógł stać się sztandarem kontrrewolucji, a nacjonalizm mógł zostać ideowym credo XX-wiecznych Białych.

„Grzech pierworodny” pozostaje jednak zawsze tym, czym jest w swojej istocie, to jest potencjalnym przynajmniej źródłem zepsucia, toteż jeśli tylko nacjonalizm nie zostanie „odkupiony” chrztem kontrrewolucyjnej inteligencji, nader łatwo i szparko może wykoleić się i stoczyć na powrót do obozu rewolucji. Tak się zresztą dzieje dziś na całym świecie, głównie pod hasłami „antyimperialistycznymi” i z powodu fałszywej dychotomii, która diabła liberalizmu chce wypędzać lucyferem socjalizmu. Prawdę powiedziawszy, nie widzę w dzisiejszym świecie ani jednego znaczącego ruchu nacjonalistycznego, który można by uznać bez zastrzeżeń za kontrrewolucyjny; jest to uderzający kontrast w stosunku do okresu międzywojennego, zwłaszcza do lat 30., kiedy to – od polskiej „młodej endecji” po meksykański synarchizm – (chrześcijański) nacjonalizm był najmocniejszym oddziałem kontrrewolucji.

Jest to fragment odpowiedzi na ankietę, której prof. Jacek Bartyzel udzielił redakcji Pro Fide, Rege et Lege. Aby przeczytać cały tekst kliknij tutaj.

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Dzięki Karolowi Marksowi naród mógł stać się sztandarem kontrrewolucji”

  1. Nawet Cat – Mackiewicz reprezentujący opcję narodową pisał w „Kluczu do Piłsudskiego”, że Marks i Lenin bronili niepodległości Polski, choć przeciwstawiał ich postawę niesłusznie stanowisku polskich radykałów. Jeśli ktoś zapiekł się w swoich poglądach, to nigdy nie zrozumie, dlaczego Marks pisał, że proletariusze nie mają ojczyzny, mając na myśli, że są z niej po prostu wywłaszczeni przez kapitał, że są pariasami, do których się strzela i wywłaszcza z wypracowanego przez nich dorobku. Ot co !

  2. Marks nazywał Słowian „etnicznym śmietnikiem”, a jego koleżka i sponsor Engels miał takie oto zdanie nt. niektórych narodów (cyt. z art. G. Kucharczyka, który podlinkowałem na końcu: „(…)Zanim niemiecki narodowy socjalizm zaczął głosić swoje „naukowe teorie” o wyższości rasowej „Nordyków” i o istnieniu „mniej wartościowych narodów”, w pismach Fryderyka Engelsa (oraz Karola Marksa) co rusz można natknąć się na pogardliwe uwagi o tzw. niehistorycznych narodach. W tym gronie Engels umieszczał przede wszystkim Słowian, ale również Irlandczyków czy Duńczyków. Zniknięcie z mapy Europy tych „pozbawionych historii” narodów – jak uczył Engels – było czynem ze wszech miar pozostającym w zgodzie z „obiektywnym rozwojem dziejowym”, było wprost dziejową koniecznością i czymś postępowym, bowiem – jak wyjaśniał Engels – >>owe szczątki ludów występują za każdym razem jako fanatyczni nosiciele kontrrewolucji i pozostają nimi aż do zupełnej swej zagłady bądź wynarodowienia, tak jak w ogóle samo ich istnienie jest już protestem przeciw wielkiej rewolucji historycznej<<. Te słowa Engels pisał w okresie Wiosny Ludów, wielkiego przebudzenia narodowego w całej Europie Środkowej. Tego typu poglądom pozostał wierny długo po 1848 roku. W 1882 roku w jednym ze swoich listów pisał o Słowianach: >>mam w sobie tyle autorytaryzmu, że uważam za anachronizm istnienie takich małych prymitywnych narodów w sercu Europy […] trzeba te narody oraz ich prawo do grabieży bydła poświęcić bez litości w imię interesu europejskiego proletariatu<<. Przyszła rewolucja – jak uczył Engels – będzie nie tylko eksterminacją „klas wyzyskujących”, ale jej koniecznym dopełnieniem musi być ludobójstwo. >>Najbliższa wojna światowa zmiecie z powierzchni ziemi nie tylko reakcyjne klasy i dynastie, lecz również całe reakcyjne narody. A to jest także postęp<<. Kilkadziesiąt lat później niemieccy narodowi socjaliści na ten sam proceder ukują inną nazwę: „ostateczne rozwiązanie”. Wobec „reakcyjnych narodów” każdy akt agresji należy usprawiedliwić. W dobie Wiosny Ludów Fryderyk Engels w następujący sposób usprawiedliwiał niemiecką (pruską przede wszystkim) agresję na Danię: >>takim samym prawem, jakim Francuzi zabrali Flandrię, Lotaryngię oraz Alzację, i prędzej czy później zabiorą Belgię – takim samym prawem Niemcy zabierają Szlezwik: prawem cywilizacji wobec barbarzyństwa, prawem postępu wobec zastoju<<. Warto w tym kontekście przypomnieć, że pruska propaganda już od czasów Fryderyka II przedstawiała rozbiory Polski jako czyn „cywilizacyjnie postępowy”. Prusacy mieli wchodzić na polskie ziemie jako „ci, którzy przynoszą kulturę” (Kulturtrager) do zupełnej dziczy. Znamieniem szczególnego cywilizacyjnego regresu, zarówno dla pruskich propagandystów, jak i Fryderyka Engelsa (toczącego ze swoich rezydencji w Manchesterze i Londynie zażarte boje z „reakcyjnym junkierstwem”), była katolickość całego narodu. Tak bardzo reakcyjny naród musi być tym surowiej ukarany, rzecz jasna w imię postępu. Po wojnie meksykańsko-amerykańskiej (zakończonej w 1846 roku) Engels nie miał żadnych wątpliwości, że odebranie Meksykowi niemal połowy terytorium jest właśnie czynem postępowym: >>czy to takie nieszczęście, że wspaniałą Kalifornię odebrano leniwym Meksykańczykom, którzy nie wiedzieli w ogóle, co z nią począć?<< A cóż powiedzieć o Irlandczykach? W swoim pierwszym „naukowym” dziele o położeniu klasy robotniczej w Anglii Engels odpowiadał: >>południowy [sic!], lekkomyślny charakter Irlandczyka, jego nieokrzesanie stawiające go niewiele wyżej od dzikusa, jego pogarda dla wszelkich bardziej ludzkich przyjemności (…) jego brud i nędza, wszystko to sprzyja u niego pijaństwu<<. Postponując Irlandczyków, Engels posługiwał się, jak widać z powyższego cytatu, motywami dobrze nam znanymi z pruskiej (a potem niemieckiej) antypolskiej propagandy posługującej się pojęciem polnische Wirtschaft („polskie gospodarowanie”) jako synonimem „polskiego niedbalstwa, niechlujstwa, niezaradności”. Stałym motywem (także ikonograficznym) w tym szkalowaniu była „polska świnia” ukazująca nie tylko rzekomą predylekcję Polaków do brudu, ale również naszą niską moralną konduitę. Tym samym instrumentem posłużył się Engels wobec Irlandczyków: >>Irlandczyk przywiązany jest do swojej świni tak jak Arab do swojego konia (…) je z nią i śpi z nią, jego dzieci bawią się z nią, jeżdżą na niej, tarzają się z nią w błocie.<<" - http://www.pch24.pl/engels—opowiesc-o-lewicowych-tradycjach,5562,i.html#ixzz2IMSRiHkR

  3. Z pewnością Engels mówiąc o zmiataniu z powierzchni ziemi reakcyjnych klas nie miał na myśli ludobójstwa, ale raczej podbój o charakterze ekonomicznym i kulturowym, choć uwzględniającym również walki zbrojne. Jego poglądy odnośnie reakcyjnych Słowian krytykował Marks ( vide Jerzy Robert Nowak – Myśli o Polsce i Polakach…). Myślenie Engelsa miało zupełnie inne korzenie niż pruska doktryna usprawiedliwiająca rozbiory. Powiedzmy, można to uznać za stanowisko świadka historii będącego naocznym widzem wchłaniania słabszych organizmów państwowych przez silniejsze. Jednocześnie jednak Engels dostrzegał narody, które same potrafią zmobilizować własne siły do walki z tymi tendencjami, szczególnie Polaków.

  4. W pełni rozwinął poglądy marksistowskie w kierunku wsparcia narodów walczących o swoją wolność Lenin, kładąc nacisk na twierdzenie Marksa, że nie może być wolnym naród, który uciska inne narody.

  5. Z turańskim palem w zadku bedą zachodniaczkowie kontemplować swoją „nieomylna arogancję” i wieloaspektową wyższość. Z wysokościa pala świat wokół nich z cała pewnością wyda im się niski, :-), ale bedzie to „ich ostatni raz”, tym razm analny, tak, jak toleraści najbardziej pragną.

  6. A tak dla przypomnienia, Marks pisał również, że kapitał nie ma ojczyzny. Opierał się przy tym na stwierdzeniu Napoleona Bonapartego z 1815 r. : „Gdy dany rząd jest zależny od pieniędzy bankierów, to właśnie bankierzy, a nie przywódcy rządu kontrolują przebieg wydarzeń. Ręka, która daje pieniądze, zawsze jest ważniejsza od ręki, która je bierze. Pieniądz nie ma ojczyzny, finansiści nie wiedzą, czym jest cnota i miłość do ojczyzny, ich jedynym celem jest osiąganie zysków”. Obalony cesarz wiedział, co mówi, gdyż sam padł uprzednio ofiarą wycofania poparcia finansowego przez Rotshildów. Ciekawym kontekstem może być również wypowiedź Abrahama Lincolna o dwóch wrogach: „Mam dwóch potężnych wrogów:stojącą przed moim obliczem armię Południa oraz znajdujące się za moimi plecami instytucje finansowe.Z tych dwóch nieprzyjaciół,drugi jest zdecydowanie bardziej niebezpieczny…”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.